Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

The Crew Recenzja gry

Recenzja gry 8 grudnia 2014, 16:07

Recenzja gry The Crew - Test Drive Unlimited w USA

Po sześciu latach wytężonej pracy, ludzie odpowiedzialni za grę Test Drive Unlimited przygotowali podobny produkt dla Ubisoftu. Kilkadziesiąt samochodów, ogromny teren Stanów Zjednoczonych i tytułowa "ekipa" na drodze. Co z tego wszystkiego wyszło?

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  1. rewelacyjna, różnorodna mapa USA, wypełniona mnóstwem lokacji;
  2. ogrom rzeczy do robienia i odkrywania;
  3. klimat podróżowania po amerykańskich stanach;
  4. przystępny model jazdy nawet na klawiaturze;
  5. bardzo dobra optymalizacja na starszych komputerach;
  6. liczne funkcje społecznościowe.
MINUSY:
  1. drogie auta i opcja mikrotranskacji;
  2. mała liczba dostępnych wozów;
  3. niezbyt wciągająca fabuła;
  4. niewielkie możliwości tuningu;
  5. brak dynamicznej pogody.

„Stany, Stany – fajowa jazda, zjednoczonych łopot flag. Ameryka, gwiaździsty sztandar, czujesz klimat, na pewno tak.” Choć przeboje polskiego rocka nie bardzo pasują jako tło do przemierzania bezdroży USA, to słowa z piosenki zespołu T-Love znakomicie oddają kwintesencję gry The Crew. Amerykańskie klimaty wręcz wylewają się z monitora z każdą pokonaną przez nas milą ogromnej mapy Stanów Zjednoczonych. Mapy, która swoim wykonaniem i bogactwem zawartości przyćmiewa chyba trochę samo ściganie się, samochody i tuning. Widać, że to teren rozgrywki był oczkiem w głowie twórców ze studia Ivory Tower, którzy wcześniej pracowali nad serią Test Drive Unlimited. Powstające aż sześć lat The Crew miało być duchowym spadkobiercą TDU, ale w każdym aspekcie dużo lepszym, większym, ciekawszym - efekt końcowy jest naprawdę niezły.

Gra nie od razu otwiera przed nami swój olbrzymi świat, gdzie pojechać możemy dosłownie wszędzie - o ile nie ma tam wody czy pionowej skały. Najpierw musimy poznać naszego bohatera - Alexa Taylora - powody, dla których zmuszony jest do wyścigów i pościgów w każdym zakątku USA. Fabuła jest banalna, żywcem wyjęta z serii filmów Szybcy i wściekli. Alex - wrobiony w morderstwo, szuka zemsty i oczyszczenia z zarzutów jako tajniak FBI, który musi przeniknąć do gangu ulicznych kierowców „5-10”. Żaden zwrot w scenariuszu czy dialog nas nie zaskoczy, ale dobrze, że twórcy zdecydowali się na taką formę - w grze zręcznościowej to wiele ciekawsze rozwiązanie, niż jazda tylko dla samej jazdy i podnoszenia statystyk. W przerywnikach filmowych widać ten sam, całkiem niezły styl graficzny, co w Driver: San Francisco, aktorzy wypowiadający swoje kwestie dają radę, a same misje w grze są zróżnicowane, poprzez bezpośrednie odniesienia do opowiadanych akurat wydarzeń, np. śledzenie jakiegoś samochodu, czy wyeliminowanie go zderzeniami. Osoby nie znające angielskiego mogą mieć jednak pewne problemy ze zgłębianiem postępów Alexa w zemście, bo choć gra posiada polskie napisy, to bardzo często rozmowy bohaterów toczą się w trakcie zadania, kiedy musimy skupić się na drodze i uciekającym czasie, a nie lekturze tekstu wyświetlanego u dołu ekranu.

Opcja zmiany wyglądu tapicerki - nieczęsty widok w grach samochodowych.

Gdy już przebrniemy przez pierwsze wyścigi i przerywniki, mamy do dyspozycji cały obszar Stanów Zjednoczonych podzielony na pięć rejonów. Pojechać możemy wszędzie, ale poszczególne wyzwania zostają odblokowane stopniowo, gdy ukończymy poprzednie zadanie bądź osiągniemy odpowiednio wysoki poziom kierowcy. W siedmiu rodzajach misji znajdziemy zarówno łatwe i standardowe tryby: wyścig, jazdę przez punkty kontrolne na czas, ucieczkę przed policją jak i doprowadzające do szewskiej pasji taranowanie wrogiego auta. Choć poszczególne czynności przeplatają się przez całą grę - to ani razu nie mamy wrażenia powtarzalności czy znużenia. Wszystko przez to, że twórcy genialnie wykorzystali różnorodność rozsianych po mapie miejsc, dodając do tego parę widowiskowych skryptów. Przyjdzie nam ścigać się czy gonić kogoś po zamkniętym torze Laguna Seca, na ulicach zatłoczonych miast, wśród ogromnych sekwoi, po pustynnych bezdrożach, bagnach pełnych aligatorów, na górskich serpentynach - liczba unikalnych lokacji wydaje się nie mieć końca. Na lotnisku będą nam przeszkadzać startujące i lądujące samoloty, na terenie kopalni - ogromne wywrotki i dźwigi, w mieście - cofająca akurat cysterna. Prawie zawsze wydarzy się coś, co odwróci naszą uwagę od drogi.

Dariusz Matusiak

Dariusz Matusiak

Absolwent Wydziału Nauk Społecznych i Dziennikarstwa. Pisanie o grach rozpoczął w 2013 roku od swojego bloga na gameplay.pl, skąd szybko trafił do działu Recenzji i Publicystki GRYOnline.pl. Czasem pisze też o filmach i technologii. Gracz od czasów świetności Amigi. Od zawsze fan wyścigów, realistycznych symulatorów i strzelanin militarnych oraz gier z wciągającą fabułą lub wyjątkowym stylem artystycznym. W wolnych chwilach uczy latać w symulatorach nowoczesnych myśliwców bojowych na prowadzonej przez siebie stronie Szkoła Latania. Poza tym wielki miłośnik urządzania swojego stanowiska w stylu „minimal desk setup”, sprzętowych nowinek i kotów.

więcej

Recenzja Forza Motorsport - dziś „wczesny dostęp”, jutro wielka gra
Recenzja Forza Motorsport - dziś „wczesny dostęp”, jutro wielka gra

Recenzja gry

Forza Motorsport wreszcie powraca, by upomnieć się o należną jej koronę królestwa simcade’owych wyścigów. I choć potrafi poprzeć swe roszczenia wieloma mocnymi argumentami, nie jest jeszcze w pełni gotowa, by objąć władanie.

Recenzja The Crew Motorfest - hawajska Forza zjadliwa nawet z ananasem
Recenzja The Crew Motorfest - hawajska Forza zjadliwa nawet z ananasem

Recenzja gry

The Crew Motorfest nawet nie próbuje udawać, że nie jest klonem Forzy Horizon. Ale – jak się okazuje – to klon całkiem niezły, oferujący sporo radości z jazdy.

Recenzja gry Need for Speed Unbound - totalne przeciwieństwo Forzy Horizon
Recenzja gry Need for Speed Unbound - totalne przeciwieństwo Forzy Horizon

Recenzja gry

Need for Speed Unbound to z jednej strony mała ewolucja poprzedniej odsłony cyklu zatytułowanej Heat. Ale to również tytuł, który odważnie wypełnia luki w tym, czego nie daje Forza Horizon – i jest to jego największa zaleta.