Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Sniper: Ghost Warrior Contracts Recenzja gry

Recenzja gry 25 listopada 2019, 13:45

autor: DM

Strzelam i jeżdżę – wirtualnie i w realu. Później o tym piszę – krytycznie lub z zachwytem.

Recenzja gry Sniper: Ghost Warrior Contracts – snajper trafia za czwartym razem

Sniper: Ghost Warrior Contracts to w zasadzie Hitman, który zamiast przebrań, ma tylko karabin snajperski. I generalnie takie połączenie całkiem nieźle działa.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  1. udane dostosowanie znanego schematu kontraktów do gry o snajperze;
  2. urozmaicające rozgrywkę ciekawe pomysły podczas likwidowania głównych celów;
  3. bardzo dobre projekty lokacji stwarzające pole do popisu zarówno snajperom, jak i miłośnikom skradanek;
  4. krajobrazy potrafią cieszyć oko;
  5. sporo dodatkowych zadań dla lubiących trudniejsze wyzwania.
MINUSY:
  1. słabe odczucia w mechanice strzelania z karabinu snajperskiego;
  2. otoczka fabularna bez klimatu;
  3. kłopoty z autozapisem, zmuszające czasem do powtarzania misji;
  4. sporo mniejszych i większych problemów technicznych z SI, dźwiękiem oraz spadkami płynności.

Seria Sniper: Ghost Warrior zaliczyła w trzeciej swojej odsłonie toksyczną fascynację cyklem Far Cry. Próba „robienia się” na idola skończyła się jednak dość boleśnie. Twórcy obiecali wyciągnąć z tego naukę i dlatego najnowsza część ich cyklu, Sniper: Ghost Warrior Contracts, zapatrzyła się na inną znaną serię – Hitmana – z małym zerkaniem w stronę Snipera Elite. I choć trochę szkoda, że tak wdzięczny temat i prawdziwa kopalnia pomysłów, jaką jest postać wojskowego snajpera, nie doczekał się własnej formuły, to trzeba przyznać, że taka kombinacja patentów z innych gier (podobnie jak w Jedi: Fallen Order) tym razem się sprawdziła i w Contracts gra się całkiem dobrze.

Trudno tu znaleźć klimat rodem z filmu Clinta Eastwooda – Snajper. Nowy bohater przypomina bardziej takie pozbawione charyzmy połączenie Agenta 47 i Karla Fairburne’a, czyli płatnego zabójcy i szpiega, który głównie musi wykraść coś z wrogiego obiektu, a karabin snajperski jedynie ułatwia mu drogę do celu. Otoczka fabularna jest naprawdę słaba, na szczęście zaprezentowano ją w równie oszczędnej formie co w nowych Hitmanach. Rozgrywka natomiast wydaje się najlepsza z całej serii Sniper: Ghost Warrior i chyba dobrze, że nie jest na odwrót. Do pełnego sukcesu jednak trochę zabrakło, bo tradycyjnie nie obyło się bez technicznych baboli oraz nadal wyczuwalnej w wielu aspektach „budżetowości”.

Recenzja gry Sniper: Ghost Warrior Contracts – snajper trafia za czwartym razem - ilustracja #1
Lokacje są rozległe i bardzo bogate w liczne przejścia i drogi do celu oraz punkty obserwacyjne do "snajpienia".
Recenzja gry Sniper: Ghost Warrior Contracts – snajper trafia za czwartym razem - ilustracja #2
Główny bohater bardziej przypomina hakera lub artystę grafitti niż snajpera.

Agent 47 i Karl Fairburne wchodzą do baru na Syberii…

Jeśli więc przymkniemy oko na parę wad, zabawa może być całkiem niezła. Zamiast swobody w otwartym świecie i fabularnej historii mamy tu kopię kontraktów z Hitmana. Wszystkie zadania spina oczywiście pewna klamra fabularna, ale poszczególne kontrakty wydają się tak luźno z nią powiązane, że nie trzeba zaprzątać sobie nią głowy. Nasz bohater przypomina bardziej chuderlawego hakera, który kręci youtube’owy remake Oczu szeroko zamkniętych Kubricka, niż zawodowego snajpera. W każdym razie został on wynajęty przez partyzancką bojówkę ciemiężonego ludu Syberii, która po wojnie o niepodległość z Rosją stała się niezależnym państwem rządzonym przez w niczym nie lepszą, skorumpowaną bandę bogatych kolesi.

Recenzja gry Sniper: Ghost Warrior Contracts – snajper trafia za czwartym razem - ilustracja #3
Przerywniki filmowe są generalnie bardzo dobrze zmontowane - szkoda, że nie opowiadają jakieś ciekawszej intrygi.

MASKA WYGODY

Skąd to nawiązanie do niesamowitego filmu Stanleya Kubricka Oczy szeroko zamknięte? Główny bohater gry nosi maskę i czarny kaptur, co trochę skojarzyło mi się z pamiętnym wizerunkiem Toma Cruise’a w tym filmie. W grze maska służy jako główny gadżet usprawiedliwiający supermoce naszej postaci, pokroju automatycznego zaznaczania śladów, interaktywnych przedmiotów czy termowizji. Jej podstawową funkcją jest jednak tryb lornetki i oznaczanie celów na stałe wraz z odległością do nich.

To właśnie kluczowych syberyjskich prominentów przychodzi nam wyeliminować, a także zebrać dowody na ich niecne knowania, np. w postaci kosza zabawek genetycznie ulepszonych dzieci! Ogólnie historia jako całość to zbiór oklepanych motywów ze słabych filmów sensacyjnych. Kiedy jednak, tak jak w ostatnich dwóch Hitmanach, skupimy się wyłącznie na konkretnym zadaniu, można się nawet w to wczuć. Tym bardziej że twórcy postarali się o całkiem ciekawe urozmaicenia, jak chociażby obecność ważnego celu i jego sobowtóra czy ograniczenia czasowe, by nie dopuścić do egzekucji więźnia. Aż szkoda, że nie zastosowano więcej jakichś oskryptowanych niespodzianek, nawet z konsekwencją zawalenia misji.

Recenzja gry Sniper: Ghost Warrior Contracts – snajper trafia za czwartym razem - ilustracja #4
Dzień dobry 47, dziś twoim celem jest...

Widać tutaj krok w dobrą stronę i mam nadzieję, że pomysły te będą rozwijane, bo ogólnie Sniper: Ghost Warrior Contracts ma potencjał na kolejne mapy i epizody – zupełnie jak gra z Agentem 47 w roli głównej, od ciągłych porównań z którą ciężko uciec. Mamy nawet męski odpowiednik Diany Burnwood, który w identyczny sposób przedstawia cele misji oraz dostarcza dodatkowych informacji w trakcie jej wypełniania. Fajnie wyszły również filmy wprowadzające, znowu podpatrzone u Hitmana, ale wyjątkowo dobrze zmontowane, z bardzo spójną stylistyką.

Snajper na kontrakcie, duch po godzinach

Jest więc otoczka z gry o płatnym zabójcy, jest i główna mechanika kontraktów. Na każdej z pięciu map znajdziemy kilka misji głównych do zrealizowania w dowolnej kolejności, sporo zadań pobocznych oraz wyzwania dla lubiących coś trudniejszego. Możemy pokusić się o przeniknięcie do wrogiej bazy, w czym pomagają liczne ukryte ścieżki lub korytarze, albo po prostu „wystrzelać” sobie drogę do celu z oddalonego miejsca i wejść do praktycznie pustego obiektu. W obu przypadkach wszczynanie alarmu nie jest wskazane, bo przeciwnicy dysponują znacznie większą siłą ognia, co czyni z gry rasową „skradankę snajperską” w stylu Snipera Elite.

I bez względu na to, ile satysfakcji przynosi bezszelestne wkroczenie na teren wroga, główną atrakcją gry jest oczywiście „snajpienie”. Metodyczne „zdejmowanie” przeciwników jednego po drugim, tak by reszta się nie zorientowała, rzeczywiście wciąga i sprawia sporą frajdę. Przed misją dobieramy właściwy karabin oraz akcesoria do niego. Jak zwykle możemy liczyć na uproszczoną balistykę z koniecznością brania poprawek na wiatr i odległość. Strzały urozmaica również nieco zbyt powtarzalny „killcam” – w zwolnionym tempie i z odrywanymi raz po raz kończynami. I wszystko byłoby świetnie, gdyby nie bardzo słabe odczucia podczas samego strzelania.

Potężne karabiny snajperskie nie dają praktycznie żadnego efektu odrzutu, oprócz kołysania widokiem z lunety, a przy strzale zachowują się jak kamera przyspawana do podłoża. W niczym nie pomaga oglądanie przeciwników odskakujących po trafieniu jak na sprężynce oraz słabe udźwiękowienie. Trochę lepiej animacja odrzutu wypada w przypadku karabinków szturmowych, jednak biorąc pod uwagę, że to nasza broń zapasowa, powinno być raczej na odwrót.

Nie mam też pojęcia, dlaczego skórki kamuflaży bardziej przypominają zawartość działu „abstrakcja” z jakiejś podrzędnej strony z tapetami na pulpit niż wzory mogące kojarzyć się z bronią palną. Ogólnie oczyszczanie lokacji z wrogów i coraz większe pustki na mapie robią lepsze wrażenie niż strzelanie jako takie, podczas którego czuć „budżetowość” nowego Snipera.

Recenzja gry Sniper: Ghost Warrior Contracts – snajper trafia za czwartym razem - ilustracja #5
Dzień dobry 47, dziś twoim celem jest... A nie, sorry, ty jesteś przecież 48? 49?

MULTI W GRUDNIU

W grze póki co nie ma żadnych mikrotransakcji, ale znajdziemy tu aż cztery rodzaje waluty, a niektóre z nich zdobywamy wyłącznie za mierzenie się z wyzwaniami, za wykonywanie zadań pobocznych lub za pozyskane znajdźki. Jeśli zechcemy odblokować wszystko, niezbędne okaże się zaliczenie tych więcej od nas wymagających i ukrytych wyzwań. Za walutę ekstra poszerzymy możliwości naszego bohatera i jego sprzętu w trzech głównych kategoriach oraz zakupimy dostępną broń i ekwipunek.

O ile rozwój postaci wydaje się całkiem sensowny i odblokowujemy głównie przydatne zdolności, tak w gadżetach ponownie jest aż za bogato – tym bardziej że żadna misja nie ma charakteru obronnego i nie musimy robić chociażby jakichś częstych zasadzek na wrogie pojazdy. Być może to się zmieni i część wyposażenia stanie się potrzebna, gdy (ponownie z opóźnieniem) zostanie wprowadzony tryb multiplayer, który zapowiedziano na grudzień.

TWOIM ZDANIEM

Na czym lepiej Ci się gra w strzelanki?

Na myszy i klawiaturze
87,7%
Na padzie
12,3%
Zobacz inne ankiety
Recenzja gry Darksiders Genesis – wygląda jak Diablo, a to wciąż Darksiders
Recenzja gry Darksiders Genesis – wygląda jak Diablo, a to wciąż Darksiders

Recenzja gry

Czy po trzech częściach serii jest jakiś sens w wydawaniu prequela, który w dodatku jest spin-offem i to izometrycznym? Wbrew pozorom, zdecydowanie tak. Szkoda tylko, że ta część nie wyszła jako pierwsza, bo mogłoby to pomóc całej marce.

Recenzja gry Terminator: Resistance – Roboty ciosane z drewna mają swoją duszę!
Recenzja gry Terminator: Resistance – Roboty ciosane z drewna mają swoją duszę!

Recenzja gry

Nowy Terminator jest zaskakująco satysfakcjonujący. Nie chodzi jednak o przeciętny film Tima Millera, a świeżutką grę krakowskiego studia Teyon – dewelopera, który w branży gamingowej "zabłysnął" dzięki niechlubnemu Rambo: The Video Game.

Recenzja gry Star Wars Jedi Fallen Order – EA kontratakuje i robi to dobrze
Recenzja gry Star Wars Jedi Fallen Order – EA kontratakuje i robi to dobrze

Recenzja gry

Po niezłym zamieszaniu, jakie narobił świetny pierwszy odcinek serialu The Mandalorian, Star Wars Jedi: Fallen Order kontratakuje w świecie gier. To produkcja, która przynosi nową nadzieję, dla kolejnych gier w uniwersum Gwiezdnych wojen.