Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

The Sinking City Recenzja gry

Recenzja gry 25 czerwca 2019, 18:00

autor: DM

Strzelam i jeżdżę – wirtualnie i w realu. Później o tym piszę – krytycznie lub z zachwytem.

Recenzja gry The Sinking City – Sherlock Holmes kontra mitologia Cthulhu

The Sinking City miało zabrać nasz umysł do granic szaleństwa wokół kultu Cthulhu, ale Wielkich Przedwiecznych pokonał tu chyba sam Sherlock Holmes. To przygodówka z syndromem „jeszcze jednej tury”.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Mówiłem Ci już, na czym polega definicja szaleństwa?

PLUSY:
  1. wciągająca mechanika prowadzenia śledztwa;
  2. fabuła niektórych zleconych spraw;
  3. konieczność samodzielnego zdecydowania o dalszych krokach (gra zwykle nie prowadzi nas za rękę);
  4. ciekawe wybory podczas dochodzenia, konsekwencje których dają znać o sobie później;
  5. bogaty zestaw ekwipunku do walki;
  6. syndrom „jeszcze jednej sprawy”;
  7. mimo słabej grafiki miasto potrafi miejscami wyglądać bardzo klimatycznie.
MINUSY:
  1. toporna oprawa audiowizualna, kiepskie animacje;
  2. istny festiwal graficznego „kopiuj-wklej”;
  3. trochę irytujące sekwencje walki;
  4. prawie wszystkie śledztwa mają jeden i ten sam schemat postępowania;
  5. niezbyt intrygujący wątek główny oparty na prozie Lovecrafta.

To okazjonalne manipulowanie szerokością pola widzenia obrazu oraz pomarańczowe widma różnych postaci – przynajmniej według twórców The Sinking City ze studia Frogwares. Autorzy długiej serii gier o Sherlocku Holmesie tym razem wzięli się za bary z klimatem prozy H. P. Lovecrafta i chyba jednak nie udźwignęli potęgi Wielkich Przedwiecznych. The Sinking City okazało się za to niezłą przygodówką detektywistyczną, o ile wybaczymy tej produkcji dość toporne wykonanie, mocno odstające od dzisiejszych standardów.

Cały czas miałem wrażenie, że nawiązania do mitologii Cthulhu są tu jedynie pretekstem do walki z dziwnymi maszkarami, wytłumaczenia zdolności wizualizacji przebiegu zbrodni oraz zaserwowania dramatycznych wyborów na końcu fabuły. Fikcyjne miasto Oakmont ma tak wiele „zwykłych” problemów z uchodźcami, uprzedzeniami rasowymi, skorumpowanymi politykami czy gangsterami, że te nadnaturalne gdzieś się w tym miejskim tyglu gubią. Niby wszystko jest ze sobą ściśle powiązane, ale za każdym razem bardziej wciągało mnie szukanie jakiegoś mordercy z ulicy niż tajemnica mackowatych posągów na dnie oceanu. The Sinking City to trochę takie L.A. Noire z posypką Cthulhu. Niezbyt straszne, niezbyt szalone, niemniej wciągające i ciekawe.

Recenzja gry The Sinking City – Sherlock Holmes kontra mitologia Cthulhu - ilustracja #1
Na początku jest trochę strasznie i mackowato, ale później bierze górę wielka metropolia. W The Sinking City naukowcy eksperymentują sobie na sługach Wielkich Przedwiecznych.

W powodzi przestępstw

Postać prywatnego detektywa, dręczonego przez koszmary weterana I wojny światowej, wydaje się już chyba obowiązkowa w grach opartych na prozie Lovecrafta i mitologii Cthulhu. Charles Reed, dawniej nurek głębinowy z Bostonu, przybywa do miasta Oakmont, by wyjaśnić zagadkę dziwnej powodzi oraz tajemniczych halucynacji i koszmarów, które dręczą także jego. W przeciwieństwie jednak do wydanego w zeszłym roku Call of Cthulhu, gdzie musieliśmy rozwikłać jedną sprawę, tutaj mamy na głowie problemy całego miasta.

Fabuła skonstruowana jest na zasadzie „opowiem ci o tym, ale najpierw wykonaj dla mnie to i to”. Jedno zadanie nagle zmienia się w szereg kolejnych, a pojawiające się nowe wątki często okazują się ciekawsze od tego początkowego. Do tego dochodzą jeszcze opcjonalne misje poboczne zlecane przez przypadkowo spotkane osoby i ogólna długość gry, co sprawia, że motyw kultu Przedwiecznych rozpływa się gdzieś po drodze, a na pierwszy plan wychodzą te mniejsze, bardziej interesująco podane śledztwa.

Recenzja gry The Sinking City – Sherlock Holmes kontra mitologia Cthulhu - ilustracja #2
Pomimo masowych halucynacji, kultystów, gnijących wielorybów, powodzi, Oakmont żyje sobie całkiem normalnie.
Recenzja gry The Sinking City – Sherlock Holmes kontra mitologia Cthulhu - ilustracja #3
Sporo dochodzeń wciąga swoimi małymi wątkami fabularnymi.

MITOLOGIA CTHULHU BEZ CTHULHU

Powstanie The Sinking City okupione było małym zamieszaniem. Początkowo to właśnie Frogwares miało zrobić grę pod tytułem Call of Cthulhu, ale ostatecznie dostaliśmy ją od studia Cyanide i Focus Interactive. Frogwares kontynuowało jednak prace nad swoim dziełem opartym na prozie H. P. Lovecrafta, ale już najpewniej bez licencji na markę Call of Cthulhu, dlatego w grze ani razu nie pada to bluźniercze imię i nie pojawiają się żadne znane cytaty w języku Przedwiecznych. Główne bóstwo w The Sinking City nazywa się Cthygonnaar. Znajdziemy tu za to wspominki o mieście Innsmouth, hybrydy ludzi i ryb oraz sporo easter eggów, które fani książek H. P. Lovecrafta zauważą bez trudu.

Wielcy Przedwieczni kontra miejska dżungla

W budowaniu tajemniczej, niepokojącej atmosfery rodem z dzieł Lovecrafta nie pomaga także ogólna wizja miasta Oakmont. To już nie jest mała osada Innsmouth z Dark Corners of the Earth, gdzie każdy patrzył na nas wilkiem, czy wysepka Darkwater z Call of Cthulhu. Oakmont to metropolia, w której kiedyś jeździły tramwaje, a na ulicach piętrzą się wraki samochodów. Niby jest tu dziwnie, ale wszystkie niecodzienne sytuacje neutralizowane są przez rzeczy normalne i przyziemne.

Ludzie cierpią na halucynacje, plugawe maszkary wychodzą z ziemi i polują na przechodniów, wokół budynków gniją truchła kaszalotów, ktoś kogoś katuje na chodniku. Zaraz obok tego wszystkiego widzimy jednak inną postać beztrosko łowiącą ryby, gazeciarza wykrzykującego ostatnie wiadomości, a w barach roi się od gości. W mieście, zamiast grozy i tajemnicy, da się dostrzec głównie walkę o władzę lokalnych wpływowych rodzin, przemytników i Ku Klux Klan nadal gnębiący czarnoskórych oraz rybotwarzowych uchodźców z Innsmouth. W grze nie czuć żadnego narastającego szaleństwa czy zbliżającej się zagłady, tylko raczej ciągłą rywalizację wątków nadnaturalnych ze zwykłą przestępczością i ta druga zwykle wysuwa się na pierwszy plan.

Recenzja gry The Sinking City – Sherlock Holmes kontra mitologia Cthulhu - ilustracja #4

UKRAIŃSKI GAMEDEV

Z naszymi wschodnimi sąsiadami kojarzą się głównie serie S.T.A.L.K.E.R. oraz Metro i nie każdy wie, że studio Frogwares także znajduje się w Kijowie. Ta licząca dziś około 80 pracowników firma powstała w 2000 roku i od tego czasu zajmowała się głównie serią gier o Sherlocku Holmesie, która rozeszła się w łącznym nakładzie siedmiu milionów egzemplarzy. The Sinking City to do tej pory najambitniejszy i najbardziej rozbudowany projekt studia.

TWOIM ZDANIEM

Którego autora horrorów cenisz bardziej?

66,1%
H.P. Lovecraft
33,9%
Stephen King
Zobacz inne ankiety
Recenzja Arise: A Simple Story – gry, która najpierw was wkurzy, a potem uszczęśliwi
Recenzja Arise: A Simple Story – gry, która najpierw was wkurzy, a potem uszczęśliwi

Recenzja gry

Na praktycznie każdym etapie gry przynajmniej raz trafi Was szlag. Początkowo żmudna i nudnawa rozgrywka z czasem nam to jednak wynagradza. Z nawiązką! Jak w życiu. Jak wino. Arise: A Simple Story to gra niepozorna, uniwersalna, piękna i emocjonalna.

Recenzja Song of Horror – gra, która nie zawsze straszy tym, czym powinna
Recenzja Song of Horror – gra, która nie zawsze straszy tym, czym powinna

Recenzja gry

Song of Horror to straszna gra, która stawia na klasyczną prezentację, unikanie konfrontacji i zagadki. Ale czy wszystko, co tu straszy, na pewno było zamierzone przez twórców?

Recenzja gry Wanderlust Travel Stories – lektura obowiązkowa
Recenzja gry Wanderlust Travel Stories – lektura obowiązkowa

Recenzja gry

Wanderlust to niecodzienna i śmiała koncepcja gry, która opiera się na literaturze drogi. Odwaga twórców, którzy w XXI wieku stworzyli grę zbudowaną przede wszystkim z tekstu, zasługuje na podziw. I uznanie, bo Wanderlust jest naprawdę dobre.