Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 3 kwietnia 2009, 09:07

autor: Stranger

Wheelman - recenzja gry

Szybcy się wściekli w Barcelonie. W najnowszej grze stworzonej przez firmę Vina Diesla szalejemy po ulicach nadmorskiej metropolii. Czy to wystarczająca zachęta do kupna gry Wheelman?

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

To raczej dość niespodziewany zbieg okoliczności, a nie celowy zabieg, że Vin Diesel ozdobił swoim wizerunkiem dwie gry, których daty premier przedziela zaledwie kilkunastodniowy odstęp. O ile jednak o powodzenie odświeżonych przygód Riddicka, tworzonych przez doświadczonych programistów ze Starbreeze Studios, można być spokojnym, o tyle wysoka jakość Wheelmana niemal do samego końca pozostawała sprawą otwartą. Czy Driver i spółka zmuszeni zostaną do rzucenia się w szaleńczy pościg, czy może nowicjusz w barwach Tigon Studios z hukiem rozbije się o najbliższą latarnię?

Komputerowy Wheelman pierwotnie miał doczekać się premiery równolegle z kinowym filmem, lecz ostatecznie na ten drugi twór troszeczkę sobie jeszcze poczekamy. To raczej dobrze, że tak się stało. Gra nie zostanie przez to skreślona za bycie kolejną „egranizacją”, a poza tym film będzie jej kontynuacją, dzięki czemu zyskamy więcej czasu na poznanie interesujących szczegółów. Oś fabularna Wheelmana jest dokładnie tym, czego można by się spodziewać po filmie akcji z udziałem umięśnionego Vina. Dobrze też pamiętać (i cenić) jego dotychczasowy „dorobek twórczy”, z wyraźnym ukłonem w stronę Szybkich i wściekłych. W trakcie zabawy kontrolujemy postać Milo Burika. Główny bohater jest działającym pod przykrywką agentem i przybywa do Barcelony z zamiarem powstrzymania głośnego skoku, o którym od dłuższego czasu mówi się w kuluarach. Ze śledztwem powiązana jest między innymi postać seksownej tancerki o imieniu Lumi, którą poznajemy bliżej już na samym początku gry. W tle przewijają się zaś utarczki pomiędzy trzema głównymi gangami Barcelony – Rumunami, Los Chulos Canallas i Los Lantos. Generalnie całość wypada bez większych rewelacji, choć nie brakuje w miarę ciekawych reprezentantów poszczególnych ugrupowań i prymitywnych zwrotów akcji. Trochę zatęskniłem natomiast za widowiskowymi cut-scenkami, bo poza inspirowanym pierwszym Transporterem intrem i paroma innymi akcjami z końcówki nic na dłużej nie zapadło mi w pamięć.

Low rider.

Szybkie przetłumaczenie tytułu gry daje nadzieje na to, że znaczną część rozgrywki powinno się spędzić za kółkiem. Tak też jest w rzeczywistości, bo akcje z udziałem pojazdów zajmują około 80% czasu gry. Od każdego szanującego się klonu Drivera, do którego Wheelman zdaje się nawiązywać najbardziej, oczekuję fajnie zrealizowanych pościgów. Recenzowany produkt nie podąża śladami GTA IV i nie oferuje stosunkowo wolnego tempa rozgrywki, uwarunkowanego zwiększeniem realizmu jazdy. Zamiast tego mamy ostrą jazdę bez trzymanki, z zupełnym pominięciem niektórych praw fizyki. Pod tym względem Whelmanowi najbliżej do Burnout Paradise. Pojazdy są niemal przyklejone do drogi, pokonywanie zakrętów odbywa się bez udziału hamulca ręcznego, uszkodzenia karoserii nie mają żadnego wpływu na jazdę, a na dodatek z występujących w mniejszości motocykli praktycznie nie można spaść (kwalifikują się jedynie „dzwony” przy niebotycznych prędkościach). Mnie taki bardzo arcade’owy model jazdy się spodobał, zwłaszcza że dodano kilka fajnych i niespotykanych u konkurencji trików.

Domyślam się, że najwięcej kontrowersji wywoła wśród graczy mechanizm pomagający w uderzaniu w innych użytkowników drogi. Wygląda to cokolwiek dziwne, bo auto nagle zjeżdża na bok, nie tracąc prędkości. Ostateczny efekt przerasta jednak wszelkie oczekiwania. Koniec już z drobnym „poszturchiwaniem się”. Przeciwnika można teraz zepchnąć na przeciwległy pas ruchu czy wręcz przygwoździć do ściany, co szczególnie bawi, gdy steruje się większą furgonetką lub ciężarówką. Kilka takich akcji i pościg mamy z głowy... do czasu. Jeszcze bardziej od realizmu odcina się twór nazwany przez autorów „przejęciem z powietrza”. Wygląda to mianowicie tak, że po zbliżeniu się do upatrzonego auta, uchyleniu drzwi i odczekaniu paru sekund możemy przeskoczyć na dach innej maszyny. Vin niczym filmowy Spider-Man wykonuje susa i już po chwili kierujemy „świeżutkim” autem. To świetne rozwiązanie zwłaszcza przy pościgach – nie trzeba tracić czasu na zatrzymanie się w celu zamiany środka transportu.

Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

Octavianus VIP 10 października 2018

(PC) Koszmarne sterownie zarówno na padzie jak i klawiatura + mysz, przez co odechciewa się grać nie polecam.

0.0
Battlefield 2042 - recenzja. Dla każdego coś multiplayerowego
Battlefield 2042 - recenzja. Dla każdego coś multiplayerowego

Recenzja gry

Najnowsza produkcja studia DICE zrezygnowała z kampanii singlowej – zamiast tego zdecydowano, że gracze otrzymają więcej różnorodności w zawartości dla wielu graczy. Czy to dobry kierunek rozwoju?

Recenzja GTA Trilogy Definitive Edition - nie o taki remaster nic nie robiłem
Recenzja GTA Trilogy Definitive Edition - nie o taki remaster nic nie robiłem

Recenzja gry

GTA: The Trilogy Definitive Edition to mocno nieprzemyślany pakiet remasterów. Pomimo dość ładnej grafiki za cenę jednej gry dostajemy trzy stare. Można się przy nich nieźle bawić, ale raczej nie przekonają do siebie nowych graczy.

Recenzja gry Call of Duty: Vanguard - tylko dla największych fanów serii
Recenzja gry Call of Duty: Vanguard - tylko dla największych fanów serii

Recenzja gry

Najnowszy Call of Duty: Vanguard to poprawna strzelanka w singlu i powtórka z rozrywki w multi. Nie zaskakuje ani na plus, ani na minus, co czyni z niej nieco bladą, łatwą do zapomnienia odsłonę.