Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

The Last Guardian Recenzja gry

Recenzja gry 5 grudnia 2016, 16:00

autor: Szymon "Hed" Liebert

Recenzja gry The Last Guardian – gry są sztuką, choć czasem źle zoptymalizowaną

The Last Guardian przez wiele osób został spisany na straty, bo mało kto spodziewał się, że gra sprosta oczekiwaniom. Technologicznie nierówne dzieło Fumito Uedy zawiera jednak tak duży ładunek emocjonalności i miłości, że warto się pomęczyć.

Recenzja powstała na bazie wersji PS4.

PLUSY:
  1. fantastyczna kreacja chłopca i potwora Trico;
  2. realistyczna sztuczna inteligencja bestii;
  3. oszczędna w słowach, ale intrygująca historia;
  4. pomysłowe i naturalne zagadki oraz sceny;
  5. urocza niedzisiejszość (brak podpowiedzi czy modnych współcześnie znajdziek);
  6. świetna muzyka i udźwiękowienie.
MINUSY:
  1. technologiczne niedociągnięcia;
  2. praca kamery;
  3. sterowanie nie wszystkim przypadnie do gustu.

Fumito Ueda. Czy jest większy poeta w branży? Japoński autor gier jak nikt inny potrafi łączyć pełne rozmachu i wizjonerskie koncepcje rozgrywki z subtelnym opowiadaniem prostych, a jednocześnie intrygujących historii. Chyba nikt inny nie zawarł też w swoich grach równie silnych emocji – smutku, poczucia osamotnienia, ale także tak budujących postaw jak empatia i wiara w człowieka. Dorzućmy do tego fakt, że Ueda to zabawny i skromny gość, który – zapytany o inspiracje dla charakterystycznej w przypadku jego gier onirycznej i pogrążonej we mgle oprawy artystycznej – odpowiedział: „Nie mogliśmy rysować dalszych planów terenu, bo ograniczał nas sprzęt”. Jak powstały legendarne gry? Cóż, chodzi o to, że sprzęt był słaby...

Minęło kilka lat i sprzęt jest znacznie mocniejszy, a Fumito Ueda wciąż popełnia ten sam błąd – chce osiągnąć coś, czego osiągnąć się nie da. Stworzyć grę oddającą jego wizję artystyczną w każdym calu. The Last Guardian było bliskie skasowania i dzisiaj, w dniu premiery, rozumiem dlaczego. Ueda i jego zespół zawiedli na całej linii, wypuszczając technologiczny koszmar, który mimo tylu lat pracy wypada słabo. Od katastrofy japońskiego poetę gier ratuje ten sam trik co zawsze: trafienie odbiorcę w samo serce najbardziej emocjonalnym pociskiem z możliwych.

Chłopiec i Trico ruszają na przygodę.

Przystanek na łące.

Człowiek i zwierzę

Recenzja gry The Last Guardian – gry są sztuką, choć czasem źle zoptymalizowaną - ilustracja #3

Fumito Ueda zdradził w jednym z wywiadów, że The Last Guardian zostało zainspirowane tym, jak gracze odebrali Shadow of the Colossus. Ueda ponoć był zdziwiony faktem, jak silną reakcję wzbudziła relacja z jedynym towarzyszem i sprzymierzeńcem: wierzchowcem Agro. Japoński twórca postanowił na tym właśnie elemencie oprzeć swoje następne dzieło.

The Last Guardian jest kolejnym przykładem specyficznego języka i zainteresowań Uedy, zarówno pod względem rozgrywki, jak i fabuły. Gra opowiada o chłopcu, który budzi się w tajemniczych ruinach u boku potężnej bestii imieniem Trico. Chłopak postanawia pomóc rannemu stworzeniu, a później pójść w swoją stronę. Tak się jednak nie dzieje, bowiem zdezorientowane zwierzę zaczyna podążać za podrostkiem. Tematem The Last Guardian jest przyjaźń rodząca się między dwójką bohaterów i w tym Ueda zawarł główny ciężar emocjonalny, w tle kreując oczywiście pewien szczątkowo przedstawiony świat, ale pokazując go raczej w formie zagadki, której rozwiązanie tak naprawdę szybko przestaje mieć dla nas znaczenie. Najważniejsze dla głównego bohatera, młodego chłopaka, z którego perspektywy obserwujemy wydarzenia, jest przetrwać i ochronić przyjaciela. Groźna z pozoru bestia szybko odwzajemnia się tym samym, zmagając się przy tym ze swoją naturą oraz... cóż... tresurą.

W tle majaczą monumentalne strzeliste wieże, skrywające mroczne sekrety i machiny – jedyna droga wiedzie w górę. Pokonujemy ją przeważnie w milczeniu, bo zamiast serwowania licznych dzienników audio, zapisków do przejrzenia w menu czy rycin na ścianach – metod tak ubóstwianych przez dzisiejsze gry „narracyjne” – Ueda ogranicza się do oszczędnego snucia wątków w charakterystycznym dla siebie stylu oraz zaledwie paru wyjaśniających pewne kwestie scen. The Last Guardian świetnie pokazuje, że znacznie lepszym pomysłem na kreację bohaterów i zaprezentowanie łączących ich więzi są czyny, a nie słowa. Gra nie oszczędza na budowaniu dramaturgii i oddziaływaniu na emocje, co przeważnie wiąże się z pokonywaniem kolejnych przeciwności losu.

Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

kALWa888 Ekspert 22 kwietnia 2022

(PS4) Arcydzieło. Jedyne zgrzyty to kwestie techniczne - bo są spadki animacji, bo kamera niewygodna, a fizyka lub spłatać figla. Ale to nic w obliczu zalet. Mamy tu zachwycającą stylistykę w pięknej oprawie, imponującą pod kilkoma względami - jak choćby pióra Trico żyjące własnym życiem. Do tego robiąca wrażenie inteligencja sztuczna wielkiego stwora, dzięki czemu ma się wrażenie, że to prawdziwy zwierzak. Nie mogę też nie wspomnieć o miażdżącej serce fabule, która sprawiła, że darłem się do telewizora. Potrzebuję więcej takich gier.

9.0

Czarny Wilk Ekspert 9 kwietnia 2017

(PS4) The Last Guardian zasługuje na najlepszą rekomendację, jaką mogę mu dać - udowodnił że warto było tyle na niego czekać. Chociaż sterowanie często mnie frustrowało, kamera bywała bardziej zagubiona niż główny bohater, a spadki liczby klatek momentami aż nazbyt dawały się we znaki, to i tak emocje dostarczone przez grę mi to z nawiązką zrekompensowały.

8.5
Recenzja Return to Monkey Island - to (nie) jest gra dla starych ludzi
Recenzja Return to Monkey Island - to (nie) jest gra dla starych ludzi

Recenzja gry

Return to Monkey Island to gra, w której w końcu, po tylu latach, wielu z nas odkryje sekret Małpiej Wyspy. Prowadzi do niego ciepła, kolorowa i nostalgiczna przygoda zamknięta w pomysłowej, świetnie napisanej, metatekstualnej przygodówce.

Recenzja gry Stray - z kotami to i cyberpunk słodki
Recenzja gry Stray - z kotami to i cyberpunk słodki

Recenzja gry

Kot i cyberpunk. Te dwie rzeczy wystarczyły, by „indyk” zrobiony w kilkanaście osób – w dodatku przygodówka (z niewielką tylko domieszką akcji) – oczarował cały świat. I nie zanosi się, by czar miał prysnąć wraz z premierą. Stray to naprawdę udana gra.

Recenzja The Quarry - najlepsza gra, w którą się nie gra
Recenzja The Quarry - najlepsza gra, w którą się nie gra

Recenzja gry

W The Quarry się nie gra, to się ogląda! Jeśli od razu tak podejdziemy do tej „gry”, spędzimy z nią naprawdę sporo emocjonujących chwil, bo to jest po prostu wciągający film interaktywny.