Dokładnie, to jest tak samo jakby Geralt połowie questa na nekkery dowiedział się, że nekkerów nie ma, za to trzeba wyrżnąć pół wioski i stwierdził: "Mam gdzieś taką robotę".
"Zwiastun pokazał, że Nintendo najwidoczniej zaplanowało taką funkcję i Joy-Cony otrzymają dedykowane nakładki, do których je wpinamy, żeby następnie sunąć nimi po blacie biurka lub stołu."
Czy wy się dobrze czujecie? Zwiastun pokazał dokładnie te same nakładki, co ma pierwszy Switch. To jest tylko po to, by wygodniej się je trzymało jako pojedyńcze kontrolery + pasek, by nie wyleciały z dłoni przy grach ruchowych. A cała animacja ślizgania po stole to tylko animacja, trailer miał być efektowny.
Funkcja myszki może będzie, może nie, ale pisanie że było to w zwiastunie jest mocno na wyrost.
To było najlepsze demko jakie ogrywałem na Steam Next Fest w czerwcu.
Komentarz wyżej to idealny przykład tego jak wielkim błędem było wprowadzenie doczytywania newsów. Komentarze dodane nie tam gdzie trzeba, zmieniające się URLe, które po odświeżeniu strony nie pozwalają wrócić to pierwotnie otworzonego newsa.
Czy GOL zamierza coś z tym zrobić, czy będzie udawał, że nie ma problemu?
Ja to się cieszę że Space Marine 2 się udał, bo daje to światełko w tunelu.
Że jeszcze jest miejsce na gry które są liniowe i trwają 10h, jeśli są świetnie zrobione.
Tylko wg mnie popełniono kilka błędów przed premierą. Nie wiem jak ludzie w obecnych czasach nie potrafią w marketing.
Zapowiedzieli Space Marine 2 – super.
Powiedzieli że będzie co-op. NIEEEEEE. Jak można reklamować grę, nastawioną na singlowe doświadczenie przez co-op, kiedy gracze pamiętają jeszcze Suicide Squad.
Potem się okazało, że singiel jednak dowozi, co-op jest możliwy, a nawet w dodatkowych misjach można grać z botami.
Potem od razu zapowiedzieli season passa. Tylko że nie powiedzieli, że dodatkowy content będzie darmowy, a płatny season pass zawiera tylko elementy kosmetyczne. A może nawet powiedzieli, ale jak widzę nagłówek "Season pass w Space Marine 2" to tracę zainteresowanie grą.
No i w obecnych czasach monitorów ultra-wide, nie dać wsparcia na premierę to trochę strzał w stopę.
Ja tam był obejrzał drugi sezon Akolity, bo należę to tej małej garstki osób, którym pierwszy sezon się podobał.
Odnoszę wrażenie, że serial został skrytykowany ze względu na wypowiedzi aktorek i showrunnerki, przez osoby, które nawet go nie oglądały. Sam serial w ogóle nie jest woke ani nie wciska żadnej ideologii.
Tak, miejscami jest nielogiczny, jak większość tworów z serii Gwiezdnych Wojen. Ale to nadal dużo lepszy twór niż najnowsza trylogia czy beznadziejna Księga Bobby Fetta.
Wersja na Nintendo Switch to zbrodnia. Tak skopanego UI to jeszcze nigdzie nie widziałem. Często brakuje podświetlenia aktualnie wybranej opcji (np. gdy jest zablokowana), brakuje elementów interfejsu, klawiszologia jest skopana, większość rzeczy jest nieintuicyjna, a żmudne i zajmujące kilka minut przenoszenie ekwipunku można stracić, bo się kliknęło zły przycisk, przez co trzeba zaczynać od nowa (brak okna z potwierdzeniem, czy chcemy anulować proces).
Gra ma jakiś pomysł na siebie, ale kampania to tak naprawdę samouczek (5 krótkich misji), potem gramy grę swobodną. Tam mam wiele opcji do wyboru (można piec chleb ze zboża, robić dania z ryb lub innych zwierząt), albo po prostu zbierać podstawowy surowiec do jedzenia (co jest najprostsze) i olać bardziej zaawansowany rozwój.
Może i dałbym szansę, ale za to co zrobiono na Switchu to studio dostaje ode mnie czerwoną kartkę.
Wersja na Nintendo Switch to zbrodnia. Tak skopanego UI to jeszcze nigdzie nie widziałem. Często brakuje podświetlenia aktualnie wybranej opcji (np. gdy jest zablokowana), brakuje elementów interfejsu, klawiszologia jest skopana, większość rzeczy jest nieintuicyjna, a żmudne i zajmujące kilka minut przenoszenie ekwipunku można stracić, bo się kliknęło zły przycisk, przez co trzeba zaczynać od nowa (brak okna z potwierdzeniem, czy chcemy anulować proces).
Gra ma jakiś pomysł na siebie, ale kampania to tak naprawdę samouczek (5 krótkich misji), potem gramy grę swobodną. Tam mam wiele opcji do wyboru (można piec chleb ze zboża, robić dania z ryb lub innych zwierząt), albo po prostu zbierać podstawowy surowiec do jedzenia (co jest najprostsze) i olać bardziej zaawansowany rozwój.
Może i dałbym szansę, ale za to co zrobiono na Switchu to studio dostaje ode mnie czerwoną kartkę.
I Am Your Beast zrobiło na mnie olbrzymie wrażenie na Steam Next Fest. Chyba najlepsze demko, jakie ogrywałem na ostatnim festivalu. Jak Hotline Miami uwielbiam, tak podobne gry osadzone w 3D były dla mnie do przełknięcia.
Ghostrunner mnie frustrował obrywaniem pociskami nie wiadomo skąd. Superhot to nie było to, też odczuwałem jakąś frustrację. Dopiero przy I Am Your Beast zrozumiałem, jaka jest różnica przy projektowaniu tego typu gry w 2D, a 3D.
W 2D widzimy całe otoczenie, możemy przygotować się na nadciągające pociski z każdej strony, widzimy wychodzących wrogów z każdego kierunku. W 3D mamy ograniczoną wizję, więc jeden zabłąkany pocisk od wroga, który był ukryty gdzieś za filarem, to natychmiastowa frustracja.
Żeby naprawić ten problem, w I Am Your Beast mamy po prostu pasek życia i możemy więcej przyjąć na klatę. To nie jest jakoś dużo więcej, ale wystarczająco by przeżyć pojedynczy postrzał. I to sprawia, że eliminowanie wrogów w szybki i wymyślny sposób to istna frajda.
To prawda, ale nowoczesne narzędzia ułatawiają pracę. Tworzenie animacji prostsze niż kiedykolwiek, modelowanie też jest łatwiejsze niż dawniej (choć z drugiej strony rośnie złożoność modeli). Do teksturowania można użyć shaderów, nawet sam UE ma wiele narzędzi do tworzenia różnych tekstur na bazie podstawowej próbki.
I tak jak mówisz, nie ma narzędzi do projektowania scenariusza ani lokacji i właśnie tu pies pogrzebany. Jeśli będą kiepskie, pomysł na grę będzie kiepski, będą kiepskie rozwiązania, to co z tego że gra wygląda przepięknie, poświecono tysiące godzin na tekstury i modele.
Natomiast RDR2 to zły przykład. Tej gry nie można porównywać, to arcydzieło, opus magnum gier komputerowych, niedościgniony wzór żyjącego, wirtualnego świata.
Czy to nie miałoby być przypadkiem tak, że te nowoczesne silniki ułatwiają tworzenie gier?
Przecież tworzenie gier jest prostsze niż kiedykolwiek, masa tutoriali, masa narzędzi, gotowe silniki. Mamy wysyp gier indie, gdzie małe zespoły, a nawet pojedyncze osoby, są w stanie zrobić dobrze wyglądające gry.
Zazwyczaj wysokim kosztem tworzenia gier AAA jest słabe zarządzanie: zmieniające się koncepcje, pomysły, kiepskie rozwiązania.
W Calisto Protocol nie grałem, ale co by dało dopracowanie gry z miesiąc czy dwa, skoro słyszałem, że dużym problemem jest tam fakt, że niemal każdego można pokonać w zwarciu, podstawową bronią.
Dla mnie najlepszym przykładem jak robić reklamy są łowcygier. Bez żadnych durnych tekstów, od razu w tytule wiadomo co jest w promocji i ile kosztuje.
Te sponsorowane teksty bardziej denerwują, niż zachęcają do zakupu. W dodatku na stronie dochodzi ostatnio do masy negatywnych zmian, jak automatyczne wczytywanie kolejnego artykułu przy scrollowaniu czy niesławne już kasowanie łapek w dół, czy ponownym wejściu w artykuł.
Niestety, ale nastał smutny czas, by znaleźć sobie inny serwis z grami. Patrzyłem już na polskie strony i nie ma konkurencji. Co polecacie jako zamiennik gry-online?
Właśnie tego oczekiwałem. Zamiast pierwszych screenów lub gameplayu, czekałem na info, że będą płatne przepustki sezonowe z przedmiotami kosmetycznymi i że fabuła gry została tak poszatkowana, by jeszcze przed jej wypuszczeniem do graczy móc im dodatkowo sprzedać w dodatkach. O niczym innym nie marzyłem.
Nie byłem hejterem Diablo. Dobrze bawiłem się przed 1. sezonem, przechodząc kampanię i robiąc aktywności poboczne. Fakt, brakowało end-game'u, ale frajda z rąbania była.
Pierwszy sezon choć słaby, to pozwalał na zdobycie wszystkich sezonowych nagród w okolicach 70. lvlu, także po miesiąciu grania mogłem sobie odpocząć od Diablo i pograć w coś innego.
Drugi sezon był pewnym powiewem świeżości. Pokazywał, że gra jest do odratowania. Wszystkie nagrody znów zdobyłem około 70 lvlu, ale bawiłem się tak dobrze, że wbiłem 100.
Trzeci sezon, nie dość że jest najgorszy, to przy 70 lvlu jestem dopiero w połowie nagród sezonowych. Sezonowe aktywności to są dwa dungeony robione w kółko, ten sam układ, ta sama nuda, ten sam brak nagród. Zadania sezonowe w postaci: "stwórz 50 skrzynek", gdzie zbieranie surowców na nie to jest niewyobrażalny grind.
Dałem sobie spokój. Nie mogę sobie pozwolić na to, że twórcy wprowadzają zmiany totalnie losowo i potem każą graczom je testować i pytają, czy jest dobrze. Nie wierzę w ich rebalans przedmiotów, ani w ciekawy end-game, który zapowiadają.
Po miniaturce myślałem, że to Pałac Kultury i Nauki, wtedy to już na pewno R.I.P. LEGO.
Strzelanka AAA dla jednego gracza nie jest złym pomysłem, wystarczy spojrzeć na Dooma.
Immortals na pierwszych materiałach wyglądało jak Call of Duty, gdzie karabiny zastąpiono czarami. Widzieliśmy słaby model strzelania, niedający satysfakcji. Widzieliśmy raptem 3 "bronie". W dodatku gra została zapowiedzienia po słabo przyjętym Forspoken, a była w podobnym klimacie. W podobnym klimacie zbliżał się też Atlas Fallen. I na koniec, w trailerze dostaliśmy niecharyzmatyczne i odpychające postacie.
Także w krótkim terminie dostaliśmy trzy gry, które celowały w bardzo podobny klimat, gdzie wiedzieliśmy, że jedna z nich była katastrofą, a także miała niecharyzmatycznego protagonistę. A Immortals oprócz grafiki nie oferował nic, co by zachęcało ludzi do sprawdzenia tytułu.
W ogóle wyliczenia bardziej jako ciekawostka, bo Epic nie płaci dokładnie takich sum. Tutaj dokładnie kwoty dla roku 2019:
https://twitter.com/simoncarless/status/1389297530341519362/photo/1
W Diablo 3 mam przegrane ponad 1000 godzin. W Diablo IV trudno powiedzieć ile, pewnie ponad 200, bawię się dobrze, mimo wszechobecnego hejtu. Bo to nie jest zła gra, tylko brakuje contentu dla nie casuali.
Jednak pomijając sam gameplay, to widzę, że Diablo IV to jest gwóźdź do trumny. Gra jest do odratowania, pewnie trzy dodatki później będzie w niej wystarczająco dużo endgame contentu. Ale sposób w jaki wszystko zostało zaprojektowane to jest spluwanie na graczy. Ten bazarek ze skórkami to jest po prostu rak. I ja wiem, na razie to są elementy kosmetyczne, ale poczekajcie 2 lata jak przychody z Diablo spadną, to będziecie tam mieli boosty do doświadczenia lub specjalne aspekty do kupienia. Już pominę fakt jak wielu rzeczy w Diablo IV brakowało na start i nadal brakuje, bo nie poświęcono czasu testowaniu (np. sławny brak teleportu do Nightmare dungeonów i zasuwanie na koniu).
I jeszcze to info, że za dodatek miałbym wywalić tyle kasy co na podstawkę... Ja przypomne, że to nie pierwszy taki ruch Blizzarda, bo już do D3 dodali Nekromantę za 60zł... wtedy podziękowałem za to pazerstwo.
Z drugiej strony, po zakupie Diablo IV, muszę podziękować Blizzardowi za jedno. Pokazał mi jak wielkim rakiem są gry typu long-time support. Jak bardzo zła jest monetyzacja w tytułach kupowanych za pełną cenę. Jak bardzo niszczące są mechanizmy przegapienia contentu (gdy nie oblokujemy wszystkiego w sezonie i przepada). Tylko czekać, aż wprowadzą dzienne i tygodniowe nagrody za pozostawanie w grze, by jeszcze bardziej uzależniać.
Także Blizzard, dziękuje ci, ostatnie Diablo jakie kupiłem, prawdopodobnie ostatnia gra usługa w jaką gram, od tego czasu tylko pełnoprawne, dokończone i doszfliowane gry single-player.
The Flame in the Flood nie miało otwartego świata, co wy piszecie...
Grałem w demko na Next Fest i mi się podobało. Przyjemna gra z ciekawą mechaniką.
Ja to popieram, mimo że wydaje się głupie.
Jak wymieniam telefon to mam już ładowarkę. Po co mi kolejna, zwłaszcza że jakby była dodawana do telefonu, to nie byłaby szybka.
Tak samo kiedyś było z przytoczonymi w artykule słuchawkami. Na co komu jakiejś marnej jakości i niewygodna słuchaweczka, dołączana do telefonu, skoro każdy ma własne?
Czytając komentarze czasem czuję się jakbym grał w inną grę. Bossowie świata zawsze byli jakimś wyzwaniem na tierach 1-3. Nie jakimś dużym, ale zawsze.
Wczoraj tłukłem bossa na 2. tierze, poziom postaci 30. Nie było jakoś specjalnie trudniej niż wcześniej, więc nie rozumiem komentarzy. Ot 10 minut tłuczenia i padł.
Zobaczymy na 4 tierze, bo tam jest taki problem, że wbija kilka postaci lvl 100, 10 sekund i bossa nie ma.
Ja rozumiem, że do pisania artykułów zatrudniono już sztuczną inteligencję, ale warto by to zredagować.
Po pierwsze, już na logikę można wysnuć wniosek, że gołąb będzie skuteczny na krótkich dystansach, nie na długich. Ale w artykule znajduje się informacja odwrotna, nie dość że przecząca rozsądkowi, to jeszcze całkowicie niezgodna z tym co jest w filmie (5:23).
Po drugie, nie wiadomo skąd w artykule odległość 800 km, zwłaszcza że lot odbywał się do Kanady na odległości 1500 mil (coś koło 2400 km). Odległość 800 km jest jedynie podawana jako hipotetyczna granica, gdzie gołąb traciłby już przewagę nad światłowodem.
I po trzecie, to nie ptak miałby przewagę, a koleś, który użył do transportu samolotu.
Nie wiem, skasujcie ten artykuł czy coś, zostawcie link tylko do filmu, będzie lepiej dla nas wszystkich.
Dla mnie filtrowanie lootu nie jest problemem, tylko to że obecne sortowanie jest totalnie losowe. Sortujesz zebrany loot i nie ma tak że przedmioty legendarne na początku, potem starożytne, święte itp. Jest wszystko wymiksowane.
W skrzynce mam w jednej zakładce serca, w drugiej przedmioty legendarne na afiksy. Automatyczne sortowanie serc? Sortuje je kolorami, ale nie bonusem, więc nie mogę szybko porównać jakie afiksy mam i które serca zniszczyć.
Tak samo legendy, nie sortuje tymi samymi afiksami, tylko nie wiadomo jak...
W tej grze brakuje mnóstwa usprawnień dla takich drobnych rzeczy. Np. pięczecie koszmarów. Chciałbym sprawdzić, która pięczeć dotyczy lochów, w jakich jeszcze nie byłem. Wystarczyłaby drobna ikonka przy pieczęci. Ale zamiast tego, muszę zapamiętać nazwę lochu z pieczęci, a następnie ręcznie poszukać tych lochów na mapie i zobaczyć czy są już odwiedzone lochy czy nie...
Dla mnie to jest smutne jak słabo zaprojektowaną grą jest Diablo IV.
W trójce mam ponad 1000 godzin. Natomiast w czwórce nabiłem barbem 64lvl, teraz gram nekro w sezonie, level 31 i się zmuszam.
Pierwsze 30 leveli w D4 jest cudownych. Gameplay jest miodny, mechaniki ciekawe. Potem jest równia pochyła w dół.
Robienie lochów to uciążliwa konieczność. Większość gry polega na jeżdżeniu koniem z jednego miejsca w drugie i unikaniu potworów (wspaniały H'n'S, gdzie główną czynnością jest unikanie walki). Questy poboczne są nieciekawe, nieimersyjne (ktoś poszedł pozbierać kwiatki do ruin pełnych potworów... ma sens...), niewynagradzające. Robienie ich drugi raz to sama nuda, bo większość jest przegadanych, bez możliwości pominięcia części dialogów. W ogóle w D4 brakuje nagrody. Wszystko co robimy nie daje nam żadnej nagrody albo bardzo małą. Ja wiem, że D3 to była piniata, ale ja to lubiłem. Tutaj mamy nudny grind.
W dodatku gra wieloosobowa. W D3 mówiłem, że chcę dołączyć do gry, robić rzecz X, dołączałem, klikałem sztandar gracza, już tłukliśmy stwory.
W D4? Nawet nie wiem jak dołączyć do gry innych graczy. Niby w mieście mogę zaprosic kogoś do drużyny, ale ten koleś w mieście jest zazwyczaj AFK. I przecież nie wiem co on planuje robić. Lochy? Questy poboczne? Nie czaję tego systemu w ogóle.
Tak jak pisał Kwisatz_Haderach, tu trzeba solidnej przebudowy całego systemu jak to miało miejsce w Reaper of Souls. A na to poczekamy ze dwa lata.
Jak ja nie lubię tego marketingowego bełkotu, w którymś wiedźminie było to samo. Jeśli "zakończeniem" jest filmik podsumowujący, zlepiony z decyzji jakie podjęliśmy w kluczowych questach, a każdą inną wersję filmu traktujemy jako oddzielnie zakończenie, to niewielka liczba questów generuje kosmiczne liczby zakończeń.
Załóżmy, że mamy w grze 8 kluczowych questów, które mogą się skończyć na dwa sposoby. Oraz 5 kluczowych questów, które mogą się skończyć na trzy sposoby. To nam daje 15552 zakończeń. Tak, tylko 13 zadań jest w stanie wygenerować ponad 15 tysięcy "zakończeń"...
Tylko jak istotnym dla ogromnej fabuły może być fakt, że gdzieś tam po drodze pomogliśmy (lub nie) osadzie zmagającej się z niedoborem żelaza... Tak jak pisałem, w bodajże drugim Wiedźminie było to samo, gdzie mieliśmy niby to różne zakończenia, bo ktoś tam żył albo zginął. Żenujące.
Pełna zgoda. Cała frajda z gry właśnie bierze się z tego, że można eksperymentować samemu.
Ale chciałbym zwrócić uwagę, że ten problem nie pojawił u dzisiejszych pokoleń, ale istniał dużo wcześniej. Kto z was nie przeglądał wszystkich dostępnych broni w Baldur's Gate przez rozpoczęciem rozgrywki, by wiedzieć w jaki typ broni zainwestować punkty podczas tworzenia postaci? Kto z was nie szukał po sieci dostępnych słów runicznych w Diablo 2, zamiast eksperymentować samemu?
Ta możliwość eksperymentowania pojawiła się właśnie z nowszymi graczami, gdzie gry stawały się bardziej casualowe, bardziej przystępne. Ale pamiętam za dzieciaka, jak granie na poradniku to była podstawa. Więc kreatywność była zabijana już dawno temu.
Dlatego to dziwi mnie jeszcze bardziej. Nowe gry naprawiły ten problem, dając graczowi możliwość eksperymentowania, resetu umiejętności bez kar, możliwości przekwalifikowania postaci w dowolnym momencie. A gracze i tak wolą iść ścieżką innych graczy...
A jeszcze co mnie bardziej zadziwia, że ludzie psioczą na Diablo, mówią że PoE to król hack'n'slashy. Tylko nie należy eksperymentować, bo można zepsuć sobie grę, a trzeba w sieci znaleźć jeden z setek buildów i go wdrożyć. No kurde, jak dla mnie to właśnie świadczy o tym że gra jest kiepska, skoro sam nie mogę dojść do tego co będzie działać dobrze, a co nie, tylko muszę podążać ślepo śladami innych graczy...
"Mimo że Helldivers II zachowa wiele charakterystycznych elementów pierwowzoru, zmianie ulegnie perspektywa – z pierwszoosobowej (FPP) na trzecioosobową (TPP)."
Co? Co ja czytam... od kiedy jedynka ma FPP?
Zwróćcie uwagę na to, że to są gry robione pod konkretnego odbiorcę. Ktoś, kto lubi takie gry, czeka na podobne tytuły i ocenia je relatywnie do innych tego typu gier.
Reszta graczy nawet nie wie o istnieniu takich gier i nie będzie w nie grała. Stąd też często wysokie oceny dla gier niszowych.
Gra jest świetna, ale nie rozumiem zachwytów nad poziomem trudności. Wszystko zależy kim się gra, a rebalans postaci będzie zapewne ciągłym procesem przez kolejne lata.
W poprzedniej becie grałem barbarzyńcą i ginąłem zaskakująco często. Podobało mi się, że było trudno, aczkolwiek walki z niektórymi bossami w lochach to było totalne przegięcie (matka wilkołaków czy jak jej tam, ze 20 zgonów). Słyszałem o potędze nekromanty i wybuchu zwłok, ale nie było mi dane spróbować.
Także w tej becie, nie wiedząc o nerfie nekromanty, wybrałem go i od razu build pod wybuch zwłok. Nie zginąłem ani razu, całą grę wręcz rushowałem. Fakt, z bossami był lekki problem, bo szkielety ginęły często, ale tragedii nie było. Gracze narzekają na nerf nekromanty, którym nadal się gra super prosto, a chyba nie wiedzą jak bardzo przechlapane miał barbarzyńca i druid w pierwszej becie (nie wiem jak teraz).
"RPG" -> "Going under"... :/
Wy w to w ogóle graliście? Gra jest dobra, ale tam za grosza nie ma RPG.
Chwila, czy ja dobrze rozumiem? Gracze kupują niegotową grę, wiedząc, że jest niegotowa i narzekają, że jest niegotowa?
16 marca: 2 newsy
17 marca: 4 newsy
18 marca: 1 news
19 marca: 3 newsy
20 marca: 4 newsy
21 marca: 3 newsy
22 marca: 2 newsy
23 marca: 1 news (na razie)
Ja rozumiem, kujecie żelazo póki gorące, tak jak to było w przypadku Hogwarts Legacy, ale może by tak lekko zluzować?
Nie wspomnieliście najważniejszego. Taki wynik jest możliwy tylko dlatego, iż najmiejsza plansza sapera ma dość dużą szansę (ogółem małą, ale osiągalną), że cała plansza będzie z automatu rozwiązana po jednym kliknięciu. Dlatego technika działała, ale wynik można osiągnąć bez wspomagania, po prostu trzeba dużo cierpliwości. Mi udało się osiągnąć taki wynik własnie bez żadnego wspomagania.
Nie wiem czy podobna sytuacja jest możliwa na większych mapach. Prawdopodobnie tak, jednak liczba możliwych układów planszy jest taka duża, że automatycznie jej rozwiązanie po jednym kliknięciu zajęło by setki lat ciągłych prób.
To jest wycinek z tego super ultra filmiku 8K RTX 4090, 10:14.
Dobrze że mam tak beznadziejny głos, że nikt nie będzie chciał go ukraść :(
Grałem w Tunica i gra jest... dziwna, przez co bardzo dobra. Na początek dostajemy ot zwykłą giereczkę w stylu starych Zeld. Jest uroczo, trochę nostalgii, przyjemny gameplay, zdobywamy nowe umiejętności, dających dostęp do nowych lokacji. Po chwili wkrada się nuda, bo w sumie nie robimy nic nowego, a walka jest taka sobie. I gdy już myśliśmy, że zbliżamy się do końca gry, okazuje się, że dostajemy niemalże nową grę, w której chodzi o coś całkowicie innego. Nie chcę pisać zbyt dużo, by nie psuć zabawy, ale druga połowa gry zmienia jej sens diametralnie, jednak jest to produkcja dla wytrwałych, bo można dojść do pierwszego zakończenia nawet nie wiedząc gdzie tkwi cała magia i urok tej produkcji.
No nie wiem. Taki God of War najnowszy ma kapitalny system walki, którego nie widziałem nigdzie indziej. Strażnicy Galaktyki to też doświadczenie niespotykane nigdzie indziej. Było sobie Call of Duty odgrzane na wszystkie możliwe sposoby i w 2016 pojawia się Doom, pokazujący że w obecnych czasach można zrobić FPSa inaczej.
A tutaj widzę tą samą animację turlania, ten sam lekko drewniany model ruchu, ten sam interfejs, te same ogniska, te same butelki estusa, ten sam pasek staminy...
Kolejny reskin do Dark Soulsów... przecież ten gameplay wygląda identycznie jak w każdej innej grze tego typu. Wy nie macie dość?
Trochę zabrakło mi informacji, czy autor recenzji grał w Destroy All Humans! z 2020. Niby jest zdanie porównania, że można oczekiwać tego samego, ale troszkę mało. W oryginalne części nie grałem, przetestowałem remake pierwszej części w game passie, nie oczekując niczego i dostałem naprawdę solidną i luźną rozwałkę. Jeśli dwójka to po prostu więcej tego samego, to I am in. Natomiast jeśli jest gorzej, to trochę szkoda.
Jedyna rzecz której nie ukończyłem w Wiedźminie. Przeszukałem kilka skrzyń, zobaczyłem że dostaje sam szrot i stwierdziłem, że nie będę marnował kilku godzin na coś tak mało interesującego. "Questions marks of shame" na wieki zostały na mojej mapie.
Grałem to na indie festiwalu steama i gra jest naprawdę wciągająca. To taki zbiór mini gierek, ale całość zaserwowana jest w ciekawy sposób, co wraz z nietypową szatą graficzną powoduję, że Card Sharka warto sprawdzić.
No ja niestety też się odbiłem. Pierwsze 10-20h było wyśmienitych - wspaniała walka, fajna historia (właściwie historia banalna, ale relacja między postaciami i sposób opowiadania robi robotę). Zaskok na każdym kroku.
Niestety po pierwszym zabiciu Hadesa czar prysł. Nie udało mi sie tego powtórzyć drugi raz, a za pierwszym zbytnio się nie starałem. Zdałem sobie sprawę, że była to kwestia farta, jakie umiejętności mi się wylosowały przy konkretnej broni, której używałem.
Następnie zdałem sobie sprawę z drugiej rzeczy - jeden run zajmuje jakieś 20 do 30 minut. A postęp jest naprawdę niewielki. Te kilka punktów do statystyk nie zmienia tak dużo, by następnym razem poszło mi dużo lepiej. Więc powtarzam znane mi lokacje (co z tego że w innym układzie), walczę ze znanymi mi przeciwnkiami i ze znanymi mi bossami, stając się co run o 1% lepszy i licząc, że może tym razem wylosuje mi się coś, co pozwoli pokonać Hadesa.
Jedyny plus, że mam grą właśnie na Switcha, więc nie żałuje pieniędzy, bo na pewno nie będę odinstalowywał. Raz na jakiś czas pyknąć można, praktycznie w każdym miejscu. Ale kupując Hadesa, grę którą wszyscy zachwalali, na duże konsole lub PC, czułbym się po prostu rozczarowany.
"Wisienką na torcie było obsadzenie w rolach największych gwiazd (Brada Pitta, Samuela L. Jacksona, Jamiego Foxxa)"
Nie wiedziałem, że Brad Pitt grał w Django :D
Jestem ciekawe ile gra czerpiej z poprzedniej gry tego studia – Northgard.
Northgard ma specjalne miejsce w moim serduszku, gdzie po 300h gra mi się nie znudziła nic a nic. Ze screenów widzę sporo bliźniaczych elementów, ale jestem ciekaw jak to wypada gameplayowo. Także jak ktoś grał w obie gry, prosiłbym o opinię – jest bardzo podobnie, czy tylko niektóre elementy są wspólne?
Grałem w demo na jakimś Indie Game Festival. Już wtedy najbardziej irytująca była kamera, która pokazywała więcej za graczem, niż przed nim. Pamiętam też że gra miała masę niedoróbek, np. niemożliwość dokonania cichego i natychmiastowego zabójstwa, bo kąt między postacią, a wrogiem nie był idealny itp.
Dema nie przeszedłem, stwierdziłem że do gry nie chce wracać.
Hell yeah, na pewno sprawdzę.
Co prawda nie wystarczy mieć tylko ładnej grafiki, dobrych bossów i ciekawego świata, by być udanym klonem Hollow Knighta.
Wg mnie Hollow Knight jest świetny nie tylko z poprzednio wymienionych powodów, ale także dlatego, że sam ruch i walka są po prostu przyjemne. Większość klonów jest zbyt ślamazarna albo zbyt udziwniona. Hollow Knight zaprezentował idealny balans w tych aspektach.
Grałem w demo na festiwalu Steam i było naprawdę spoko. Jednak potem przeszedłem Death's Door, który jest bardzo podobny do Tunica i na pewno lepszy niż to co zaprezentowano w demie. Także tutaj Tunic ma niestety ciężko, bo raczej będzie przyrównywany do Death's Door, choć jak widać oceny wskazują, że jednak sobie poradził.
Wy to już chyba robicie specjalnie, dla kontrowersji, komentarzy i klików :/
Forresta Gumpa niedawno oglądałem z żoną, która nigdy go nie widziała. Wchłonęliśmy film całkowicie, a po spektaklu zgodnie stwierdziliśmy jak dobry to jest film. Jak można więc to nazwać "Klasyczne filmy, których nie da się oglądać"?
Gdzie Baldur's Gate 2 i Lochy Irenicusa, które przechodziło się ze 30 razy? :)
Ja grę obczajałem na poprzednim steam festivalu. Krótkie demko, ale super przyjemne. Gra zrobiona z głową, cały feeling zarówno ze stawiania budowli, jak i samej walki, na bardzo wysokim poziomie. Nie wiedziałem wtedy, że grę robi polskie studio.
Brzmi jakbyś poświęcał czas na coś czego nie lubisz i na coś co nie sprawia ci przejmności. Mówisz, ze grasz dla fabuły, ale kupujesz dodatki by mieć szanse PvP i grasz z rana, gdy nie ma Azjatów, a samą fabułę oceniasz, że "zawsze zwleka".
W dodatku nie chcesz z tego rezygnować, bo zainwestowałeś już pieniądze (jak w hazardzie).
Potrzebujesz pomocy.
Heroesi już raz doczekali się planszówki (https://boardgamegeek.com/boardgame/108344/might-magic-heroes) i nie została ona odebrana pozytywnie. Niestety dużo gier na licencji to masa dobrej jakości figurek (by przyciągnąć wzrokowo) i taki sobie gameplay.
Jako fan indie festiwali, ponownie szukam perełek i pewnie przez cały czas trwania przetestuję pewnie z setkę gier.
Jak na razie nie ograłem dużo, ale podpisuję się całymi rękami pod Inscryption. Karcianka jest przyjemna, ma ciekawą stylistykę i po małym demie czuję że znajduje się tam gra w grze.
Oraz drugi tytuł to Mahokenshi. Jest troszkę niedopracowany, czuć taką budżetowość w opcjach, przygotowaniu UI, słaby tutorial (dobrze tłumaczy, ale jest nachalny). Za to po pierwszej misji rozgrywka jest przednia. To takie Slay the Spire, w którym możemy się dodatkowo poruszać.
Bardzo zaciekwiło mnie bingo użytkownika
- trailer będzie dłuższy niż 5 minut.
- Prawie się udało, pół bingo
- w tle będzie grał kawałek jakiejś indie grupy
-bingo
- dodatkowy punkt jeśli będzie to Low Roar (albo inny zespół z Islandii)
- :(
- trailer będzie spoilował ważniejsze wydarzenia z gry
- bingo
- sceny będą przeplatane czarnym ekranem z białym tekstem rzucającym frazę z motywem przewodnim określającym następną scenę.
- bingo
- minimum 4 razy padnie wyraz Kojima
- 2.5 bingo, licząc autograf oraz napis na pudełku dokładnie 11 razy
Jak czytam teksty o takich problemach to zastanawiam się jak bardzo to są ułomne silniki.
W Unity na czas cutscenki można wyłączyć kolizję wozu z wybranymi obiektami, np. kamieniami, pszczołami itp.
Dla mnie to jest niepojęte, że daję się programistom narzędzie, z którym muszą walczyć.
To jest trochę smutne jak osoba mająca małą wiedzę o temacie próbuje doradzać innym...
Ani to najlepsze gry planszowe, ani dobre na start. Lista jest totalnie wymieszana, mamy tu pozycje średnie, ale kultowe, mamy pozycje kiepskie o których było głośno, mamy gry dobre tylko na start.
Pierwsi Marsjanie - gra jest przekombinowana o czym nawet otwarcie mówi jej autor, który podszedł do projektu zbyt ambitnie. Gra się nie sprzedała i nie będzie dodruków.
Monopoly - gra posiadająca ogrom błędów mechanicznych, w tym jeden z najgorszych, czyli ktoś może odpaść w trakcie gry i potem patrzy jak inni grają.
Dobble i 5 sekund - jest dużo lepszych gier imprezowych, poza kultowością nie nazwałbym tych dwóch pozycji najlepszymi
Wiedźmin: Gra przygodowa - ten projekt też się nie udał. To miała być gra na licencji, bez skomplikowanych mechanik, mająca zachęcić do kupna ludzi niezwiązanych z grami planszowymi (kuszące pudełko i miejsce akcji). Sama gra jest bardzo przeciętna.
Ten artykuł nie dość, że jest pobieżnie napisany, to ma dodatkowo kilka niedomówień i błędów, więc osoby które nie wiedziały czym są kryptowaluty, nadal nie mają pełnego obrazu ani wiedzy...
Dla mnie jednym z najbardziej pamiętynch momentów jest ten z Preya (2006), kiedy próbujemy odnaleźc dziewczynę głównego bohatera i w sumie to ją odnajdujemy, ale niestety dostajemy mocny plot twist i szybko się okazuje, że rzeczy nie pójdą po naszej myśli.
"prawdopodobny", "domniemany", "makietę", "prawdopodobny", "spodziewają się", "plotki", "powinna", "prawdopodobnie", "może to być", "szacuje się"
Czyli nic nie wiadomo, ale news jest, 13 minut filmiku również...
Ja tylko przypomnę, jak przed premierą D3 miało wyglądać PvP:
https://www.youtube.com/watch?v=lZrGE3VLiSk
Specjalne areny. Co dostaliśmy? Na premierę brak PvP. Potem dorzucili jedną śmieszną lokację. Ogółem balans postaci kwiczał, i PvP w D3 nie ma sensu. To gra która była projektowana pod PvE, dlatego jakiekolwiek PvP przestało na pewnym etapie mieć sens.
Tak jak napisał Asasyn363, czy Dark Zone z Division się przyjmie i czy w ogóle będzie dostępny na premierę – to czas dopiero pokaże.
PS5 nigdy nie mało tak wyglądać. Najgorszy sort dziennikarzy zobaczył devkita PS5 i próbował nas przekonać, że to wersja sklepowa. Przecież devkit PS4 też wygląda okropnie. Widzimy się ponownie przy pierwszych zdjęciach devkita PS6.
Historia ciekawa, ale jeśli myślicie że Myth była jedyną grą z danym błędem, to się mylicie.
Pamiętam jak za dzieciaka (nie wiem, lat może 10, może 12) zainstalowałem International Rally Championship z płytyki dodawanej do jakiegoś czasopisma. Jeśli dobrze pamiętam, gra miały własny instalotor, który był troszkę zabugowany. Nie wiem z jakich przyczyn, ale gra wyglądowała u mnie w "C:\Gry" zamiast w dedykowanym folderze. Możecie się domyśleć co się stało po odinstalowaniu... Skasowane savy do wszystkich gier to mały pikuś, najbardziej mi szkoda było własnych map do Heroes 3 i Age of Empires 2.
Nie wiem co by się stało jakbym grę zainstalował na "C:\", ale się domyślam. Jestem ciekawy czy ktoś teraz robi testy z programami i innymi grami, co by się stało gdyby wrzucić je na "C:\". W dobie obecnej cyfryzacji, gdzie wszystko instaluje się w katalogach Steama i tym podobnym jesteśmy w miarę bezpieczni. Ale czy ktokolwiek próbował kiedyś wrzucić Steama bezpośrednio na C, bez własnego folderu?
Jedyna gra mobilna w którą cały czas gram. Mecze są krótkie, intensywne i emocjonujące, w sam raz na krótkie posiedzenia. P2W? Nie powiedziałbym, każda postać może dostać maksymalnie 10 poziom i prędzej czy później go wbijemy.
Powiem wam, że wszystkie takie testy są do niczego. Jak się coś testuje dwa tygodnie to zazwyczaj będzie dobre. Wszystkie problemy wychodzą z czasem.
Posiadam Corsair HS70. No i fakt, dobrze grają. Fakt, są wygodne. Ale zapomnijcie o 16h słuchania. Nie pamiętam ile było na początku, ale obecnie po 8h dostaję ostrzeżenie o słabym poziomie baterii.
Często zdarza się tak, że jedna ze słuchawek gra nie równo i trzeba ją na chwilę docisnąć do ucha, tak jakby membrana się odkształcała i trzeba ją naprowadzić na dobry kształt. Sporadyczne problemy, że nagle mini trzask, dźwięk robi się cichszy i po chwili dopiero wraca. Inny problem, że jeśli słuchawki mają pokrętło ustawione na najgłośniejsze, a grają cicho, do trzeba zjechać porkętłem do minimum i wrócić na maxa, jest dobrze. Jakieś problemy z mikrofonem, którego nie łapie i trzeba go włączyć i wyłączyć. I cała masa innych takich rzeczy, zdarzających się sporadycznie, nie nadających się do reklamacji, bo przecież słuchawki grają.
Z jednej strony fajnie też że jest zewnętrzny odbiornik USB, ale zapomnijcie o połączeniu przez bluetooth do telefonu.
Mam GTXa 970 już od 6 lat i to porządna karta. Praktycznie żadnych zadyszek, gry śmigały spokojnie na wysokich ustawieniach. Dopiero ostatnie lata na suwaki na średnie, ale to tylko dlatego że monitor zmieniony z 1080p na ultra wide 1440p. Tak czy siak, wysłużył się i w tym roku czas na zmianę.
Granie w RPG polega na tym, żeby kolekcjonować najlepsze statystyki? Myślałem, że na odgrywaniu roli i dokonywaniu wyborów.
To już nie moja wina że 95% RPGów poszło w stronę zbierania najlepszego ekwipunku. Na palcach jednej ręki da się policzyć gry, w których ekwipunek nie ma większego znaczenia, a to jakie wybory podejmujesz.
Rozumiem, że jak grasz w inne RPG to ZAWSZE nosisz takie zbroje, które mają największe statystyki, i że ZAWSZE wyglądają one najlepiej?
No nie, napisałem przecież, że: Albo podchodzimy do RPGa tak jak powinno się podchodzić, czyli tryhard, najlepsze staty itp. albo traktujemy to jako casualową strzelankę dla każdego, gdzie każdy może założyć co chce. Ale nigdy, ale to nigdy, ani Baldur's Gate, ani Gothic, ani Dragon Age, nie były reklamowane, że możesz wyglądać tak jak chcesz, bo wygląd zbroi się liczy. W takim Kingdom Come liczyło się to, jak wyglądamy, mogliśmy być różnie postrzegani przez ludzi. I świetnie wczuwałem się w rolę, bo sam wybierałem czy chcę wzbudzać podziw czy być odporonym na ciosy. Zakładałem pancerz pod statystyki, wybierałem te o największej charyźmie, nie interesował mnie hałas. Ale to wszystko współgrało z tym w kogo chcesz się wczuć. Chcesz być szlachciem o dużej charyzmie, dużo gadającym to musisz wybrać takie ciuchy i wyglądać jak slachcic. Chcesz być kolesiem tłukącym na lewo i prawo? Bierz zbroję. Chcesz być złodziejem? Nakładaj "ciche" ciuchy. A Cyberpunk? Chce być streetkidem, psycholem. A nie, trafił mi się dobry garniak. I maska gazowa, no trudno, noszę to.
Nie mnie wnikać w to, jak grasz. Ja po 50 godzinach już dawno znalazłem ubranie, które mi się podoba, i zacząłem je ulepszać. Ty wolisz, jak widzę, zbierać, co wy(po)padnie.
Nom, czyli troszkę casualowo. "Znalazłem coś lepszego, ale noszę coś gorszego, bo ładniejsze". I znów nie rozumiem, czemu jak wypadnie coś lepszego to nie ulepszych tego ponad poziom swoich starych ciuchów? Ja np. nie wiem jaka jest różnica między pancerzem 1700 a 1800, bo gra tego nie tłumaczy, ale nawet jakby była to redukcja obrażeń 3% to i tak wybrałbym redukcję obrażeń 3%.
Przecież dokładnie tak jest w CP2077.
Widzę cytujesz nie wybiórczo i odpowiadasz jak ci pasuje. Tak, crafting w Cyberpunku działa dokładnie tak jak w większości RPGów, co cieszy. Nie czepiam się tego. Ja się tylko czepiam, że to nie jest obiecywane: "Styl się liczy, noś co chcesz". To jest ""Styl się liczy, noś co chcesz, jeśli pójdziesz w crafting".
Jeśli masz problemy, poszperaj w sieci. Na YouTube są całe filmiki z lokalizacją poszczególnych elementów danego zestawu.
Świetna rada. Zamiast samemu odkrywać, to szybko YT, poradnik, by wyglądać tak jak się chce. Znalazłem fajne itemy, w których wyglądałem jako tako. Łaziłem w nich z 10h, było spoko. A potem znalazłem inne, lepsze, to jest założyłem.
No przecież możesz nosić, co chcesz! W koło Macieju. Mam wrażenie, że ty byś chciał jakiś dziwaczny system, w którym co chwila znajdujesz ubrania z lepszymi statystykami, ale takie ubrania, które konkretnie tobie się podobają i pasują konkretnie do takich zestawów, które ty sobie wymyśliłeś. Przecież to niemożliwe.
W koło Macieju ja powtarzam, ze nie można. W The Divison można było nosić co się chce i niemożliwe stało się możliwe. Nie podobał mi się wygląd postaci w czapce to latałem bez czapki. W Cyberpunku jak mi się nie podoba wygląd postaci w czapce to tracę 300 pkt pancerza + jakiś fajny bonus włożony jako modyfikacja. Ja bym wolał, że skoro gra reklamuje, że stylówa jest ważna, to by pancerz nie miał statów, jak w The Divison. Powiedz mi, jakby ciuchy w Cyberpunku dawały bonusy np. do drzewka demolki albo dla drzewka netrunnerów i miałbyś konkretne ciuchy pod twój aktualny build, to też byś się upierał, że możesz nosić co chcesz, bo możesz spróbować wycraftować 100 egzemplarzy ciucha który ci się podoba i który akurat pasuje pod twój build?
Z jednej strony ludzie się domagają wyborów i wolności, a z drugiej - jak muszą dokonywać wyborów, które wpływają znacząco na elementy rozgrywki, to zaczynają kręcić nosem, bo woleliby dostać wszystko naraz na złotej tacy. No cóż...
Najpierw mówisz, że różnica 300 pkt pancerza nie ma znaczenia, a potem narzekasz na graczy, którzy muszą "dokonywać wyborów, które wpływają znacząco na elementy rozgrywki". Ja w RPGu chcę mieć wybór jak wykonam zadanie, czy kogoś zabiję, czy odezwie sie we mnie moralność czy nie. Czy lepiej być dalekim strzelcem walącym ze snajperek, czy brutalnym kolesiem łażącym z shotgunem. I nie ma dla mnie znaczenia jak wyglądam, w ogóle. Wolę dobierać ubiór pod statystyki mojej postaci. I tak mam w Cyberpunku, nie narzekam że przez 3h gry wyglądam jak przygłup w różowych ciuchu, lub jaskrawożółtej kurtce. Potem znajduję coś innego i to noszę. Ja narzekam, że reklamowano grę, że stylówa się liczy, a tak naprawdę się nie liczy. Reklamowano, że mogę nosić to co chcę, a nie mogę, jeśli gram jak tryhard. Gothica też mogli reklamować: noś co chcesz. Chcesz wyglądać jak rabuś, noś skórzaną zbroję, co z tego ze gorsza.
No przecież tłumaczę od dwóch postów, że możesz nosić, co chcesz, i mieć świetną zbroję
Ale możesz też nie nosić tego co chcesz i mieć jeszcze świetniejszą zbroję.
Wszystko tak zostało przygotowane, żeby liczył się styl
Prawie nic nie zostało przygotowane :) Gra była reklamowana, że styl jest ważny, ale nikt nie reaguje na to jak wyglądamy. Skoro więc świat gry nie reaguje na to, to mamy wybór: albo małym kosztem ubieramy się w najlepsze staty (bo akurat staty mają wpływ) albo ignorujemy staty i ubieramy się tylko by zaspokoić własne widzi mi się. No sorry, ale w RPG liczą się staty. I co z tego że mogę ulepszyć ciuch który mi się podoba, SKORO mogę ulepszyć lepszy ciuch, który mi się nie podoba. Albo podchodzimy do RPGa tak jak powinno się podchodzić, czyli tryhard, najlepsze staty itp. albo traktujemy to jako casualową strzelankę dla każdego, gdzie każdy może założyć co chce. Jeśli gra ma być RPG, reklamowanym: "noś co chcesz, styl się liczy", to ciuchy nie powinny mieć statów.
Nie musisz wyglądać jak kupa, bo masz gotowe legendarne zestawy do znalezienia.
No i gdzie je znajdujemy? Na samym początku? Po 50h godzinach gry nadal wymieniam ciuchy jak znajdę coś lepszego. I nadal lepiej jest dla mnie ulepszyć nowy lepszy ciuch, niż nosić stary fajny. I żeby nie było: tak powinno być w RPG! Ja się czepiam tylko do "Noś co chcesz, styl się liczy".
A po drugie... może się w końcu zdecydujmy: chcemy, żeby nasze wybory miały wpływ na rozgrywkę, czy nie chcemy?
Nom, chcemy. Chcę abym w RPGu, jeśli nie pójdę w crafting, musiał nosić istniejące zbroje. A jeśli pójdę w crafting, chce stworzyć zbroje niedostępne normalnie. Chcę też ulepszać sprzęt jeśli pójdę w crafting. Ale to jest: "Styl się liczy, noś co chcesz, jeśli pójdziesz w crafting". Co i tak jak wykazałem wyżej, mimo craftingu lepiej ulepszać brzydkie ciuchy, jeśli tylko mają lepsze staty.
Powtarzam: możliwości związane ze zbroją (ubraniem) są tutaj większe niż np. w W3.
Nom, to prawda, są wieksze. Ale jakby nie było reklamowania gry, że można nosić co się chce, to by się nikt nie czepiał o ciuchy. Byłoby to podejście jak w każdym innym RPGu, nawet trochę większe.
Btw. w takim Diablo 3, mogłeś normalnie zastępować sobie zbroje, a jeśli wyglad Ci się nie podobał, miałeś transmogryfikację, która zmieniała wygląd przedmiotu. To było świetnie zrobione. Mogłem nosić jaki przedmiot chciałem i wyglądać jak tylko chciałem.
Fakt, że nie korzystasz z ulepszania, tylko nosisz wszystko, co popadnie (byle miało wysokie statystyki), a potem narzekasz na swój wygląd, wcale nie świadczy źle o mechanizmach gry. Świadczy źle o tobie.
No nie, to świadczy źle o mechanizmach gry właśnie. To tak jakbyś w Dragon Age nie nosił najlepszej zbroi, bo jest brzydka. Wiadomo że nosisz, bo chcesz mieć jak najlepsze staty. Tyle że Dragon Age nie był reklamowany, że możesz nosić co chcesz i styl się liczy. W takim The Division z tego co pamiętam było to super zrealizowane, bo ubrania były kosmetyczne i mogłem wyglądać dokładnie tak jak chciałem. Czemu tutaj tego nie zrobili?
Kompletujesz (poprzez znalezienie, złupienie lub zakup) swój zestaw ubraniowy (a wybór masz ogromny), ulepszasz jego poszczególne elementy i dzięki temu wyglądasz tak, jak chcesz, i masz porządną zbroję.
Ale wiesz że dużo lepiej jest wziąć lepszy ciuch i to jego ulepszać, zamiast tego co ci się podoba? To raz. Dwa, że ulepszenie ciuchów zwiększa ich pancerz, ale nie dodaje dodatkowych slotów na modyfikacje, a te są kluczowe. Także najbardziej opłacalne jest zakładanie ciuchów o fioletowym lub pomarańczowym stopniu rzadkości.
No i jeszcze jak kolega wspomniał, może chcesz się skupić na byciu netrunnerem i całkowicie pomijasz drzewko craftingu. Wtedy musisz wyglądać jak kupa, jeśli chcesz mieć staty.
Dla mnie to jest wręcz nie do uwierzenia. Miasto i muzyka są świetne, ale sama rozgrywka to średniak. Questy poboczne to typowe: idź i pozabijaj. Jedyne co te questy odróżnia od Bordelandsowej formuły rozgrywki to że znajdujemy notatkę czemu trzeba było pozabijać. Lootu praktycznie nie ma, przez całą grę zbieramy śmieci, nie ma ekscytacji ze znalezienia nowej spluwy, bo zazwyczaj jest ona nijaka. Fabuła główna jest dobra, ale to trochę za mało na grę roku.
Nawet jeśli pominiemy bugi, w stylu przedmioty których nie da się podnieść, postacie w t-pose, błędy kolizji oraz pominiemy fatalny stan techniczny na konsolach, to mamy całą masę błędów i brakujących mechanik, której w grze ROKU po prostu powinno nie być. No bo co to za gra roku, w której:
- auta prowadzą się jak mydelniczki
- policja pojawia się za plecami gracza znikąd
- ludzie znikają po odwróceniu się od nich
- gęsty ruch uliczny widziany z daleka automatycznie znika, gdy próbujemy do niego dojechać
- brak oznaczenia przedmiotu jako ulubionego, by nie móc go sprzedać/rozmontować
- istnieje zabezpieczenie przed nieporządaną sprzedażą ikonicznego przedmiotu, ale brak zabezpieczenia przez rozmontowaniem takiego przedmiotu
- rodzaj apteczek pod hotkeyem automatycznie przepina się po rozmontowaniu/zużyciu jakiegoś napoju
- rozpoczęcia starcia z gangiem wszczynają poszukiwanie przez policję, jeśli zostały rozpoczęte poza strefą na której był gang (np. strzał ze snajperki)
- oraz cała masa innych problemów, gdzie iluzja żyjącego, intrygującego świata rozpada się po prostu jak domek z kart, gdzie na każdym kroku czuję się jakbym uczestniczył w niedopracowanej symulacji, takim alpha matrixie
Takie rzeczy nie przystoją grze roku. Cyberpunk może i zostanie grą roku, ale 2021.
Jakbym czytał o sobie. Jeszcze 10 lat temu koniecznie tylko gry AAA, z jak najładniejszą grafiką. Wszystkie CoDy ogrywane po kolei, Assassin's Creedy itp.
Teraz? Yoku's Island Express, The Touryst, Carto. Oczywiście zdarza się odpalić coś większego, ale żeby zacząć tytuł na ponad 40h muszę być przygotowany psyhicznie, a takie małe gierki odpalam jak tylko mam ochotę.
Niby święta za pasem, a tu już pierwszy kwietnia.
I tak w ogóle, to jaka konsola? Po prostu pecet w dziwnej obudowie.
Grałem na jakimś darmowym weekendzie i aktualnie poluję na edycję ze wszystkimi DLC. Dla mnie świetna gra, czuję się jakbym grał w planszówkę, rozgrywaną w czasie rzeczywistym. Fakt, że nie ma tu łańcuchów produkcji, ani zaawansowanej ekonomii, ale jest kilka fajnych i nowatorskich mechanik, które sprawiają, że jest to całkowicie świeże podejście to gier Settlersopodobnych.
Nie wiem czy zwróciłeś uwagę, ale postać nie jest na środku ekranu :) W dodatku mapa w prawym górnym rogu jest przycięta. Wygląda tak, jakby ktoś to zgrywał na nielegalu.
Pierwsze Division bardzo mi się podobało, właśnie głównie przez klimat. Główny wątek przeszedłem solo, tak jak i zaliczyłem wszystkie znajdźki.
I była to jedna z niewielu gier, gdzie znajdźki były ciekawe i miały sens. W większości gier zbieram jakieś audio wiadomości, wycinki z dzienników, ale za bardzo mnie nie obchodzą – ot zbieractwo by zaliczyć. W Division przesłuchałem je wszystkie, bo były bardzo realistyczne – a to ktoś narzeka przyjaciółce, że jej ojciec jeszcze nie wrócił, kto inny że jego córka jest chora i nie ma jak zdobyć leków. To było tak realne, że aż przytłaczające.
Przecież to zaraz gracze rozkminią w pierwszym lepszym modzie. Albo się okaże, że jest gdzieś plik konfiguracyjny, który to zmienia.
O ile Mutant Year Zero: Road to Eden było dobrą grą, to to wygląda jak reskin, a nie wiem czy bym chciał drugi raz grać w dokładnie to samo...
Śniło mi się, że w to grałem. Spotkamy Gordona, który pierwszy raz w historii serii przemówi i nie będzie to miła rozmowa, bo będzie wkurzony, że tyle lat milczał ;)
No miałem to samo, komunikacyjnie do kitu, nie wiem kto to zatwierdził...
Zdanie "Thank you for redeeming your Origin Access subscription code." sugeruje, że to ja podjąłem jakąś akcję, jeszcze na dole "By making your purchase today, you authorize EA to charge the price stated above".
Oczywiście od razu zacząłem szukać informacji, bo myślałem że włam.
A można było napisać: "Thank you for enabling 2FA in October. We are giving you 1 month Origin Access free of charge".
Śniło mi się, że grałem w demo Cyberpunka i powiadam wam, było dobre.
Słusznie. God of War, jedna z dwóch gier, która wzbudziła we mnie smutek, gdy nastał koniec przygody. Jedna z niewielu gier, gdzie DLC, nawet jakby miało być na kilka godzin, kupowałbym od razu.
Strzelanie w głowy, wyrywanie kręgosłupów, odcinanie kończyn - OK
Gwałty - NIE
Dwie uwagi:
- O ile wspomniano o tym, że pad do XBoxa One w odświeżonej wersji ma bluetooth, to może nie wszyscy załapali, że wtedy nie potrzebujemy adaptera, tylko zwykły odbiornik bluetootha. W takim przypadku pad do XBoxa robi się tańszy od tego z PS4, można było to wyraźnie zaznaczyć ;)
- Pady Logitecha może są legendarne, ale warto zaznaczyć, że mają cholernie twarde i małe spusty, o bardzo małym skoku. Z tego powodu totalnie nie nadają się do ścigałek. W ogóle pad Logitecha to takie kuriozum, niby porządnie wykonany, niby wszystko ok, ale jakoś nie miałem frajdy podczas korzystania z niego, przeszkadzały drobne mankamenty.
Zatrudnij 10 osób, każ im robić grę, a potem powiedz, że nie będziesz im płacił, bo tworzenie gier powinno być dla nich radością.
Parki rozrywki też dają radość, ale ktoś musiał wyłożyć sporo pieniędzy, by inni tą radość mogli otrzymać. I musi pobierać pieniądze, by park utrzymywać i by rodziny pracowników mogły się za coś utrzymać.
Jeśli ktoś tworzy grę, to gramy w nią na jego zasadach, a jak nam zasady nie odpowiadają to nie gramy, proste. Firma wymagała podpisania NDA, z jakiegoś powodu, nie wnikamy. Albo zgadzamy się na postanowienia NDA i gramy, albo nie zgadzamy i nie gramy, proste.
Gdyby nie było żadnych zasad, to taki cheater mógłby mówić, że jemu granie z aimbotem daje radość, więc inni nie powinni mieć nic do tego.
Jeśli komuś podobało się The Divison, to niech kupi Anthem, bo to będzie Divison + roboty. Ci co liczą na RPGa niech sobie odpuszczą.
No właśnie wręcz przeciwnie. Mam kompa, który dźwiga gry może nie na ultra, ale na very high. Dopóki gra jest dobra nie ma dla mnie znaczenia jak wygląda.
Kupiłem slimkę, przeszedłem fenomenalnego God of Wara, gram w bardzo dobrego Horizona.
Nie obchodzi mnie, że jakieś krawędzie są nieostre, a tekstura trawy będącej 200 metrów ode mnie się rozmyła.
Gry się bronią grywalnością, wyglądają i tak zarąbiście, chodzą komfortowo szybko.
Jakieś duperele graficzne zostawmy dla fanbojów danych platform, a prawdziwi gracze niech oceniają grę.
Ograłem dzisiaj trochę bety The Crew 2. Jest bardzo dobrze, dużo lepiej niż w jedynce.
Natomiast Forza Horizon 3 – demo mnie zachwyciło, świetny model jazdy, fajne miejscówki, fajne auta, cudowna grafika. A w pełniaku? Po kilku godzinach kupiłem jakieś Subaru i bez problemu stuningowałem je tak, że ścigało się w topowych wyścigach z super autami. Cały zapał do robienia progresu spadł i porzuciłem granie.
Dostałem dostęp do zamkniętej bety, ale byłem tak pochłonięty God of War, że zapomniałem przetestować...
@Felo74, w pełni się zgadzam. Z tego co sprawdzam, ostatni raz grałem 2 lata temu (nie wiedziałem, że mam aż tak długą przerwę). Mam przegrane chyba z 500 godzin i był to wspaniały czas, jedna z moich ulubionych gier.
Odkąd zauważyłem, że gry służą zabawie, a nie realizmowi, to czerpię większą frajdę z głupkowatych rozwiązań. Przełączanie między typami pojazdów widać, że działa fajnie i jest nowe. Mi się podoba że Ubi mocno eksperymentuje. Walka w For Honor także była czymś nowym. Głupio by było wydać The Crew 2, które byłoby kalką jedynki w innych lokacjach.
Jedyne obawy jakie mamy, to czy warto będzie się tak przełączać. Czy nie szybciej będzie dolecieć gdzieś po prostu samolotem.
Z całym szacunkiem, ale HoMM IV było brzydkie już w momencie premiery. Jest strasznie plastikowe i puste.
Grałem tylko w przez wszystkich zachwalaną trójkę. Odblokowałem wszystkie bronie w około 30% gry, potem została już tylko monotonia zbieractwa. Model strzelania też nie był jakiś super, a główny bohater tak mocno nijaki. Z tego co widzę, każdy nowy Far Cry wygląda tak samo. Ile z tych 25 godzin to faktycznie ciekawe misje, a ile ślepa pogoń za diamentami na mapie?
Gra jest naprawdę dobra, świetnie przemyślana. Niestety też bardzo wymagająca, nie wybacza błędów i nie dla casualowców.
Jak dla mnie wymagała zbyt dużego poświęcenia i niestety dużą większość zabawy czekałem jako zabity na rozpoczęcie nowej rundy.
Tak, na serio. Niestety mam Intela, bo jak kupowałem ponad 3 lata to był to dobry procesor i dostałem dokładnie to za co zapłaciłem. A teraz okazuje się, że nie do końca płaciłem za to czego oczekiwałem.
Intel zaś wiedział o problemach i dopóki nie zaczęły one wyciekać to produkował wadliwe procesory dalej. W dodatku zdecydował się na załatanie luki nie patrząc na użytkowników.
Ja nie wiem ile razy ktoś musi zostać oszukany by być bardziej ostrożnym. Ile razy można pozwolić się dymać przez tą samą firmę, zanim się zdecyduje, że lepiej kupić u konkurencji?
Jak dla mnie to Intel jest skreślony. Kupicie kartę graficzną, a za 2 lata okaże się, że trzeba zrobić łatkę, która spowalnia sprzęt o 30%.
Materiały Kacpra to czasami nawet moja dziewczyna ze mną ogląda, a ją gry w ogóle nie interesują. W ogóle jego materiały to mistrzostwo, widać ogrom poświęconej pracy i zbadania tematu.
Właśnie ogrywam Black Flaga i tak sobie pomyślałem, że byłoby spoko, gdyby zrobili AC w czasie II wojny światowej, gdzie mielibyśmy własny czołg, który ulepszałoby się tak jak Kawkę.
Nie ma to jak zrobić kolejnego klona moby i narzekać na wszystko dookoła, tylko nie na własną grę.
Paragon poza grafiką nie oferował nic szczególnego.
To jest chamstwo. Już cena slimki przed promocją budzi jakieś wątpliwości, więc sprawdziłem co się dało poprzez google cache.
No i proszę bardzo, telewizor Philips kosztował 16 listopada dokładnie 2579 zł. Ceny tego telewizora na Allegro także podobne. Jak można tak bezczelnie kłamać z ceną przed promocyjną...
Ja to w sumie jestem zadowolony z obecnego stanu rzeczy. Już dawno odrzuciłem gry AAA właśnie z takich powodów i gram w klasyki, które mnie ominęły. Ostatnio Psychonauts, niedługo pewnie zacznę grać w Planescape Torment, bo nigdy nie miałem okazji.
Jakieś nowe Assassiny, CODy itp. dawno przestały mnie interesować.
Jak głupio to wygląda... postać wchodzi z buta do pomieszczenia, a tam 6 innych, niepotrafiących trafić (pewnie szturmowcy), przeciwników... Gdyby potrafili strzelać to byłoby po grze.
Jestem chyba jedynym, który nie rozumie zachwytu nad Beyond Good & Evil. Gra była dobra, nic poza tym. W wielu miejscach naiwna, w wielu miejscach zbyt prosta.
Natomiast trailer dwójki... cóż. Ja słyszałem głównie przekleństwa. Mocno zmieniony kierunek "artystyczny".
Piękny render... Przede wszystkim zwróćmy uwagę, że to nie "gameplay", tylko zajawka gameplayu. Zawsze te wyrenderowane zajawki ładnie wyglądały i mechanicznie zwalały z nóg. A potem gra wychodziła i dostawaliśmy produkt taki jak cała reszta.
Widziałem tą fabułę setki razy... Trochę mnie dziwi, że za scenariuszem stoją dziesiątki osób, jeszcze ktoś to musi zatwierdzić i dostajemy papkę, którą 10-latek napisałby na kolanie podczas przerwy między lekcjami...
Grałem kiedyś w Awesomenauts i jest to naprawdę świetna gra. Powróciłem dwa tygodnie temu i o ile sama rozgrywka nie zmieniła się ani trochę, to niestety nowy "feature" niemal całkowicie psuje zabawę. Mianowicie, po rozpoczęciu wyszukiwania meczu mamy dokładny licznik, za ile się mecz zacznie. To nie jest szacowany czas, tylko dokładny licznik, jak byśmy trafiali do kolejki. I czasem jest to nawet 5 minut oczekiwania. Tak, 5 minut gapienia się w ekran menu. Coś tu poszło mocno nie tak. Nie wierzę, że gra szuka nam wtedy graczy, bo mecz rozpoczyna się idealnie po zakończeniu odliczania, czyli gdy kolejka jest zwalniania. Za każdym razem jak widzę, że będę czekał powyżej 2 minut na mecz to wyłączam grę i włączam co innego. Niestety, jeden mały gwóźdź do trumny...
Gra jest naprawdę dobra, niski próg wejścia i szybka rozgrywka. Jedyny minus, że jak trafi się w drugiej drużynie osoba, która naprawdę ogarnia grę to tak mocno dostaniemy, że cała zabawa ucieka.
Nic specjalnego się tu nie wydarzyło. YouTuberzy już od dawna modowali GTA V ścigając się na śmiesznych torach i nabijali sobie tym masę wyświetleń. Bardzo dobrze się to sprzedaje, dlatego właśnie mamy aktualnie wysyp takich rozwiązań.
Ha, a ja już sobie pomyślałem: "Kurcze, to ta gra ma tyle lat, a nadal jest z kim grać?" :D
Gra jest nudna, a przegrane 500h...
Nie przesadzajmy, D3 to jest dobra gra. Nikt nie liczył na wieczne wsparcie jak w MMO. Płaciło się raz (no może dwa, bo dodatek) i sporo zawartości było za darmo. Inne firmy wydają płatne DLC, a tu jednak sporo mieliśmy za darmo.
Tak, Diablo przestało się rozwijać, a dodatek z nową postacią tylko to udowadnia, ale nie można powiedzieć, że gra była beznadziejna. Przecież jak takiego Tomb Raidera się przechodzi w załóżmy 25h, to nie mówimy potem: "Nowy TR starczył tylko na 25h, za trzy miesiące nikt w to nie będzie grał". Cieszymy się z czasu, który spędziliśmy z grą. Ja w D3 mam coś około 200h i już dawno nie gram. Ale to było naprawdę dobrze spędzone 200h.
Ja to chyba się starzeję. Ogółem nie lubię tępych sandboxów, gdzie w kółko robi się to samo, tak Wildlands przypadł mi do gustu. Sam nie wiem czemu, bo model jazdy jest taki sobie, sterowanie helikopterami to porażka, misje polegają na wybiciu wszystkich w danym obszarze, ale jest tak jakiś taki dziwny fun. Może to dlatego, że każdy wrogi obszar można podejść z dowolnej strony i nic nie ogranicza nas w działaniach. Podoba mi się też skradanie, inne niż w Splinter Cellach. Jak grałem w SC, to każde zauważenie przez wroga to wczytanie gry. Niby miałem pistolet, ale i tak w SC chodziło o to, by ogłuszyć. Natomiast w Wildlands można się skradać, eliminować na odległość, a jak zauważą - to trudno, gramy dalej. Po prostu nowy Ghost Recon to był dla mnie dobry odstresowywacz. Natomiast w sieci z randomami to nie ma co grać, po prostu tragedia :P Także jak dla mnie spoko gra do singla, ale kupię, jak będzie za 60 zł.
Nie rozumiem zachwytów nad Beyond Good & Evil. Dla mnie ta gra właśnie była typowo "raymanowa", tylko z innymi bohaterami. Nie było tam żadnej głębokiej fabuły, a styl graficzny dokładnie pasował do gry "raymanowej". Bawiłem się dobrze, ale gra nie była ani wybitna, ani przełomowa.
Cena faktycznie odstrasza, ale osobiście cieszą mnie działania Ubi. Widać jakiś powiew świeżości w ich grach - dostaliśmy nowatorską (choć nieco kontrowersyjną) mechanikę walki i obecnie rzadko spotykaną formę rozgrywki (1vs1 lub 2vs2). Gra prezentuje się tak samo jak na pierwszych trailerach.
Dla mnie gra jest ok - nie jest to może produkcja wszechczasów, ale bardzo solidny tytuł, w który mógłbym nawet grać regularnie, gdybym nie miał innych gier na swojej prywatnej liście.
Mały błąd:
W przeciwieństwie do innych rodzajów zabawy, w Eliminacji śmierć jest permanentna – jeśli zginiemy, odrodzimy się dopiero w następnej turze.
W pojedynku i potyczce jest dokładnie tak samo. Jedynie w Dominacji jest inaczej.
Dlatego olewam gry, gdzie DLC są wymagane, aby grać. Z tego co widzę, w Siege tak nie ma. Wszystkie mapy są za darmo, a DLC dają jakieś tam nowe postacie, nowe skórki itp. Czy muszę je mieć, aby dobrze się bawić? Nie, nie muszę, dlatego pewnie kupię podstawkę.
Jeszcze nie tak dawno hejtowałem praktycznie każde działanie UbiSoftu, ale powiem wam, że jak się zmniejszy wymagania to człowiek naprawdę miło się zaskakuje. Nie patrzę na trailery, nie oczekuję już od gier grafiki. Pograłem w For Honor i to kawał solidnej gry - co prawda nie dla mnie, bo nie mam cierpliwości do mechaniki walki, ale pewnie mógłbym się jej nauczyć. W ten weekend katowałem Rainbow Six: Siege i kurcze, to jest kawał tak świetnej gry, że zastanawiam się nad kupnem.
Coś tam musiało być na rzeczy, skoro wydawca świadomie sabotował grę (wydanie w najgorszym możliwym okresie), a następnie otwarcie wypowiada się, że nie spełniła ona finansowych oczekiwań.
Tak samo jak z filmami - interesowałem się grą, ale trailer zdradził jakieś 75% fabuły...
Słuszna uwaga. Tak samo:
ciężki orzech do zgryzienia
A piszemy "twardy orzech do zgryzienia".
Ja mam cały czas zainstalowane Division i raz na jakiś czas powracam i sobie pykam. Wg mnie to naprawdę przyjemna i bardzo dobra gra. Sporo zyskałem na tym, że nie miałem do niej żadnych wymagań przed premierą, nie nastawiałem się na nic i o znałem jedynie strzępki informacji.
"Ubisoft zamierza dać graczom wolną rękę w kwestii tego, czy w danym momencie będą podążać ścieżką fabularną, czy też zajmą się innymi aktywnościami."
Yyy... to dotychczas było inaczej? Ja tam wolę powrót liniowej fabuły. Nie lubię otwartych światów. "Miasto płonie, pędź do swojego dworu by uratować wybrankę serca. Już chwilka, tylko pomogę starszej pani zdjąć kota z drzewa, bo może dostanę fajny miecz. O, pan chce żeby eskortować mu karawanę. Za 1000 sztuk złota? Robię. O! Piórko. O! Konkurs kopania kurczaków.". Eh. Reboot Tomb Raidera - świetna gra. Deus Ex: HR - świetna gra. Batman Arkham Asylum - świetna gra. Ja pragnę liniowej fabuły, pragnę by gra połowicznie była filmem, dostarczała mi ciekawą albo nawet tylko poprawną historię. Nie chcę zbierać miliarda piórek tylko dlatego, że są na minimapie. Nie chcę 50 razy bronić tych samych cywili przed tą samą grupą bandytów. Nie chcę chodzić po mieście by shakować 100 skrzynek.
Całe szczęście rynek jest szeroki. Są gry dla mnie, które kupuję i są gry, w które nie gram, bo mnie nie interesują. Kiedyś przeszedłem Assassin's Creeda jedynkę, potem kupiłem trójkę. I już wiem, że nie zagram w żadnego innego, nieważne jak dobry by był.
Wzbraniam się jak mogę przed kupnem tej gry, przestałem oglądać gameplaye, aby nie kusiło, a te skurczybyki dostarczają demo. Jak się okaże, że jest dobre, to żegnajcie moje 200 zł.
No właśnie grałem i to sporo. Niektórymi trickami zbliżałem się do speedrunerów (trickami, nie czasami). Więc nie wiem czego miałbym niby nie zrozumieć. Że jeżdżenie w kółko? Że ciągłe wywrotki? Po godzinie gry idzie w miarę sensownie opanować mechanikę, a po 5 godzinach można już robić efektownie sztuczki.
Miło słyszeć, właśnie się instaluje aktualizacja :) Mnie Division nie zawiodło, bo nie miałem wielkich oczekiwań. Po ograniu otwartej bety chciałem tylko Diablo z karabinami i je dostałem. Z resztą mid-game był naprawdę dobry, tylko w end-game nie było za bardzo co robić, bo bardzo długo trzeba było czekać na drop jakiegoś lepszego itema. Zobaczymy jak wielkie są to zmiany, pewnie znów wsiąknę na kilkadziesiąt godzin ;)
Niestety bardzo kiepski materiał. W kółko pokazywane te same fragmenty rozgrywki, w dodatku całkowicie bezsensownej, bo jeżdżenie w tą i z powrotem nie ma sensu. Większość wywrotek wydaje się robionych specjalnie. Można było więcej czasu poświęć speed runningowi, bo to co niektórzy gracze wyprawiają to prawdziwy szacunek. Co do abstrakcji można było dodać rozciąganie się zawieszenia pod wpływem siły odśrodkowej podczas robienia salt oraz możliwość pokonywania przeszkód zawieszeniem, gdzie przeszkoda przechodzi przez cały motocykl, ale nie dotyka głowy gracza.
8k ma 4-krotnie więcej pikseli niż 4k, więc to nie dwukrotność. W dodatku nie wiadomo czy zależność między potrzebną mocą a liczbą pikseli na ekranie jest liniowa.
"Wcześniej dostęp do wersji testowej miały tylko osoby, które zakupiły specjalne starter packi z licznymi bonusami."
No nieprawda, bo do bety mógł zapisać się każdy.
Czemu niektórzy z Was liczą marżę od ceny sklepowej? Jeśli w Stanach ma kosztować 299$, to jest to cena już z marżą. Polskie sklepy nie kupują bezpośrednio od sklepów zza oceanu, tylko innych dystrybutorów, może za 200$, a może i za 150$. I to jest cena do której należy doliczyć marżę, a potem VAT. Więc wyliczenia że do 299$ dodajemy i marżę i VAT są jakieś dziwne. Nie mówię, że karta będzie tania, bo nie będzie, nie ma się co oszukiwać. Nasz polski rynek jest na jakimś kroku dymany i wszyscy to wiemy. Nikt nie wie tylko czy jest to dystrybutor, pośrednicy czy sklep.
"a w ramach mikropłatności będziemy nabywali dodatkowe postacie, potwory, bronie i skórki" - a to nie było tak przypadkiem od dnia premiery? Mnie Evolve zraziło pazernością ich twórców. Gra w podstawce była już strasznie droga, a cena dodatkowej zawartości także odstraszała.
Nie może zwrócić towaru (odstąpienie od umowy), ponieważ go rozpakował. Zwrócić można, gdy towar dostarczy się w takim stanie, w jakim się go otrzymało. Może napisać do sklepu z reklamacją, byle szybko, bo mogą powiedzieć, że sam uszkodził steelbooka. Dobry sklep powinien jednak przyjąć reklamację bez wahania.
Pytanie do osób, które grały w odświeżone edycje: warto grać w oryginalne czy odświeżone? Czy odświeżone są zabugowane, czy różnią się czymś od oryginału, czy coś zostało wycięte? Chętnie bym pograł, ale gdybym wiedział, że nie zmienili gry znacząco.
Według mnie to The Division ma szansę zostać grą marca. Nie lubię Ubisoftu, bo już wiele razy mnie zawiódł. Nie kupuję ich gier już od dawna. Jednak była beta, o której przypomniałem sobie w niedzielę po południu. Stwierdziłem, że skoro za darmo, to warto spróbować. No i niestety wieczór okazał się za krótki, bo gra mnie wciągnęła maksymalnie i elementy do których nie dotarłem musiałem potem oglądać na gameplayach. Słyszałem obawy, że nie wiadomo co gra tak naprawdę będzie oferować w całości, ale przeczuwam, że tym razem dostaniemy pozycję ponad standard.
No to ja nie rozumiem różnicy za bardzo. Od razu powiem, w betę nowego Hitmana nie grałem, sugeruję się tylko opisem. W poprzedniej części było tak https://www.gry-online.pl/poradniki/hitman-absolution/&PART=70, czyli wg mnie dokładnie tak samo.
"Bezużyteczne przebieranki z poprzedniej części, wymagające przy każdym spotkaniu z wrogiem użycia „instynktu” i spuszczenia głowy, zamieniły się w coś bardziej realistycznego i przekonującego. Udający kogoś innego Hitman będzie podejrzany tylko wśród kolegów „po fachu” występujących w tym samym stroju, a jeśli pokręcimy się w ich towarzystwie o chwilę za długo – zostaniemy zdemaskowani, skorzystanie z „instynktu” już nam nie pomoże."
Przecież dokładnie tak samo było w poprzedniej części...
Dying Light serio takie dobre? Nie słyszałem w ciągu roku jakichś zachwytów, myślałem że to po prostu bardzo dobra gra. Polecacie?
Trochę komentarzy ode mnie:
- Problemy z popularną kierownicą Logitech Driving Force GT. Początkowo nie działa gaz, po remapowaniu klawiszy auto samo jedzie i cały czas skręca w lewo.
- Komp spełnia zalecane, a dopiero na minimalnych nie chrupało.
- Synchronizacja pionowa gdy jest wyłączona to nie da się grać bo drze ekran straszliwie. Opcja "Połowa" daje około 15 klatek. Dopiero w pełnej synchronizacji ekranu da się grać.
- Mapowanie klawiszy klawiatury. Wyjście z gry, wejście ponowne i są zremapowane całkowicie bez sensu (gaz W, hamulec E)
- Klawisza pauzy nie da się zmienić, zremapował sie na 0 i nie działa.
- Nie udało mi się ukończyć wyścigu, bo zawisnąłem na skarpie, nie mogłem zrobić pauzy, więc i nie mogłem zresetować auta.
Obecnie posiadanie Windowsa XP jest mocno ryzykowne. Od 8 kwietnia 2014 nie pojawiają się już aktualizacje zabezpieczeń, więc prędzej czy później można mieć z tego powodu kłopoty. Osobiście przesiadłem się z 7 na 10 i nie narzekam. Uruchamia się szybciej, wygląda tak samo, ma trochę więcej przydatnych funkcji i żadnych problemów. Można się czepiać, że 10 śledzi każdy ruch użytkownika, ale jeśli ma się jakiegokolwiek program anty wirusowy albo korzysta z jakiejkolwiek przeglądarki - to i tak jest firma, która wie o tobie wszystko. Tylko, że nie jest to Microsoft. W dodatku - nie ma żadnej pewności, że któraś z aktualizacji na starsze Windowsy nie dodała śledzenia.
"Gra zaoferuje rozbudowaną warstwę fabularną, związaną z „kulturą samochodową” entuzjastów tuningu i nielegalnych wyścigów. Wcielimy się w żółtodzioba, który spróbuje zostać najlepszym kierowcą w mieście."
Czemu każda gra wyścigowa musi mieć tak cholernie nudną fabułę? Praktycznie w każdej grze wyścigowej zaczynamy jako mięczak i pniemy się do góry, by być super-mega-uber the best champion of the world. U mnie wzbudza takie coś tylko uśmiech politowania... Ale w sumie tu nie chodzi u fabułę, tylko wykonanie. Zaczynamy w jakimś kanciastym klekocie i ścigamy się z innymi kanciastymi klekotami. Potem kupujemy coś lepszego i ścigamy się z lepszymi. A na koniec każdy ma Porsche i ściga się z innymi Porschakami. I zawsze ten sam cel: być pierwszym.
Czemu nie można zrobić tak, że mamy kanciastego klekota, ścigami się z kolesiami w Lancerach itp. i zajmujemy ostatnie miejsce. Ktoś nas zauważył, widzi że nie jesteśmy przy kasie, to proponuję pracę rozwożenia jakichś podejrzanych towarów. Robimy dodatkowe zadania, by uzbierać na lepszy sprzęt. Z trudem po 10 wyścigach udaje nam się zająć 3. miejsce i dostać w końcu trochę kasy za wyścigi. Rzucamy fuchę rozwożenia towarów i wtedy zaczyna się nami interesować mafia. I to by była gra wyścigowa z fabułą. A nie: "Spoko stary, jak nie możesz kupić nic lepszego od Civica to mamy dla Ciebie wyścig, gdzie też są same Civici. Nie wiedzieć czemu, jadą 20% wolniej niż ty, także zajmiesz 1. miejsce. (obowiązkowe) Wierzę w ciebie!".
Ludzie, wy chyba nie macie pojęcia co tu się stało. Wyniki sprzedaży miały być ogłoszone w sierpniu, a nagle zostały ogłoszone w czerwcu. Akcje CD Projektu poszybowały i ktoś mógł na tym zarobić. Dużo. I może się okazać, że takie działanie było zamierzone i w związku z tym nielegalne.
Ponieważ może niektórzy z was nie wiedzą jak działa giełda i ich to nie obchodzi, to przełożę to na sytuację z grami.
Załóżmy, że firma A tworzy grę B. Gra zapowiada się niesamowicie, wszyscy składają pre ordery. Każdy kto złożył pre order dostaje informacje przez kanał mailowy o postępach prac itp. Gdy zbliża się dzień premiery, gdzie każdy może wycofać pre order, nagle na jakimś serwisie pojawia się wypowiedź twórcy, że gra jest nieukończona, dostanie zapewne niskie oceny i mało kto ją kupi. Ten kto przeczytał informację w porę na tym jednym serwisie - wycofał pre order. A reszta osób kupiła będąc nieświadoma.
Załóżmy, że istnieje bliźniacza strona http://www.gielda-online.pl/, na której pojawia się informacja, że firma A może mieć kłopoty finansowe, ponieważ okłamała graczy i sprzedała dużo więcej egzemplarzy gry B niż powinna. To kilka komentarzy jakie pojawiłyby się na tej stronie:
- Jak to w Polsce bywa nikt nie wie jak inwestować a potem płacz :P
- To jest jakiś żart? Polskie cebulactwo i zazdrość sięgnęło już takiego poziomu? Nie siedzę w tych grach gówno mnie to obchodzi
- Już Dziady wyciągają łapska po zwroty.
- No piękne! Jest szansa, że może zamienić sukcesu A na porażki finansowe? To zupełnie bez sensu! :P
- Czepianie się o byle gówno byle się tylko przeczepić.
- Zrobili grę która się dobrze sprzedaje i napisali coś przed premierą na stronie A nic nie pisząc na stronie B? I teraz mogą dostać karę bo jakimś graczom gra się nie podoba? Mój kraj taki piękny.
Denerwuje mnie ten cały hejt na grafikę albo dążenie do tego, by gra poszła na uber. Czemu gracze nie patrzą już na mechanikę, albo fabułę, tylko pierwsze o czym mówią to grafika. Od kiedy grafika świadczyła o tym, że gra jest dobra czy nie? Gralibyście w złą grę, gdyby tylko ładnie wyglądała?
Wiedźmin 3 jest świetny, a różnica między uber a minimalnymi jest zauważalna tylko przez prawdziwych purystów, audiofilów gier komputerowych. Jedyne co mi się rzuciło w oczy to słabe tekstury nieba na minimalnych ustawieniach. I tyle!
Także jak ktoś odpala Wiedźmina na minimalnych, czy średnich to nie ma co się martwić, że nie może grać na najwyższych ustawieniach - ma w końcu tę samą świetną grę, a różnica w odbiorze grafiki jest całkowicie pomijalna.
Sam gram na PC, bo mam zakorzenione sterowanie myszką i klawiaturą. Nie lubię padów. Jeśli ktoś woli grać na PS4 czy X One to niech nie słucha durnych komentarzy, że gra wygląda gorzej. Historię i mechanikę dostaje dokładnie taką samą.
Aż się zarejestrowałem, by to napisać. Wcale mnie nie dziwi, że takie wałki przeszły na Originie. Jak kupowałem Titanfalla za pomocą karty to rąbnąłem się w jednej cyfrze w trzycyfrowym kodzie z tyłu karty. I co? I nic, gra zakupiona, bez problemów.
Wiem, że używanie nielegalnych danych może się stanowczo różnić od tej sytuacji, ale jedynie co pragnę powiedzieć, że Origin ma skopaną albo nawet niedziałąjąca weryfikację danych.