Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 30 maja 2001, 11:03

autor: Annihilator

Resurrection: Powrót Czarnego Smoka - recenzja gry

Resurrection: Powrót Czarnego Smoka, to stworzona przez mało znaną firmę Nebula Entertainment gra z gatunku TPP, której akcja umiejscowiona została w klimatach gothic fantasy.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Do niedawna gry TPP osadzone w klimatach fantasy były rzadkością. Mieliśmy przecież całą serię Tomb Raiderów, Indiana Jones and The Infernal Machine czy wydanego ostatnio na zachodzie X-COM: Enforcer’a, ale jedyną chyba grą, gdzie występowała magia i zimna stal, był od jakiegoś czasu Heretic II. Dopiero ostatnio zaczęły się pojawiać produkcje osadzone w klimatach gothic fantasy. Pierwszą z nich była Rune, poprzedzona głośną kampanią reklamową oraz zapowiedziami w pismach komputerowych, gdzie autorzy wprost rozpływali się z zachwytu nad grą. Niestety, okazało się, że nie jest ona aż tak wspaniała jak głosiły reklamy, chociaż i tak wielu bardzo się podobała. Po niej przyszedł Severance: Blade Of Darkness posiadający świetny interfejs walki oraz bardzo dobrą grafikę i grywalność. Ostatnio na rynek wszedł Resurrection: Powrót Czarnego Smoka, stworzony przez mało znaną firmę Nebula Entertainment. Czy poradzi sobie z poprzednikami? Zobaczymy.

W menu głównym mamy dwie opcje rozgrywki – Przygoda oraz Walka. Pierwsza z nich jest właściwą grą, gdzie zgodnie z fabułą przechodzimy kolejne etapy. Tutaj uwaga – pomimo, że dostępne są trzy postacie, nie możemy wybrać, którą z nich chcielibyśmy zagrać. Komputer przydziela nam po prostu odpowiedniego bohatera na dany poziom, np. na początku wcielimy się w postać Domenicusa, syna potężnego demona, Azogaraza. Dostając się na następny (wyższy) poziom mamy możliwość zagrać kapłanką Daiko i dopiero na końcu pokierujemy potężnym rycerzem Gau. W jednym z ostatnich etapów pojawi się możliwość wyboru bohatera pomiędzy Domenicusem i Daiko (w tej misji należy uwolnić Gau z zamku niewolników). Niestety po przejściu tego etapu do końca gry będziemy zmuszeni do poruszania się już tylko jako Gau.

Trzeba przyznać, że postacie w Resurrection mogą zaskoczyć . I nie chodzi tutaj stricte o stronę graficzną, ale o formę poruszania i odwzorowania. Każda z wymienionych wcześniej osób posiada zupełnie odmienny repertuar ciosów i specjalnych akcji. Weźmy na przykład Domenicusa – pokraczny człowieczek z pazurami a’la Wolverine, chodzący często na czworakach. Ale tylko on potrafi przemieszczać się po sufitach (utrzymuje się przy pomocy pazurów i magii), co często jest kluczem do rozwiązania niektórych problemów. Poza tym chodzenie na czworakach pozwala mu na podejście przeciwnika będąc niezauważonym.

Z kolei Gau to typowy wojownik. Wielki miecz, zbroja płytowa i ogromna siła ciosów powoduje, że nie musi się niczym przejmować i potrafi stanąć do walki z każdym przeciwnikiem (choć przyznam, że niektórzy nawet jemu ostro dają się we znaki). Jego podstawowa wada to powolność ruchów.

Chyba najlepszą postacią jest kapłanka Daiko. Jest bardzo szybka, wyposażona w dwa krótkie miecze, którymi dosyć konsekwentnie karci wroga. Ale jej najlepsza zdolność to rzucanie kul ognistych na odległość. Wystarczy stanąć w lekkim rozkroku, wycelować, „naładować się” przy pomocy magii i obserwować, jak wrogowie giną jeden za drugim. Dodatkowo Daiko może skorzystać z niewidzialności (która także wysysa magię), np. kiedy jest zbyt wielu przeciwników. Poza tym jej potencjał magiczny jest największy i odnawia się najszybciej z całej trójki.

Na początku gry miałem straszne problemy z przystosowaniem się do dziwnego sposobu poruszania się. Wystarczy otrzeć się o ścianę, a postać „klinuje się”. Trzeba wtedy odwrócić się plecami do ściany i dopiero wtedy od niej odejść. Przyznam, że ogromnie mnie to denerwowało i psuło radość grania. Dosyć irytujący jest też fakt, że ruchy specjalne postaci składają się z pewnego rodzaju sekwencji. Póki sekwencja ta się nie zakończy, nie możemy wykonać żadnej czynności. Doprowadzało to czasami do głupich (i stresujących) sytuacji, kiedy przez przypadek nacisnąłem atak (i to dwukrotnie) zamiast bloku i panowanie nad moim rycerzem odzyskałem po ok. 5 sekundach, kiedy był on już martwy. Jest to o tyle dziwne, że kiedy przeciwnik wykonuje podobną akcję (np. jest w trakcie podnoszenia się z ziemi lub wykonywania jakiegoś ataku), nie można mu zadać żadnych obrażeń. Czyli krótko mówiąc, przeciwnika można zranić tylko wtedy, kiedy albo nic nie robi, albo biegnie/idzie.

Recenzja gry Outriders - gdyby Diablo miało spluwy i słabe dialogi
Recenzja gry Outriders - gdyby Diablo miało spluwy i słabe dialogi

Recenzja gry

Outriders, pierwsza duża polska gra po Cyberpunku 2077, dowozi. Nie jest to strzelanka dla każdego, ale jeśli lubicie hack and slashe, to sprawdźcie nowe dzieło studia People Can Fly.

Hitman 3 wymiata! Recenzja najlepszej gry z Agentem 47
Hitman 3 wymiata! Recenzja najlepszej gry z Agentem 47

Recenzja gry

Prawie pięć lat po udostępnieniu graczom pierwszego fragmentu rebootu Hitmana, rewolucjonizującego serię i pokazującego potencjalny nowy kierunek dla całego gatunku skradanek, trylogia „World of Assassination” zostaje zamknięta w świetnym stylu.

Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym
Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym

Recenzja gry

Hyrule Warriors: Age of Calamity to nie jest być może Zelda, na którą czekaliście – to jednak naprawdę dobra gra z gatunku musou, która wyjmie wam kilkadziesiąt godzin z życia.