Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 11 lutego 2005, 10:00

autor: Adamus

World of Warcraft - recenzja gry

Blizzardowi udało się dokonać rzeczy trudnej, stworzyć grę MMO dla każdego. W WoW-a zagrać może gracz, którego doświadczenie zaczyna się i kończy na prostych zręcznościówkach, ale także gros hardcore’owych wymiataczy znajdzie w nim pole do popisu.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Od redakcji: Blizzardowi udało się dokonać rzeczy trudnej, stworzyć grę MMO absolutnie dla każdego. W World of Warcraft zagrać może gracz, którego doświadczenie zaczyna się i kończy na prostych zręcznościówkach, ale także gros hardcore’owych wymiataczy znajdzie w nim pole do popisu. Nie daje się przecenić również świat gry, który, budowany od lat z kopką dziesięciu, w tak pełnej formie zaistniał po raz pierwszy. Powyższe nie zmienia faktu, iż nasza entuzjastyczna ocena tej gry wybiega nieco w przyszłość. W przyszłość, w której Blizzard wypełni obietnice sprzed premiery (szczególnie te dotyczące PvP) oraz zdoła się uporać ze wszystkimi problemami, które zaskoczyły go przy okazji tego pierwszego w jego dorobku projektu MMO.

Oto minęło już dziesięć lat od czasu, gdy miłośnicy RTS-ów mieli możliwość delektować się pierwszą częścią Warcrafta, stworzoną przez mało wtedy znaną firmę Blizzard. Co prawda, dzisiaj patrząc na nią trudno już mówić o delektowaniu się ;-), ale jej druga część nadal odznacza się niespotykaną grywalnością i wiem, że jest sporo graczy, którzy wolą ją od trójki. Pamiętam, że spędziłem nad nią wiele godzin i często do niej wracałem w wolnych chwilach. Trzecia część pomimo, że kolorowa i mocno rozbudowana jakoś tak już do mnie nie przemówiła, może dlatego, że trochę zmieniły mi się upodobania i coraz większym uczuciem zacząłem traktować gry z gatunku cRPG? Tym niemniej sentyment do Warcrafta pozostał i gdy jakiś czas temu przeczytałem, że Blizzard planuje wydać grę z gatunku MMORPG umiejscowioną właśnie w tym świecie postanowiłem, jak tylko ujrzy światło dzienne, bliżej się jej przyjrzeć.

Kiedy tylko rozpoczęły się beta testy World of Warcraft zarejestrowałem się, rozpocząłem „testowanie” i po prostu wpadłem. Zostałem wessany z siłą tornada i prawie udało mi się odzwyczaić od snu ;-). Uzależniłem się do tego stopnia, że jak tylko pełna wersja została rozesłana do sklepów na drugiej półkuli, poruszyłem niebo i ziemię, żeby jak najprędzej położyć na niej swoje łapska. W końcu nadeszła niecierpliwie oczekiwana chwila i od kilku tygodni gram tylko w WoW-a i jak na razie nie zanosi się, żebym przestał.

Świat Warcrafta to dwa potężne kontynenty podzielone na kilkadziesiąt krain. Zachodni – Kalimdor – zamieszkiwany jest przez Nocne Elfy, Trolle, Orków i Taurenów – ostatni to istoty o najbardziej imponującej posturze, przypominające minotaury. Jedyną rasą reprezentującą tu siły przymierza są Nocne Elfy, których stolica Darnassus znajduje się na olbrzymiej wyspie Teldrassil. Na drugim kontynencie znajdują się Wschodnie Królestwa podzielone na dwa subkontynenty: północny – Northrend, zamieszkały w większości przez Nieumarłych z ich największym miastem Undercity, i południowy – Azeroth, zasiedlony przez Ludzi, Gnomy i Krasnoludy. Każda z ras posiada swoją stolicę, całkowicie różną architektonicznie i usytuowaną w zupełnie odmiennym krajobrazie. Wyjątkami są tu: wspólny dla Krasnoludów i Gnomów Ironforge oraz dla Orków i Trolli Orgrimmar.

Krajobrazy są przepiękne. Poczynając od kolorowych lasów zamieszkanych przez elfy, poprzez dzikie ostępy i moczary, mroczne puszcze, wypalone ziemie, pustynie, aż do pokrytych wiecznym śniegiem gór, skąd wywodzą się gnomy i krasnoludy. Dzięki temu unikamy monotonii i delektujemy się wspaniałymi widokami, zwłaszcza podczas podniebnych podróży, kiedy to na grzbiecie jednego z kilku dostępnych w grze latających wierzchowców przemieszczamy się pomiędzy odwiedzonymi wcześniej krainami.

System transportu w WoW-ie został dopracowany do perfekcji. Oprócz używania własnych kończyn dolnych, co przyznam jest męczące i często bardzo niebezpieczne, oraz latania, możemy posiadać własnego wierzchowca charakterystycznego dla każdej z ras (szkoda tylko, że dopiero od 40 poziomu doświadczenia). Dodatkowo łowca może dosiadać zwierzęcia, które sam oswoił, a czarnoksiężnik przywołać sobie demonicznego rumaka. Trzeba powiedzieć, że widok potężnej bestii, na której z fantazją i z dużą szybkością przemieszcza się jej właściciel, jest imponujący. Pomiędzy kontynentami i wyspami możemy przepływać statkiem, a jednym z ciekawszych środków lokomocji jest podziemna kolejka kursująca pomiędzy Ironforge a Stormwind.

Na początku musimy wybrać, po której ze stron chcemy się opowiedzieć i rasę, która nam najbardziej odpowiada. Każda z ośmiu ras występujących w grze ma do wyboru od czterech do sześciu profesji. Możemy określić również płeć naszej postaci (nie ma to, co prawda najmniejszego wpływu na nasze statystyki) oraz w zależności od rasy cechy charakterystyczne, czyli fryzurę, kolor skóry, wygląd twarzy lub pyska czy kształt poroża (w przypadku Taurenów). W sumie wcielić możemy się w jedną z dziewięciu klas, w tym dwie charakterystyczne tylko dla każdej ze stron konfliktu – paladyna występującego po stronie przymierza, dostępnego dla Ludzi i Krasnoludów oraz szamana, którym można grać po stronie hordy (każdą rasą za wyjątkiem Nieumarłych).

Recenzja Nioh 2 – gry, w której chcesz zginąć tysiąc razy
Recenzja Nioh 2 – gry, w której chcesz zginąć tysiąc razy

Recenzja gry

Kiedy zabierałem się za pisanie tej recenzji kusiło mnie, żeby podążyć za przykładem Team Ninja i po prostu przekopiować całe akapity z tekstu o pierwszej grze, zmienić nagłówki oraz dodać parę małych zmian.

Recenzja gry Wolcen – diablo trudna miłość
Recenzja gry Wolcen – diablo trudna miłość

Recenzja gry

Wolcen: Lords of Mayhem, niezależny hack’n’slash, zaliczył wejście smoka, o jakim inni konkurenci Diablo – Path of Exile i Grim Dawn – mogli tylko pomarzyć. Zobaczcie, dlaczego ten hack'n'slash wywołał tyle emocji.

Recenzja gry Dragon Ball Z: Kakarot – pięć dni dobrze się bawiłem w przeciętnej grze
Recenzja gry Dragon Ball Z: Kakarot – pięć dni dobrze się bawiłem w przeciętnej grze

Recenzja gry

Dragon Ball Z: Kakarot to gra dla fanów wciąż przepełnionych sentymentem do Son Goku. I tylko dla nich. Cała reszta może sobie odpuścić.