Kumpel przyniósł kiedyś demo Tony Hawk’s Pro Skater 2 i rozpuścił plotkę, że jeśli na jedynej dostępnej mapie (Hangarze) zrobi się idealne combo o wartości dokładnie 100 tysięcy punktów, to gra odblokuje ukrytą opcję z polskim dubbingiem i mapą katowickiego Spodka. Katowaliśmy to demo miesiącami na klawiaturze, wierząc, że po prostu brakuje nam skilla.
Nie trawię grania ludźmi w grach fantasy. Gram po to, żeby uciec od rzeczywistości, więc wybór zwykłego faceta z mieczem w świecie pełnym magii, elfów i smoków wydaje mi się szczytem nudy. Ludzi mam na co dzień za oknem, w grach szukam czegoś bardziej niezwykłego.
Moim hitem do podcastów są karcianki typu roguelike, a zwłaszcza Balatro albo Slay the Spire. Rozgrywka jest turowa, więc nie ma żadnej presji czasu. Możesz przerwać klikanie w dowolnym momencie, skupić się na minutę na filmie i wrócić do gry bez żadnych konsekwencji.
Sekiro: Shadows Die Twice. System walki i parowania to dla mnie absolutny majstersztyk, ale odbiłem się od ściany na samym końcu. Finałowy boss (Isshin) tak niemiłosiernie spuścił mi łomot kilkadziesiąt razy z rzędu, że z frustracji odinstalowałem grę. Jest genialna, ale moja psychika tego nie wytrzymała.