Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 30 kwietnia 2003, 11:01

autor: Sukkub

IGI 2: Covert Strike - recenzja gry

I.G.I.2: Covert Strike to sequel znanej gry akcji FPS - Project I.G.I. stworzonej przez norweską firmę Interloop Studios. Akcja gry utrzymana jest w podobnym do części pierwszej charakterze.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Przez ostatnie dwa lata segment gier FPP uległ znacznym przeobrażeniom. Sukces takich produkcji, jak „Operation Flashpoint”, „Medal of Honor” czy tez serii „No One Lives Forever” wyraźnie dowodzi, że fani gatunku potrzebują coraz bardziej wyrafinowanej formy rozrywki. Współczesne gry akcji cechują się większym realizmem, mają bardziej rozbudowaną fabułę, a kwestie takie, jak taktyka i planowanie, zaczynają odgrywać rolę zasadniczą. W ten sposób narodził się gatunek gier, który coraz częściej określa się mianem „stealth action” bądź też „sneaker-shooter”.

„Project I.G.I.”, który został wydany już ponad dwa lata temu, był jedną z pierwszych produkcji, które próbowały być czymś więcej niż tylko zwykłą grą akcji ukazaną z perspektywy pierwszej osoby. Stworzona przez zespół z Norwegii gra, nie odniosła spektakularnego sukcesu, ale nie przeszła też niezauważona. Popularność, którą zyskała, była jednak wystarczająca, by nie podważać sensowności stworzenia kontynuacji. Kontynuacja ta, nosząca tytuł „I.G.I. 2:Covert Strike”, po dość długim okresie oczekiwania ujrzała w końcu światło dzienne.

Podobnie jak w części pierwszej, w „I.G.I.2” ponownie wcielamy się w postać Davida Jonesa, byłego oficera sił specjalnych SAS, a obecnie pracownika tytułowej organizacji I.G.I., czyli Instytutu Wywiadu Geotaktycznego (Institute for Geotactical Intelligence). Tym razem naszym głównym zadaniem jest walka ze światowym przemytem uzbrojenia, organizacjami sprzedającymi wojskowe technologie na czarnym rynku, a także... ze zdradą w obrębie grona byłych współpracowników. Szczegółów nie będę podawał, gdyż, mimo iż autorzy nie wymyślili nic nowego (czytaj: jak zawsze ratujemy świat od zagłady), to jednak przygotowali kilka interesujących zwrotów akcji.

W „Project I.G.I.” działaliśmy głównie na terenie byłych republik radzieckich. Teraz fabuła gry przenosi nas jeszcze w inne zakątki świata. Oprócz, można rzec standardowej w tego typu grach Rosji, przychodzi nam zmierzyć się z przeciwnikami w Libii oraz w Chinach. Tak to już jest, że kraje te wciąż stanowią wdzięczny temat, jeżeli chodzi o kwestie takie, jak globalny terroryzm i inne formy – nazwijmy to – nielegalnej działalności międzynarodowej. Zadania są ciekawe, złożone i nie polegają tylko i wyłącznie na infiltracji kompleksów wojskowych i tajnych fabryk. W jednej z misji musimy uciec z libijskiego więzienia, w innej przedostać się przez rumuńską granicę, w jeszcze innej wykraść dane z komputera znajdującego się w willi znanego z prequela handlarza bronią – Josefa Priboia. Co ważne, poszczególne etapy pod względem fabularnym tworzą spójną całość. Jeżeli na przykład w jednej z misji naszym celem jest wysadzenie mostu, aby uniemożliwić przejechanie przez niego konwoju z ważnym pakunkiem, to w kolejnej do naszych zadań należy zlikwidowanie całej obstawy transportu i przechwycenie wspomnianej przesyłki.

Tak jak poprzednio, twórcy gry przygotowali dla nas realistyczne (i to nie tylko z nazwy) uzbrojenie. Tym razem mamy do dyspozycji w sumie aż 30 różnego rodzaju pistoletów, karabinów oraz materiałów wybuchowych. Są to m.in. stary i sprawdzony Glock, Desert Eagle (kto oglądał film „Przekręt” Guy’a Ritchiego, ten wie, jak bardzo zabójczy potrafi być ten pistolet), MP5, M16, Uzi i oczywiście „gwiazda” każdego konfliktu zbrojnego, czyli popularny „kałach”. Całości nie sposób wymienić (samych karabinów snajperskich mamy sztuk trzy), ale też wątpliwe, byśmy ze wszystkich rodzajów uzbrojenia skorzystali. Dzieje się tak, dlatego, że autorzy, mając na uwadze realizm, dali nam możliwość posiadania w danym momencie tylko jednej broni krótkiej i jednej długiej. To oczywiście powoduje różnego rodzaju dylematy – lepiej wziąć dobre do walki w zwarciu MP5, czy też zdecydować się na niezawodnego na długie dystanse Dragunowa? Postawić na wyciszonego Glocka, czy też na posiadające inne zalety (hehe) Desert Eagle?

Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym
Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym

Recenzja gry

Hyrule Warriors: Age of Calamity to nie jest być może Zelda, na którą czekaliście – to jednak naprawdę dobra gra z gatunku musou, która wyjmie wam kilkadziesiąt godzin z życia.

Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory
Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory

Recenzja gry

Po wielkim restarcie marki Modern Warfare, odświeżenia doczekała się także seria Black Ops. Przygody Masona, Woodsa i Hudsona powracają w świetnym stylu, bo Cold War to jedna z najlepszych kampanii w historii CoD-a!

Recenzja Assassin's Creed Valhalla - to jest Asasyn, którego szukacie
Recenzja Assassin's Creed Valhalla - to jest Asasyn, którego szukacie

Recenzja gry

Miniony tydzień był cholernie intensywny. Spędziłem go z grą AC Valhalla, u boku Eivor, dzielnej wojowniczki z Norwegii, która wraz z bandą przyjaciół wyruszyła do Anglii, żeby zbudować swój dom.