Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Call of Duty: Black Ops - Cold War Recenzja gry

Recenzja gry 13 listopada 2020, 06:00

autor: DM

Strzelam i jeżdżę – wirtualnie i w realu. Później o tym piszę – krytycznie lub z zachwytem.

Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory

Po wielkim restarcie marki Modern Warfare, odświeżenia doczekała się także seria Black Ops. Przygody Masona, Woodsa i Hudsona powracają w świetnym stylu, bo Cold War to jedna z najlepszych kampanii w historii CoD-a!

Recenzja powstała na bazie wersji PS4. Dotyczy również wersji XONE

PLUSY:
  1. świetna fabuła kampanii singlowej z kilkoma zakończeniami;
  2. jak na standardy CoD-a niezwykłe mechaniki rozgrywki, które całkiem dobrze się sprawdzają;
  3. różnorodność etapów, w których robi się dużo więcej, niż tylko strzela;
  4. kapitalny fanservice z nawiązaniami do serii Black Ops oraz Modern Warfare;
  5. 8-bitowa klasyka pokroju River Raida do wypróbowania w ramach kampanii;
  6. niełatwy tryb zombie z mapą w Polsce;
  7. powrót rozrywkowego Dead Ops Arcade.
MINUSY:
  1. multiplayer nie tak dobry jak ten w Modern Warfare;
  2. trochę rozczarowująca oprawa dźwiękowa;
  3. nadal zbyt prymitywna SI i poziom trudności niepasujący do mechanik.

Powstałe rok temu na nowym silniku Call of Duty: Modern Warfare znacznie podniosło poprzeczkę jakości kolejnym grom z tej serii. Kampania fabularna z odświeżoną wersją kapitana Price’a była bardzo dobra, a strzelanie w końcu zaczęło sprawiać frajdę, co przełożyło się na świetne wrażenia z rozgrywek sieciowych. Jak na tym tle wypada najnowsza odsłona cyklu o bardzo długim tytule: Call of Duty: Black Ops – Cold War? To zależy...

Odpowiedź nie jest jednoznaczna, bo Black Ops to jak zwykle trzy osobne moduły oferujące nieco inne doświadczenie. W moim odczuciu dostaliśmy kapitalną, jedną z najlepszych w historii CoD-a, kampanię fabularną, multiplayer nieco słabszy od tego z Modern Warfare i tryb zombie jak zwykle na wysokim poziomie, ale do pełnej satysfakcji wymagający jednak sprawnej ekipy.

Starcia sieciowe niby są podobne do tych z zeszłorocznej gry, bo wiele elementów jest tu identycznych. Mamy to samo menu, wybór operatorów, niemal taki sam arsenał czy tryby z potyczkami 6 vs 6, jednak w Cold War jakoś zupełnie nie mogłem się przestawić na nowy rytm poruszania się czy zauważalnie inny „time-to-kill”. Nie znalazłem tu tej przyjemnej płynności i frajdy ze strzelania jak w MW, co – podejrzewam – wynika z zastosowania zupełnie innego silnika. Te różnice techniczne kompletnie jednak nie przeszkadzały mi w kampanii singlowej.

Nowe przygody Hudsona, Woodsa i Masona przenoszą nas w czasy zimnej wojny, gdy świat stale żył groźbą użycia nuklearnych arsenałów Wschodu i Zachodu. Na straży chwiejnego status quo stali politycy obu mocarstw i tajni agenci wywiadu prowadzący ze sobą ciągłą grę w kotka i myszkę. Kampania Black Ops – Cold War rzuca nas w sam środek takich akcji i robi to naprawdę dobrze – zarówno w kontekście fabuły, jak i mechanik rozgrywki. Zwłaszcza w przypadku tej ostatniej nowy CoD mocno Was zaskoczy!

Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory - ilustracja #1
Robienie zdjęć, inwigilacja i Checkpoint Charlie w Berlinie gdzie przebiegała “żelazna kurtyna”. Zimna wojna w pełnej krasie!
Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory - ilustracja #2
Wietnam powraca, niestety bez przebojowych piosenek Rolling Stonesów.

Black Ops + Modern Warfare = Call of Duty

Kampanię fabularną w Cold War przeszedłem w jedno popołudnie, i to nie tylko dlatego, że zajmuje ona standardowe pięć godzin – po prostu nie mogłem się od niej oderwać i byłem ciekawy, co wydarzy się dalej. Okazuje się ona spójną i wciągającą opowieścią z kapitalnym zakończeniem, więc generalnie trudno uznać, że jest za krótka czy przeciwnie – za długa. Trwa idealnie w sam raz dla opowiadanej historii i nie wywołuje ani znużenia, ani niedosytu – jak film. Autorzy zapewniali, że to bezpośrednia kontynuacja pierwszej części Black Ops, której znajomość nie będzie jednak wymagana, i z jednej strony rzeczywiście tak jest.

W tej odsłonie główną rolę odgrywa nowa postać – Russell Adler z CIA – dowodzący w terenie operacją wytropienia niejakiego Perseusza – sowieckiego agenta dążącego do upadku USA i zachodniego świata nawet za cenę nuklearnych ataków. Woods i Mason to ludzie od „czarnej roboty”, a Hudson kieruje wszystkim „z góry”. Znać poprzedniej części nie trzeba, ale uwierzcie mi, że warto – i to nie tylko Black Ops 1, ale i pierwsze dwie części Modern Warfare! Ilość nawiązań do obu tych serii i puszczanie oka do fanów niejednokrotnie spowodują u Was szybsze bicie serca!

Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory - ilustracja #3

ADLER REDFORD?

Charakterystyczna blond fryzura oraz ogólnie twarz Russella Adlera przywołuje na myśl gwiazdę kina lat 70. i 80. oraz bożyszcze kobiet z tamtych lat – Roberta Redforda. Od devów dowiedziałem się, że przy kreacji Adlera inspirowali się kilkoma postaciami z filmów szpiegowskich, w tym rzeczywiście także Redfordem.

Aktor ten ma na koncie parę ról właśnie w takich obrazach i w celu wczucia się w tę atmosferę przed grą warto na pewno sprawdzić takie pozycje jak Zawód: szpieg z 2001 roku i jeden z najsłynniejszych thrillerów szpiegowskich – Trzy dni Kondora z 1975 roku.

Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory - ilustracja #4
Next-genowy river raid…
Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory - ilustracja #5
… i old-genowy River Raid - wszystko do dostania w Cold War.

Ja, szpieg!

Fanservice to jednak tylko wisienka na torcie kampanii Cold War. Już od pierwszej misji rzucają się w oczy nowe mechaniki, zaskakujące jak na celowniczek na szynach, którym zwykle jest CoD, i to nawet gdy mamy w pamięci eksperymenty w serii Black Ops z różnymi urozmaiceniami. Widzieliśmy już w niej wybory, opcjonalne misje, bazę wypadową – i wszystko to znalazło się w Cold War, ale w nieco bardziej zwartej, przemyślanej formie, przypominającej czasem niemal grę RPG! Bo co powiecie na to, że w CoD-zie jest teraz kreator postaci (tak, gramy swoim własnym bohaterem!), rozmowy z NPC za pomocą różnych kwestii dialogowych, dokonywanie wyborów podczas konwersacji i presja czasu?

Mało tego – są sekwencje skradankowe, przenoszenie i ukrywanie ciał, a nawet minigra w otwieranie zamków wytrychem, ilekroć drzwi są zamknięte! W jednej misji pojawia się zadanie, które można wykonać na wiele różnych sposobów, gdzie indziej znajdziemy czynności opcjonalne, questy poboczne czy opcję wyboru startowego uzbrojenia naturalnie wplecioną w scenariusz. Niczym w Wolfensteinie w naszej tajnej bazie wypadowej można rozmawiać z towarzyszami z ekipy i jest to o wiele lepiej zrealizowane niż podobny zabieg w Star Wars: Squadrons, a wszystko prowadzi do jednego z dwóch zakończeń, z których każde ma jeszcze swoje pomniejsze warianty.

Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym
Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym

Recenzja gry

Hyrule Warriors: Age of Calamity to nie jest być może Zelda, na którą czekaliście – to jednak naprawdę dobra gra z gatunku musou, która wyjmie wam kilkadziesiąt godzin z życia.

Recenzja Assassin's Creed Valhalla - to jest Asasyn, którego szukacie
Recenzja Assassin's Creed Valhalla - to jest Asasyn, którego szukacie

Recenzja gry

Miniony tydzień był cholernie intensywny. Spędziłem go z grą AC Valhalla, u boku Eivor, dzielnej wojowniczki z Norwegii, która wraz z bandą przyjaciół wyruszyła do Anglii, żeby zbudować swój dom.

Recenzja gry Spider-Man: Miles Morales - wejście z hukiem w nową generację
Recenzja gry Spider-Man: Miles Morales - wejście z hukiem w nową generację

Recenzja gry

Insomniac Games zawojowało dwa lata temu platformę Sony ze swoją historią o Spider-Manie. Wydawany już za moment Miles Morales to idealny dowód na to, jak wiele mogą zmienić dwa lata i nowa generacja sprzętu.