marioking - co to są w ogóle za założenia? Remake gry (w przeciwieństwie do remastera) to zrobienie całej gry od ZERA, a więc kosztuje tyle samo, co zrobienie gry, która nie jest remakiem. Niby dlaczego ma to kosztować mniej?
Porównanie do New World też z czapy, bo to jest gra usługa, która jest nastawiona na zarabianie na mikrotranskacjach, dodatkach i innych typowych dla MMO formach zarabiania, więc podstawka zawsze będzie tańsza, żeby przyciągnąć jak najwięcej graczy, z których można później doić kasę.
A po co nam Piotr Fronczewski? Ja to widzę tak, że najlepiej by było zrobić oryginalny angielski dubbing tradycyjnie, a potem na podstawie tych nagrań AI generuje różne wersje językowe z oryginalnymi aktorami co jest najbliższe zamysłowi twórców. Uszami wyobraźni słyszę tego Keanu Reevesa, przeklinającego po polsku w Cyberpunku :)
To jest niestety patologia giełdowych spółek - nie wystarczy wykazywać stabilny dochód, tylko muszą być WZROSTY, bo inwestorzy oczekują wzrostu wartości ich akcji, a nie zwykłego utrzymywania wartości. A że bycie w ciągłym wzroście jest raczej mało prawdopodobne przy racjonalnym funkcjonowaniu firmy to trzeba podejmować decyzje mniej racjonalne czy korzystne, ale takie które pompują cyferki w excelu. Krótkowzroczna, kapitalistyczna gonitwa - smutne, ale tak wygląda niestety duży biznes. Na niezależność mogą sobie pozwolić jedynie mniejsze firmy, które trzymają się z dala od giełdy.
Tytuł trochę clickbaitowy, osobiście nie widzę żadnej kontrowersji - AI przyspieszy produkcje, bo nie będzie trzeba wszystkiego ręcznie dłubać (co nie wyklucza kreatywnego procesu twórczego od strony ludzi), a przy okazji zarobią więcej na mikropłatnościach nie dlatego, że te będą bardziej agresywne, tylko po prostu będzie szersza oferta różnego rodzaju skórek i itemów (AI pozwoli łatwiej tworzyć więcej wariantów, a więcej opcji to większa szansa, że coś się komuś spodoba i kupi). Dla graczy, którzy z tego nie korzystają i tak się nic nie zmieni.
Ja nie czaję, czego nie rozumiał Ubisoft przy tworzeniu tej gry. Wystarczyło po prostu zrobić klona AC: Black Flag, tyle że na większej mapie i online, wiadomo że z większym naciskiem na statki niż przygody na lądzie plus dodać jakąś ekonomię (rozbudowany handel, itp.) i mieliby gwarantowany hit. Poszukiwanie skarbów, eksploracja starych ruin, PvP w postaci zdobywania fortów (jednocześnie ze strony morza sterując statkiem, jak i lądu, sterując postacią pirata) - tutaj można było naprawdę zrobić fajne rzeczy i naprawdę nikt na to nie wpadł i to jeszcze biorąc pod uwagę, że połowę tych mechanik można było zerżnąć i tylko nieco zmodyfikować z innych ich gier, jak to i tak zazwyczaj mają w zwyczaju? A oni nawet abordaż wycięli, który był bardzo fajny w Black Flag?
Zaraz, podsumowując to nie mają oni praw do Gothica, a zespołu wypadł ostatni człowiek z oryginalnej ekipy. Co oni chcą ratować, jak tu już nie zostało nic z oryginału, tylko ekipa stosunkowo świeżych ludzi, którzy nawet nie potrafią odtworzyć tego, co tworzyli ich poprzednicy? Dla mnie ostatni twór w klimacie oryginalnego PB to był pierwszy Risen, potem już był tylko stopniowe gubienie poszczególnych elementów. Przy Elexie to już nawet ich świat nie był tak fajny do eksploracji jak w poprzednich tytułach, a to zawsze było najmocniejsze ogniwo. Z kolei sam Elex II to była ich najgorsza gra, pod wieloma względami tak zła, że z bólem tyłka ją w ogóle ukończyłem.
PB umarło dawno temu, tylko już nazwa została...
Ja się boję przede wszystkim zbyt małych lokacji. Sam mam przesyt zbyt dużych i pustych światów, ale Outer Worlds to było przegięcie w drugą stronę - mikroskopijne lokacje sprawiały, że ta gra była prawie jak liniowa korytarzówka sprzed 20 lat.
Samo drewno jest o przeżycia jak gra rekompensuje to w innych aspektach, ale tutaj się obawiam, że to będzie kolejna zbyt krótka gra.
Również strona artystyczna jest taka sobie, już Outer Worlds było takie pstrokate i kolorowe, teraz widzę podobny styl, mnie osobiście on się nie podoba, wygląda po prostu tanio i tandetnie.
Gra jest mocno przeciętna, powtarzalna i momentami na poziomie gier mobilnych, ale cała jej siła polega na niesamowicie dobrze oddanym klimacie świata Harry'ego Pottera. Dla mnie to była piękna, sentymentalna podróż urzekająca na tyle, że cała ta przeciętność wielu elementów gry nie przeszkadzała jakoś specjalnie. Mam nadzieje, że kolejna część będzie miała większy budżet i podniesie poprzeczkę, bo potencjał jest ogromny.
To teraz tylko czekać, aż przedstawiciele Bethesdy zaczną nam tłumaczyć, że:
- źle gramy w grę i jej nie rozumiemy
- odczuwamy niewłaściwe emocje podczas grania, wystarczy dostroić się do uczucia radości i wtedy jest prawidłowy odbiór gry
- pierwsi astronauci, którzy fast travelowali na księżyc uwielbiali chodzić powoli po drabinie i ekscytowali się loading screenami za każdym razem, gdy wchodzili i wychodzili z kibla.
Tak serio - ja zawsze lubiłem gry Bethesdy, broniłem ich i przymykałem oko na liczne braki, wiedząc że w zamian dostaje coś, co mnie jara. Przy Falloucie 4 czułem spore rozczarowanie i ewidentny spadek formy, ale przy Starfieldzie to naprawdę polecieli sobie w kulki. Z jednej strony gra była ambitna W ZAŁOŻENIACH, ale w praktyce KAŻDY jeden element gry jest niedopieczonym zakalcem, który potencjalnie mógł być czymś niezłym, ale z powodu ich lenistwa i bylejakości nie jest. Kurczę, ta gra miała naprawdę spory potencjał, ale spartolono dosłownie wszystko, co się tylko dało i nawet te ciekawsze, bardziej udane elementy (jak np. budowanie statków) mają masę wkurzających mankamentów, dziwnych rozwiązań i wybrakowanie.
Ta firma stała się wręcz narcystyczna, bo z upływem lat robi coraz większe buble, a mają coraz większe mniemanie o sobie tylko dlatego, że Skyrim się wciąż sprzedaje. Teraz liczę tylko na to, że Microsoft wyciągnie wnioski i zasadzi im soczystego kopa, bo oni sami z siebie się nie ogarną.
Miasto i ujęcia naprawdę piękne, ale strasznie mi się nie podoba ogólny klimat trailer - cała ta kolorowa, młodzieżowo-tik-tokowa, imprezowa, twerkująca, durna otoczka. Mi to wygląda jak "fortnite dla dorosłych" i założę się, że jest to celowe zagrania pod dzieciarnie, która będzie młócić tryb online i kupować kolorowe, crazy skórki, itp.
W starych GTA nabijano się z takich różnych społecznych zjawisk, tutaj ewidentnie gra po prostu taka będzie jako podstawka pod mikrotransakcje z trybu online.
To jest normalne - to nie jest typowa gra "do przejścia", tylko coś co można sobie dziabać latami. Na początku wszyscy chcieli obczaić co gra oferuje, więc siłą rzeczy była górka, a teraz ludzie sobie grają po trochu - jedni intensywniej, inni czekają na mody, dodatki i patche.
Mi ich trochę szkoda, bo widać, że to jest mały zespół, który robi rzeczy z pasji, ale przez ograniczone zasoby i świat biznesu, który rządzi się swoimi prawami musieli wydać grę, której po prostu nie dali rady skończyć, tylko dlatego że Paradox chciał podbić sobie cyferki przed końcem roku fiskalnego, żeby raporty dla inwestorów lepiej wyglądały. Deweloperzy tutaj są najmniej winni tego, a najbardziej obrywają. To jest też kwesta tego, że oczywiście wszelkiego rodzaju twórcy treści na youtube czy innych platformach korzystają z tego, że łatwo nabijać wyświetlenia na hejtowaniu rzeczy i tak się to kręci.
Hejterzy - paczki są robione przez modderów spoza studia, którym Collosal Order zapłaciło za całą tą pracę. Sami devi zajmują się naprawianiem gry, zresztą już wydali patch, który sporo poprawił w tym zakresie. Ja mając RTX 3070 gram bez problemu na 1440p z ustawieniami medium i mam stabilne 30 fps przy dużych miastach, a gra wygląda pięknie przy właściwych ustawieniach (np. włączone TAA poprzez ustawienia zaawansowane).
Uwzględnijcie też, że CO i przy całej grze łącznie z marketingiem i wszystkim innym pracowało 30 osób. To nie jest wielkie studio AAA, a sami pewnie byli zmuszeni wydać grę przez wydawcę, więc jak już kogoś hejtować to Paradox za ich typowo toksyczną politykę wydawniczą...
Jest proste rozwiązanie na takie sytuacje - wystarczy, że powiedzieć, że dla bezpieczeństwa sam się skontaktujesz z bankiem, aby wszystko wyjaśnić i prawdziwy konsultant problemów ci z tego powodu nie będzie robił. Ja mam prostą zasadę, że nie załatwiam żadnych formalności z nikim, kto skontaktował się ze mną z własnej inicjatywy, bo nigdy nie ma pewności czy ktoś się nie podszywa.
Tych unikatowych lokacji jest nawet więcej, ale biorąc pod uwagę, że ani główny wątek ani frakcje nie grzeszą specjalnie długością, to skandalem jest to, że nie oferują one 100% unikalnych lokacji - szczególnie główny wątek, który wrzuca gracza w lokacje wykorzystywane wręcz do porzygu przez tablice losowych misji.
Najgorszym problemem jest chyba to, że wiele z tych lokacji jest też po prostu małe - lecisz gdzieś, chwilę postrzelasz i już po temacie.
No i te wszystkie questy poboczne według schematu: pogadaj ze zleceniodawcą-> idź do miejsca X i zrób jedną rzecz Y (zabij kogoś, naciśnij guzik, pogadaj z kimś) -> wróć do zleceniodawcy. W większości tych questów 90% czasu zajmuje przebijanie się przez menusy, loading screeny i scenki widziane setki razy (dokowanie, siadanie w fotelu pilota, odlatywanie statku, itp.), po czym jak już jesteś na miejscu to faktyczne wykonanie zleconych czynności potrafi zająć 5-30 sekund. Tak źle nie było w żadnej grze Bethesdy - całkowicie skopali projekt rozrywki...
News ma sens, ponieważ ten komentarz oddaje uczucia naprawdę wielu fanów gier Bethesdy. Starfield ma w sobie sporo magii i uroku, ale na każdym kroku są przeciętne czy wręcz żałosno słabe elementy, które ciągle psują smak głównego dania. To jest gra o bardzo wysokich ambicjach, które roztrzaskały się o bylejakość i przeciętność wykonania w stylu typowym dla tego studia. Są lokacje, gdzie są kompletnie niezrozumiałe loading screeny (np. miasto Neon, gdzie możesz sfrunąć do niższych lokacji bez problemu, ale używając windy czy drzwi masz loading screeny), planety są wygenerowane w całości i teoretycznie można by się poruszać po nich w całości bez sztucznych granic, ale z jakiegoś powodu (technicznie pewnie czegoś nie ogarnęli) jesteśmy ograniczani do dużego, ale jednak ograniczonego terenu (a szkoda, bo czasami człowiek ma ochotę sobie pochodzić po górach dla samych widoków, a te potrafią być piękne).
Największym rozczarowaniem jednak jest to, że mamy na planetach jakieś 30 (!) różnych POI, które się w kółko pojawiają absolutnie wszędzie. Przy takiej skali powinno być ich co najmniej 300, aby to miało mieć sens, ale widać, że nie starczyło czasu (to samo pokazują rekorodowo krótkie fetchowe questy jakich nie ma żadna poprzednia część w takiej skali). Ja się załamałem poważnie dwa razy. Pierwszy raz jak zobaczyłem, że questy frakcyjne, a nawet główny wątek korzystają częściowo z tych losowych POI, zamiast mieć wszystkie unikalne, co jest wręcz skandalem. Potem miałem sytuację, kiedy polowałem na bandytów w lokacji z wielką halą serwisową dla statków - bardzo fajna miejscówka, która spodobała mi się na tyle, że zachęciło mnie to obczajenia oddalonego o kilkaset metrów dużego budynku na horyzoncie skalistego księżyca. Idę sobie i idę, a tu się okazuje się, że to jest dokładna kopia tej samej lokalizacji - ta sama hala z tymi samymi przeciwnikami! Tak, POI mogą się powtarzać generując się nawet praktycznie obok siebie.
Słysząc o generowanych planetach szczerze mówiąc byłem przekonany, że "dungeony" będą przynajmniej częściowo również generowane jak to było w Daggerfallu, co potencjalnie dawało by poczucie sensu dla dłuższej gry. Nawet gdyby lokacje były bardzo podobne do siebie, przynajmniej nie byłyby całkowicie identyczne, co dawałoby jeszcze jakiś tam sens eksploracji. Tymczasem nawet rozstawienie przeciwników nie jest w żadnym stopniu losowe, czego kompletnie nie rozumiem, ponieważ już starusieńki Oblivion technicznie umożliwiał taką opcję (każdy respawnowany przeciwnik mógł mieć ustalony procent szansy na to, że się pojawi bądź nie).
Ale wiecie, że on jako szef MARKETINGU nie tworzył tych gier? Zajmował się różnymi istotnymi sprawami w firmie, ale żadna z nich nie wiązała się bezpośrednio z procesem twórczym samych gier :D
Można dodawać buspasy, drzewa, tramwaje i tego typu pierdoły w różnych konfiguracjach tzn. nie musisz się ograniczać do jednej rzeczy, tylko możesz kilka różnych dla jednej drogi co daje znacznie większą elastyczność niż drogi w jedynce (gdzie brakowało wielu kombinacji). Osobiście obejrzałem łącznie kilka godzin materiałów i zdecydowanie gra jest czymś więcej niż reskinem pierwszej części. Oczywiście można narzekać na to, że niektóre aspekty mogły być lepsze, ale podstawka jest znacznie bogatsza niż podstawka jedynki, choć oczywiście biedniejsza niż jedynka z pierdyliardem dlc i modów. Już choćby samo budowanie dróg jest rewolucją, dając więcej elastyczności i szybkości niż jedynka nawet z modami. Mamy też znacznie bardziej rozbudowane AI ruchu drogowego, pogłębioną symulację wielu aspektów gry, rozwiniętą ekonomię, bardziej realistyczną skalę budynków, pory roku i wiele innych większych i mniejszych elementów rozwiniętych na plus. Żeby to jednak wychwycić i docenić to trzeba się bardziej wgryźć w temat zamiast wypisywać swoje opinie na podstawie 1(!) minuty streama, lol :D
To nie jest tak, że jest mniej dróg, tylko zmienił się system - wcześniej każdy możliwy wariant drogi (np. buspasem, z drzewkami, z torami tramwajowymi, itd.) były całkowicie osobną drogą co po wielu dodatkach wprowadziło sporo zamieszania. Teraz każda droga jest mocno modyfikowalna, czyli do każdej możesz dodać bądź nie pas zieleni, szerszy chodnik, drzewka, buspasy, tory, itd. To daje znacznie więcej możliwości i siłą rzeczy sprawia, że nie potrzebujemy kilkudziesięciu bazowych dróg. Więc to co wytykasz jako minus, tak naprawdę jest plusem i sporym usprawnieniem w stosunku do pierwszej części.
Akurat śmieciowe przedmioty znajdują swoje zastosowanie dość szeroko jako po prostu ozdobniki, które można zgarnąć i umieścić w naszym domu, bazie lub na statku. Problemem nie jest sama ich obecność, ale okropne UI, które na szczęście już zdążyły poprawić mody - polecam StarUI HUD i StarUI Invenory na Nexusie - bez nich gra to katorga :D
No nie wiem - nowy, duży dodatek to z pewnością mnóstwo nowych bugów, nawet jeśli wypuszczą go w znacznie lepszym stanie niż podstawkę, z pewnością wciąż będzie wymagał poprawek. Obstawiałbym więc, że za kilka miesięcy będziemy mieli Cyberpunka względnie kompletnego i wolnego od kluczowych bugów :D
Skoro Baldur zmierza teraz jedynie na PS5 na którym z kolei w ogóle nie będzie Starfielda to o jakiej "ciężkiej przeprawie" my tu mówimy? W Starfielda zagrać mogą zagrać jedynie gracze PC i Xboxa, a ci już mają dostęp do BG3 lub będą mieli (w przypadku Xboxa) w bliżej nieokreślonej przyszłości. Także bliskość obu premier nie będzie miała na siebie żadnego wpływu...
Co się stanie, gdy położysz łyżkę, nóż i widelec obok siebie?
Absolutnie nic, pamiętać należy, że położone obok siebie sztućce mogą obijać o siebie i nie zaleca się jeść zupy widelcem.
W grach ekonomia nie ma być realistyczna, tylko zbalansowana w stosunku do rozgrywki. W końcu średnio by się grało, gdyby za jeden statek można było nakupować wszelkich możliwych itemów (żarcia, zapasów, uzbrojenia, itd.), których by starczyło do końca gry i jeszcze by nam został spory zapas kasy. Kanapki zapewne są zamiennikiem rpgowych miksturek leczących, więc ich koszt musi być na tyle wysoki, aby gracz nie czuł, że może je kupować tysiącami praktycznie za darmo...
Zdecydowanie warto spróbować ESO - sama podstawka to setki godzin gry i generalnie możliwość solidnego przetestowania czy podoba się nam na tyle, aby zaangażować się poważniej kupując dodatki czy abonament eso+
Jak bardzo złym człowiekiem trzeba być, aby niszczyć ogrom czyjeś pracy wykonywanej za darmo dla innych z czystej pasji...
thorgalo gada bzdury - żadnych ograniczeń warsztatu nie będzie, a sama gra (o ile nie schrzanią optymalizacji albo zabiją grę bugami) raczej odniesie duży sukces. Ludzie w Internetach generalnie jarają się, ponieważ mamy solidne ulepszenia niemal wszystkich funkcji w grze, które dodają nie tylko to, co robiły mody w CS1, ale wręcz idą dalej - np. budowanie dróg z możliwością rozbudowy pojedynczych pasów drogowych na sposoby, które nawet z modami były niemożliwe. Podstawka zawiera też wiele elementów z DLC do jedynki i choć wiadomo, że dostaniemy dziesiątki płatnych dodatków na przestrzeni lat - to już podstawka jest ewidentnie bogatsza i bardziej kompletna niż goła podstawka CS1. Tutaj jest o tyle dobrze, że twórcy nie poszli po kasę na pełnego bezczela oferując ledwie ubogi szkielet pod DLC, ale dostarczają nam grę pod wieloma względami kompletną, w którą zapewne będzie można komfortowo grać nawet bez dodatków. Jest to zresztą sensowna decyzja z ich strony, ponieważ do takiej gry można i tak mnożyć dodatkowe treści niemal w nieskończoność, ponieważ zawsze można dodać coś nowego albo więcej tego, co już jest, albo pogłębiać istniejące systemy.
Todd wspominał, że Starfield ma więcej linii dialogowych niż Skyrim i Fallout 4 razem wzięte, więc nie dziwi to, że mogli zrezygnować z dubbingu w językach, które się mniej spinają finansowo.
Wy się śmiejecie, że nikt nie kupuje WinRara, ale przecież oni nie zarabiają na zwykłych użytkownikach, tylko na firmach - a te muszą mieć legalne oprogramowanie w razie kontroli, więc nie mogą sobie olewać kwestii licencyjnych.
Ciężko powiedzieć ile czasu to potrwa, przełomem będzie to jak ktoś stworzy dedykowane narzędzia dla deweloperów z AI nastawioną na uczenie się zamkniętych systemów danego świata, ze stosunkowo łatwymi opcjami customizacji jej granic (na ile może ingerować w świat, żeby go nie rozwalić nadmiarem wolności).
Długa żywotność gdy nie jest problemem, ponieważ tak jak w przypadku MMO będzie solidnie okupiona mikropłatnościami (jak grasz w coś długo jesteś bardziej skłonny inwestować w nie), a jednocześnie w przeciwieństwie do MMO nie będzie trzeba tworzyć dodatkowej zawartości w postaci dodatków, aby podtrzymywać zainteresowanie. Kolejne części też będą się pojawiać bez problemu, ponieważ zawsze można zmienić setting (prędzej czy później znudzi się łażenie po tej samej mapie), wprowadzić nowe systemy i usprawnienia, lepszą grafikę, itd.
Technologia dopiero raczkuje, ale prędzej czy później (pewnie za jakieś kilkanaście lat) dojdziemy do poziomu, gdzie taki TES VII (szóstka jest już w produkcji i jeszcze za wcześnie dla niej na jakieś poważniejsze zastosowania AI) będzie pewnie oferował niemal żywy świat kreowany w 80% przez AI - spontaniczne dialogi, NPC, które mają swoje własne życia sterowane przez AI. Romansują, kradną, pracują, zmieniają miejsce zamieszkania czy zawód - generalnie mają swoje własne historie, które stają się podwaliną dla spontanicznych questów pobocznych, gdzie np. dana postać zakochała się w zamężnej kobiecie i w zależności od wygenerowanej osobowości, będzie prosić nas o coś innego (poradę, pomoc w wyznaniu uczuć, wrobienie męża w jakieś świństwo, a w skrajnym wypadku nawet morderstwo gościa).
Jak już dojdziemy to takich możliwości, to będzie można tworzyć sandboxy totalne, które pozwalają na naprawdę niemal nieskończoną rozrywkę, ponieważ w tak żyjącym świecie zawsze znajdzie się coś nowego do roboty.
Nie zrozumiałeś w ogóle o co mi chodzi. Oczywiście, że domniemanie niewinności jest świętą zasadą i dopóki nie udowodni się inaczej, człowiek powinien być traktowany jak niewinny. Chodzi mi jednak o to, że to powinno działać w obie strony - oskarżyciel mimo bycia ofiarą może przegrać proces (brak dostatecznych dowodów), ale to nie jest żaden dowód na to, że kłamał i oskarżał niesłusznie. A większość komentarzy sugeruje, że skoro kobieta przegrała to z pewnością kłamała i powinna trafić do więzienia, mimo że nie dostała przecież wyroku za składanie fałszywych zeznań (tu domniemanie niewinności już nie działa?)
Roiland został uniewinniony z braku dostatecznych dowodów, a nie dlatego że udowodnił swoją niewinność (dlatego też nie dostanie żadnego odszkodowania, bo to z kolei on musiałby udowodnić, że został oskarżony niewinnie). Nie wiem dlaczego ludzie z góry zakładają, że to oznacza, że NA PEWNO niczego nie zrobił, skoro teoretycznie może być inaczej. Dobija mnie ta hipokryzja, bo uważacie (oczywiście słusznie), że faceta nie można potępić bez wyroku, ale już partnerkę chcecie karać, mimo że teoretycznie ona naprawdę mogła być ofiarą przemocy z jego strony, ale po prostu nie była w stanie tego udowodnić. Tego się zapewne już nie dowiemy, ale hejtowanie jej bez wiedzy jak było naprawdę jest naprawdę skrajną hipokryzją.
Generalnie ostatnio strasznie dużo sfrustrowanych facetów w internecie, którzy mają dużo nienawiści do kobiet.
Nie rozumiem afery - przecież chcą generować (i tak ręcznie poprawiając co AI wypluje) jedynie randomowe odzywki NPCów, a nie dialogi z questów. Chodzi jedynie o teksty, które wypluwają z siebie przypadkowe postaci, gdy jesteś w ich pobliżu. Tworzenie takich tekstów jest tak nudne i mało kreatywne, że na miejscu pisarzy cieszyłbym się, że będą mogli bardziej się skupić się na pełnoprawnych dialogach, a mniej roboty będą mieli z tworzeniem tego typu zapychaczy.
btw. To nie będzie wdrożenie AI do gry - wyplute przez AI teksty będą zatwierdzane/poprawiane przez człowieka, a potem szły do nagrywania, więc dla gracza efekt końcowy będzie ten sam.
Mało które gry mają tyle złośliwych komentarzy co gry Bethesdy - trochę nie rozumiem tej zawiści. Bethesda w przeciwieństwie do takiego Ubisoftu nie klepie masowo swoich gierek, mimo że mając takie marki jak TES czy Fallout mogliby je doić aż do porzygu. Oni mają swoją unikalną filozofię tworzenia gier, która sprawia, że każda premiera to duże wydarzenie - i nie bez powodu, bo nie ma drugiej takiej firmy, która tworzyłaby tego typu sandboxy. Śmiejecie się z bugów, loadingów czy ograniczeń silnika, ale nie rozumiejąc że to jest kwestia pewnego kompromisu, aby móc dostarczyć to, czego nie ma w innych grach - np. podniesienia niemal dowolnego przedmiotu leżącego w świecie gry (to obciąża sprzęt znacznie bardziej niż makiety wydmuszki, jakie mamy w większości innych gier) czy przede wszystkim niesamowicie ogromna modowalność gdzie byle amator może tworzyć niesamowite rzeczy bez zaawansowanych umiejętności informatycznych.
To jest dokładnie to, czego my fani oczekujemy i co dostajemy. Ci, którzy znają te gry od podszewki, wiedzą z czego wynikają te kompromisy i po prostu je akceptują. Gdyby Bethesda porzuciłaby swój autorski silnik i przesiadła się na UE to dla mnie byłby koniec magii ich gier i przede wszystkim możliwości banalnego moddingu. Wy się śmiejecie, że te gry są platformą dla modów, ale przecież o to właśnie chodzi! Ile gier rpg z otwartym światem pozwala mi na to, abym sobie odpalił edytor i po prostu stworzył dla siebie ogromną posiadłość na własnoręcznie uformowanej wyspie, z możliwością oskryptowania unikalnych funkcjonalności, questów i mnóstwa innych rzeczy? Żadna gra nie daje takich możliwości, na taką skalę i przy tak niskiej barierze wejścia jak gry Bethesdy.
Nie rozumiem więc po co ten ogromny wysiłek wkładany w ośmieszanie i umniejszanie tej gry. Jeśli nie potraficie docenić tej wartości albo po prostu nie trafia ona w wasze oczekiwania, to po prostu idźcie dalej - po co od razu ten hejt?
Niektórzy chyba zapominają, że po GTA V, Rockstar tworzył RDR 2, więc to nie jest tak, że oni przez te 10 lat zajmowali się produkcją szóstki albo samym trybem online do piątki.
Ja tam zawsze AC lubiłem jako niezobowiązującą rozrywkę, mimo świadomości wad całego cyklu i zawsze oczekiwałem każdej kolejnej części, ale teraz to nawet mnie zmęczyła Valhalla. Origins czy nawet Oddysey było ciekawym (choć mającym swoje bolączki) odświeżeniem serii. W obu częściach można było (i tak też grałem) dalej działać jak typowy skrytobójca, eliminując wrogów pojedynczo - zajmowało to więcej czasu, ale dawało sporo funu. W Valhalli zrobili zaś wikingową rzeź, gdzie nawet projekt poziomów i rozmieszczenie przeciwników zachęca często bardziej do otwartej bitwy niż skradania, sama mapa jest nudna i powtarzalna jak jeszcze nigdy (a zawsze ceniłem serię za eksploracje co prawda wydmuszkowych, ale naprawdę ciekawych i pięknych map), a gra rozwleczona i rozwodniona do granic możliwości.
Cieszy mnie więc Mirage jako powrót do korzeni i niejako mam nadzieje, że większa ilość gier oznacza też właśnie większy miks różnych podejść do serii - nie miałbym nic przeciwko, żeby dostawać na zmianę raz bardziej miejskiego, klasycznego AC, a raz RPG z większym światem.
To wiele pokazuje o podejściu do tego update''u - w momencie gdy korzystali z amatorskich modów, ktoś powinien przejrzeć plik po pliku każdą modyfikacje, aby po pierwsze sprawdzić jakość (nie wszystko może być dość dobre czy zgodne ze stylistyką całej gry), a po drugie - uniknąć właśnie takich niespodzianek, gdzie teoretycznie świadome bądź nie mogłyby być przemycone znacznie gorsze rzeczy. To jest oficjalna aktualizacja, a nie amatorska kompilacja randomowych modów - przynajmniej z założenia.
Youtuber sprawdził aż 19 kart, gdzie "prawdopodobnie (lol) wszystkie zakupione układy były wcześniej używane przez górników i pracowały w koparkach." Przeprowadził powierzchowne testy z których i tak nie wynika, czy taka karta w wynika nieprawidłowej eksploatacji nie padnie po miesiącu lub dwóch (uszkodzony kabel też będzie działał aż do momentu w którym uszkodzenie pogłębi się na tyle, że przestanie), z dwiema to w sumie były problemy na starcie, próba jest mała, źródło kart bliżej nieokreślone (być może akurat te karty nie były szczególnie nadużywane).
Wniosek? Wszelkie obawy są BEZPODSTAWNE :D
Czyli ludzie nie pozywają siebie nawzajem z powodu zbyt dużych podobieństw w ich dziełach (i nie wygrywają takich procesów), a do przekroczenia ograniczeń wynikających z praw autorskich powszechnie wiadomo, że wystarczy zmienić kolor albo kilka pikseli i wszystko jest git, wszyscy są zadowoleni i nie ma problemu? Nie wiem skąd wziąłeś te dziesiątki tysięcy (chyba na siłę naginając fakty pod swoją tezę), skoro jednak większość sztuki w mniejszym bądź większym stopniu opiera się na własnej kreatywności i wymaga jakiegoś własnego wkładu, choćby i reinterpretacji czegoś gotowego, co niesie za sobą jakieś przesłanie (ale to i tak jest malutki fragmencik całego świata sztuki, bo nikt kariery nie zrobi tylko na przekolorowywaniu cudzych dzieł). AI tylko się bawi danymi, człowiek czuje, myśli, jest kreatywny i coś wyraża - trzeba jednak mieć pewną wrażliwość, aby wiedzieć, że sztuka to nie tylko kreski, kropki i kolorki, ale przede wszystkim wyraz czyjegoś wnętrza. Są oczywiście marni rzemieślnicy, którzy umieją tylko kopiować i przerabiać to, co stworzyli już inni, bez odrobiny własnego wkładu, ale większość takich osób się nie wybija, a jak się za bardzo "inspirują" to się narażają na pozwy.
A samo tworzenie to nie tylko wzorce wizualne, tylko właśnie te "wiele czynników" takich jak własne doświadczenia, emocje i uczucia, kreatywność, wyobraźnia, zmysły, wspomnienia i wiele innych, które nie będą w zasięgu AI. AI może tylko symulować to wszystko poprzez bezczelną kradzież cudzych interpretacji, ponieważ swojej własnej nie stworzy - wartości dodanej w tym nie będzie żadnej, jedynie poruszanie się w zamkniętym kręgu wcześniej stworzonych już interpretacji, które wyszły od prawdziwych ludzi.
btw Artystą jako takim nie jestem, ale gdybym stworzył piękną ilustrację, a potem jakiś głupek wygrałby konkurs artystyczny czymś, co wyglądałoby dokładnie tak samo, jak to co ja stworzyłem, ale z przekolorowanym niebem i doklejonym drzewem to pozywałbym i pewnie bym wygrał. Rzecz w tym, że algorytmy są na tyle sprytne, że swoim szumem (no bo w końcu nie kopiują bezpośrednio, tylko odrysowują) wykrycie takiego plagiatu jest praktycznie niemożliwe i właściwie tylko przypadkiem można się kapnąć, że coś jest nie tak.
A rozmowa rzeczywiście śmieszna bo całość opierasz na założeniu, że wszyscy wesoło zrzynają od wszystkich i absolutnie nikt nie robi o to problemów, co jest wielką bzdurą, bo non stop się słyszy o jakichś pozwach czy aferach - nawet tutaj niedawno był news o tym, że Wiedźmin Netflixa praktycznie ukradł grafiki jakiegoś artysty lekko je przerabiając i się zrobiła gównoburza wokół tego :D
Aha, czyli ja narysuję sobie logo coca-coli z pamięci, a nie kopiując bezpośrednio z pliku graficznego to już jest to oryginalne dzieło, które nie łamie praw autorskich i mogę go swobodnie używać?
A to już pisałem przy okazji innego artykułu, że AI to po prostu technicznie bardziej zaawansowana i trudniejsza do wykrycia forma plagiatu. Nawet jak nie wykorzystuje całego obrazu to potrafi chamsko kopiować całe fragmenty. AI sobie weźmie tło z czyjegoś pejzażu, "stworzy" postać z naszą głową, doklejając szatę maga, która w całości zostanie skopiowana z pracy innego grafika (ewentualnie zmieni kolory) i już mamy "oryginalny" projekt.
Dlatego powtórzę po raz kolejny - AI niczego nie tworzy w kontekście procesu twórczego - ona tylko obrabia to, co inni stworzyli i bez tego całego wkładu jest bezużyteczna.
"To DLSS 3.0 I reflex tyle wazy, 6.5 gb? Lol"
Nie mogę z jakiegoś powodu odpowiedz bezpośrednio pod komentarzem, więc napiszę tutaj. Patche działają tak, że edytują konkretne pliki, więc nawet dodanie jednej linijki kodu w pliku ważącym 2GB wymaga pobrania jeszcze raz całego pliku - stąd też duże rozmiary nawet małych patchy czasami.
Człowiek ma coś, czego nie ma AI - wyobraźnię, kreatywność, uczucia, wrażliwość, zmysły, którymi odbiera i opisuje rzeczywistość inaczej niż maszyna. AI tak naprawdę niczego nie tworzy, a jedynie mieli dane i wypluwa efekt tego zmielenia. Sama w sobie jest bezwartościowa bez tej całej bazy na której "uczy się", a gdzie tak naprawdę kradnie ogromny dorobek tysięcy ludzi, aby tworzyć skomplikowany plagiat - robi to na tyle świetnie, że mamy wrażenie obcowania z czymś całkowicie nowym, ale to jest jednak tylko zmodyfikowany zlepek cudzych prac. Jasne, wiem, że człowiek nieświadomie bądź świadomie też powiela schematy i bazuje na tym, co stworzyli inni, ale z jakiegoś powodu w przypadku ludzi odróżniamy inspirację od chamskiego plagiatu. To, że AI wzniosła poziom plagiatu na wyżyny, nie zmienia faktu, że ona w przeciwieństwie do człowieka nigdy nie doda niczego od siebie - będzie poruszać się tylko w sztywnym świecie algorytmów i przetwarzania gotowych danych.
Nie zapominajmy też, że teraz AI może napisać artykuł o Wiedźminie czy Gothicu, ponieważ w Internecie jest pełno takich artykułów napisanych przez ludzi - jest więc na czym bazować. Teraz wyobraźcie sobie, że masowo wzrośnie dziennikarstwo AI, a z upływem lat AI będzie się uczyć na bazie artykułów stworzonych wcześniej przez AI, co będzie tylko prowadzić do większego bełkotu i spadku jakości. Jak AI będzie uczyć się od wcześniejszych "mielonek" AI to może to pójść w śmiesznym kierunku :D
Moralny aspekt jest też taki, że nikt nie pytał np. grafików czy zezwalają na to, aby AI uczyło się na bazie ich prac, aby potem wykorzystywać elementy tego co stworzyli, a następnie pozbawić prawdziwej roboty, bo Janusz biznesu powie, że AI zrobi szybciej i taniej niż człowiek. Mam nadzieje, że pojawią się szybko regulacje prawne, bo na razie zapowiada się, że garstka cwaniaków oszuka miliony twórców, dewaluując ich wartość na rynku pracy poprzez kradzież i obróbkę tego, co do tej pory sami tworzyli.
Czy wy w ogóle wiecie jak wygląda większość planet w kosmosie? Bethesda poszła w względny realizm (w klimacie NASA) i samo Todd przyznał we wcześniejszych wywiadach, że część tych planet to będą np. lodowe olbrzymy na których nie będzie absolutnie nic poza lodowymi pustkowiami, ale jak ktoś będzie chciał tam wylądować to sobie wyląduje. Większość planet to martwe skały, pozbawione fauny i flory, więc co to za problem, żeby stworzyć coś takiego z generatora? Te wszystkie planety będą w grze nie po to, aby na każdej z nich znaleźć jaskinię z goblinami czy inną atrakcję, ale po to, aby stworzyć klimat ogromnej, kosmicznej wolności w eksploracji. A i tak pewnie na wielu z nich dorzucą jakieś atrakcje pokroju randomowych baz, kryjówek kosmicznych bandytów, stacji wydobywczych i innych tego typu obiektów. Nie wspominając już o tym, że pewnie planet z fauną i florą będzie i tak więcej niż rzeczywiście byśmy mieli w prawdziwym kosmosie.
O matko, oni naprawdę chcą to budować? Kto choć trochę interesuje się urbanistyką, wie że ten pomysł jest kompletnie poroniony i tak bardzo zły pod wieloma względami. Z utopią nie ma to nic wspólnego, poza może założeniami, ale w praktyce to jest totalnie dystopijna wizja.
Są ludzie, którzy marzą o tym, żeby pograć w RPG, gdzie skala świata pozwala na bezkresne podróże, aby poczuć zew prawdziwej przygody i eksploracji. Dla niektórych ludzi świat w Skyrimie był śmiesznie mały (kilka-kilkanaście minut na koniu, aby w linii prostej przejść z jednego końca mapy na drugi) i nienaturalnie zapchany "atrakcjami", gdzie co kawałek potykasz się o jakieś starożytne ruiny czy dzikie stwory, żeby tylko gracz się przypadkiem nie zdążył znudzić. To przypomina bardziej rpgowy Disneyland niż realistyczny świat. Z drugiej strony masz też większe światy, ale wydmuszkowe jak np. twory Ubisoftu, które z jednej strony niby dały poczucie jakiejś tam podróży, ale brak rozbudowanej rpgowej interakcji dawał poczucie poruszania się po martwej makiecie, więc znów było to mało satysfakcjonujące.
Podejście do tematu takie jak w Daggerfallu to podejście niszowe, dla rpgowych nerdów, ale nie jest przez to gorsze. Po prostu nie jest to rozrywka dla mas. Ja tam jestem w stanie przymknąć oko na generyczność lokacji, jeśli dostarczy to mi innych doznań, takich jak właśnie niesamowity ogrom świata do odkrywania, gdzie możesz przez 20 minut po prostu wędrować przez górskie szczyty i niespiesznie chłonąć widoki, zastanawiając się, co będzie za następnym zakrętem. Jeśli będzie to połączone ze satysfakcjonującym system walki i rozwoju postaci, różnymi immersyjnymi systemami, które będą wciągać do przedstawionego świata, to wszelkie braki wynikające z tego ogromu i generyczności nadrobi się wyobraźnią - w końcu hardcorowe rpgi to gry dla ludzi, którzy nie nie potrzebują stymulowania feerią bodźców, aby się dobrze bawić, ale dla osób, które lubią się wczuwać, odgrywać role i tworzyć swoje własne historie.
Uwielbiam RDR 2, ale kilka mankamentów było. Chyba najgorszą dla mnie i najbardziej niezrozumiałą rzeczą było to, że nie można było pozbyć się raz dodanej broni - jeśli przypadkiem zebraliśmy jakiś złom, do końca gry będzie trzeba się przescrollowywać przez niego przy kole wyboru broni. A to było dodatkowo upierdliwe, biorąc pod uwagę, że w wielu miejscach potrafiły zmieniać się wybrane bronie i regularnie trzeba było scrollować i scrollować. Żeby było śmieszniej, Rockstar dodał potem szafkę na broń... w trybie online... W ogóle miejscami interfejs był idiotycznie zaprojektowany i aż dziw, że niektóre rozwiązania przeszły do finalnej wersji gry.
Za 249 zł masz podstawkę z obecnym i wszystkimi poprzednimi chapterami: https://account.elderscrollsonline.com/store/product/eso_highisle_edition
Nie zawiera ona jednak pomniejszych DLC, które można kupić tylko poprzez crown store w grze lub które są dostępne dla posiadaczy abonamentu. Jednak podstawka z głównymi chapterami to jest masa contentu na setki godzin, więc na początek spokojnie wystarczy, a jak się wciągniesz i będziesz chciał grać na serio to pewnie i tak zdecydujesz się na abonament eso+, który da ci dostęp do reszty. Ja biorę półroczny abonament i to wychodzi wtedy 40 zł miesięcznie.
"pozwalają przyjrzeć się jednej z lokacji w grze"
Lokacji :D - chyba raczej testowej mapce na którą luźno powrzucano trochę modeli i to nawet nie skończonych.
Interfejs na bank też tutaj był pewnie tylko testowo i jeszcze przed końcowym projektem wizualnym.
Mam nadzieje, że im to nie wyjdzie - nie z powodu jakiejś zawiści, ale z faktu, że pewnie będą w to wciągać głównie Fortnite'owe dzieciaki, a młodzi ludzie są niestety bardziej podatni (a więc narażeni) na odrywanie się od rzeczywistości i ucieczkę w wirtualne światy. Już gapienie się w ekran monitora angażuje wystarczająco mocno, ale przynajmniej zostaje jakaś tam świadomość otoczenia i stosunkowo łatwo można "wrócić" do rzeczywistości. Korporacje niestety nie mają zahamowań, a zanim zacofane rządy cokolwiek ogarną to będziemy mieli pokolenie, przebodźcowanych (w erze tabletów i smartfonów już mamy, a w wirtualnej rzeczywistości byłoby jeszcze gorzej), nieprzytomnych i oderwanych od rzeczywistości ludzi.
Nie wiem skąd redakcja wzięła tych morskich elfów... Z samego filmiku praktycznie nic nie wynika, a sama architektura miasta zdecydowanie klimatem nie pasuje do Maormerów. Roboczy kod dodatku to HI/SYS, gdzie HI oznacza najprawdopodobniej High Isle (wyspa w lore gry wspomniana po raz pierwszy w ostatnim dlc - opanowana prawdopodobnie przez Bretonów). SYS może oznaczać wyspy Systres, leżące na południe od Hammerfell. W rocznym liście twórcy wspominali również o bardziej przyziemnych historiach, a także o daniu więcej uwagi znanym i lubianym rasom, które zostały zaniedbane w ostatnich latach. W plikach gry znaleziono informacje, które dość mocno wskazują na Bretonów.
Potknęli się pewnie o własny koncept gry, ponieważ Silverhand towarzyszy graczowi przy praktycznie wszystkich questach pobocznych i jest ważną częścią interakcji, więc nie chcieli przedłużać tej części gry bez niego na czym ucierpiało budowanie klimatu. Mam wrażenie, że początek to był taki wyścig, żeby jak najszybciej odblokować Silverhanda...
Pozostaje jeszcze pozwać muzyczne gwiazdy rocka (wszystkie!), wszystkie firmy, które mają w swojej nazwie duże "R" i matematyków za bezprawne korzystanie z liczby 2 :D
Sami gracze doprowadzili do tej patologi, gdzie finansowo bardziej opłacalne jest tworzenie gry niż jej skończenie. Im jest na rękę przedłużać ten proces i karmić ludzi kolejnymi cudownymi wizjami, które robią z tego projektu coś niesamowitego. Gdyby mieli najpierw stworzyć podstawowy fundament, a potem go rozwijać to doszłoby do weryfikacji między fantazjami a rzeczywistością. Mogłoby się okazać, że to jest tylko gra i to wcale nie taka wyjątkowa, aby wrzucać w nią aż tyle kasy. Tam jest pewnie hype tak nadmuchany, że Cyberpunk przy tym to pikuś i oni dobrze wiedzą, że nie są w stanie podołać taki wygórowanym oczekiwaniom. Pozostaje jedynie grać na czas, skupiając się na pierdołach i ciągnąc kasę, póki leci, mając nadzieje, że może coś się z tego wyrzeźbi :D
To akurat nie był aż tak wielki problem, ale pewien był z tego, względu, że same lokalizacje i rozgrywka były projektowane pod używanie tej linki, więc nie używanie jej nie dawało takiej frajdy ze skradania jak np. w Unity, gdzie skala i projekt lokacji był nieco inny.
Valhalla niby robiła kilka rzeczy lepiej niż poprzednie odsłony (choćby questy poboczne), ale w moim rankingu jest to chyba najgorsza, obok Syndicate część serii. Ja lubiłem w AC zawsze grać całkowicie skradankowo i tak jak w Syndicate zepsuli to linką z hakiem, która za bardzo wszystko ułatwiała, tak w Valhalli założyli, że będziemy robić przede wszystkim wikingową siekę. Nawet sterowanie jest jakieś takie bardziej ociężałe. Mamy też w historii całej serii najnudniejszy obszar gry - zawsze lubiłem eksploracje w AC (szczególnie miejskie odsłony gry), a tutaj wszystko wygląda tak samo. Powtarzalność assetów jeszcze nigdy nie była tak zła, a wszelkie miasta są strasznie nijakie i architektonicznie wyglądają tak samo.
Tęsknie za AC, którego akcja odgrywa się na terenie jednego, ogromnego miasta.
Spoko, to będzie normalna gra premium za pełną kwotę, ale za to z wplecionymi elementami typowymi dla gier free-to-play :D
Plus jest taki, że przy starych wersjach modderzy mogli tylko pudrować trupa, a teraz mając gry na Unrealu będą mogli się rozkręcić. Dajcie temu z 2-3 lata i czuję, że fani zrobią z tego coś sensownego.
Myślę, że w połowie to ich wina (nadmierne obciążenie karty bez potrzeby i to mocne obciążenie, skoro w innych grach jakoś nie padały), a w połowie producentów kart, którzy dali ciała z produkcją crapu (oszczędności). W praktyce jednak nie wezmą żadnej odpowiedzialności, bo to mogłoby otworzyć furtkę do żądania rekompensat finansowych i przede wszystkim straszyłoby nowych graczy. Oficjalnie więc będą gadać, że nic złego nie zrobili, a po cichu będą łatać przyczyny problemu po ich stronie, dyplomatycznie nazywając to "poprawkami optymalizacji" :D
Stoimy u progu kryzysu energetycznego o ciężkiej jeszcze do określenia skali, nie wspominając już o kryzysie klimatycznym, który może wywołać katastrofalne skutki dla ludzkości, a ludzie oczywiście myślą tylko o tym, jak zużywać nasze wspólne zasoby energetyczne, żeby dostać pieniądze za coś, co nie tylko nie wnosi żadnej wartości dla społeczeństwa, ale wręcz drenuje cenne zasoby. Kopanie krypto to zwykłe pasożytnictwo, które w obecnej postaci jedynie pogłębia poważne już problemy w skali całego globu. Tymczasem redakcja GOLa pisze wesoły artykulik w tonie, który normalizuje to szkodliwe zjawisko, a więc przyczynia się do pogłębiania problemu - grunt, żeby kliki i zyski z reklam się zgadzały. Cóż, brakuje prądu (w Chinach robią już przerwy w dostawach energii), brakuje sprzętu, a ziemia się dusi od nadmiaru CO2, ale niech sobie golowicze kalkulują czy się opyla kopać krypto, żeby sobie dorobić na chipsy i cole... Czy nie macie chociaż odrobiny poczucia jakieś społecznej odpowiedzialności za cokolwiek?
"Nie powiem jednak, że nie chciałbym do tego wrócić. Jak powiedział James Bond, nigdy nie mów nigdy. Nie jest jednak tak, że tego oczekuję. Nie będę rozpaczał, jeśli już więcej się to nie zdarzy."
Myślę, że to mogłaby odpowiedź dowolnego redaktora GOL-a, gdyby zapytać go o to, czy chciałby kiedyś wrócić do pisania newsów, które wnoszą jakąkolwiek wartość dla czytelników :D
Tęsknię za starym dobrym internetem z czasów, gdy stałe łącza dopiero pojawiały się w naszych domach, a w sieci siedzieli głównie pasjonaci plus ciekawska młodzież. Pamiętam strony i fora o konkretnych grach, gdzie teksty pisane były z pasji i z myślą o tym, że ma to wnieść jakąś wartość dla innych.
Teraz internetowe "dziennikarstwo" osiągnęło taki poziom dna, że już nikt nawet nie próbuje udawać, że wciskają nam zapchajdziury dla klików. Gdyby się dało na tym zarabiać, to by wrzucali samo "lorem ipsum" i kilka obrazków.
Takie podejście, gdzie olewa się sedno istnienia portalu, czyli porządne recenzje i wszelkiego rodzaju przydatne, ciekawe informacje o grach, a content zalewa się takim onetowym crapem to mówienie wprost czytelnikom - "mamy was gdzieś, nie piszemy tego dla was, a jedynie po to, żebyście klikali i kasa się zgadzała, więc nie narzekać mi tu, tylko klikać, klikać, klikać".
Mam nadzieje, że kiedyś ten trend się odwróci (historia pokazuje, że ludzie wszystkim potrafią się przesycić, a potem szukają czegoś zupełnie innego), a wtedy te wszystkie portale właśnie z taką taktyką działania obudzą się z ręką w nocniku, ale będzie już za późno, bo zepsutej reputacji szybko się nie odbudowywuje, a powstałą lukę w międzyczasie chętnie wypełnią inni.
Mnie ten trailer rozbawił, ale w negatywnym sensie - jeśli dobrze pamiętam to w pierwszej części gry główny bohater dokonywał jakiś tam epickich rzeczy, które miały wpływ na całą krainę, a teraz nikt go nie słucha i wszyscy go traktują jak gościa, która gada od rzeczy? Nawet jego własna kobieta ma podejście na zasadzie: "nie pitol mi o końcu świata i kosmicznej inwazji, tylko weź się pobaw z Brajankiem" :D Tak jak kocham Gothica i przeszedłem go z kilkadziesiąt razy, tak tutaj widzę, że PB coraz bardziej się stacza i popada w coraz większą autoparodię :D
No niestety tak jest. Jego Blade Runner był wybitny pod kątem artystycznym, jeśli chodzi o zdjęcia, muzykę i klimat wylewający się z ekranu (oglądanie w IMAX to było niesamowite doświadczenie), a prości ludzie oczywiście się nudzili, bo brakowało im wrażliwości, aby docenić to małe dzieło sztuki. Nie wiem jak można to kolorowe, tandetne CGI i pozbawione duszy twory Marvela traktować jako coś lepszego.
Lubię obejrzeć sobie kinowe blockbustery, ale na litość boską - mogłyby być bardziej zróżnicowane niż tylko w kółko te same serie filmowe, robione według tych samych schematów. Niestety wielkie korpo (choćby Disney) mają coraz większy monopol (od lat pochłaniając kolejne i kolejne studia), więc niestety filmy jako sztuka zostaną zepchnięte do poziomu kina festiwalowego, a kino masowe będzie robione coraz bardziej na jedno kopyto...
Ludzie, którzy byli zmuszani do tych taśmowych produkcji pewnie mają dość jak mało kto takiego modelu gry (ogromny świat, milion powtarzalnych zapychaczy, miałka fabuła, brak immersji), a że przy okazji mają odpowiednie doświadczenie techniczne - to mogą być rzeczywiście odpowiedni ludzie do stworzenia czegoś ciekawszego. Oni pewnie są wypaleni zawodowo przez robienie tych gier bez polotu, więc mają większą motywacje niż tylko kasa, aby zrobić innego dla odmiany :)
Gry już dawno stały się rozrywkową masową, a nie zajęciem tylko dla nerdów. Na GOLu siedzą raczej w większych ilościach gracze pasjonaci, natomiast rekordy sprzedaży są bite przez tzw niedzielnych graczy, czyli ludzi którzy niespecjalnie się branżą interesują, a jedynie chcą niezobowiązująco popykać przez godzinę raz czy dwa razy w tygodniu w jakąś gierkę. I takich ludzi jest najwięcej, a oni głównie kupują to, co im w reklamach wciskają albo serie, które już dobrze znają. I to właśnie dla nich taki Ubisoft taśmowo produkuje więcej tego samego.
Swoją drogą zauważyłem, że od niedawna niestety Ubisoft w swoich produkcjach daje coraz durniejszą zawartość dodatkową - widocznie smutni panowie od wykresów sprzedażowych wykminili że zdebilała zawartość lepiej się sprzeda wśród ich targetu...
Z drugiej strony, za pierwszym pozwem mogłoby być zdziwienie, ale jak dana firma sobie zwyczajnie nie życzy, aby modyfikować jej produkt, szczególnie gdy planuje własne remastery - to na własne życzenie robisz sobie kłopoty olewając to. To jest ich własność intelektualna na którą wydali grube miliony i mają pełne prawo zakazać takich modyfikacji. Założę się też, że ci modderzy najpierw dostawali oficjalne pisma od firmy z nakazem zaprzestania prac, a pozew pojawiał się dopiero później, gdy modderzy to ignorowali. Jakim głąbem trzeba być, żeby łamać prawo i iść w zaparte w konflikt z wielkim korpo, które pewnie wydaje miliony na samych prawników?
Standard Ubisoftu - ze wszystkich gier AAA w jakie gram, nie licząc pojedynczych tytułów, gdzie ewidentnie skopano optymalizacje lub port z konsoli (co się zdarza), to właśnie ich gry zajeżdżają najmocniej kompa nie oferując wcale niczego więcej niż konkurencja pod kątem grafiki. No ale jak gry produkuje taśmowo, to nic dziwnego, że nie ma czasu, aby się pochylić jakoś bardziej nad optymalizacją - nie wspominając już o Denuvo, które dowala prockom.
Nostalgia nostalgią, ale jakoś nie tęsknię za psującym wzrok i zajmującym pół biurka CRT. Pamiętam jak za dzieciaka pierwszy monitor ustawiony był po skosie, na prawej części biurka bo na wprost by mi zajął zbyt dużo miejsca - wielogodzinne wyginanie szyi w prawo to była sama przyjemność :D
Swoją drogą co do męczenia oczu, to jakiś czas temu przesiadłem się z monitora z 60hz na 144hz i już samo to przyniosło też ogromną ulgę (dość długo siedzę przed ekranem).
O ja, drugi filmik to aż żenujące, że tak drobną poprawką w zadaniu się chwalą na trwającym ponad minutę materiale video :D Reszta nie lepsza - minimapa bez dynamicznego skalowania i reset umiejętności, gdzie nie można pojedynczo cofać perków, tylko wyczyścić wszystko w cholerę - powodzenia przy tych wszystkich drzewkach w dochodzeniu do tego, które perki się miało wykupione, a które nie :D
Inne firmy po prostu wrzucają w patch notes takie rzeczy, a filmiki nagrywają jak mają naprawdę coś atrakcyjnego do pokazania, a tutaj aż wstyd.
Pomijam już fakt, że filmiki są za długie i słabo opisane (gdybym nie przeczytał w artykule o minimapie to bym na tym pierwszym nawet nie wiedział na co mam patrzeć)
Kurczę, liczyłem na pełnoprawne remaki, ale z drugiej strony przenoszenie starej gry na nowy silnik to jednak coś więcej niż tylko podbicie rozdzielczości. Jeśli zmienią największe bolączki gry (archaiczne strzelanie, znikające samochody, gdy odwrócisz kamerę, praca kamery w III i VC, itd.) to w sumie może być spoko. Pełnoprawny remake mógłby zabić oryginalny klimat, a taki techniczny upgrade może być niczego sobie. Oby tylko odnowili licencje na muzykę, bo jak zabraknie chociaż kilku kultowych kawałków to będzie słabo (chociaż na PC to pewnie naprawi się to modami :P)
Aha, i skoro w ogóle rozważali, aby rzucić to za darmo do GTA V to już świadczy o tym, że nie planowali jakichś przełomowych zmian.
Ja też wolałem poprzednie dwie części - ta co prawda ma kilka rozwiązań lepszych (np. jest nieco lepsza fabularnie), ale gra mi dużo ciężej. Dla mnie to kwestia przede wszystkim toporności głównego bohatera, który na każdym kroku jest jakiś taki mniej responsywny, powolny - nawet koń ma tendencje do spowalnianie prawie wszędzie (wystarczy, że minimalnie idzie po górkę i już jest 50% wolniej). W Oddysey całą grę się skradałem i czyściłem całe ogromne forty bez wykrycia - tutaj mi się nie chce, a poprzez tą wspominaną ociężałość i fakt, że nie raz bohater robi coś innego niż miałem na myśli, to zbyt często strażnicy mnie łapią (którzy też są gęściej rozmieszczeni, aby bawić się w wikingową siekę a nie skradanie). Dla mnie to pierwszy AC, który praktycznie wykastrowali z przyjemności skradania się, no i jeszcze wikingowe klimaty, które nieszczególnie lubię. Także sam obszar gry jest chyba najgorszy w historii całej serii - zawsze kochałem AC za pięknie odwzorowane miasta, a tutaj mamy tylko lasy, rzeki i krzaki, a wszystkie miasta, łącznie z Londynem to straszne dziury, wszystkie zbudowane z dokładnie tych samych modeli. Takiego kopiuj-wklej nie było jeszcze w żadnej części.
Jest coraz więcej plotek ostatnio od odświeżeniu starej trylogii GTA (III, VC, SA) i gdyby rzeczywiście zrobili coś takiego jak niedawno wydany remake Mafii I to byłby prawdziwy hit - przy założeniu oczywiście, że nie byłoby większych problemów technicznych i utrzymano by ducha oryginału.
A jest to nawet dość prawdopodobny scenariusz, ponieważ biorąc pod uwagę chciwość Take-Two i to jakim kultem jest otoczone stara trylogia GTA - aż dziwnym byłoby gdyb nie połasili się na tak łatwy zarobek.
No właśnie to nie jest takie proste, aby po prostu zmienić pracę, gdy pracujesz w branży, gdzie nie ma dużego wyboru i jest dużo więcej chętnych niż miejsc do pracy. Zresztą to właśnie w takich branżach właśnie przede wszystkim dochodzi do nadużyć, ponieważ ludzie na wysokich stanowiskach, czują władzę nad ludźmi, którzy niejako mając bardzo ograniczony wybór, kurczowo trzymają się pracy, a więc są w stanie godzić się na pewne poniżenie czy przemilczeć pewne patologie.
Nie jest łatwo zrezygnować z pracy do której masz kwalifikacje i doświadczenie, aby co zrobić? Pchać się od zera w zupełnie inną branżę? Może jeszcze mając kredyt na głowie i rodzinę na utrzymaniu? Taki Ubisoft zresztą ma oddziały w wielu krajach, gdzie nie ma rozwiniętego gamedevu, więc może być jedyną liczącą się, dużą firmą na cały kraj.
Chcesz wiedzieć, co się dzieje w filmach? Obejrzyj seriale albo Holiday Special w Disney+ niedostępnym w naszym kraju. Po tylu latach filmów superbohaterskich, gdy już coraz więcej ludzi (nie licząc pewnie komiksowych fanów) czuje przesyt tego typu treściami, Disney dokręca śrubę zwiększając barierę wejścia w uniwersum filmowe. Jak mam śledzić te wszystkie seriale, żeby orientować co się dzieje i skąd się wzięły jakieś nowe postacie to szczerze mówiąc odechciewa mi się w ogóle tych filmów. A na Strażników czy Strange'a bym sobie poszedł, ale pewnie szczególnie w przypadku tego drugiego filmu, najpierw muszę obejrzeć Lokiego...
Ciekawe jak to wpłynie na oglądalność, ale coś czuję, że to początek końca - daje maksimum kilka lat jeszcze i będzie koniec ery kina superbohaterskiego, które wyląduje tam, gdzie swego czasu wylądowały westerny.
I tak pewnie lepiej poczekać z 2-3 lata, aż ogarną ten system, bo pewnie wyjdzie w wersji przypominającą dziurawą betę, a 10-tka się nigdzie na razie nie wybiera :P
Nikt mi nie każe grać, ale za tymi eventami ukryte są różne dodatki (zbroje, elementy osady, tatuaże, fryzury, itp.) i albo będę grał w określonym czasie, albo mogę się z nimi pożegnać. Jasne, można przeżyć bez takich dodatków, ale problem w tym, że cały schemat powstał nie dla graczy, ale dla Ubisoftu który w ten sposób chce sprzedawać jak najdłużej wciąż pojawiające się nowe przedmioty kosmetyczne (oczywiście jakościowo lepsze od tych z podstawowej gry). Dla mnie to jest robienie debili z graczy i stosowanie tych wszystkich psychologicznych sztuczek (przede wszystkim FOMO), gdzie za marnej jakości dodatkami pełnymi grindu, które rozwadniają grę i często psują klimat podstawki (wkurzyłem się jak zaczynałem grę, wczuwałem się w rozbudowę osady i historię, a oni mi wyjechali z jakimś eventem, który zmienił cały jej wygląd na zimowy i kompletnie nie pasował do dialogów - jedna z postaci nawet zachwycała się jak tu zielono, gdy wszystko było białe od śniegu :P)
I proszę bez wyjeżdżania mi z tekstami "o Polakach" - stękam na chore praktyki schowane pod płaszczykiem darmowej zawartości. To tak jak te wszystkie karty Biedronki i inny lojalnościówki gdzie niby dostajesz coś ekstra (rabaty), ale w gruncie rzeczy chodzi o twoje dane osobowe. Korpo nie dają niczego z dobrego serca, a już na pewno takie firmy jak Ubisoft, który przoduje w goleniu swoich klientów.
Mnie wkurza to rozwlekanie gry, szczególnie przez eventy dostępne tylko ograniczony czas - nie po to, kupuję gry single player, żeby w konkretnym terminie mieć zainstalowaną ją na dysku i zagrać, aby nie ominęła mnie część zawartości. Gram już w jedno MMO i mi wystarczy, a AC niegdyś było dla mnie serią do pogrania na luzie - ot, przejść na jeden raz i zapomnieć. A od czasów Odyssey zaczeli tą grę tak masakrycznie rozwadniać, że chrzanię i kolejnej części już nie kupuje jak tak ma to wyglądać...
Czyli Ubisoft i jego pomysł jak sprzedawać mikrotransakcje typowe dla MMO w grze singleplayer. Tylko po to, przedłużali sztucznie życie dwóch ostatnich AC i głównie to mnie zniechęciło do ich gier. Nie ma jak robienie psujących klimat jakichś pseudofestiwali w grze na wzór MMO eventów, które totalnie wybijają w powagi gry i dodaju cringu bohaterom, tylko po to, aby zrobić kolejny sezon płatnej kosmetyki...
AC Infinity ma być wspólnym tworem wielu różnych zespołów Ubisoftu - ten tekst tylko pokazuje jak to się może skończyć :D
Mnie to nie dziwi. W czasach, gdy królowaly Baldury i pierwsze Fallouty, dopiero pojawiały się pierwsze, kanciaste produkcje 3D. Ogromne, piękne i szczegółowe światy można było przedstawić w przy mocy grafiki dwuwymiarowej, a złożona mechanika gier zwiększała zaangażowanie gracza i zatopienie się w wirtualnej krainie. Wtedy to była niesamowita przygoda, która wciągała jak nic innego. Dzisiaj mamy jeszcze bardziej dosłowne i namacalne przedstawienie fantastycznych światów w pełnym 3D, więc gracz rozpieszczony możliwością przemierzenia całych krain z widoku w pierwszej czy trzeciej osobie, niekoniecznie będzie się zachwycał rzutem izometrycznym.
Zmienił się przez to również sposób narracji - jest mniej książkowego wyobrażania sobie, a więcej przedstawiania wszystkiego wprost, ponieważ technologia w końcu na to pozwala.
Rzut izometryczny sprawdza się głównie do bardziej taktycznej, drużynowej walki (co świetnie rozumie i realizuje Larian w swoich grach). Właśnie gram w Pillarsy (skończyłem pierwszą część i jestem w połowie drugiej) i gra mi się przyjemnie, chociaż momentami pierwsza część już mnie męczyła archaicznymi rozwiązaniami. Jako dorosły człowiek mam mniej czasu i chęci na zagłębianie skomplikowanej mechaniki i trochę wkurza mnie to, że ekwipunek ma tyle różnych statystyk, ponieważ ciężko momentami ocenić czy dany miecz jest lepszy czy gorszy od poprzedniego :D
No właśnie platforma Infinity ma służyć temu (rzekomo), aby opłacało się wydawać również krótsze i mniejsze przygody bez tworzenia tony zapychaczy. Moje wnioski są takie, że już przy Oddysey i Valhalli na siłę wydłużali żywotność gry, aby sprzedawać jak najwięcej mikrotransakcji. Stąd pewnie pomysł, aby stworzyć wieloletnią platformę, gdzie zapewne będzie można kupować tylko wybrane przygody, ale za to kosmetyka i inne mikrotransakcje będą działać dla wszystkich wydanych przygód. To będzie zachęcać do inwestowania w różne bajery, ponieważ będą oni graczom służyć latami, a nie tylko podczas jednej gry singleplayer, a Ubisoft będzie z przyjemnością dostarczać regularnie całe tony szajsu do kupienia.
Celem jest pewnie to, aby gracz przywiązał się do swojego konta Infinity i zainwestował jak najwięcej kasy w to, nie jednorazowo, ale po trochu przez całe lata, co opłaca się dużo bardziej (Ubisoftowi, nie graczom).
Osobiście obstawiam, że bezczelność dojenia graczy sięgnie zenitu, a sama seria będzie rozcieńczona przez dziesiątki nijakich dodatków, które będą tylko po to, aby gracz kupił to i jeszcze tamto.
Eh, jestem fanem, ale starej PB w której pracowało kilka osób, które nadawały klimat tym grom (choćby nieoceniony Kai Rosenkranz, którego muzyka robiła połowę klimatu). Nie wiem kim są nowi ludzie w PB, ale oni tego nie czują. Nie potrafią tworzyć tak klimatycznych lokacji i nadawać tym grom specyficznego charakteru. Już od czasów Risena 2 to jest równia pochyła i marna próba odtwarzania tego, co wcześniej tworzyli "ojcowie" Gothica. Elex był ich pierwszą grą, gdzie poczułem, że teraz już świat jest zrobiony tak beznadziejnie, że nie chce się go eksplorować tak, jak chciało się odkrywać lokacje poprzednich gier. Sci-fi w tej grze jest straszliwie nijakie pod kątem designu, jak wyplute z generatora.
Teraz pokazują nijaki gameplay z już tak przewałkowanym motywem "stój, nie przejdziesz póki coś tam", że to aż wpada w autoparodię :P
Ludzie to kupią, bo są głodni Gothicopodobnych doświadczeń, ale każdy będzie czuł, że dostaje ledwie ochłapy...
Czyli zrezygnują z lat 80, żeby móc dodawać więcej cudacznego szajsu do trybu online. Jeśli się to okaże prawdą, to będzie to mega rozczarowanie...
Co to za w ogóle argument z ograniczaniem graczy? To znaczy, że Ubisoft powinien był umieścić akcję AC Origins we współczesnym, a nie starożytnym Egipcie? :D
Eh, ja wolę klimaty bardziej klasycznego fantasy, więc jak na złość PB robi dalej Elexy zamiast czegoś w stylu Gothica czy Risena, Bethesda Starfielda zamiast TES, a CPR trzasnął Cyberpunka zamiast kolejnego Wiedźmina. Wszystkie moje ulubione firmy poszły w sci-fi jednocześnie ;/
Liczyłem na coś ciekawszego, a na trailerze praktycznie te same assety co w podstawce z małymi przeróbkami - czyli generalnie po prostu dostaniemy więcej tego samego :/
Niby jest to wspieranie na plus, ale z drugiej strony coraz bardziej idą z tym dodatkami w kierunku jakiejś dziwnej hybrydy gry singleplayer z MMO, ponieważ wyglądają one jak typowe MMO eventy (ograniczone czasowo festiwale) i tryby - wprowadzają one do gry głównie prosty i nużący grind, gdzie w kółko i w kółko robisz to samo żeby wygrać trochę nowych itemów. Oczywiście wszystko ma na celu wydłużyć zainteresowanie grą pod kątem sklepu z mikropłatnościami, gdzie wciąż wrzucają nowe rzeczy do kupienia. Z dobroci serca tego nie robią - widocznie im się to kalkuluje.
Osobiście mnie to bardziej męczy niż bawi, bo raz, że te nowe tryby nudzą się po dniu, dwóch - to dla mnie jest to tylko takie sztuczne zmuszanie do trzymania gry na dysku. No i nie widzę sensu ani przyjemności w grindzie w grze singleplayer.
Mam nadzieje, że kino bohaterskie zaczyna się wypalać, bo ile można tego samego? Lubię chodzić do IMAXa na coś efekciarskiego, ale w tych filmach nawet efekty nie robią większego wrażenia - to całe CGI jest takie kolorowe i sterylne. Chyba tylko dr Strange oferował pod tym względem nieco ciekawsze doświadczenie.
Jak chodzę na blockbustery Nolana to zawsze mam ciarki w kinie, w ostatnim Blade Runnerze, mimo że fabuła nie była jakaś wybitna, to praktyczne efekty specjalne, wizja artystyczna, zdjęcia, muzyka, efekty dźwiękowe - to wszystko robiło wrażenie i zapadało w pamięci. Chciałbym więcej właśnie takich filmów, które oferują coś unikalnego i jedynego w swoim rodzaju.
To, co mnie wkurza, to fakt, że im więcej Disney produkuje taśmowo chłamu, zarabiając grube miliardy, tym bardziej monopolizuje rynek kinowy i tym mniej jest miejsca dla prawdziwych twórców z wizją. Avnegersi byli spoko, ale jako seria max kilkunastu filmów, a nie jako nowy rozdział w historii kina. Po End Game powinien być definitywny koniec, ale oni będą produkować to masowo, aż się wszyscy porzygamy z przesytu...
Kupowanie gier w pudełkach miało swój urok i wspominam to bardzo miło, ale ze względów praktycznych i ekologicznych cieszę się, że poszło to wszystko w takim, a nie innym kierunku. No i brak konieczności żonglowania płytami czy buczącego cd/dvd-romu to zdecydowane plusy. Kto pamięta czasy Baldurs Gate i 5/6 płyt, które trzeba było zmieniać gdy przechodziło się z jednej lokacji do drugiej? Istny koszmar :D
Kolejność przypadkowa rozumiem? Jak można dać takiego klasyka jak Morrowind, który 20 lat po premierze wciąż ma ogromne grono fanów i jest aktywnie modowany na 78 miejscu? Przecież ta gra wychodząc w 2002 roku powodowała opad szczęki, zarówno ze względu na grafikę, jak i ogromny, szczegółowy świat - wtedy takich gier nie robiono. A jeśli pominąć archaiczność gameplayu, to sam design świata oraz ogrom zadań i frakcji do których można dołączyć nadal robi wrażenie i tutaj Skyrim, a tym bardziej Oblivion (który jest wyżej na liście, co już w ogóle jest herezją) ze swoimi powtarzalnymi lokacjami się chowają. Morrowind był rzeźbiony ręcznie przez wiele lat i tutaj każda miejscówka oferuje coś unikalnego.
A tymczasem słabszy i spłycony Skyrim na 5 miejscu, tylko dlatego, że jest nowszy i dostaliśmy milion reedycji, lol. Nie wspominając już o dużo wyższych pozycjach taśmowych Assassinów z pustymi, wydmuszkowymi światami i innych dużo mniej ambitnych pozycji. Taki Oddysey o którym za 20 lat absolutnie nikt nie będzie pamiętał na 19 miejscu, a stworzony z pasją i niezwykle unikalny klasyk praktycznie na końcówce listy... I jeszcze ten screen z TESO, zamiast z oryginalnej gry świadczy o tym, że chyba po prostu ktoś tu tej gry na oczy nie widział...
No niestety kilkadziesiąt lat obrabiania Tolkienowskich motywów sprawiła, że pewne schematy stały się totalnie oklepane, co dla współczesnego odbiorcy zabija unikalność Władcy Pierścieni. A to tylko pokazuje geniusz Tolkiena - stworzył coś tak wyjątkowego i ciekawego, że wszyscy chcieli z tego czerpać garściami. Zresztą fantasy to stosunkowo młody gatunek w literaturze, wcześniej mieliśmy raczej baśnie i mity, więc też nic dziwnego, że z początku głównie kopiowano nielicznych, oryginalnych twórców z sukcesami na koncie, takich jak Tolkien.
Zwróć uwagę na słowa klucze: "prequel", "Młody Drake" :D Co jak co, ale akurat Holland ma taką twarz, że mógłbym uwierzyć, że Drake właśnie tak wyglądał w swojej młodości, więc nie rozumiem czepiania się...
Ale tu nie nawet nie chodzi o głupie karty graficzne - mamy kryzys klimatyczny, ponieważ ludzie doszli do punktu, gdzie zużywamy ogromne ilości zasobów dosłownie na niepotrzebne pierdoły, tylko po to, aby ktoś zarobił. Przemysł odzieżowy kreuje trend kupowania nowych ciuchów kilka razy do roku, telefony wymieniamy co sezon, na każdym kroku mamy sprzedaż totalnego badziewia typu kubek z cyckiem na wieczór kawalerski, itd. Produkujemy miliony ton odpadów nie po to, aby przetrwać, ale z nudów, dla zabawy i żeby jakieś korpo mogło zarobić miliony na czymś kompletnie bezwartościowym. I teraz jakby mało tego było - powstają kryptowaluty, które obciążają nas jeszcze bardziej na dużą skalę i nie tworzą absolutnie żadnej wartości - służą tylko spekulacji i wzbogaceniu się kosztem drenowania naszej wspólnej energii (co kosztuje zasoby) i zużywania ton sprzętu (zasoby i śmieci). Pieniądze powstały jako środek wymiany za dobra i usługi, więc za każdym zarobionym pieniądzem powinna iść jakakolwiek wartość dla społeczeństwa - tutaj mamy przypadek, gdzie pewna grupa zarabia nie tylko nie dając nic od siebie, ale wręcz pasożytując na całej reszcie. Czy to jest tak mało oczywiste, że im bardziej będziemy szli w tym kierunku, tym bardziej zwiększamy ryzyko globalnej katastrofy albo nawet zagłady naszego gatunku? Już nawet głupi kryzys na rynku nieruchomości sprzed dekady pokazał, że przy rozmytej odpowiedzialności ludzie będą szli jak lemingi za kasą, nawet jeśli oznacza to totalny rozpiernicz...
A ja przyznam, że jak przy Origins się jeszcze dobrze bawiłem bo było coś świeżego, przy Odysei też było całkiem spoko (choć powtarzalność lokacji męczyła) to Valhalla zaczęła mnie już męczyć. Niby lepsza fabuła i pewne rzeczy poszły w lepszym kierunku, ale jestem już zmęczony tymi ogromnymi, wydmuszkowymi światami. Ubisoft świetnie tworzył piękne i rozległe miasta, więc mam nadzieje, że wrócą jeszcze do tej formuły. Valhalla to generalnie rzeki, pola, lasy, krzaki, krzaczory, góry, górki i pagórki - gdzie to wszystko wygląda z grubsza tak samo, a my tylko lecimy od punktu A do punktu B, aby zaliczyć kolejną znajdźkę. Najgorsze są mapy skarbów, czyli znajdźka polegająca na tym, że musisz lecieć do innej lokacji po kolejną znajdźkę...
Nie wiem, pewnie mam te odczucia przez to, że w Odysei jeszcze skutecznie bawiłem się w skrytobójstwo i było to fajne, a tutaj nie tylko sterowanie jest jakieś takie toporniejsze, ale same projekty lokacji wymuszają bardziej wikingowe podejście (wszędzie grupy przeciwników, skrzynie wymagające załogi do pomocy itp.)
Gdy przechodzi się grę skradankowo, można zauważyć jak bardzo bezradni są przeciwnicy - załatwiasz jednego po drugim, a oni zamiast się przegrupować czy jakkolwiek rozwiązać sytuacje - zazwyczaj stoją w miejscu albo kręcą się w kółko. Za to potrafi zaalarmować ich coś, czego nie mieli prawa usłyszeć czy zobaczyć np. zabiłem kogoś w jakimś zamkniętym schowku i ok - może ktoś mógł usłyszeć bliżej nieokreślony hałas, ale nie - oni wiedzą, że zginął jeden z nich, mimo że wszystko wydarzyło się za ścianą...
Tak jak uwielbiam skradanki, w Cybperpunku to podejście mnie trochę wymęczyło monotonią wynikającą z braku jakiegokolwiek wyzwania i frustrującymi, niesprawiedliwymi rozwiązaniami.
Eh, ludzie - na jednym ze screenów macie płaską, brązową powierzchnie czyli tzw "default landscape". Kto modował gry Bethesdy to wie, że właśnie tak wyglądają lokacje testowe i najprawdopodobniej te tutaj służyły tylko temu, aby wstawić i obejrzeć pojedyncze modele - dlatego też jest tak sterylnie i pusto. Tutaj widać, że po prostu nie ma żadnych pomniejszych modeli, które służyłyby jako dekoracja sceny, ponieważ to nawet nie jest część gotowego świata, tylko zwykły podgląd modeli statku czy samych wnętrz w wersji alpha...
Todd Howard mówił w jednym z wywiadów, że on najchętniej by informował o nowej grze dopiero w dniu premiery, ale wiadomo, że jakiś marketing musi być, więc godzi się na te kilka miesięcy przed - także w tym wypadku będzie to jak najbardziej normalne, że jak zaczną się oficjalne informacje o grze, to kilka miesięcy później już zagramy.
Co do plotek to wcale nie są takie jednomyślne, ponieważ Jason Schreier zaprzeczał jakoby Starfield miał wyjść w tym roku, aczkolwiek mam przeczucie, że w tym wypadku może się mylić. Osobiście obstawiam końcówkę tego roku lub początek przyszłego, raczej nie później.
Ogólnie jestem ciekawy co tam Bethesda stworzyła i czy w końcu poszli do przodu. Jeśli Starfield zawiedzie, to nie będę sobie żadnych nadziei robił co do TES VI...
Gra ma swoje słabe strony, ale gdyby wydali ją dopiero teraz to nie byłoby takiego skandalu i uniknęliby tak poważnej utraty dobrego wizerunku. Nie wiem jak na konsolach, ale PC gra się całkiem przyjemnie i żadnych większych błędów już nie doświadczam - nawet ten głupi deszcz zaczął w końcu działać.
AI jest rzeczywiście kompletnie niepełnosprawne - przechodziłem grę w stylu skradankowym i nie dość, że z jednej strony przeciwnicy potrafili zostać zaalarmowani przez coś, czego nie mieli prawa słyszeć (albo przez ścianę zauważyli, że ktoś zginął), to z drugiej - mimo bycia zaalarmowanymi, potrafili stać w miejscu przez 10 minut, grożąc mi czego oni mi to nie zrobią, a ja sobie spokojnie zwiedzałem, zbierałem loot, kasowałem ich jednego po drugim.
Ha, jakby co najmniej mieli jakiś wybór. Mieli porzucić grę tworzoną przez tyle lat, w którą wpakowano tyle kasy, jednocześnie mając tak mało gier w portfolio? To molochy pokroju Ubisoftu mogą sobie machnąć ręką na nieudany tytuł, ale nie CDPR. Oni muszą zrobić wszystko, aby zminimalizować straty, więc będą jeszcze długo inwestować w doprowadzanie tej gry do jako takiego porządku. Szczególnie, że docelowo chcą wprowadzić wersję online, więc potrzebują solidnej podstawki, która będzie zachęcać do gry, a nie odstraszać potencjalnych nabywców.
7000 zł za RTX 3070!? Za tyle teoretycznie mogliśmy mieć dwa RTX 3080 - kto to kupuje w takiej cenie?
Ja dorwałem w listopadzie RTX za ok 2900 zł, a najlepsze jest to, że kusiło mnie, żeby poczekać kilka miesięcy aż "ceny spadną", lol :D
Ubisoft bawi się ewidentnie w robienie jakieś dziwnej hybrydy gry single player z MMO, gdzie z MMO nie daje tego co najlepsze (gra z innymi ludźmi), a to co najgorsze (grind, durne eventy ograniczone czasowo z nudnymi, powtarzalnymi czynnościami), proste, schematyczne tryby gry (jak ostatnie rajdy), mikropłatności za kosmetykę, zadania codzienne oparte na robieniu codziennie tego samego (zabij/uratuj cel powtarzany chyba dosłownie w max 5 różnych wariantach). A teraz jeszcze wprowadzili typowy "gold sink" zamiast powtórzyć wygodne rozwiązanie z Oddysey. Ja się nie dziwię, że ludzie się wkurzają, bo za tymi "drobiazgami" kryje się konkretny plan wmanewrowywania graczy w utrzymywanie ich na siłę przy grze dłużej niż mieliby na to ochotę sami z siebie.
Mnie wkurzyli ostatnim patchem, bo nie dość, że nie naprawił za dużo i przyniósł nowe bugi, to jeszcze dali bezsensowny downgrade graficzny, który nawet nie przyniósł poprawy płynności... Kurczę mam RTX 3070 i dla mnie gra na ultra była wystarczająco piękna i płynna, aby cieszyć nią oczy (nie licząc tylko niedziałającego deszczu, co swoją drogą też mnie sfrustrowało) więc jak chcą poprawiać płynność gry to niech robią downgrade na niższych ustawieniach... Teraz efekty oświetlenia pojawiają się i znikają tak blisko postaci gracza, że to aż boli. Nie tykam więc gry dopóki tego wszystkiego nie ogarną i bardzo jestem ciekawy marcowego patcha. Jak i tutaj będzie tragedia to słabo to widzę...
To mnie teraz rozwalili, ten bardzo długi czas ładowania z pewnością zniechęcił naprawdę mnóstwo graczy, więc potencjalnie przez te kilka lat stracili grubą kasę z potencjalnych odbiorców mikropłatności, bo uznali, że nie ma sensu sprawdzać czemu gra wczytuje się po kilka minut! Sam dawno olałem grę tylko i wyłącznie ze względu właśnie na spędzanie wieczności przy ekranach ładowania...
Obstawiam, że będzie tak jak z Rogue - jedna gra to będzie odgrzewany kotlet na starą generację konsol, technicznie niewiele różniący się od Valhalli, a druga to będzie już pełnoprawna gra nowej generacji, która wyjdzie tylko na nowe konsole.
Gothica też bym nie nazwał sandboxem - to był po prostu przygodowy action RPG z otwartym światem i w przeciwieństwie do sandboxów - po przejściu fabuły i wyczyszczeniu całej mapy, nie byłoby już czego robić.
Nie powiem jednak, że zawsze marzył mi się typowo sandboxowy Gothic, czyli niekończący się symulator skazańca Górniczej Doliny z respawnującymi się przeciwnikami, elementami survivalu i powtarzalnymi aktywnościami typu napady na inne obozy i konwoje, itd :)
Znowu ta mapa drogowa :D
Patrząc w słownik mamy takie tłumaczenia "roadmap":
harmonogram działania, plan, mapa drogowa, strategia
Wszystkie tłumaczenia oprócz właśnie dosłownej "mapy drogowej" byłyby poprawne biorąc pod uwagę kontekst, a przy tłumaczeniu kontekst to podstawa :)
Nie wiem czemu miałoby służyć celowe zachowanie takiego działania - ja osobiście i z pewnością mnóstwo innych osób, zrezygnowałem z Online tylko dlatego, że szlag mnie trafiał z czasami ładowania. Biorąc pod uwagę to, że gra potrafi się zwieszać i wywalać, więc podczas jednej sesji można tego doświadczyć wielokrotnie - stwierdziłem, że więcej mi to psuje nerwy niż daje przyjemności.
No bo to jest loteria - wystarczy, że np. powstanie nowa, lepsza kryptowaluta (oparta na innych mechanizmach, bezpieczniejsza, wygodniejsza w obsłudze, itd. - ktoś po prostu będzie miał jeszcze lepszy pomysł) na którą się wszyscy przerzucą i BTC spadnie na dno, nigdy się już nie podnosząc.
Historia zresztą pokazuje, że przejechać się można nawet na tak stabilnej walucie opartej na silnej gospodarce, jak frank szwajcarski, to o czym to w ogóle mówić w przypadku kryptowaluty, której wykresy skaczą jak porąbane :D
Dziwie się ludziom, którzy bronią CDPR - wiadomo, że szeregowi pracownicy nie są niczemu winni, a wręcz są większymi ofiarami niż my (dla nas to tylko gra, dla nich ich praca i życie), ale firma to przede wszystkim ludzie, którzy nią kierują, a w tym przypadku zarząd kierował się wszelkimi najgorszymi wartościami - pycha, wyzysk, kłamstwa, manipulacje, ryzykowne ruchy, za które płacą inni, niesłuchanie własnych pracowników, nierealistyczne podejście do projektu, brak odpowiedzialności. W ten sposób gra, która mogła być świetna (te przebłyski geniuszu widać na każdym kroku) została zasobotowana przez beznadziejnie złe zarządzanie firmą i projektem. Spora część pracowników z prawdziwym doświadczeniem pewnie odeszła, bo tacy, którzy dużo potrafią w IT i mają bogate CV mogą sobie pozwolić na zmianę warunków na dużo lepsze - po co więc tkwić w toksycznym środowisku? Obecnie nad naszymi patchami pracują zapewne głównie młodzi ludzie przed 30-stką, spora część z nich pewnie zatrudniona na przestrzeni ostatniego roku po odchodzących weteranach i próbująca poprawiać cudzy kod, napisany przez ludzi, których już nie ma w firmie. Dlatego te pseudopatche naprawiając jedno, psują drugie, bo ci ludzie nie wiedzą do końca jak działa to, co modyfikują, brakuje im doświadczenia i zapewne mają niskie morale.
Broniąc CDPR, bronicie chore praktyki i toksyczne środowiska pracy. Wiadomo, że gra ma swoje plusy i potrafi pod pewnymi względami być naprawdę świetna, ale to nie zmienia faktu, że to co się odwala to jest skandal i trzeba to po imieniu nazywać.
Todd Howard mówił w wywiadach, że on to najchętniej by w ogóle nie udostępniał żadnych materiałów przedpremierowych, tylko na nagle - bum i premiera nowej gry. Także z Bethesdą to jest tak, że kampania reklamowa ruszy dopiero na kilka miesięcy przed premierą, także uprzedzam że w ich przypadku brak jakichkolwiek informacji nie oznacza tego, że do premiery jeszcze daleko. To są takie agenty, że równie dobrze za tydzień mogą ogłosić premierę w czerwcu :D
Tak jak my dzisiaj patrzymy z politowaniem na te wielkie komputery, wielkości szafy i z ich marną mocą obliczeniową, jakie produkowano w latach 70-tych, tak za kolejne kilkadziesiąt lat ludzie będą patrzeć na te nasze dzisiejsze PC. Wyobraźcie sobie highendowy komputer wielkości tabliczki czekolady, który po prostu przyczepia się z tyłu monitora i można grać :)
Ja grałem jakiś czas, robiąc tylko aktywności poboczne i czekając na patche, ale jest połowa lutego, a mi np. cały czas nie działa w ogóle deszcz (tzn. jak pada to się robi tylko powierzchnia mokra i coś tam czasami nawet słychać, ale samego deszczu nie widać w ogóle). Tak mi to rozwala immersje, że odłożyłem grę na półkę i tak sobie czekam...
Tak to jest, jak jedyny pomysł jaki się ma to: "zróbmy grę sieciową do sprzedawania mikrotransakcji dzieciakom, niech będzie o piratach i zróbmy recykling mechanik morskich z AC".
I na tym się pomysłowość Ubisoftu skończyła i teraz męczą temat :D
Raczej nie będą mogli ich pozwać, ponieważ to nie jest tak, że udostępniają czy wykorzystują zasoby chronione prawem - oni stworzyli program, który możesz pobrać i wykorzystać do modyfikacji gry, więc to tak jak jakby mieli pozywać twórców trainerów do gier singleplayer lub modyfikacji graficznych typów ENB :)
Robicie aferę, jakby co najmniej ktoś was zmuszał do grania w EA - Larian to małe studio i wydanie gry w EA pomaga im dopracować produkt, więc kto chce, ten uczestniczy w tym. Poza tym to jest jedno z niewielu pozostających przy życiu nieco większych studiów (może nie wydają gier AAA, ale indyki to też nie są), w którym pracują prawdziwi pasjonaci krwi i kości - kto widział filmiki z pozytywnie zakręconym założycielem studia, Svenem - ten wie o co chodzi :D
O, bardzo mi się podobał wpis Karola o byciu casualowym audiofilem. Mam dokładnie tak samo, wydałem swego czasu 3k na sprzęt (2k na DAC i 1k na słuchawki - Aune S6 i AKG K712 - są naprawdę świetne, polecam) i czuję, że to mi kompletnie wystarczy do pełni szczęścia - mam naprawdę świetną jakość dźwięku i nie byłbym w stanie wrócić do niczego niżej, ale jednocześnie nawet jakby było mnie stać, to nie widzę sensu w dopłacaniu kolejnych tysięcy jedynie dla subtelnej poprawy.
Przecież film i książka to zupełnie inne medium - siłą rzeczy film musi pewne rzeczy spłycić czy skrócić, ale za to nadrabia dynamiką czy dosłownym ukazaniem tego, co w książce można jedynie opisać. Inaczej jest , gdy np. książka opisuje pewne emocje, a inaczej gdy w filmie aktor wyraża je swoją mową ciała. Także dla mnie większość punktów z tej listy to tylko i wyłącznie kwestia porównania tego, co film jako film jest w stanie zrobić lepiej od książki. To jest trochę takie szukanie na siłę geniuszu, bo np. wątek Dursleyów raczej nie był skrócony z powodu wymienionych argumentów, a po porostu był proporcjonalnie skrócony jak cała reszta wątków, a może nawet bardziej przycięty, aby po prostu zdążyć ze wszystkim, co realnie jest ważne. Książka rządzi się innymi prawami, bo jej nie trzeba przeczytać w dwie, trzy godziny...
Odyssey męczyłem dużo dłużej, głównie dlatego, że mapa była większa i bardziej monotonna, ale też było coś, czego mi brakowało w Valhalli. W Odysei grałem przez 95% skradając się, co znacznie wydłużało czas gry i i frajdę z niej, natomiast Valhalla to pierwszy AC w którym skradanie zeszło na dalszy plan u mnie. Na każdym kroku gra zachęca do otwartego konfliktu, a w wielu sytuacjach wręcz do niego zmusza. Walka jest nawet fajna i efektowna, więc tym bardziej masz ochotę posiekać wszystkim wielkim mieczem, zamiast eliminować jednego po drugim. Przeciwnicy częściej też chodzą całymi grupami, co też zniechęca do cichej eliminacji jednego po drugim. W efekcie więc gra mi się skończyła dużo szybciej i trochę mi się nie chce czekać na te wszystkie dodatki :P
Czekam na więcej takich newsów, moje propozycje na przyszłość:
* Spadł śnieg - "Będzie trzeba odśnieżyć..." - mówi mieszkaniec Sosnowca
* Znany aktor puścił bąka na gali Oskarów, ale nikt nie wyczuł podstępu
* Grał w gry do późna i zaspał na pociąg
* Kolejne potwierdzenie, że MCU i Star Wars nie będą połączone!
* GTA VI w świecie Cyberpunka z Geraltem w roli głównej? - felieton
* Steam nadal sprzedaje gry
Jestem bardziej ciekawy zmian w gameplayu pierwszej części, ponieważ do grafiki nie przywiązuje aż tak dużej uwagi - pamiętam tylko, że kilka lat tam sięgnąłem po ME 1 i się odbiłem właśnie ze względu na archaiczny gameplay. Może teraz będzie się przyjemniej grało.
A co do samej grafiki, to jak już chcą w dzisiejszych czasach coś takiego robić, to obowiązkowo powininen być zaimplementowany raytracing - to by zrobiło naprawdę zauważalną różnice, a przecież teoretycznie założeniem remastera jest ukazanie starej gry w nowych szatach, przy użyciu wszelkich dostępnych, współczesnych bajerów.
Czyli trochę clickbaitowy artykuł - pamięci drożeją nawet o połowę, ale w sumie to te, których i tak już nie będzie chcieli kupić, po za tym kosztują 80 zł, więc podrożeją o całe 40 zł :D
Tak, tak - świat jest czarno-biały, ci są dobrzy, tamci są źli... Jasne, wśród polityków czy urzędników zawsze występuje jakieś zepsucie (korupcja, chciwość, niekompentencja, itp.) co rzutuje niestety na efekty różnych działań, ale u fundamentów takie przepisy jak ten antymonopolowy mają służyć społeczeństwu i wielu przypadkach na pewno tak jest. Możesz sobie hejtować rządy i po części będziesz miał nawet jakąś słuszność, bo jest tam wiele zła, ale na litość boską - gdyby nie te wszystkie regulacje i ochrona obywateli na poziomie administracyjnym, to korporacje dymałyby nas nawet na dostępie do bieżącej wody i pewnie płaciłbyś abonament za to, że w ogóle oddychasz. Do lasu byś nie wszedł za darmo ani nie wykąpałbyś się w jeziorze, bo wszystkie byłyby prywatne i pobierana byłaby opłata na wejściu.
Macie przecież napisane, że rutynowa procedura, która jest zawsze uruchamiana w takich sytuacjach, więc to nie jest tak, że UE się przywaliło o coś - ot, zwykłe formalności, które pewnie przyklepią bez żadnego problemu. A zamiast pluć jadem to powinniście się cieszyć, że rządy temperują monopolowe zapędy wielkich korporacji, bo to właśnie was, konsumentów w ten sposób chronią.
Wyobraźcie sobie, że macie na terenie całej Polski np. tylko jednego dostawcę internetu. I co wtedy? Ano tyle, że taka firma może najtańszy pakiet policzyć sobie za 200 zł miesięcznie i albo płacicie albo nie macie dostępu do sieci, bo konkurencji nie ma żadnej.
W tym wypadku powinniście się cieszyć, że ktoś czuwa nad korporacjami nie dając im pełnej wolności, bo co jak co, ale korporacjom zawsze chodzi o jedno - aby wycisnąć z ludzi jak najwięcej kasy.
O matko, to dalej rośnie - na morelach już jadą z cenami po 4800 zł za RTX 3070 - w listopadzie kupiłem Palita za 2900 zł z przekonaniem, że przepłacam 2-3 stówki za niecierpliwość, myślałem że w ciągu kilku miesięcy spadnie z powrotem do 2500 zł. "Uratowało" mnie to, że wcześniej wymieniłem monitor na 1440p i stary GTX 1070 się już dusił, a że jeszcze szlag trafił jeden z wiatraczków to stwierdziłem, że nie będę czekać i "dopłacę" :D
Haha, Assassins Creed realistyczna skala? :D To są duże mapy, ale nie były nawet obok tego, jak duży był Daggerfall. Odległość z Londynu do Yorku to jakieś 340 km w prawdziwym świecie, ok 3,5 godziny samochodem. W AC Valhalla nie więcej niż 10 minut na koniu :D
Gra może być ciekawa, nie chciałbym może odległości liczonych w tysiącach kilometrów, ale zawsze mi się marzyła taka spokojna eksploracja, gdzie podróżujesz przez ogromny teren, odkrywasz co jest za kolejną górą, itd. a nie 10-15 minut i z jednego końca mapy przesunąłeś się na drugi. Nie lubię tego parcia na zapychanie map contentem, żeby gracz się nie nudził. To prowadzi do nierealistycznego rozwiązania, gdzie dosłownie co kawałek coś jest, a mi się ciężko w taki świat wczuć. Taka Valhalla ma piękne widoczki momentami, ale nie da się dłużej niż 20 sekund chłonąć tego, bo co kawałek nawalone jest dzikami, wilkami, niedźwiedziami, bandytami i wszelkim łatajstwem z wścieklizną, które żyje tylko po to, aby cię zatłuc. Nie zliczę ile pięknych zachodów słońca mi zniszczyły te wściekłe dziki :D
Prequele były jakie były, ale chociaż rozbudowywały uniwersum i były czymś innym niż oryginalna trylogia. Tymczasem Disney po prostu odtworzył stare schematy wpadając momentami wręcz w autoparodię, co film był inny koncept na całą trylogię (pierwsza część to remake nowej nadziei, druga to jakieś słabe fan fiction, a trzecia to desperacka próba sklecenia wszystkiego w sensowną całość z marnym efektem)
No właśnie czuję, że będzie spore rozczarowanie jak się okaże, że zrobią tylko crapowate dodatki do GTA Online, które po prostu nawiązują do starych części. A pograłbym nawet w remastery, gdyby porządnie je zrobili - próbowałem jakiś czas temu pograć w Vice City, ale ta gra technicznie tak okropnie się zestarzała, że wymiękłem. No już sam fakt, że nawet nie mogę ruszać swobodnie kamerą przy pomocy myszki podczas jazy samochodem mnie zniszczył :P
Fajnie, można zobaczyć lokację w której nic nie ma i w której nigdy nic nie było :D
Gra jest pod wieloma względami świetna, ale wyszła w takim stanie, że tak naprawdę premiera powinna być co najmniej za kolejne pół roku. Pograłem kilkadziesiąt godzin przechodząc tylko początkowy etap wątku głównego (do momentu, w którym otwiera się przed nami cała mapa) i zajmując się jedynie aktywnościami pobocznymi. Liczyłem na to, że w międzyczasie patche naprawią psujące się questy, więc dalej nie ruszałem fabuły, żeby sobie czegoś nie popsuć. No i ile sama gra daje naprawdę dużo frajdy, to te wszelkie bugi tak mnie wkurzają, że zrobiłem sobie przerwę. Nawet głupi deszcz w tej grze mi nie działa - słyszę dźwięk deszczu, ulice się dziwnie świecą jakby były mokre, ale nie pada :P Część perków nie działa w ogóle lub źle np. autoscraping śmieci niszczy też też te drogie przedmioty warte 750 Eurodolarow, a żeby cofnąć ten perk musiałbym wydać 100k (już biegnę). Już nie mogę wykonać części questów Delamaina, słyszałem też o innych popsutych zadaniach, których nawet nie ruszam na razie. Non stop pojawiają się psujące immersje glitche, np. ktoś przykłada sobie broń do głowy, ale model broni się nie wyświetla. Niektóre postacie potrafią zwrócić się do mojego męskiego V jak do kobiety. Takich baboli jest mnóstwo i nawet jak się wciągnę w grę, to zaraz mnie coś wkurza, bo mam świadomość, że to nie jest pełnoprawne doświadczenie i w dodatku na każdym kroku muszę się pilnować, czy nie zrobię czegoś co mi zablokuje zadanie albo popsuje save'a. W takich warunkach ciężko o komfortową rozrywkę...
Osobiście dałbym RDR 2 na pierwszym miejscu, ponieważ ta gra jest wyjątkowo wybitna pod wieloma względami - oczywiście jej specyfika nie każdemu przypadła do gustu (szczególnie ludziom oczekującym typowo fast-foodowej rozrywki), ale to co osiągnął Rockstar znacznie przebija wszystko inne, łącznie z Wiedźminem, którego bardzo lubię, ale który pod wieloma względami odstaje od RDR 2.
Rockstar stworzył grę która z założenia miała przypominać immersyjny symulator bandyty żyjącego w końcowej erze dzikiego zachodu i pod tym względem zrobili to genialnie. Dużo graczy wkurzało się na powolne animacje każdej czynności i powolne tempo fabuły, ale tu właśnie o to chodziło - aby świat wchłonął gracza. Jeszcze żadna gra nie pozwoliła mi się tak mocno wczuć w świat przedstawiony. A oprócz tego mamy świetną i dojrzałą fabułę, dobre dialogi, zapadające w pamięć postacie, ogrom detali, piękna grafika, muzyka, klimat, aktywności poboczne wplecione naturalnie w świat, itp. itd.
Nikt mi nie wmówi, że Wiedźmin 3 z tym swoim sztampowym wątkiem głównym i mapą pełną pytajników stoi wyżej od tego, co stworzył Rockstar. Wiedźmin to tylko świetna gra, RDR 2 to małe dzieło sztuki (mimo swoich niedoskonałości), które na nowo definiuje czym może być gra komputerowa.
Dla mnie downgrade grafiki na PC jest skandalem - po to są ustawienia ultra, żeby mieć piękną grafikę na sprzęcie, który na to pozwala. Niech robią downgrade na ustawieniach minimalnych i średnich, jeśli jest taka potrzeba...
Już to widzę, jak Microsoft kupuje Zenimax po to, aby najpopularniejsze marki Bethesdy (Fallout i The Elder Scrolls) wychodziły tak z beznadziejną częstotliwością. 15-16 lat różnicy między TES V i TES VI? 8-9 lat po wypuszczeniu teasera na E3? Ludzie by ich chyba rozszarpali :P
Na początku listopada upolowałem Palita 3070 na morele za ok 2900 zł, a teraz widzę, że ta sama karta kosztuje 3900 zł - masakra! A pomyśleć, że pierwotnie miałem plan, aby poczekać 2-3 miesiące z zakupem, aż się wszystko uspokoi i spadną ceny, ale na szczęście zwyciężyła niecierpliwość. Haha, myślałem, że przepłacam o 2-3 stówki :D
Persecuted - pozwolę się nie zgodzić. W ostatnich latach nie było jakiegoś kosmicznego wzrostu jakości, jeśli chodzi o modele i tekstury (tworzenie coraz bardziej szczegółowych modeli nie jest ograniczone jedynie kwestiami technicznymi, ale też ekonomicznymi), a poprawa grafiki opierała głównie właśnie na postprocesach czy nowych rozwiązaniach pokroju raytracingu. Wystarczy dodać właśnie sam raytracing i już masz kompletnie inną grę. Modele nie są takie złe, animacje tym bardziej (biorąc pod uwagę technologię przy pomocy których je tworzyli, poza tym taki AC Valhalla ma np. gorsze animacje niż GTA V), a tekstury teoretycznie mogliby podbić do wyższej rozdzielczości. Także teoretycznie GTA V może wyglądać niemal jak współczesne produkcje - zresztą widać, ile potrafią zmienić nawet amatorskie modyfikacje, więc porządny, profesjonalny remaster może zdziałać cuda.
Fabuła, postacie, dialogi - to wszystko stoi na dużo wyższym poziomie niż w Odyssey. Nie jest to wybitny poziom RDR 2, ale według mnie jeden ze szczytowych momentów serii AC.
RTX na razie jest dla graczy, którzy mogą sobie pozwolić na droższy sprzęt, ale dajcie tej technologii kilka lat, a gwarantuje, że stanie się standardem i developerzy rzeczywiście będą mieli mniej roboty, bo w pewnym momencie nie będą musieli już oferować technologii, która jest standardem na teraz.
Screeny nie oddają do końca różnicy (wg mnie większość z nich jest słabo dobrana). Sam bawiłem się w Cyberpunku opcjami włączając i wyłączając RTX w różnych miejscówkach i muszę przyznać, że są takie sceny, gdzie różnica jest kolosalna - bez RTX gra wygląda jak "typowa gra", a z RTX masz poczucie fotorealistycznego oświetlenia, które wbija w ziemię. Nie wszędzie jeszcze to wygląda super i wg mnie niektóre powierzchnie są zbyt lustrzane, ale to pewnie kwestia pokazywania nowego bajeru na wyrost, a nie limitów samej technologii :)
Ludzie nakupowali kart RTX 30x0, to chcą na czymś ten słynny raytracing przetestować - a że jest to obecnie jedyna współczesna gra przygotowana od podstaw z myślą o szerokim zaprezentowaniu tej technologii(a nie wrzucony na siłę dodatek), to nie dziwi mnie to, że właśnie teraz poszła im sprzedaż tak bardzo w górę :)
Platynoza - choroba XXI wieku. Jak się nasyciłeś grą, to po co się męczysz? Podobno gry są dla przyjemności, a niektórzy robią z tego dodatkową pracę :D
Dla mnie to akurat dobrze, że gra jest duża - ja tam lubię sobie dawkować i nie mam parcia na to, aby wymaksować grę byle szybciej, bo inne rzeczy czekają. Jak mnie coś już męczy czy nudzi, to znaczy, że straciło swoją podstawową, rozrywkową funkcję, więc sobie odpuszczam.
Mi się udało upolować w zeszłym tygodniu Palita 3070, żeby było śmiesznie - karty były dostępne przez całe kilka dni na morelkach, ale prawie nikt nie brał, bo recenzji Palitów nie było za dużo i wszyscy się rzucili na X Trio czy inne Strixy. Osobiście jestem bardzo zadowolony, karta cicha i w porównaniu z 1070 ogromny skok wydajności, w 1440p działa bardzo dobrze :) W przypadku kart 3070 polecam brać mniej popularnych producentów, bo w większości przypadków różnice są minimalne i jak dla mnie - nie były warte dodatkowych miesięcy czekania :)
Toż to zwykłe jechanie po stereotypach i mierzenie wszystkich swoją miarą :D Z własnego doświadczenia wiem, że można być w poważnym, wieloletnim związku i mieć pracę, mając jednocześnie dużo wolnego czasu na granie. To już posiadanie dzieci zazwyczaj mocno zabiera ten wolny czas.
A bycie singlem czy bezrobotnym to też żaden grzech :)
Marketing adekwatny do poziomu ich gier, przynajmniej jeśli chodzi o dojrzałość fabuły i dialogów :P
Teraz tylko trzymać kciuki, żeby AMD pokazało atrakcyjną ofertę - będzie większa dostępność kart, jeśli kupujący nie rzucą się tylko na karty Nvidii...
Ja nie wiem jak Ubisoft to zrobił, ale dla mnie Layla jest najbardziej irytującą postacią w całej serii AC, ale to pewnie kwestia fabuły i dialogów, które wyglądają jak słaby fanfic pisany przez 13-latków. Wiem, że od dawna tak jest, ale w ostatnich częściach przechodzą sami siebie :P
Sami jesteście akcja marketingowa - reklama z tego niewielka, a samą firmę stawia to w negatywnym świetle, wątpię żeby się zdecydowali na coś takiego.
Co do zabezpieczeń, miałem kiedyś w swojej firmie szkolenie pod tym kątem i pamiętam jedną rzecz - uświadamiali sobie, że nawet najlepsze zabezpieczenia są nic niewiele warte, jeśli pracownik na komputerze, który jest w sieci firmowej będzie sobie klikał zainfekowane załączniki z maila. I tu jedyne co można robić to edukować ludzi, ale jeśli zatrudniasz tysiące pracowników, to zawsze się znajdą jacyś mądrzy inaczej, którzy coś epicko schrzanią :)
Po za tym nie ma czegoś takiego jak 100% pewne zabezpieczenia w IT. Systemy firmy muszą przecież jakoś działać, spełniać swoje zadania i w jakimś stopniu być otwarte na świat zewnętrzny. Nie możesz więc wszystkiego szczelnie pozamykać, bo co z tego, że będzie całkowicie bezpieczne, skoro jednocześnie nie będzie mogło spełniać swojej podstawowej funkcji.
No i ostatnia rzecz - słyszałem też kiedyś o przypadku firmy, która miała super zabezpieczenia na które wydali miliony - super nowoczesne rozwiązania. Ostatecznie skradziono im i tak kluczowe dane. W jaki sposób? Otóż okazało się, że zatrudniła się sprzątaczka, która miała je wykraść, a zrobiła to bez problemu, bo dane dostępowe do konta pracownika po prostu leżały na jego biurku :)
Pojechali i to grubo - to zdecydowanie nie jest Świat Dysku na którym się wychowałem :(
krykry - przeczytaj jeszcze raz :) Mniejsza powtarzalność, czyli WIĘCEJ unikalnych modeli i tekstur :)
A co ma wielkość świata i długość gry do wielkości plików? Tutaj znaczenie ma przede wszystkim ilość unikalnych modeli i tekstur , a także ich jakość czyli rozmiar poszczególnych plików. To jest dobra wiadomość, bo oznacza najprawdopodobniej mniejszą powtarzalność modeli w całym świecie gry.
Grałem w wiele gier Ubisoftu (mimo ich wad wciąż je lubię) i na 99% obstawiam, że będzie kilka prostych i powtarzających się misji rekrutacyjnych, które bardzo szybko się znudzą :D Pewnie będzie wystarczyło zrekrutować kilka bądź kilkanaście osób, żeby zobaczyć wszystko, co gra ma do zaoferowania pod tym względem.
Sami jesteście wycięte DLC :D Wystarczy minimalnie orientować się jak wygląda proces produkcji takiej dużej gry, żeby wiedzieć, że mnóstwo zawartości jest porzucana w trakcie - niezrealizowane pomysły, rozgrzebane, ale nieskończone projekty, itd. Wynika z faktu, że czas i budżet jest ograniczony, więc zawsze w praktyce okazuje się, że nie wszystko udało się zrealizować do końca i z niektórych pomysłów trzeba zrezygnować.
Na 99% te małe DLC to właśnie takie niezrealizowane pomysły na które nie starczyło czasu przed premierą, więc które na spokojnie sobie dokończą po premierze.
No i warto dodać, że nowej zawartości do gry nie dodaje się już dłuższy czas przed premierą, ponieważ dodanie czegoś nowego może coś zepsuć. Ostatni etap to sprawdzanie bugów i szlifowanie tego, co już jest. Nie robi tego cały zespół, więc reszta spokojnie może produkować zawartość, którą dadzą po premierze - proste i logiczne, prawda?
Hmm, to ciekawe kiedy pojawi się 3070 - akurat ta karta mnie najbardziej interesuje...
Ja właśnie tego nie rozumiem - co to za problem dla tak ogromnego studia tworzącego gry za grube miliony, zatrudnić porządnych pisarzy, którzy zadbaliby o odpowiedni poziom fabuły i dialogów? Dobry pisarz nie kosztuje wiele więcej niż mierny :D Ambitna fabuła potrafi być atrakcyjna nawet dla 13-latków w których celują :D
Haha, wyobraziłem to sobie i to byłoby naprawdę piękne - ekrany ładowania za każdym razem, gdy bohater wchodzi lub wychodzi z jakiegokolwiek budynku :D
Teraz to widziałem już chyba wszystko :D Gratuluje w takim razie moralności, jeśli jedynym wyznacznikiem tego co można, a czego nie można jest kodeks karny :D
Na szczęście białorycerstwo też nie jest przestępstwem, także nic ci do tego :D
Mocap - widzę, że zabrakło wyobraźni, więc dla ułatwienia przykład. Wyobraź sobie, że poznajesz gościa, sławnego w jakieś tam branży i on ci proponuje wspólny biznes. Gość ma renomę świetnego specjalisty, nie jest żadnym szemranym typem, więc wydaje ci się, że z nieba spadła ci super okazja. Wchodzisz z nim w ten biznes i przez rok razem działacie, ale po tym czasie nagle robi nalot policja i skarbówa - okazuje się, że wasza działalność miała koneksje ze światem przestępczym i robiła wałki, ale o tym nie wiedziałeś, bo twój partner biznesowy skutecznie cię oszukiwał i ukrywał przed tobą wszelkie ślady tej działalności. Straciłeś firmę na którą poświęciłeś mnóstwo zaangażowania i rok życia, podczas którego mogłeś rozwijać coś zupełnie innego. Mało tego - w Internecie domorośli eksperci twierdzą, że przecież też czerpałeś korzyści z tego procederu i jesteś tak samo winny. Sam się o to prosiłeś... Miło w tym momencie? Sprawiedliwie?
Jak czytam niektóre komentarze, to aż przykro się robi, co niektórzy faceci sobą reprezentują... Nie jestem fanem wściekłych feministek, ale biorąc pod uwagę prymitywne podejście wielu mężczyzn, nie dziwią mnie kobiety, które potem też idą w skrajności.
Też uważam, że nie powinno się ludzi linczować na podstawie samych oskarżeń, ale tutaj gościu w ogóle nie zaprzeczył, tylko podkulił ogon, przeprosił i zwiał co raczej jest dość jednoznaczne z przyznaniem się do winy - każdy niewinny człowiek w pierwszym odruchu przecież by zaprzeczał i bronił się. Kobieta może i szuka atencji, może nie ma do końca czystych intencji, ale powiedzmy sobie szczerze - takich spraw nie zamiata się pod dywan z jednego powodu - dopóki się milczy, dopóty robi się przestrzeń dla patologicznych zachowań. Trzeba nie mieć w ogóle serca ani wyobraźni, żeby nie zauważyć, że oszukiwanie kobiety przez rok - kiedy ta przywiązuje się emocjonalnie, zakochuje się, traci czas na związek bez przyszłości, itd. bo facet chce sobie poruchać na boku - to jest duża krzywda. A komuś kto jest sławny, łatwiej manipulować, ponieważ ludzie podświadomie bardziej ufają takim osobom. Kiedy mamy więc do czynienia z osobą w pewnym sensie publiczną, to trzeba takie sprawy nagłaśniać, żeby ofiarą nie padały kolejne osoby.
To, że niektórzy kłamią i tworzą fałszywe oskarżenia jest straszne i złe, ale przecież nie umniejsza to sensu samych działań w tych prawdziwych przypadkach.
Nie wiem też co trzeba mieć w głowie, żeby stwierdzać, że nic się nie stało, bo kobiety też zdradzają. A może ta konkretna nie zdradzała i nie zamierza nikogo zdradzać? Eh, szkoda gadać...
To, że nagrywał w 2018 roku, to jeszcze nie znaczy, że gra jest bliska skończenia - w grach Rockstara aktorzy nie podkładają tylko głosów, ale grają również całym ciałem tzn wszystkie cutscenki z gry są odgrywane jak w teatrze przy pomocy specjalnych urządzeń mocap, które przenoszą to do gry. Aktorzy grający główne role w RDR 2 spędzili przy pracy nad grą całe 5 lat! Także nie ma co się ekscytować, bo równie dobrze wciąż mogą być w połowie pracy...
W jednym z wywiadów Pete Hines potwierdził, że akcja TES VI będzie miała miejsce w Tamriel, więc to by się gryzło z informacjami z tej plotki o Yokudzie. Dla mnie zresztą to brzmi jak typowe redditowe bajkopisarstwo i nic nie wskazuje na to, aby osoba stojąca za tymi informacjami mówiła prawdę.
Hell March z Red Alert - wpuściłbym kolędników, bo bałbym się tego nie zrobić.
https://www.youtube.com/watch?v=3HUWUtTZvK4
To na 100% będzie Elex 2, bo jakieś dwa lata temu było info, że dostali dofinansowanie z UE. A skoro przytulili pieniążki, to muszą tą grę skończyć i wydać. Też bym wolał, żeby wzięli się za coś innego, ale cóż...
Jestem wielkim fanem Gothica i wiem, że pewnych rzeczy po prostu nie da się odtworzyć, ale patrzę z pewnym optymizmem na ten remake. Niektóre elementy trochę mnie niepokoją, bo jak ktoś daje tak słabe dialogi i bezmyślnie zaprojektowane pewne elementy questów czy świata (kto na Innosa po upadku z wysokości w sam środek ogromnego pożaru w pierwszej kolejności myśli o tym, żeby zapalić pochodnię? :D) to pozostaje pytanie czy twórców stać na coś więcej. Sugestie fanów sugestiami, ale jeśli nie mają w teamie zdolnych, myślących ludzi to może być słabo.
Sugestii do zmian miałem dużo i podzieliłem się nimi w oficjalnej ankiecie, ale generalnie myślę, że jest potencjał. Idealnie na pewno nie będzie, ale jeśli uda im się zatrudnić Kaia Rosenkranza do muzyki (jego ścieżka dźwiękowa to połowa klimatu) i dadzą radę stworzyć atmosferę surowości, izolacji i walki o przetrwanie to będzie już dobrze :)
Pierwsza skrzynia jest na terenie ruin świątyni pod schodami - symbol Beliara cię tam zaprowadzi. Tam znajdziesz kolejną notatkę z symbolem Y, którego wypatruj na drzewach tuż obok świątyni, doprowadzą Cię do ukrytej jaskini z najlepszy mieczem w całym demo :)
Portal gun z gry Portal :) Niebieski portal stworzyłbym baaaaaardzo wysoko na niebie, w przestrzeni przed moim oknem. Drugim portalem atakowałbym bałwany sprawiając, że ich fragmenty spadałaby z nieba tuż pod moimi oknami - w ten sposób pozbyłbym się bałwanów i zapewnił bliskim opady śniegu na święta, bo na pogodę to nie ma co liczyć :)
To bardzo proste - robię quicksave'a i sprawdzam reakcje na obie odpowiedzi, niezależnie od rezultatu na końcu wybieram i tak Cesarstwo - kto by tam trzymał z zapijaczonymi Nordami :D
Szczytu zimna doświadczyłem w grudniu 2006 roku, krótko po premierze wyczekiwanego Gothica III. Gra sprzed spatchowaniem w stanie tragicznym, w dodatku komputer ze średniej półki. Gdy dotarłem do krainy mroźnego Nordmaru, zimno było tak realistyczne i namacalne, że aż zamrażało mi FPS. Jeszcze w żadnej grze nie doświadczyłem tak realistycznych efektów mrozu - obraz potrafił zmrozić się na kilkanaście sekund, a w samej grze ruchy wszystkich postaci (czy tam ich animacje)spowalniały z powodu wyczerpania i trudnych warunków. Gdy przebywałem zbyt długo w tej zimowej krainie - gra padała z wycieńczenia do pulpitu, a ja już wiedziałem że nadużyłem możliwości bezimiennego bohatera, zmuszając go do zbyt wielu walk na mrozie.
Trochę mnie ten nadmierny realizm zmęczył, więc poświęciłem wszystkie oszczędności na dokupienie RAMu, który był wąskim gardłem w moim systemie, a którego rzekomo Gothic tak niezwykle łaknął. Już w prawdziwym, grudniowym mrozie odbyłem wyprawę do znanego i lubianego sklepu komputerowego, a obrywając śnieżnymi podmuchami w twarz, snułem wizję płynności doświadczania Nordmarskiech przełęczy i szczytów. Szybki powrót, otrzepanie się ze śniegu, jeszcze szybszy montaż nowych podzespołów i odpalamy Gothica. I wtedy doświadczyłem szczytu moich mroźnych doświadczeń. Mróz przeszył całe moje serce i najgłębsze zakamarki duszy, gdy okazało się, że gra jest co prawda płynniejsza, ale wciąż pozostawia wieeeele do życzenia.
Cóż jednak można było zrobić, choć nie był to Gothic na jakiego czekałem i działał jak działał, nie przeszkadzało mi to w eksploracji Nordmaru, delektowaniu się dźwiękiem skrzypiącego śniegu i licznymi walkami z lokalnymi zastępami orków. A klimat mroźnej i nieprzystępnej krainy aż wylewał się z ekranu, bo co jak co, ale Piranha Bytes potrafiła tworzyć naprawdę klimatyczne światy. Do dziś mimo tych mniej przyjemnych doświadczeń, w mojej pamięci jest to wirtualna kraina, w która dała najbardziej namacalne doświadczenia mrozu i zimna :)
Dzisiaj przeszedłem całą grę, wykonując bez pośpiechu wszystkie zadania poboczne (o ile czegoś nie pominąłem). Przy pierwszym kontakcie nieco odrzuciła mnie toporność interfejsu, ale szybko się przyzwyczaiłem. Według mnie kompletnie niepotrzebna jest mechanika psucia się broni i pancerzy - ta gra nie ma klimatu ani elementów survivalowych jak to było w Falloucie, więc tutaj taka mechanika była tylko zwykłym zawracaniem gitary i niczym więcej.
Z początku bardzo mi się spodobały zadania i klasyczne podejście do dialogów z odpowiedziami zależnymi od statystyk. Z czasem jednak się okazało, że walka jest śmiesznie prosta, więc można było większość punktów inwestować w niebojowe umiejętności i spokojnie wykorzystywać praktycznie wszędzie dodatkowe opcje dialogowe - przez całą grę zaledwie kilka razy zabrakło mi punktów do wybrania "lepszej" opcji dialogowej.
Mapy są śmiesznie małe, ale szczerze mówiąc po grach typu AC Odyssey przyjąłem to z ulgą - czuć było, że nie tworzono tutaj zapchajdziur żeby sztucznie zwiększyć obszar gry. Rozczarowaniem okazało się tylko to, że aż 4 planety z mapy układu gwiezdnego nie są i nie miały być dostępne, mimo że dało się je podświetlić kursorem. Teraz wiem, że chodziło o ukazanie jak wygląda cały układ, ale źle to rozwiązano ponieważ na pierwszy rzut oka gracz myśli sobie, że przed nim znacznie więcej zawartości, a tu nagle gra się kończy.
Nie podobał mi się też nadmiar śmieci do zbierania - lubię eksplorację i zbieractwo w tego typu grach, ale nawet jak dla mnie było tu zbyt wiele tego wszystkiego, w drugiej połowie gry już po prostu sprzedawałem/rozmontowywałem prawie bez patrzenia i analizowania, bo ile można robić przerw na obczajanie różnic między przedmiotami, gdy te wpadają do plecaka z prędkością światła... zdecydowanie przegięli z tym, nawet problemy z brakiem amunicji skończyły się po 5 minutach gry i już nigdy jej nie zabrakło, a było jej tylko coraz więcej. Ogólnie mam wrażenie, że zbieranie przedmiotów stanowiło jakieś 60% rozgrywki. Reszta to łażenie przerywane rozmowami i strzelaniem.
Spodobał mi się za to bardzo koncept świata, przedstawiony z udanym poczuciem humorem i oryginalnością. Tworząc jednak tak absurdalne i abstrakcyjne uniwersum można było się pokusić o pójście w fabułą w kierunku szalonej, komediowej przygody a tu trochę zbyt poważne tony wrzucone w absurd - dziwne było to połączenie, choć nawet zjadliwe :)
Grafika i powtarzalność assetów nie była dla mnie wielkim problemem, bo nie to się dla mnie liczy w grze - trochę jednak zaleciało biedą, kiedy się okazało że gra jest dość krótka i tych map nie ma zbyt wiele do odwiedzenia, a mimo to jest tak duża powtarzalność tego wszystkiego - budynków, przedmiotów, fauny i flory. Niestety widać na każdym kroku mały budżet i ograniczone środki, nawet quest poboczne pod koniec robią się nieco fedexowe, co jest małą hipokryzją - w jednym z questów mamy możliwość zażartowania, że pewnie zanim uruchomimy pewną machinę to będziemy musieli "odnaleźć 3 zaginione części" jak to często w tego typu grach bywa. I tutaj tego nie musimy robić, ale pod koniec gry mamy quest, który wymaga po prostu pójścia w kilka różnych, odwiedzanych wcześniej miejsc czy zbieranie iluś tam skór z różnych stworów. No słabo...
Mimo tych bolączek grało mi się nawet przyjemnie i bardzo się cieszę, że ten tytuł powstał, chociaż znużenie które złapało mnie pod koniec nieco zepsuło odbiór całej gry. Dla mnie, osoby która jest fanem tego typu gier - jest to tytuł na 6-7/10, bo choć z samej sympatii dałbym i nawet 8, to jednak nie można zignorować faktu, że jak na tak wysoką cenę - ta gra ma mimo wszystko sporo wad.
To tylko pokazuje, że wciąż brakuje nam jeszcze mocy na RTX we współczesnych produkcjach, więc trzeba sięgnąć po starusieńkie klasyki, które jeszcze damy rade płynnie udźwignąć. Chcą, żeby RTX stał się popularnym standardem, ale wciąż zbyt mało twórców gier się na niego decyduje, więc NVIDIA "przyspiesza" w ten sposób jego popularyzację - w końcu karty muszą się sprzedawać, a my musimy uwierzyć że potrzebujemy RTX już DZIŚ :D
Nie wiemy czy w obu grach katedra została oddana w tej samej skali, więc te obliczenia mogą być oparte na błędnym założeniu, ale co tam :D
Ja proponuje, żeby cena gry była losowa, gdzie najniższa cena to 1 dolar, a najwyższa to obecna cena gry - wtedy twórcy też mogliby się cieszyć, że każdy sprzedany egzemplarz to jajko niespodzianka dla nich :D
O, super wiadomość - ja właśnie korzystałem z Family tylko dla mnie i partnerki, więc możemy się przesiąść na duo, a akurat za dwa dni miała pójść opłata za kolejny miesiąc :D
Chciałbym zwrócić uwagę, że badanie przeprowadzono w Nowej Zelandii wśród tamtejszych graczy :)
Wszystko zależy od siły nabywczej pieniądza - dziś, w erze Steama gry kosztują tyle samo dla każdego niezależnie od tego jak bogaty czy biedny kraj jest. I jeśli taki Amerykanin może sobie kupić grę AAA za 50 dolców, co dla niego to jest tyle samo co dla nas 50 zł, to chętniej ją kupi niż Polak za ciężko zarobione 200 zł.
Eh, wyobraźcie sobie grę AAA z otwartym światem w świecie Star Wars, grasz jako Jedi, system walki mieczem świetlnym na wzór tego z Jedi Acadamy, rpg-owe rozwijanie poszczególnych mocy, sam klimat tego uniwersum.
Ludzie by to przecież rzucili się na to bardziej niż na Assassins Creed i pewnie nawet mikrotranskacje by przełknęli. EA siedzi na żyle złota i w ogóle jej nie eksploatuje.
Myślę, że twórcy gier wolą unikać zbytniego nagradzania graczy za "złe" wybory, ponieważ nie chcą wyjść na takich, którzy promują czy zachęcają graczy do bycia takimi ludźmi. A żadna firma nie potrzebuje afery związanej z tym, że ich gra jest oceniania jako demoralizująca młodzież :)
No bo jeśli gracz ma być karany za moralnie dobre wybory, tym że np. nie dostanie najlepszego miecza w grze, to czy to nie jest wzbudzanie frustracji w graczu? Rzeczywistość jest dużo bardziej złożona niż gry i w prawdziwym życiu te "złe" ścieżki choć nie raz wydają się proste i bardziej opłacalne, to często na dłuższą metę wiążą się z jakimiś konsekwencjami (wyrzuty sumienia, konsekwencje po latach, zamknięcie na to co w życiu najważniejsze itp.), a tego w grze nie odzwierciedlimy.
Osobiście uważam, że w prawdziwym życiu najbardziej opłaca się być dobrym człowiekiem, byleby nie kosztem własnego szczęścia i to się najbardziej zwraca. To, że w grach nie opłaca się często być tym złym, to dla mnie dobra rzeczy, nawet jeśli często temat jest mocno spłycony. Po co nakręcać ludzi w przekonaniu, że te złe rzeczy się najbardziej opłacają?
Beth jest już jak nieznajomy pan, który daje cukierka żeby wsiąść z nim do jego samochodu... Dziękuje, ale postoje :D
Czyli 76 w tytule gry odnosi się do ilości PR-owych wtop, które chcą zaliczyć? Ambitnie, ale w sumie są już tak w połowie drogi :D
Każdy kolejny news o Bethesdzie mnie ostatnio niesamowicie bawi, ale potem sobie przypominam, że marka TES leży w ich rękach i robi mi się smutno :D
soulldelsol
A Ty naprawdę wierzysz, że oni to z premedytacją zrobili? Najbardziej prawdopodobne jest to, że ktoś u góry ubzdurał sobie zrobienie takie gry jednocześnie nie chcąc powiększyć zespołu ani inwestować w nowy silnik grubych milionów (plus problemy, że zespół musiałby się uczyć nowego silnika) więc na siłę zrobiono to na silniku, który się kompletnie nie nadawał do tego. ja potrafię sobie wyobrazić tą bezsilność szeregowych programistów, którzy po każdym poprawionym błędzie mieli 3 nowe i tak w kółko, a czas produkcji był ograniczony.
Ja wierzę w to, że oni chcieli stworzyć jak najlepszy produkt, ale odgórne ograniczenia silnika/kasy.czasu, zespołu na to nie pozwoliło, za co z pewnością odpowiadają osoby z wyższych szczebli decyzjnych
Jak dla mnie to jeszcze bardziej się pogrążyli, bo teraz to pokazali jak bardzo danie tych lepszych toreb nie było żadnym problemem, a jedynie chamskim i nieuczciwym przycięciem kosztów - nieuczciwym, bo trzeba było to zrobić wcześniej i nie pokazywać fake'owych materiałów promocyjnych z innym produktem.
Gdyby w PR pracował ktoś z głową, to oprócz tych toreb dorzuciliby coś ekstra, a tak to jest tylko proszenie się o produkt, który miał być od samego początku dostarczony. Wielka mi też łaska. Wizerunkowo dalej słabo.
Duże korporacje takie bywają - wystarczy że na wyższych szczeblach są ludzie oderwani od realnych możliwości firmy - ktoś do góry sobie wymyślił, że zrobimy Fallouta MMO, ktoś nieco niżej bał się przyznać że jego zespół nie jest zdolny do zrobienia tego dobrze i potem jest właśnie robienie czegoś na siłę i wbrew rozsądkowi.
Ja miałem podobnie jak pracowałem kiedyś w korpo - nie ta skala działania co prawda, ale podobne mechanizmy, gdzie szeregowy pracownik dostawał niemożliwe do spełnienia zadania i normy, a na końcu obrywał na tym klient, zwykli pracownicy się wkurzali, ale zaciskali zęby, a zarząd dalej odwalał jakieś oderwane od rzeczywistości maniany i szukał źródła problemu w pracownikach, a nie w sobie.
Gdyby za wszystkim stał jeden człowiek to musiałby być głupi czy szalony żeby stworzyć tą grę. Kiedy stoi za tym złożona organizacja to jest to możliwe, a pokazuje tylko beton i niekompetencje kluczowych osób w firmie.
Bohemian Rhapsody super, polecam, ale przede wszystkim dla tych, którzy pokochali muzykę Queen i chcą sobie jej posłuchać w IMAX (naprawdę świetne przeżycie), a jak ktoś szuka tylko kontrowersji i ostrych smaczków z życia Freddiego to się raczej rozczaruje, bo to tam jest ale na takim minimum, żeby tylko pokazać że coś tam się działo, a nie to rozgrzebywać. Sednem filmu jest zespół i muzyka, którą tworzyli i mi osobiście takie podejście odpowiadało.
Ehh, i pomyśleć, że Beth stworzyła kiedyś Morrowinda... Oglądając wywiady z nimi i widząc co od lat robią ze swoimi grami dochodzę do wniosku, że oni mają wizję graczy jako 13-letnich głupków i właśnie pod taki target tworzą swoje produkcje. To już nawet gry Ubisoftu mają więcej dojrzałości, mimo że tam też potrafi być żenująco.
Straszne :D Ta przesadzona ekspresja, pokazująca tylko tyle jak bardzo aktorka nie czuje tego co gra...
Bo wcale taki Baldur's Gate czy Planescape: Torment nie były nazywane klasykami 6 lat po premierze :D
Nie mówię że FC 3 nim jest, ale nie przesadzajmy - 6 lat to szmat czasu w branży gier...
Pete Hines potwierdził, że TES VI będzie w Tamriel, także Akavir odpada :D
https://www.youtube.com/watch?v=8HjhkYVwdSs&feature=youtu.be&t=7417
High Rock albo Hammerfell, jak nic. Beth ma gdzieś ESO, bo nie oni to robią i nie będą się z tego powodu ograniczać. Hammerfell to nie tylko piaszczyste pustynie (które nie stanowią nawet połowy obszaru), to dość zróżnicowana prowincja. Z kolei TES II był tak dawno (ponad 20 lat temu) i miał generowany świat, który nawet nie był w pełnym 3D, więc nie widzę powodu dla którego nie mielibyśmy wrócić do tych samych rejonów. Na Solstheim wróciliśmy znacznie szybciej (dodatek do TES III i TES V).
W jednym z wywiadów Pete Hines powiedział, że akcja gry będzie rozgrywać się w Tamriel, także cała teoria o innych kontynentach może pójść do kosza :D
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują że to będzie High Rock, Hammerfell albo obie te prowincje (w całości lub częściowo jak w TES II). To, że pojawiły się one w grze sprzed już ponad dwóch dekad to żaden argument. Po pierwsze dzieli je ogromna przepaść technologiczna, więc to będą kompletnie inne doznania, a po drugie np., wyspę Solstheim mieliśmy w dodatku do TES III i w dodatku do TES V.
A ESO to już w ogóle inna bajka i wydaje mi się, że Beth będzie robić swoje nie patrząc na to, co oni sobie tam tworzą - szczególnie że docelowo pewnie wypełnią większość albo i całe Tamriel.
To, że High Rock jest malutkie nie ma znacznia, bo wszystko zależy od przyjętej skali. Spójrz na Vvardefell z Morrowinda albo Cyrodiil z Obliviona.
Nie muszę być jasnowidzem, wystarczy mi umiejętność logicznego myślenia i łączenia faktów :D Jakbyś się chwilę zastanowił to byś zobaczył na tych screenach elementy interfejsu służącego do obsługiwania tych mechanik. No chyba, że zakładasz że widoczne opcje dialogowe czy opcja dokowania w interfejsie są tylko dla ściemy i wcale się nie da się z tych mechanik z w grze skorzystać :D
A mi się podoba - już po głupich kilkunastu screenach bez komentarza od twórców widać mnóstwo nowości w mechanice gry, a z pewnością będzie tego więcej. Po kiego grzyba mieliby robić za każdym razem całą grę od nowa? Mi się podoba, że w Origins zbudowali sobie nowy fundament, a teraz go rozbudowują.
Hejty lecą jakby co najmniej zamierzali dać nam dokładnie to samo, tylko z nową mapą, a przecież widać na pierwszy rzut oka że idą w rozbudowanie poszczególnych elementów gry.
Podział pancerza na oddzielne elementy jest super, skoro już idziemy w stronę RPG. Rozbudowanym systemem żeglugi jaram się i mam nadzieje, że nie będzie ustępować temu z Black Flag. Tereny będą piękne i ciekawsze niż pustynny Egipt.
Najbardziej się cieszę na jakiś system frakcji, odbijanie lokacji które w końcu będzie mieć wpływ na świat gry! W końcu grach chodzi o to, żeby mieć jakieś poczucie satysfakcji z dokonań w grze, a co to za satysfakcja podbić fort tylko po to, żeby zaraz pełen skład się po prostu zrespawnował jak gdyby nigdy nic?
Liczę jeszcze na fabułę, która zapewniłaby "filmowe" doznania i poczucie jakiejś przygody jak w starszych częściach, a nie to co było w Origins i nie specjalnie się różniło od zadań pobocznych przez większość czasu.
Naprawdę poradnik do gry, którą sami oceniliście jako nic nie warty śmieć i skok na kasę? :D
No i dobrze, ja poczekam sobie tak z kilka miesięcy albo i nawet rok, aż sensownie rozwiną produkcję dodając (mam nadzieje) mnóstwo nowej zawartości, bo na razie jest trochę biednie pod wieloma względami.
Dobra, to wiemy że będzie kolejna słaba fabuła z żenującymi dialogami. Mnie interesuje tylko czy będzie opcjonalny tryb dla jednego gracza czy też nie :D
Przegięli z tym spawnowaniem wszystkiego wokół i to grubo... Wrogowie nagle się pojawiają za naszymi plecami w miejscu z którego dopiero co przyszliśmy i które powinno być "czyste". Po 10 minutach spawnuje mi się dokładnie ta sama blokada drogowa, w tym samym miejscu.
Ja preferuje w grach skradankowe podejście - uwielbiam się przyczajać i eliminować niczego nieświadomych przeciwników, jednego po drugim. W poprzednich odsłonach mogłem tak grać - tutaj się nie da, bo w tej grze cały czas coś się musi dziać i non stop spawnuje ci się cały ogrom wszystkiego, bylebyś miał do czego strzelać. Takiego chaosu to nie widziałem jeszcze nigdy.
Gra w stylu Rambo mnie nie interesuje, więc szybko się odbiłem od tej "produkcji".
Czyli w Origins mieliśmy przedstawione wydarzenia, które doprowadziły do powstania bractwa asasynów, a w kolejnej części cofniemy się o ok. 200 lat żeby... no właśnie... po co? Znowu będziemy mieli Assassins Creed bez asasynów? :P
Co do dobrze przedstawionej postaci kobiecej - jeśli rzeczywiście będziemy sobie wybierać płeć głównego bohatera to nie liczyłbym na to - w końcu bohater będzie musiał doświadczyć dokładnie tego samego, podjąć te same decyzje i z grubsza mówić to samo niezależnie od wybranej przez gracza płci. Mówić krótko - będzie musiał być dostatecznie bezpłciowy żeby być bohaterem uniwersalnym...
To nie jest to samo co w Syndicate, gdzie w cutscenach pojawiały się obie postacie i obie napędzały fabułę - tutaj by była jedna, uniwersalna postać...
Jeszcze praktycznie nic nie wiadomo o grze, a już tyle hejtu :P
A niech sobie robią tą Grecję i niech odgrzewają stare assety, byleby poświęcić ten dodatkowy czas (gdzie nie będą musieli tworzyć czegoś zupełnie od zera) na rozbudowanie i ulepszenie mechanik z Origins. Niech ta część będzie w porównaniu z AC:O tym, czym był AC II w porównaniu do AC I.
Jak coś konkretnego pokażą, to wtedy będzie można oceniać w jakim kierunku to idzie.
Liczę też na kontynuacje historii o powstaniu bractwa, bo Origins tutaj strasznie zawodził - gra okazała się najwyraźniej prologiem do prologu :P
Eh, wolę sobie nie robić nadziei. 7 lat po premierze Skyrima ani widu nowego TES, bo lepiej robić hajsy na MMO, odgrzewanie starych kotletów na prawo i lewo, beznadziejny Fallout 4, wciąż stary silnik z podziałem świata gry na exterior i interiory (nic tak nie zabija immersji jak ekrany ładowania przy ciągłym przechodzeniu między wnętrzami, a światem zewnętrznym), coraz większe upraszczanie mechanik gier (Morrowindzie wróć), ciągle idiotyczne fabuły i infantylne dialogi.
Nie wiem czy właściwie nawet jest na co czekać. Boję się kolejnego rozczarowania, szczególnie kolejnym TES, kiedy w końcu się już pojawi.
btw uważam, że niekoniecznie nowy TES zaszkodziłby TESO - raczej nakręciłoby to dużego hype'u w branży wokół marki i przyciągnęłoby kolejne pokolenie graczy. Skyrim już ma swoje lata, a 7 lat to kupa czasu w branży gier. Niedługo młodzież nie będzie kojarzyć tej legendarnej przecież już serii :P
Miało być efekciarsko i zgodnie z trendami współczesnej poprawności politycznej, więc dowalali tak bardzo do pieca, że nieświadomie stworzyli autoparodię :D
Gra jest z jednej strony świetna, jeśli ktoś lubi takie klimaty, ale na ten moment niestety też silnie rozczarowuje tym, że wszystkiego jest po prostu za mało - mało zleceń, mało domów, mało rzeczy do kupienia.
Kolory farb do malowania ścian są głównie pstrokate i intensywne, brakuje mi możliwości tworzenia własnych z palety barw albo chociaż dużo większego zróżnicowania gotowych kolorów.
Największym nieporozumieniem dla mnie jest to, że w grze są przedmioty, płytki łazienkowe czy inne rzeczy, które zastajemy w niektórych domach, ale nie można ich kupić! Najbardziej to boli przy płytkach, których do kupienia jest bardzo mało, a co rusz trafiam w różnych domach na nowe wzory (często są one w wersji zabrudzonej, ale też nie zawsze). Nie rozumiem tego, że skoro stworzono te wszystkie tekstury, to czemu nie mogą one być dostępne dla gracza, kiedy w sklepie jest taka bieda?
Tak samo jak pozbędę się danego domu talerzy i kubków to nowych już nie kupię - ale widelec już mogę nabyć... Jest to dla mnie kompletnie niezrozumiałe.
Brakuje możliwości działania w ogrodzie - tworzę piękną rezydencje, a na zewnątrz chaszcze z którymi nie da się nic zrobić.
Mam nadzieje, że gra będzie rozwijana, bo ma naprawdę fajny potencjał - przerabianie totalnej rudery na pięknie mieszkanie ma w sobie coś odprężającego i przynoszącego satysfakcję. Potrzebne jest tylko więcej wszystkiego, żeby to się zbyt szybko nie nudziło...
Nie zapominajmy o tym, że ogromny odsetek odbiorców gier i lootboxów to osoby niepełnoletnie, czyli osoby z reguły o jeszcze nie do końca ukształtowanej psychice i dojrzałości, dużo bardziej podatne na manipulacje.
A przy produkcji gier zatrudniani są już nawet psychologowie, którzy doradzają w jaki sposób uczynić mikropłatności bardziej zachęcającymi i uzależniającymi dla odbiorców...
Dorośli niech sobie może i robią co chcą, ale dzieci to wypadałoby chronić przed hazardem nim sobie narobią kłopotów w życiu.
No niby ostatni AC:O nie ma namolnych mikropłatności, ale przykład tej gry pokazuje też jak pewne rzeczy się zmieniły. No bo niby nie trzeba było żadnego żmudnego grindu żeby się grą cieszyć, a przed którym miałyby nas uchronić mikropłatności, ale im dalej byłem końca gry, tym bardziej miałem takie dziwne poczucie - gdzie jest ten porządny, ładny wizualnie, legendarny ekwipunek?
Ten w większych ilościach zaczął wpadać dopiero pod koniec gry po wyczyszczeniu praktycznie całej mapy tylko dlatego, że miałem już nadmiar gotówki do masowego kupowania skrzynek z losową zawartością.
No i to jest przykre - kiedyś w grach dobry sprzęt się znajdowało w trakcie gry w różnych miejscach - chronionych przez silnych przeciwników czy za wykonanie jakiegoś trudniejszego questa. I miało się jakąś satysfakcje.
W AC przez większość czasu dostawałem jakieś śmieci, a najlepszy sprzęt choć dostępny w grze bez żadnych mikropłatności - został ograniczony do tego stopnia, żeby jednak kusiło wkładanie prawdziwej gotówki w grę.
Albo to, że np. stroje dla bohatera w DLC robią dużo większe wrażenie niż te z podstawowej gry? To z pewnością przypadek, że w podstawkę władowali głównie "zwykłe" szaty, które nie robią większego wrażenia...
W mikropłatnościach irytujące jest to, że nawet jak nie musisz ich kupować, to po prostu wkurza Cię fakt, że zapłaciłeś za grę kupę kasy, a i tak omija Cię coś atrakcyjnego, co twórcy przygotowali. Nawet jeśli jest to kosmetyka to dobrze wiesz, że normalnie przynajmniej część z tego znalazła by się w podstawowej grze.
Nic w tym trailerze mnie nie zachęca do pójścia do kina :P Han Solo, który nie wygląda jak Han Solo (w oryginalnej trylogii był przecież dosyć młody, więc aż taka zmiana wyglądu postaci na przestrzeni kilku lat wypada nieprzekonująco, a jednocześnie to jest zbyt kultowa postać aby od tak obsadzać ją innym aktorem i udawać że to ten sam koleś), Lando grany przez Glovera (kto oglądał Community nie będzie w stanie odwidzieć dziwnych min Troya), a obok jeszcze Matka Smoków :D
Dialogi brzmią słabo, fabuła zapowiada się dosyć infantylnie, a jeszcze te plotki o dokrętkach i problemach na planie. Coś czuję że to będzie najsłabsza produkcja Star Wars od Disneya do tej pory.
Rogue One był fajny i takie spin-offy to ja rozumiem, ale ten film to już typowe odcinanie kuponów od starej trylogii. Jak już chcą bazować na oryginalnych postaciach to zrobiliby tego Boba Fetta czy historię Obi Wana umieszczoną pomiędzy trylogiami Lucasa, gdzie grałby McGregor...
Za Wikipedią: "Otwarty świat, piaskownica lub sandbox – jeden z typów projektowania gier komputerowych. Termin ten służy też do określania gier, w których graczowi jest dostarczany świat, będący do odkrycia w stosunkowo dowolny sposób, bez sztucznych ograniczeń środowiska gry, z możliwością integracji z tym światem i bez liniowości rozgrywki"
Sandbox sandboxowi nierówny. Taki Morrowind może technicznie mocno się zestarzał, ale jednego nie można tej grze odmówić - nie było żadnych znaków zapytania, znajdziek czy znaczników kierujących do celu zadania. Mieliśmy poczucie, że wszystko co znajduje się w świecie gry istnieje, ponieważ jest częścią spójnego świata, a nie kolejnym punktem do zaliczenia dla gracza. A to dawało niesamowitym klimat i immersje, której współczesne sandboxy dziś nie mają.
Lubię pograć w sandboxy np. Ubisoftu, ale ich światy mimo że są piękne, jednocześnie są pustymi skorupami, zwykłymi wydmuszkami bez duszy. Szkoda tylko, że Bethesda pod "światłym" kierownictwem Todda Howarda poszła w kierunku spłycania ich gier, więc na Elder Scrollsy już nie liczę, a szkoda.
btw. Jakby ktoś nie wiedział - Morrowind powstawał przez jeśli dobrze pamiętam aż 7 lat! I to widać w strukturze samego świata, który jest tak naładowany unikalnymi detalami i smaczkami, że sprawia wrażenie "prawdziwego". Pomijam już kwestie tak oryginalnego i bogatego lore, że głowa mała, ale to była w głównej mierze zasługa jednego człowieka, który był prawdziwym pasjonatem - szkoda że później go odsunięto.
Tak więc sentymenty sentymentami, ale prawda jest taka że z powodu postępu rynek gier się zmienił. Tworzenie gier AAA przez profesjonalne studio to dużo większe pieniądze niż kiedyś, a więc też inne zasady gry. A z kolei indyki to troszkę zbyt niska półka, żeby też stworzyć nie wiadomo co (no ciężko by było o takiego Morrowinda).
Jak widzę, że nawet Rockstar spłyca rozgrywkę nowego GTA i pakuje się w tryby Online to mi się robi przykro, bo dla mnie to jest koniec pewnej ery. Porównajcie sobie choćby takie San Andreas z GTA V - gdzie są zróżnicowane szkoły jazdy, misje policji czy straży pożarnej, zbalansowane biznesy z unikalnymi misjami, dziesiątki nieruchomości i garaży do kupienia, długa fabuła? Nawet znajdźki spieprzyli - jakieś mini listy, który za cholerę nie widać z daleka i nie chcę się nawet szukać w porównaniu do graffiti czy zdjęć San Fierro, które wpisywały się w koncept świata? Gdzie są burger kingi, do których można wejść? W GTA V zrobili napady na sklepy i ile jest takich sklepów do których można wejść? 5? W san Andreas miałem ochotę wczuwać się w świat, a w GTA V czułem taką pustkę i sterylność tego świata, mimo że wizualnie był piękny.
I to jest właśnie problem współczesnych gier - bardzo często są piękne, ale pozbawione duszy, bo coś co kiedyś miało więcej przestrzeni na pasję, kreatywność i odrobinę serca - dziś jest już głównie produktem seryjnym wielkich korporacji. 20-osobowy zespół zapaleńców ma elastyczność, które nie mają wielkie korporacje.
Teoretycznie nadal może powstać taki zespół, ale prawda jest taka, że to jest już dla wielu zbyt trudne - bo kiedyś takie gry kupiłoby sporo osób, a dziś? Ile osób będzie chciało grę z grafiką sprzed dekady i starymi, tanimi technologiami? O ile się nie ma naprawdę świetnego pomysłu to ciężko będzie przeżyć i trzeba liczyć na cud, a przecież Ci ludzie chcą zarobić na siebie i swoje rodziny. Dlatego to już nie wróci... Można jedynie liczyć na to, że to co jest teraz w końcu się ludziom znudzi i to wymusi jakieś zmiany na korporacjach robiących gry, ale to wciąż będą korporacyjne dzieła.
Nowe filmy już bez Hugh Jackmana jako Wolverine'a to nie będzie już to samo, chlip ;(
Dokładnie - kto w ogóle powiedział że każda kolejna gra z danej serii musi być czymś zupełnie innym? Co jak co, ale Ubi mimo wszystko eksperymentuje w jakimś tam stopniu z mechanikami poszczególnych części swoich gier i mimo że pewne elementy proszą się o zmianę to też nie ma co przesadzać i twierdzić że wydają ciągle to samo w innym tylko opakowaniu.
Oni się specjalizują w sandboxowych grach z otwartym światem i milionem aktywności pobocznych - jeśli ktoś oczekuje od gier czegoś innego to niech śledzi inne gry, a nie narzeka że bezczelny Ubisoft robi inne produkcje niż on chce :D
Ja lubię zwiedzać ich światy, bo mapy robią często naprawdę piękne i już sama eksploracja jest przyjemnością. Tak, brakuje mi czasami dobrej fabuły czy męczy mnie monotonia pewnych rozwiązań, ale z jakiegoś powodu mam jednak ochotę na więcej. I nie ja jeden skoro jest zawsze tyle szumu wokół każdej kolejnej części FC czy AC...
Ja natomiast obstawiam, że starożytną Grecję dostaniemy jak już to jako duży dodatek do Origins, a nie kolejną pełnoprawną odsłonę. Twórcy zapowiadali że będzie jeszcze jakaś robiąca wrażenie zawartość do Origins, a mając tyle assetów stworzonych pod Grecję (architektura, stroje, bronie, itd.) to się aż prosi właśnie o taki dodatek, szczególnie że pustynnego Egiptu mamy już w bród i kolejny dodatek z nim to byłoby już za dużo.
Ewentualnie stworzą coś w rodzaju Rogue czyli zapchajdziury opartej na starych assetach i mechanikach (dla mnie ta gra była jak po prostu niezależny dodatek do Black Flag.)
Origins powstał po dłuższym czasie jako rzekomo reakcja na to, że kolejne odsłony powstają zbyt często i przez to są zbyty powtarzalne i monotonne. I po tym wszystkim mieliby teraz stworzyć kolejną pełnoprawną odsłonę, która pod wieloma względami byłaby klonem poprzedniej? To byłby strzał w kolano i nie wierzę, że osoby decyzyjne od których zależą wielomilionowe zyski firmy miałyby być tak krótkowzroczne.
No chyba że próbują powtórzyć coś w rodzaju trylogii Ezio, ale nawet tam mieliśmy większe zróżnicowanie terenów i architektury (piękne renesansowe miasta znacznie różniły się między sobą).
Ewentualnie mogłoby zadziałać jeszcze stworzenie wielu nowych mechanik i oparcie rozgrywki na czymś innym niż jeżdżenie po ogromnej mapie od punktu do punktu, gdzie czekają nas te same zestawy aktywności nie mających żadnego wpływu na świat przedstawiony.