Myślę że taki film jest absolutnie światu potrzebny. Więcej tego łajna, ludzie tylko na to czekają.
No nie bardzo, nie obejrzałem całości, ale w pierwszych kilku scenach Isaac ewidentnie zawsze staje, gdy zaczyna strzelać.
Kupią, kupią. Gram od drugiej połowy lat '80 i akurat Dead Space to jedna z najlepszych gier w jakie w ogóle grałem.
Dlatego też remake jak i Calysto Protocol to dwie gry (i tylko te), które na pewno w najbliższym roku nabędę i zagram. Tak że to nie jest gra tylko dla graczowych małolatów.
Pytanie do autora, bo o tym ani słowa: czy wreszcie można iść i strzelać jednocześnie? Bo w oryginale nie było można i to było strasznie głupie i sztuczne utrudnienie. Nacierał na ciebie nekromorf (nekro - żaden ksenomorf), a tu cofałeś się kilka kroków, stawałeś, celowałeś i strzelałeś. Jak trafiłeś to ok, jak nie, to trzeba było przerywać ogień, znowu się cofać, znowu stawać, znowu celować i strzelać. Można się było przyzwyczaić, ale to było po prostu bez sensu.
Acha, fajnie byłoby gdyby twórcy zostawili ten "ciężki chód" Isaaca, bo ta jego toporność poruszania się była fajna, pasowała do klimatu. To w końcu mechanik, a nie zwinny żołnierz sił specjalnych.
Mam też nadzieję że poprawili konfigurację sterowania, bo ja nie mogłem ustawić sobie ruchu do przodu i tyłu pod klawiszami myszki (wiem że to nietypowe, ale ja tylko tak potrafię grać), musiałem używać zewnętrznej aplikacji żeby to sobie skonfigurować, co było bardzo męczące i niewygodne.
Niech gry kosztują i 1000 zł na premierę, ale niech to będą dobre, dopracowane, miodne i ciekawe gry. Bo póki co to rosną ceny, a jakość produktów - delikatnie mówiąc - spada. Choć czas produkcji i zaangażowane środki oraz nakłady rosną.
Sęk w tym że te kultowe pozycje sprzed lat, dziś są w praktyce niegrywalne. Przynajmniej ja tak mam. Jedna współczesne gry, dające mnóstwo udogodnień w sferze grywalności, rozpuściły graczy jak dziadowski bicz.
Pattinson już położył Batmana, więc od Bonda niech się trzyma z daleka. Cavill to urodzony Bond, ale pewnie dlatego tej roli nie dostanie, bo jest za dobry.
James Bond nie może być murzynem ani kobietą. Więc darujcie sobie te prowokujące, politpoprawne teksty.
Pierwsza część była niezła, nie jakaś super, ale po prostu niezła. Świeża. Klasyczna jatka z zemstą w tle podana w niezwykle elegancki i estetyczny sposób.
Tylko potem to poszło w złym kierunku jak dla mnie. Skoro w pierwszym filmie Wick zabija w jednej walce kilkunastu bandziorów, to w drugim to już jest kilkudziesięciu, a w trzecim to pewnie setka. Takie mechaniczne, nużące mnożenie przeciwników, żeby tylko akcja była na ekranie.
Jedynka była po prostu udana, dwójka jeszcze w miarę, ale trójka była niestety przeciętna, jeśli nie słaba, bo miast koncentrować się na prostej fabule, poszła kierunku niepotrzebnej rozbudowy przestępczego półświatka, co wyszło karykaturalnie.
Takie sugestie są naprawdę denerwujące dla fanów Bonda.
Bond jest heteroseksualnym, białym, przystojnym mężczyzną. Koniec analizy.
Bond nie może być kobietą, murzynem, czy homoseksualistą.
Koniec dyskusji z mojej strony.
Błagam, ktokolwiek byle nie to depresyjne drewno Pattinson. Ktokolwiek!
A Keanu akurat świetnie pasuje do roli, potrafi się ruszać, nadawałby się w sam raz.
No i CDP popiera elgiebety, więc należy im się tytuł lidera jak psu zupa. :)
Powstanie, powstanie. Sukces kasowy jest tak ogromny, że dam se rękę uciąć, że Paramount już rozpoczął prace wstępne nad trzecią częścią. A i Tom Cruise nie powinien się za bardzo opierać, bo to nie tylko jego najbardziej kasowy film. Przecież do tej pory filmy Toma nie były jakoś spektakularnie kasowe. Żaden z nich do czasu TG2 nie przebił bariery 300 milionów w USA. Na tle współczesnych hitów kasowych, jego filmy do tej pory były raczej takimi średnimi sukcesami.
Do tej pory chyba jego najlepiej zarabiającym filmem w USA była Wojna światów, a to jest ok. 150 miejsce na liście blockbusterów wszechczasów.
Akurat seria Kapitan Ameryka była jeszcze w miarę zjadliwa, na tle koszmarków Marvela. Ale jak patrzę na to zdjęcie, to zdecydowanie nie obejrzę. :)
I dobrze, może w końcu zrobi jakiś dobry film. Od czasu True Lies robi wyłącznie padakę, na którą trudno się patrzy. A nowy Avatar zapowiada się fatalnie. Kreskówkowi bohaterowie i grafika komputerowa jak ze średniej jakości gry. Niech już kończy.
To co zrobił Sąd Najwyższy USA to znakomita rzecz, bo już w kilkunastu stanach zakazano, albo niedługo zostanie zakazana aborcja na życzenie. Czyli okrutne, bestialskie mordowanie dzieci nienarodzonych odchodzi powoli do przeszłości.
Lewica rzecz jasna kłamie, mówiąc że takie zakazy skazują kobiety na cierpienia. Bo do tej pory aborcje dzieci poczętych z gwałtu, albo zagrażające życiu matki to był margines. Według najnowszych badań aż 98% wszystkich przypadków aborcji w USA to była aborcja na życzenie, wynikająca wyłącznie z tego że jakaś laska zaliczyła "wpadkę" i nie chce sobie utrudniać życia niechcianą ciążą. Tylko dlatego zabito w ciągu ostatnich lat w USA kilkadziesiąt milionów dzieci.
A teraz to się powoli kończy i słychać wycie. I dobrze, niech wyją.
Faktycznie, znakomity strzał. Facet jest w idealnym wieku żeby zagrać w 4-5 filmach, jest naprawdę przystojny, męski - pasuje do tej roli jak ulał.
Wszystkie najlepsze sceny serialu, czyli te z Darthem Vaderem, można obejrzeć na YT, więc po co płacić...
Ale nie wtedy kiedy trzeba było po raz kolejny pokonać tę samą trasę. To było potwornie nudne.
Na słowo "sandbox" przeładowuję flintę.
Niech już nie kombinują znowu i nie wrzucają za dużo grzybów w barszcz, bo wyjdzie im Andromeda 2. Niech się skupią na historii, bohaterach (oby był Shepard) i grywalności, a nie tym ile będzie dróg do celu.
Jeszcze tylko brakuje zbieractwa jak w Far Cry od 3 w górę, i gra będzie na dobrej drodze do zanudzenia graczy na śmierć.
Drodzy "redaktorzy", "reżyserka" to pomieszczenie w którym pracuje reżyser, np. reżyser dźwięku.
Reżyser-kobieta to po prostu reżyser. Tak, kobieta to także reżyser, taki sam jak mężczyzna, nie trzeba dla niej wymyślać specjalnej nazwy, jak dla małpy w zoo.
Wygląda znakomicie, takie trochę Dead Space na sterydach, ale to dobrze.
Nawet itemy wypadające z rozdeptywanych ciał potworów zerżnęli z DS, widzę że idą na bezczela. To mi się też podoba. :)
Pytanie tylko czy uda im się zaszczepić w grze odpowiedni klimat, żeby nie zrobiła się z tego zwykła jatka. Było nie było pierwszy Dead Space to przede wszystkim genialny klimat osamotnienia, pustki kosmosu i nieustającego zagrożenia.
To jest po prostu głupie. Rozwrzeszczana nastolatka biega po lesie i ona ma niby upolować Predzia? Byłoby to śmieszne gdyby nie było takie głupie.
Po tej siksie, w normalnych czasach i normalnych filmach, zostałby tylko mokry ślad, gdyby tam był prawdziwy predator, taki z XX wieku.
A tutaj to nawet nie ma co dyskutować. Planowanie misji na krawędzi wytrzymałości maszyn i pilotów to jakieś szaleństwo i nikt na świecie czegoś takiego nie robi. Warto sobie poczytać jak Izrael swego czasu przeprowadził misję Opera, bardzo podobną jeśli chodzi o cel jak i realizację, jak ta w filmie.
Tak jak wspomniałem: tutaj trzeba było dać osłonę przed myśliwcami wroga, a wcześniej wymieść obronę przeciwlotniczą i wszelkie radary i centra komunikacyjne i decyzyjne.
Dopiero w tak wyrąbany korytarz wlatują myśliwce i likwidują cel.
Ale nie, trzeba było wymyślić ten kanion i wariacki lot jak w grze komputerowej z lat 80. Do tego jeszcze "oj, zestrzelili nam Mavericka, ale trudno, lecimy dalej". Zero jakiegoś wsparcia search and rescue, nic. AWACS niby lata w powietrzu, ale już o pozycji tych mitycznych Su-57 informuje tylko na początku. Dlaczego wracające maszyny nie mają osłony myśliwców, żeby im te Su kuku nie zrobiły? Ano dlatego żeby była efektowna i skrajnie nierealistyczna walka w finale. I tak można długo wymieniać głupoty scenariusza...
Mimo wszystko zdjęcia z wnętrza kokpitu akurat wypadły całkiem nieźle i widać było że aktorzy siedzą tam w środku, przynajmniej w większości scen tak wyglądało. Nie wiem ile materiału ze scenami lotniczymi powstało w komputerach, ale raczej między bajki można włożyć zapewnienia, że Tom Cruise sam tam coś pilotował. Ponoć zdobył uprawnienia do lotu F/A-18, choć jeśli nawet to prawda, to nie wierzę że ktokolwiek dał mu do pilotowania maszynę która kosztuje blisko 100 milionów dolarów. No może polatał po prostych odcinkach gdzieś tam "wolno i nisko", i wtedy coś tam z nim nagrali, ale reszta - absolutnie niewykonalna nawet dla najbardziej doświadczonych pilotów.
Tak czy inaczej widać jednak w tym filmie że filmowe przekraczanie granic jakichkolwiek zasad bezpieczeństwa musiało skutkować tworzeniem tych ujęć jako CGI. Nikt nie pozwoliłby latać jednemu myśliwcowi kilka metrów od drugiego, bo to nie zespół akrobacyjny Blue Angels. Zapewne wiele tych przegiętych efektów uzyskano odpowiednim montażem, ale reszta po prostu nie mogła być zrealizowana prawdziwymi samolotami, bo po czymś takim to tam w marynarce kilka osób by wyleciało z roboty, albo i poszło siedzieć.
No niestety nie mogę się zgodzić. Z takim "przegiętym realizmem" jak tutaj mam tak samo jak z filmami Marvela. Co mi po tych wszystkich spektakularnych scenach akcji, gdy z góry wiem że bohater i tak wyjdzie ze wszystkiego cało. Że gwałcąc prawa fizyki i ograniczenia techniczne maszyn zrobi co będzie chciał, byle tylko dobrze to wyglądało na ekranie. To tak jak z filmami z Supermanem czy Iron Manem - zero emocji i jakiegoś zaangażowania, bo nawet jak bohaterem rozwalą jakąś ścianę czy cały budynek, to on tylko wstaje i otrzepuje się, bo nawet nie ma zadrapania. Dla mnie to kompletne zlekceważenie choćby minimalnej logiki przedstawianego świata. Skoro bohater jest w praktyce niewrażliwy na ograniczenia fizyczne, to gdzie tu jakieś emocje i ten cały fun?
Pewnie za stary jestem, bo już skończone 52 lata, ale kompletnie nie kupuję tej współczesnej konwencji, że trzeba dociskać pedał akcji do oporu, gwałcąc przy tym elementarną logikę wydarzeń i odrzucając choćby cień realizmu.
Ale w sumie to Ty masz rację, nie ja. Pokazuje to box office, film się sprzedaje znakomicie, ale co gorsza - ma bardzo dobre recenzje. Może ten pociąg p.t. "kino akcji" odjechał z mojego przystanku i już go pewnie nie dogonię. Ale jakoś nie żałuję.
Mimo wszystko ja po tym filmie oczekiwałem jakiejś dozy realizmu, nie takiego w 100%, ale choćby w 50. A tu jest pod tym względem znacznie gorzej niż w pierwszej części. Mnie to razi i to bardzo, ale może dlatego że bardzo interesuję się lotnictwem wojskowym, więc wiem o samolotach odrobinę więcej niż przeciętny widz.
W każdym razie pod tym względem przeżyłem spore rozczarowanie.
Akurat pod kątem realizmu lotniczego ten film to w zasadzie kpina. Tutaj myśliwce pędzą kanionem i robią zakręty jak samochody formuły 1. Takich manewrów żaden myśliwiec normalnie nie wykonuje, bo to w praktyce ryzyko przeciążenia konstrukcji płatowca i zniszczenia samolotu. Nie mówiąc już że przy takich zygzakach prędzej czy później człowiek nie daje rady i dochodzi do katastrofy. Warto wspomnieć że mają podwieszone pod skrzydłami bomby GBU-24, czyli dwie tonowe piguły - 2 tony obciążenia nie licząc rakiet, amunicji i pilotów, że o paliwie nie wspomnę. Z czymś takim nawet F/A-18E/F rusza się jak słoń i nie ma mowy o ciasnych manewrach. Podobnie jest w kwestii taktyki: 4 myśliwce pędzą kanionem, wyskakują nad krawędź góry i w kilka sekund namierzają kilkumetrowy cel i zrzucają bomby. Żaden człowiek tego nie da rady wykonać.
Nie mają osłony SEAD która zlikwidowałaby baterie SAM, żadnej osłony przed myśliwcami wroga, niczego. Gdyby Amerykanie tak planowali swoje misje, to by wszystkie wojny po kolei przegrywali. A przecież na początku tej misji okręty floty wystrzeliwują chmurę Tomahawków, która niszczy pobliskie lotnisko, ale żeby już rozwalić przy okazji baterie obrony przeciwlotniczej, to jakoś nikt nie pomyślał.
W tym świetle nawet nie warto wspominać o dzielnej walce niepełnosprawnego F-14A walczącego skutecznie z dwoma Su-57 i strącającego je. Inna sprawa że możliwości tychże Su-57 w filmie są drastycznie zawyżone, jak w zasadzie większości sprzętu rosyjskiego, co dobitnie pokazuje dziś wojna na Ukrainie.
Top Gun: Maverick to dobry film rozrywkowy, nienajgorzej się na nim bawiłem, ale spłycenie i uproszczenie walk myśliwskich do poziomu znanego z filmu "Żelazny Orzeł" to wielki błąd twórców.
Mam swoje sprawdzone sklepy i sieci lokalne, gdzie jakość produktów mi pasuje i tam kupuję. Gdy tylko mogę omijam zagraniczne sieci handlowe.
Wolę zapłacić drożej, ale cieszy mnie że moje pieniądze zostaję w dużej mierze w Polsce, o ile nie całkowicie.
Co do paliwa to tak, naturalnie kupuję je w Orlenie, bo Orlen dostarcza paliwo do wszystkich sieci stacji benzynowych w Polsce. Ja konkretnie kupuję w sieci M**a, jak najbardziej polskiej.
A ile pieniędzy z Polski wyprowadziła. Gdyby tej sieci nie było, zamiast niej byłaby inna, polska sieć handlowa, która generowałaby zyski i podatki dla Polski.
W Biedronce nie kupowałem i nigdy nie kupuję. Dlatego takie sponsorowane artykuły spływają po mnie. Nie wspieram nie polskiej sieci handlowej.
Mam prostą zasadę, jak ktoś mi coś wciska na siłę w reklamach, to po prostu tego nigdy nie kupuję.
Influencerów nie znam i nie oglądam, ale widzę że dużo nie tracę.
Nie wiem czy śmiać się czy płakać z tego "felietonu". Autor (jak i zapewne całą redakcja) wyraźnie nienawidzą Jacka Piekary, tylko i wyłącznie za jego niewłaściwe poglądy. Bo jak wiadomo są poglądy właściwe i niewłaściwie.
Nie wiem ile trzeba mieć w sobie jadu i złej woli, żeby wysmarować taki paszkwil, tylko dlatego żeby zniechęcić do polskiej gry, jedynie i wyłącznie dlatego, że oparta jest o książki nielubianego autora.
Co innego gdyby Piekara pisał o dewiantach, wtedy to by było "ojej, jaki to dobry autor".
GOL - jesteście żenującymi lewakami.
Jedna uwaga: demokracja absolutnie nie jest idealnym, czy wręcz nawet dobrym systemem. Gdyby taka była, nie doprowadziłaby nas do takiego zniewolenia myśli i słowa jakie panuje dziś na Zachodzie i przenika powoli do nas. Ale z resztą wypowiedzi naturalnie się zgadzam.
Pięknie wypunktowany tekst i autor.
Dla nich wolność słowa jest tylko wtedy, gdy się z nimi zgadzasz. Gdy nie, to już jest dezinformacja, mowa nienawiści, populizm i co tam jeszcze wymyślą.
Jakoś do tej pory autorowi nie przeszkadzało że władzę nad jednym z największych portali społecznościowych do tej pory posiadała bardzo wąska grupa ludzi. Dopiero ryzyko utraty kontroli przez lewicowców sprawiło że nagle trzeba "regulować". A wała wam. Wycie lewactwa to najpiękniejsza muzyka dla moich uszu. :)
Ale żeby Matkę Benezję z Mass Effect pominąć, to trzeba naprawdę mieć złą wolę, albo sklerozę.
Może niedługo autor spolszczenia dorobi wersję do Epica, bo ta ze Steama nie chce mi działać. No chyba że coś źle robię.
Czy ktoś próbował z sukcesem zainstalować spolszczenie Bioshock 1 ze Steama?
Mimo kilku prób z podaniem lokalizacji gry (pytanie o którą lokalizację chodzi... folder główny gry, czy jakiś inny) mi się nie udało. Nie tylko nie mam polonizacji, ale nawet nie ma w menu gry żadnej opcji zmiany języka na inny niż angielski.
"...oraz odrzuceniem wszelkich praw osób LGBTQ+."
To naturalnie kłamstwo, bo nikt nie chce homoseksualistom czy transwestytom zabierać jakichkolwiek praw. Po prostu nie chcemy przyznawać im specjalnych praw tylko dla nich, tak jak oni tego chcą.
Nieważne czy będzie pamiętał czy nie. Ważne co tam w podświadomości zostanie u klienta zapisane.
Ostatnia część M:I to zdecydowanie najlepszy odcinek serii, ale ten trailer - jakiś taki niemrawy, chyba przez tę zupełnie niepasującą muzykę.
To niewiarygodne, że mnie, wielkiego fana Star Wars, od głębokich lat '80, ta informacja kompletnie nie obchodzi, podobnie jak ten film. Do tego doprowadził Disney swoją polityką.
Oby fabularnie jakoś to trzymało się kupy. Nigdy nie potrafiłem zrozumieć dlaczego Crysis 2 był niemal kompletnie niekompatybilny fabularnie z pierwszą częścią, jakby pomiędzy nimi była jakaś inna gra. I niestety fabuły 2 i 3 części były słabe. Jedynka nie była jakaś oryginalna, ale ten czysty, militarystyczny klimat i walka z obcymi to było to co lubię najbardziej. Oby w tym kierunku poszli.
Nie, on akurat bardzo nie pasuje.
Z obecnie sławnych aktorów to ideałem jest Henry Cavill, ale pewnie dlatego go nie wybiorą. :)
No nie panowie, restart był tylko raz i to tylko w Casino Royale.
Zarówno Moore, Dalton jak i Brosnan wchodzili w rolę "w biegu" ich nic w fabułach i pierwszych filmów nie sugerowało że to jakikolwiek restart.
A co do samego CR - to faktycznie niezły film, ale kudy mu do starych Bondów. W tamtych filmach Bond był właśnie taki cudownie - sam nie wiem jak to powiedzieć - komiksowy? Nie do zdarcia? Posiadał mieszankę czaru, elegancji, męskości. Craig tego nie ma jako postać jak i jako aktor. Od jego wyboru do roli ten facet kompletnie mi nie pasował do tej postaci i widać to było w zasadzie w każdym filmie.
Boję się, bo czasy mamy spsiałe i przepełnione głupotą społeczną, że wybiorą teraz jeszcze gorzej. Boję się czy nie będzie murzyna, albo jakiegoś dzieciaka, żeby przyciągnąć młodocianą widownię, że o Bondzie kochającym inaczej już nie wspomnę. Boję się czy nie pójdą w kierunku estetyki filmów opartych na komiksach. Po prostu boję się że zepsują tę serię jeszcze bardziej niż do tej pory.
Nie wiem który aktor był najlepszym Bondem, ale wiem który najgorszym: bez wątpienia Craig.
To kogo teraz wybiorą nie ma dużego znaczenia, bo marka jest solidnie zarżnięta. I mówię nie o popularności, bo filmy z Craigiem były najbardziej kasowe z całej serii, ale o klimacie filmów z Bondem. Teraz "Mission: Impossible" najlepiej oddaje dawny, cudowny klimat Bondowski, a nie same "Bondy".
Zresztą naprawdę teraz nie wiem co oni wymyślą, po tym gdy bez sensu
spoiler start
zabili bohatera w finale. Tutaj nie da się wykręcić, że on "cudem przeżył", bo jego śmierć pokazano z detalami.
spoiler stop
A najgorsze jest w tym wszystkim to, że kompletnie mnie to nie wzruszyło, bo "Nie czas umierać" to zdecydowanie najgorszy film bondowski w całym cyklu. Po prostu "Bondy" stały się kolejnymi, wysokobudżetowymi akcyjniakami, do tego pozbawionymi większego sensu. Szkoda.
No oby, bo człowiek już nie ma na co iść do kina, samo łajno marvelowskie i pochodne.
Już jest: lewactwo na twitterze wyje aż miło posłuchać. :)
Inna sprawa to że i tak nie wierzę że on coś zmieni.
Może nie wiecie ale "reżyserka" to takie pomieszczenie gdzie pracuje reżyser, np. reżyser dźwięku. Tak samo jak czapka pilotka to nie to samo co kobieta-pilot.
Ten ślub to poziom degeneracji ludzkości niespotykany do tej pory w historii.
Facet któremu wydaje się że jest kobietą. Parodia ślubu, parodia człowieczeństwa.
Energia elektryczna powinna być pozyskiwana z najtańszych źródeł. My mamy od zarąbania węgla, tylko jakimś cudem nigdy nie jest opłacalne jego wydobywanie. No to może teraz się coś zmieni, gdy Zachód zrozumiał jakim szaleństwem było uzależnianie się od surowców z Rosji. I nie, nie ma tu nic do rzeczy klimat (o ile dwutlenek węgla generowany przez ludzi w ogóle cokolwiek tu zmienia, bo na to dowodów nie ma, jest tylko ideologia). Zresztą nawet - my się tu będziemy zarzynać i cofać z poziomem życia do średniowiecza, a tymczasem Chiny i inne państwa Azjatyckie w najbliższych dwudziestu latach planują otwarcie 600 (!!!) nowych elektrowni węglowych.
Aż trudno uwierzyć, że sukces (kasowy i artystyczny) Trylogii Mass Effect nie skutkował naśladowcami.
Tak więc może byłoby fajnie, gdyby ktoś (a Hudson zna się na rzeczy) spróbował zrobić coś podobnego. Mam na myśli pełną akcji i dobrych bohaterów space operę. Brakuje tego w grach.
Dzięki panowie za wyjaśnienie, chyba faktycznie najpierw sięgnę po jedynkę, bo ciekawie ta gra wygląda.
Czyli zrobili lokalizację kinową. Czemu oni się nie nauczą, że to powinien być standard?
Przy okazji, niech mi ktoś łaskawie objaśni, czy warto brać się za tę grę, jeśli nie grałem w jedynkę? Nie stracę niczego w warstwie fabularnej?
Nie no, dla mnie zapowiedź roku.
Wszystkie Kryzysy to dla mnie esencja gier FPS. Nie było dla mnie lepszych od nich.
Czwóreczka to moje marzenie. Oby tylko porzucili nieudaną linię fabularną z trylogii i zaczęli coś nowego.
Zdecydowanie nie pamiętasz fabuły gry. Pod koniec ME3 gethy, dzięki poświęceniu Legiona, zyskały świadomość i inteligencję, poprzez implementację kodu Żniwiarzy. Tak więc w finale ME3 jak najbardziej jeden geth mógł robić co chciał, bo miał wolną wolę. Co do reszty Twoich spekulacji to zwykłe chciejstwo, natomiast to co przedstawione jest w analizie oparte jest na faktach, czyli na tym co widać na plakacie. Naturalnie hipoteza może być błędna, ale ma jakieś oparcie w faktach.
No ten poster raczej wyklucza bezpośrednią kontynuację Andromedy. Przecież widać tam wyraźnie leżącego, a więc prawdopodobnie martwego getha. A skoro martwy geth, to znaczy że raczej nie tak dawno zginął, czyli akcja dzieje się bezpośrednio po zakończeniu ME3. Bo skąd geth po Andromedzie, skoro ona sama zaczęła się blisko 600 lat po końcu ME3? Inna sprawa że autora wskazanej analizy pisze o drugim ciele koło krateru (domniemany Shepard) którego ja tam nie widzę.
Tak czy inaczej oby to była bezpośrednia kontynuacja trójki ze Shepardem w roli głównej. Tylko tego chcę i już. :)
To jest jakaś aberracja. Mówienie prawdy to dziś "kontrowersyjne poglądy".
Czy w tej grze nie ma lokalizacji kinowej? Jest wyłącznie polski język i dubbing, nie ma angielskiego? Nike mogę niczego takiego znaleźć w ustawieniach.
Edit: jednak jestem ślepy, bo jest.
No ale czemu gościu się rzuca, przecież zastosowano prawo UE, czyli to wszystko dla jego dobra. A że stracił konto... no ale przecież to ogólnie dla jego dobra, więc nie ma prawa narzekać. UE wszystko robi dla naszego dobra, mamy dzięki niej drogie żarówki, bo normalne dla naszego dobra zostały zabronione. Mamy najwyższe na świecie ceny prądu, ogrzewania i gazu, wszystko dla naszego dobra. Ceny żywności też najwyższe, ale to dla naszego dobra przecież, więc po co się oburzać. Co tam przy tym kilka gier, które stracił, dla jego dobra przecież.
Ja na jego miejscu bym się cieszył, a nie miał pretensje, że ktoś dba ciągle o jego dobro.
Homeworld 1 był niezwykle klimatyczny i bardzo grywalny. W drugą część jakoś nigdy nie zagrałem. Miałem kupić Remastered Collection, ale bez polskiej wersji językowej jakoś mi się nie chciało.
Chętnie bym sobie odświeżył te gry, ale brak choćby polskich napisów - nie chce mi się.
A może są jakieś fanowskie spolszczenia? Wiem że do H2 są, ale co z Remastered?
Autor naprawdę nie powinien wychylać się spoza kręgu Marvela i tym podobnych filmów. Inne filmy są dla niego za trudne i jak widać powodują straszny dysonans poznawczy. Nie warto się tak męczyć.
Szkoda że wybrano śmierć Andersona z Mass Effect 3, podczas gdy chyba każdy zgodzi się ze mną, że dużo bardziej wzruszająca, fenomenalnie napisana i mająca ogromny ładunek emocjonalny jest śmierć Thane Kriosa. Ta scena gdzie Shepard wraz z synem Thane'a odmawia modlitwę... za siebie. Coś niesamowitego.
Scenopisarska perła.
To zakończenie z królową Żniwiarzy to całkiem interesujący pomysł. Wydźwięk pewnie byłby zbliżony, ale jednak Żniwiarz uwięziony, bo ma inne poglądy niż reszta... interesujące.
Tak czy inaczej dobrze że nie było zakończenia z ciemną energią, to dopiero było idiotyczne. Przynajmniej to z czym ja się zetknąłem.
Ten film musi być nieziemsko idiotyczny. Aż trochę żałuję że na takiego raka kina nie pójdę. Ale moje zdrowie psychiczne jest tutaj najważniejsze.
Oby zarobił jak najmniej.
To zdecydowanie najgorszy Bond z całej serii. Jest nudny, niemożebnie rozciągnięty, przegadany, niemal pozbawiony akcji, a jeśli ta jest, to chaotyczna i zupełnie pozbawiona nerwu i jakichkolwiek emocji. Nie mówię już o kompletnie idiotycznym finale (mam nadzieję że na serio postaci nie uśmiercili, choć kto ich tam wie) i na chama wciskanej politycznej poprawności. Choć kto wie z kim na wieczór był umówiony Q, mam cichą nadzieję że jednak z kobietą. :)
No i sam Craig już fizycznie nie dawał rady, widać było że jest za stary do tej roli.
Seria potrzebuje porządnego restartu i przede wszystkim powrotu do korzeni, a nie prób unowocześniania na siłę. Zarżnęli Bonda, czyli markę która w teorii zarżnąć się nie da. Ale dali radę,
Brosnan był genialnym Bondem, po chwili namysłu to nawet stawiałbym go na równi z Connerym, ale miał tego pecha że filmy z nim miały albo głupawe scenariusze, albo kiepską reżyserię. Ale Brosnan ucieleśniał to wszystko co ja czuję gdy słyszę słowo "Bond". To był wybór idealny w tamtych czasach.
Z obecnie żyjących aktorów to tylko Henry Cavill. To jest urodzony Bond. Pasuje idealnie wyglądem, urodą, muskulaturą, tym jak się rusza, tym jaki jest. No Bond idealny, facet urodzony żeby grać Bonda.
Ok, nikt nie dorówna Connery'emu, który dla mnie jest archetypowym Bondem, ale Cavill na dzień dzisiejszy jest numerem jeden. On, a po nim długo, długo nikt. Więc zapewne wybiorą jakiegoś ciapaka bezkształtnego, tak jak to zrobili kilka lat temu z Craigiem, który na Bonda nigdy się nie nadawał i udowadniał to w każdym kolejnym filmie.
No, ale i tak dobrze będzie jeśli następny Bond będzie biały i hetero, bo coś czuję że oni na serio mogą wziąć jakiegoś murzyna. Cóż, wtedy moja przygoda z Bondami zakończy się.
Poza BTTF i Forrest Gump, to reszta już dawno temu została zmasakrowana. Choćby kolejnymi częściami, szczególnie tymi w okolicach 4 i następnej. Starship Troopers to została zaś zarżnięta już na pierwszej części, której oglądać się nijak nie dało.
Może on nabył moc zmieniania ich celu, o ile to rakiety typu fire and forget.
Dodatkowo liczę że Neo nabędzie też moc wchodzenia na szafę, ale to już byłoby przegięcie...
Dwójka i trójka to było takie guano że po prostu już nie pamiętam fabuły, ale czy mi się dobrze wydaje, że Trinity tam odwaliła kitę, a Neo był prawie też w tym stanie w finale? To jakim cudem oni żyją w 4 części.
No ja także właśnie jestem pod koniec 2 części i jestem autentycznie zachwycony tym remasterem. Gra się przyjemniej, jest ładniej, niż w oryginale. Naprawdę nie żałuję zakupu.
Może do EA wreszcie dotrze, że ludzie nie chcą mydłkowatych bohaterów z Andromedy, tylko kolejnych przygód Sheparda.
Oby.
No ale ich dalej jest 1,5 miliarda, ludność głównie chłopska, a ziemi uprawnej brakuje chyba dla bodajże 600 milionów ludzi. Tak więc spadek dzietności to raczej błogosławieństwo dla tego kraju, a nie problem.
Czyżby uważali że ich rodzice (i nie tylko, co w pewnym sensie oznacza większość społeczności) są idiotami którzy nie potrafią odpowiednio wychować swoich dzieci i trzeba ich wspomóc odpowiednimi zakazami?
No niestety, jeśli patrzeć na wielu młodych ludzi, na ulicy i w internecie, to dokładnie tak jest. Brak wychowania rzuca się w oczy. Choć akurat nie w graniu widziałbym największy problem wychowawczy, ale i ono ma swoje 5 groszy w problemie.
No jakby nie patrzeć, trudno mi sobie wyobrazić kto chciałby grać kobietami.
Po prostu futbol kobiecy jest na dużo niższym poziomie niż męski, ale jak widać niektórzy pałkarze politycznej poprawności już są zwarci i gotowi.
No proszę, nie wiedziałem że w oryginale jednym z pogromców był Tom Hanks. Człowiek uczy się przez całe życie.
Przeuroczo to wygląda. Nie wiem jaki jest sens rozgrywki, czy to pozostanie tylko jako platformówka-zręcznościówka, czy będzie jakaś głębsza fabuła, ale chyba to kupię.
To był naprawdę udany tydzień: czarny Superman, czarny Święty, a teraz Predator z kobitą w roli głównej (miejmy nadzieję że nie tytułowej).
A tydzień jeszcze młody.
Nie można wykluczyć że to jest interesujący element dla producentów. Dla publiczności już niekoniecznie.
"Postać żeńska"? Buahahaha.
Może od razu murzyński predator w kolorach LPG?
Zapowiada się szajs, jak ostatnia część.
Rewelacja. Takie plakaty to nie wstyd oprawić i powiesić w gabinecie.
Oby nie było takiego cyrku jak z Mass Effect: Legendary Edition gdzie nie było polonizacji kinowej przez kilka tygodni od premiery. Niestety ale w C2 i 3 dubbing był koszmarny i mam nadzieję że będzie można wybrać polskie napisy i oryginalne dialogi.
Skoro Unia się za to bierze to bankowo problem się zwiększy zamiast zmniejszyć.
UE to jak dawniej Komitet Centralny - jakby zarządzali Saharą to szybko zaczęliby importować piasek.
Najprawdopodobniej wynika to z tego że nakupił sprzętu za kilka milionów i sprzedał tylko część do tej pory. Trudno powiedzieć bo w tekście nie ma słowa o tym co za ile kupił i ile z tego sprzedał. Nie wiadomo też w jakim okresie zarobił te pieniądze ani jaki miał zwrot z inwestycji. Gdyby kupił za 6 baniek i po sprzedaży wszystkiego zostałoby mu te 0,4 miliona, to wynik faktycznie taki sobie, biorąc pod uwagę jakie są ceny sprzętu w drugim obiegu. Po prostu, prawdopodobnie, sprzedał tylko część z zakupionego towaru, więc ten faktyczny wzrost jest dużo większy.
Gdybym miał okazję kupić po fabrycznych cenach jakąś większą partię grafiki czy konsol, wiedząc że to sprzedam z dużym przebiciem, wszedłbym w to jak w masło.
Kupił dużą ilość nie dla własnego użytku, a dla zwykłego chamstwa.
Nieetyczny sposób, owszem.
No to załatwione. Każdy dealer czy hurtownik jest nieetyczny, bo kupuje nie dla własnego użytku.
Faktycznie prawdą jest to co mówią, że lewactwo to stan umysłu.
Mnie się należy i już! :)
Tylko co on złego zrobił? W jaki nielegalny czy nieetyczny sposób wszedł w posiadanie tych konsoli czy kart graficznych? W artykule nic o tym nie ma. Jego jedyną winą jest to, że sprzedawał drogo i chciał zarobić. Nie ma przymusu kupowania. To nie komuna gdzie tępiono "spekulantów" którzy handlowali niedostępnym na co dzień towarem i ścigały ich inspekcje robotniczo-chłopskie.
Masz pieniądze to wydajesz je jak chcesz, na tym polega wolność. A to że Tobie nie starczy bo bogatsi od Ciebie kupią ten towar i sprzedadzą innym bogatszym... cóż, wolny rynek którym tak się niektórzy bezrefleksyjnie potrafią zachłystywać. Playstation nie chleb, można bez tego żyć.
Skoro jest popyt, to jest i podaż. Widać jest wystarczająca ilość ludzi zasobnych w gotówkę których stać na wygórowane ceny. Tak działa wolny rynek i nie warto się obrażać na rzeczywistość. Chłopak miał łeb na karku i zarobił, nikomu nie ukradł, nikogo nie skrzywdził - kupił za własne pieniądze i sprzedał chętnym. A że po cenach absurdalnych? Cóż, skoro byli chętni na nie, to nie był absurdalne. Popyt i podaż, te sprawy...
Gdyby producenci nadążali z produkcją, to by nie było tematu. Tak więc jeśli pretensje, to do nich raczej.
Samochody Tesli palą się10 razy rzadziej niż inne samochody. No serio? To inne samochody z silnikami spalinowymi same z siebie się palą na drodze? Jakoś nie zetknąłem się z takim przypadkiem zbyt często, a o palących się elektrykach co i raz słychać.
Druga sprawa: co to za tłumaczenie że kierowca nie przeczytał instrukcji i dlatego nie mógł otworzyć drzwi. To że nie mógł ich otworzyć tym gorzej świadczy o producencie, który nie przewidział takiej sytuacji awaryjnej. W przypadku pożaru wszelkie blokady powinny być automatycznie wyłączone, tak samo jak przy utracie zasilania elektrycznego. Jak widać elektryki potrafią być śmiertelną pułapką, która nie dość że zapala się samoczynnie bez powodu, to jeszcze uniemożliwia ucieczkę. Ten kierowca miał sporo szczęścia że żyje.
Samo usunięcie tego ujęcia złym pomysłem nie było, bo jednak w tę grę grają głównie dzieciaki, a seksualizacja dzieci to coś bardzo złego i ochydnego. Natomiast jeszcze gorsze było to, że usunięto to ujęcie wyłącznie z idiotycznych przyczyn poprawności-tfu-politycznej. I dlatego fajnie że moderzy pokazali lewactwu faka, i przywrócili to dla tych którzy chcą. Ja rzecz jasna tego instalować nie planuję, ale fajnie że jest możliwość wyboru.
No ale jakże to, przecież tuż przed premierą pakietu moderzy ponoć zarzekali się, że do tej wersji ME modów robić nie będą...
A niech opóźniają. Mnie od tego filmu odpycha ten zniewieściały aktor od głównej roli. Inna sprawa że film nakręcił reżyser który mnie nigdy nie zawiódł, tak że pewnie mimo tego obejrzę.
A w ogóle to w październiku będzie kolejny lockdown, więc film zaliczy kolejne obsunięcie czasowe. :)
Mnie obchodzi. Gdy słyszę że moje alter ego w grze to kobieta, z automatu takiej gry nie kupuję i nie gram. Raz dla tego że nijak się nie potrafię w czuć w postać kobiecą, a dwa że kobieta w grach akcji to kpina. Kobiety nie nadają się do walki. Wojna to męska robota.
Tak, jedynka to absolutny majstersztyk i wciąż jedna z moich ulubionych gier. Klimat można było kroić nożem. Dwójka natomiast była słaba, wręcz najgorsza z całej trylogii. Pomysł jakiś kultystów był tak oklepany i nużący, że tylko z rozpędu dokończyłem tę część. Za to bardzo fajna i klimatyczna byłą trójka, z kapitalnym motywem cmentarzyska starożytnych statków które trzeba było zbadać. Szkoda tylko że fabularnie popłynęli, bo pomysł na rozwiązanie całej intrygi i tego co za tym stoi - takie se był. Ale gry walność ogromna.
Trochę nie wiem o czym miałaby być czwarta część, bo temat jest raczej zamknięty, co prawda ostatnia scena sugeruje że bohater przeżył, więc może go uratują z przestrzeni kosmicznej i będzie zwalczać jakieś inne stwory. Jakby to miało być DS4, to oby wrócili do bardziej kameralnych tematów w stylu Aliens, tak jak to było w pierwszej części.
Co tu dużo mówić, wielkie brawa dla EA że wreszcie posłuchali graczy i tego czego oni chcą, a nie czego chce wydawca gry.
Z potrzebnych poprawek wskazałbym jeszcze lepszą organizację Inwentory w ME1. W materiałach promocyjnych pokazywano możliwość łatwego wywalania wszelkiego gromadzonego śmiecia. A niczego takiego w grze nie ma. Jest dokładnie tak jak było: zbiera się setki niepotrzebnych rodzajów broni czy amunicji, a przecież np. takie minigranaty VII powinno znaleźć się raz i już na zawsze powinny zostać w plecaku Sheparda. Nic to, ważne jednak że jest lokalizacja kinowa.
Kolejne potencjalne łajno. Pamiętam jakim to cudem miał być Ragnarok, a jakim syfem się okazał. Od lat nie oglądam produktów Marvella i jakoś lepiej mi się żyje.
No to akurat w wielu firmach jest dość oczywiste: romans z podległym pracownikiem łamie etykę pracy. Niby nic złego dla samej firmy, ale tak naprawdę generuje to szereg różnych problemów dla tejże firmy, więc z reguły jest to niedopuszczalne i tacy pracownicy są często zwalniani.
Jedynka. Obstawiam że z dwójką jest to samo, bo pewnie patch przywrócił stare pliki.
Spróbuję jeszcze raz uruchomić tę aplikację ale jak nie da rady, to jedyne wyjście to ponowna instalacja gry i może wtedy ruszy.
A może ten patch to ten z ta lokalizacją kinową? Tylko że w menu nie widzę żadnych zmian.
Przed chwilą ściągnąłem jakiegoś patcha z Origin, 1,50 GB, po którym naturalnie znowu mam polskie głosy i napisy.
Zapuściłem skrypt lokalizujący grę kinowo i... mieli i mieli, już kilkanaście minut.
Coś czuję że to jeszcze nie koniec problemów z lokalizacją.
Fajnie teraz się jeździ Mako. Tzn. starym Mako też mi się bardzo dobrze jeździło, ale teraz pojazd jest nieco bardziej stabilny, a powierzchnia planety na której jestem, jest znacznie mniej nierówna. Może wreszcie będzie koniec frustracji gdy nie daje się podjechać pod szczególnie wysoki i stromy szczyt, jak to było w oryginale. No i fajnie zmienili walkę z miażdżypaszczą. Nie dość że teraz pokonanie stwora to prawdziwe wyzwanie, to jeszcze zmienili zachowanie gada - porusza się pod ziemią i to widać i czuć.
Im dłużej gram tym bardziej jestem przekonany że to bardziej remake niż remaster.
Serio, gra w ME teraz jest czystą przyjemnością.
No to wyjaśnia sprawę.
W takim razie przydałaby się nie tylko możliwość lokalizacji kinowej, ale jeszcze żeby to była lokalizacja z napisami z lokalizacji kinowej oryginalnej wersji gry.
Teraz mamy po prostu napisy z wersji z polskim dubbingiem.

No nie, ja wiem o czym mówię. Porównuję napisy z wersji CDP z napisami z Legendary Edition.
To są zupełnie różne napisy, nie chodzi mi tylko o wulgaryzmy, których w napisach w wersji CDP nie było. To co jest w nowej wersji to po prostu jakieś inne, nieznane mi do tej pory napisy. Poza bluzgami jest sporo drobnych niedoróbek w tłumaczeniu, których nie było wcześniej w wersji CDP.
Im dłużej gram tym gorzej z tymi napisami. Wrex klnie aż uszy więdną. Co oni zrobili z tym tłumaczeniem, w oryginale jakoś można było oddawać istotę dialogów bez niepotrzebnej wulgarności...
Tak czy inaczej, wygląda na to że zadali sobie dużo trudu żeby ponownie przetłumaczyć grę, sp****ć to dokumentnie, a jako wisienkę dołożyć brak polskiej lokalizacji kinowej. Tak to chyba tylko EA potrafi.
Niemożliwe, dialogi są ewidentnie inaczej przetłumaczone w dużej części. Znam tę grę na pamięć i od razu mi się te różnice rzuciły w oczy. Tłumaczenie jest inne niż to co było w oryginalnej wersji gry.
Wracając jeszcze do tematu lokalizacji. Im dłużej gram w ME1 tym bardziej widoczne jest, że producent zmienił tłumaczenie w porównaniu z oryginałem. Dialogi są nieco inne, inaczej przetłumaczone. Np. rozmowa z Harkinem w Norze Chory jest dość mocno wulgarna, leci w powietrzu parę "czteroliterowców". Tego w ogóle nie było w pierwotnej wersji ME1. Nie mogę powiedzieć żeby te dialogi jakoś znacząco wpływały na klimat gry, ale skoro EA zrobiła od nowa tłumaczenie (bo tak to mi wygląda), to naprawdę przy okazji nie mogli zrobić lokalizacji kinowej?
Pograłem trochę w ME1 i jestem ogromnie zadowolony.
To niemalże inna gra. Graficznie jest bardzo fajnie, choć mam zastrzeżenia do nieco sztywnych, nienaturalnych twarzy. No i każda postać ma oczy pociągnięte eyelinerem. :)
Ale np. taki Eden Prime wygląda dużo lepiej od oryginału. Wreszcie czuć że to jest raj, a nie ponura, bura i ciemna lokacja jak w oryginale. Jest ładnie i naprawdę graficy popracowali nad wszystkimi detalami
Bardzo fajnie się walczy. Wreszcie, na najwyższym poziomie trudności, zabicie getha to jest jedna dłuższa seria, a nie nawalanie przez kilkadziesiąt sekund z karabinu, jak w oryginale. Sterowanie postacią, celowanie, walka - wszystko jest inne, bardziej naturalne, bardziej efektowne. Po prostu teraz rozgrywka jest przyjemnością, a nie udręką jak kiedyś.
Mam tylko zastrzeżenia do launchera. Kilka razy zwyczajnie mi się zawiesił i to tak "na twardo", że trzeba było resetować komputer.
W ogóle pomysł żeby z launchera wchodzić do starego menu gry i tam wszystko ustawiać oraz inicjować rozgrywkę jest słaby. Liczyłem że to w launcherze skonfiguruję grę i z launchera będę bezpośrednio grał. No ale w sumie to drobiazg.
Acha, dalej nie poprawili konfliktów sterowania myszką. Ja od lat ustawiam sobie pod klawiszami myszki chodzenie do przodu/tyłu, i przez to nie mogę myszką wybierać np. opcji w menu, albo w leksykonie. Gdy klikam na jakąś pozycję to komputer uznaje że użycie prawego klawisza myszki to poruszenie się do tyłu i zamiast mi wybrać daną opcję, to cofa się do wcześniejszej, która jest poniżej. Nie wiem czemu tak to działa ale tak samo było w starej wersji gry.
Ale poza tym - to jest Mass Effect i teraz to tylko grać i grać. :)
Długo nie trzeba było czekać. Jest już modyfikacja dająca lokalizację kinową w ME1.
Oto co trzeba zrobić:
1) Pobierz zip oraz wypakuj gdzie chcesz
2) Uruchom exe
3) Ustaw ścieżkę do gry
4) Wybierz Mass Effect 1
5) Kliknij "Zmień DUB"
6) Kliknij Tak. Aplikacja stworzy kopie zapasowe plików isb oraz pcc. Trzeba mieć wolne 21,7 GB na dysku
7) Odczekaj parę minut, aż pojawi się komunikat
8) Ustaw w Launcherze gry w opcjach na Język polski
9) Gotowe
Plik do pobrania tu:
https://www.mediafire.com/file/mirhpmm2csj9732/ME_LE_Zmie%C5%84_j%C4%99zyk_1.1.1.zip/file
U mnie działa elegancko.
Brak słów jaka to fuszerka.
Ale widzę że na forum EA jest twórczy dym, może coś znajdą. A może EA poczyta co tam piszą i jednak sami podadzą jakieś rozwiązanie na tacy.
A to w trzeciej w końcu jest polski dubbing, czy jednak jest kinowa lokalizacja od razu tak jak w oryginale?
Długo nie wytrwałem w swoim postanowieniu i kupiłem.
Póki co na pewno da się zrobić lokalizację kinową w ME2 starą metodą:
1. należy wejść do C:\Program Files (x86)\Origin Games\Mass Effect Legendary Edition\Game\ME2\BioGame\CookedPCConsole
2. wykasować (lub zmienić nazwę na jakąś inną) plik BIOGame_INT.tlk
3. nazwę pliku BIOGame_POL.tlk zamienić na nazwę BIOGame_INT.tlk
4. w menu głównym pakietu zmienić w ustawieniach język na angielski i rozpocząć ME2.
U mnie zadziałało bez trudu.
Teraz jeszcze oby ktoś rozgryzł jak to zrobić w ME1.
Jak ja lubię te banalnie proste rozwiązania które potrafią zbawić świat. I tylko nikt autorów nie docenia, bo to wszystko takie proste przecież, bo wystarczy chcieć...
A nie wzięliście pod uwagę, że ludzie nie mogą, nie mają czasu, nie mają możliwości albo zdolności żeby uczyć się angielskiego na poziomie płynnej konwersacji? A nie wzięliście pod uwagę że są osoby które na przykład nie dosłyszą, albo są kalekie, które nie mogą się uczyć, albo nie mogą rozumieć co tam do nich postać z ekranu gada?
Ja mam 51 lat, angielski znam przyzwoicie (choć na pewno nie biegle), wystarczająco żeby grać i rozumieć, ale jakoś mi się nie chcę, bo psim obowiązkiem producenta jest dać mi pełnowartościowy produkt. Jakoś 100% filmów jest tłumaczonych na polski język w polskich kinach, 100% książek też na naszym rynku, więc może i 100% gier mogłoby być też przetłumaczone? Taki to problem?
Tak trudno zrozumieć że pewne rzeczy powinny być dostarczone przez producenta, szczególnie - jak w tym przypadku - gdzie tak naprawdę zabrakło tylko kilka linijek kodu, żeby to wszystko było w grach, bo ta polonizacja fizycznie tam jest.
Nie, najlepiej splunąć z pogardą na tych wszystkich którzy angielskiego nie znają, albo jakoś nie mogą znaleźć wolnego czasu przez kilka lat żeby nauczyć się płynnie mowy Szekspira.
Nie chcecie pomóc to przynajmniej nie przeszkadzajcie.
Amen.
Nie kupię póki tego nie poprawią albo jeśli nie da się tego samemu zmienić grzebiąc w plikach.
Nie mogę grać z polskim dubbingiem, bo mi lekarz nie pozwala - pluję wtedy krwią i dostaję drgawek.
Zaraz-zaraz: to już oficjalnie jest potwierdzone że te dwa DLC nie mają polskiej lokalizacji? Czyli EA w ogóle kompletnie nic nie zrobił w temacie spolszczenia, jest tak jak było w oryginalnych grach i DLC? To nie tylko problem z brakiem lokalizacji kinowej, ale w ogóle jakiejkolwiek lokalizacji w przypadku części DLC?
No po prostu pięknie...
Mam nadzieję, szczerą nadzieję, że w Polsce wtopią ze sprzedażą tego pakietu. To co zrobili z lokalizacją to jest po prostu zwykły bandytyzm i totalne olewactwo rynku.
Wciąż nas traktują jak jakiś murzynów.
A może da się tak samo jak to było w ME2, modyfikacja bodajże jednego pliku i zamiana nazw dwóch innych, o ile pamiętam.
A grzeczniej nie umiesz, tak po ludzku?
Zaś odpowiadając na pyta nie: z recenzji na Pure PC. Tam wyraźnie jest napisane że albo albo, ale nie da się mieć jednego i drugiego. w Poprzednim artykule na tym portalu jest to potwierdzone nawet przez EA, ktoś wkleił ich odpowiedź w komentarzach.
Bardzo chciałbym żeby to nie była prawda.
No to dobrze że nie masz. Ale żeby tak kompletnie nie zrozumieć tej postaci, to przyznaję jest to dla mnie trochę dziwne.
No niestety, dubbing polski to zawsze zuo i nic tego nie zmieni. Nie lubiłem, nie lubię i pewnie nigdy nie polubię polskich dubbingów, bo są nienaturalne, voice acting jest z reguły sztuczny i drażniący, a aktorzy dobrani z reguły fatalnie.
Ale jak ktoś lubi to proszę bardzo, mi to nie przeszkadza. Byle bym miał zawsze możliwość włączenia polskich napisów do oryginalnego dubbingu. A EA to olało. Olało to 11 lat temu gdy była premiera ME2 i do dzisiaj tego nie poprawili.
A co do DLC to przecież wyraźnie było mówione wszem i wobec, że będą spolszczone. I co, serio nie ma polskich wersji w DLC? To jest już czysta granda!
Wierz w co chcesz wierzyć. Zachowanie Ashely było zawsze wyważone. Moim zdaniem w ogóle nie rozumiesz czym jest prawdziwy rasizm, ale to już nie miejsce ani czas na takie dyskusje.
Warto trochę poszumieć na forach i portalach, czasami taki nacisk przynosi efekt. Tym bardziej że to czego się domagamy jest nie tylko oczywiste i powinno być w podstawowej wersji gry, ale też łatwe do naprawienia, jakimkolwiek patchem.
Bzdura. Bardzo dokładnie wyjaśniła dlaczego nie ufa obcym i trudno się z nią nie zgodzić. Dziś jakiekolwiek uczucie poza afirmacją w stosunku np. do murzynów czy azjatów jest uznawane za rasizm. Bo rasizm stracił swoje prawdziwe znaczenie i jest po prostu pałką na inaczej myślących.
Gdzie Ashley była rasistką?
Bzdura.
Miała wątpliwości czy warto ufać obcym, co było naturalne, zważywszy że ludzkość miała za sobą wojnę Pierwszego Kontaktu. Ashley była w porządku, na pewno nie była rasistką.
Jestem "zaciekłym fanem" ME i jeszcze wczoraj byłem przekonany że kupię ten pakiet w ciemno, choć nie jest to remaster moich marzeń, zarówno od strony graficznej jak i zmian w mechanice gier.
Ale gdy dziś się dowiedziałem, że tym parszywym olewaczom z EA nie chciało się zrobić polskiej lokalizacji kinowej, to mnie coś trafiło. I nie kupię.
Mam to gdzieś. Poczekam, może ktoś kiedyś odkryje możliwość przeróbki tych gier tak żeby był angielski dubbing i polskie napisy, a jak nie, to nie.
Za długo już EA śmieje mi się w twarz. Wiem że mój głos nic nie znaczy, ale będę spać lepiej wiedząc że nie dałem sobie takiego szajsu wcisnąć za własne pieniądze.
Zapomniałem że jutro jest Day One patch, więc jest jakiś cień nadziei że to poprawią.
Kurde, dekady mijają, a EA dalej rżnie głupa.
O, to nie wiedziałem że jest też wersja pudełkowa. No to dobrze, można ograć i zwrócić jako że produkt nie zgadza się z opisem. :)
No ale właśnie chyba na PC nie można ustawić polskiej lokalizacji kinowej. Tylko w ME3 można.
To się we łbie prostego człowieka nie mieści.
Co za skandal.
Ok, w takim razie ja poczekam z zakupem aż to poprawią (oby), bo nie chce mi się grzebać w plikach jak w ME2.
Czy ja tam dobrze wyczytałem, że w ME1 i 2 dalej nie można mieć lokalizacji kinowej, czyli angielskiego dubbingu i polskich napisów? To jakaś kpina?
Wygląda całkiem nieźle, choć tak po prawdzie to oryginalny Shepard wyglądał odrobinę lepiej. Tutaj zrobili mu jakąś taką bladą twarz i ciemne oczy, wygląda przez to chłopak trochę mniej naturalnie. No ale z recenzji wynika że graficznie jest świetnie, nawet jeśli porówna się ze zmodowanymi oryginałami.
Fabularne DLC są naprawdę dobre i praktycznie granie w ME bez nich mija się z celem.
Nie tylko pogłębiają fabularnie uniwersum, ale do tego dodają pewne elementy fabuły bez których sama gra traci miejscami odrobinę klarowność.
Mówię głównie o ME3 które ma najlepsze DLC z całej trylogii ale i w ME2 też te DLC były bardzo udane. Wszystkie do tego dodają fantastyczne historie które trzeba traktować jako dodatkowe przygody bohaterów.
"From Ashes" - na chama wycięta zawartość z początku gry, ale warto to przejść i zapoznać się dzięki temu z przeszłością Protean.
"Leviathan" - moim zdaniem najlepszy DLC z całej trylogii - tłumaczy skąd się wzięli Żniwiarze no i sam w sobie jest fenomenalnym fabularnie śledztwem które prowadzi Shepard.
No i jest jeszcze "Omega", troszkę jak dla mnie monotonna i w sumie niewiele dodająca do fabuły, ale bardzo grywalna i długa.
A na koniec świetna "Citadel", gdzie po raz pierwszy można zobaczyć jak wygląda komediowa strona ME. No i do tego niezwykle sentymentalne pożegnanie z bohaterami.
Mam nadzieję że to pożegnanie jest tylko chwilowe i ME5 pociągnie dalej historię Sheparda i jego ekipy.
To nie tylko to.
Oni sobie nawet nie zdają sprawy (a jeśli zdają, to tym gorzej o nich świadczy, bo to czysty cynizm) że robią krzywdę murzynom, wciskając ich wszędzie tam gdzie ich nie powinno być. Są pewne ikony kina, jedną z nich jest Superman, który jest biały i biały powinien pozostać. Nie ma niczego złego w tym że jakaś postać jest od zawsze biała, bo wynika to z naszej kultury, tradycji i całego szeregu czynników które kształtowały naszą kulturę, czy to się podoba komuś czy nie.
No ale teraz mamy czas pałkarzy durnej poprawności politycznej którzy chcą rozwalić wszystko co do tej pory powstało. Przerabialiśmy to już blisko wiek temu i efekty były opłakane. Teraz też się to dobrze nie skończy.
Ja to tylko czekam aż oni faktycznie nakręcą te murzyńskie wersje normalnych filmów, które siłą rzeczy zrobią klapę. Ciekawe jak wtedy będą się wycofywać z tej murzyńskiej obsady. Pewnie będzie narzekanie że biali rasiści nie poszli na te filmy celowo.
Iron Man - murzynka. Captain America - murzyn. Teraz Superman - murzyn.
Fajnie. Mam nadzieję że te filmy będzie im oglądać murzyńska widownia, bo ja jakoś nie mam ochoty.
Najlepsze jest to, że nie za bardzo jest co w tych otwieranych kinach puszczać. Z drugiej strony wytwórnie nie za bardzo chcą swoje filmy dystrybuować do kin, bo tych niewiele, więc znowu - nie ma co w kinach puszczać. Taki zaklęty krąg trochę.
Ale to dobrze, biorąc pod uwagę jak w ostatnich latach kinematografia upadła na pysk, nie będę płakać z tego powodu.
Co z tego, jeśli np. Cinema City kin i tak nie otworzy. Poprzednio przez kilka tygodni po tym gdy rząd kina otworzył oni jakoś ich nie mogli uruchomić, aż przyszła trzecia fala i znowu był zakaz. W takim tempie to może na jesieni coś otworzą.
Inna sprawa to że jakoś po tych kilku miesiącach absencji w ogóle nie czuję potrzeby pójścia do kina. A to dziwne, bo kiedyś w ciągu roku bywałem ponad 100 razy w kinie, a teraz jakoś w ogóle nie mam ochoty.
Nie wiem czy autor tekstu w oglądał w ogóle film, więc pozwolę sobie skorygować fakty: akcja filmu nie rozgrywała się w żadnym hotelu Nakatomi, tylko biurowcu Nakatomi należącym do ww. firmy. A John nie przyświecał sobie żadną drogą zapalniczką, tylko zwykłą zapalniczką którą zabrał pierwszemu terroryście którego zabił.
Kocham Star Wars, także prequele, ale mówiąc wprost, Ewan była tam po prostu drętwy aktorsko. Gdzież mu w tej roli do Aleca Guinessa...
Internet to medium sprzyjające rozwojowi zwykłego chamstwa. O ile kiedyś, kiedy nie było sieci, zachowanie na żywo takie jak wspomnianego w tekście osobnika skutkowałoby oklepem mordy od ojca/brata/narzeczonego/męża tak znieważonej kobiety (czy też innego osobnika, wszystko jedno) i gościu błyskawicznie nauczyłby się że tak się zachowywać nie warto. Inna sprawa że pewnie nigdy by się tak nie zachował, bo jednak rozmowy na żywo zmuszają do bezpośredniego przyjęcia odpowiedzialności za własne słowa. Niestety, żyjemy w epoce mega-chamstwa i zwykłego zbydlęcenia, jakie widać w internecie, co częściowo niestety przenosi się do prawdziwego życia. Nie sposób nie pochwalić zbanowania za takie zachowanie, szkoda tylko że ten dzieciak pewnie niczego się z tego nie nauczył. On pewnie nawet nie wie jakim prostym chamem jest po prostu.
Tak, te zarzuty postawione Hopkinsowi że nie przyjechał po nagrodę którą ukradł murzynowi...
Ciekawe jak sobie wyobrażają przyjście po nagrodę Bosemana gdyby wygrał.
No kto by się spodziewał.
Proponuję jeszcze więcej nominowanych filmów w głównej kategorii, najlepiej tak ze 20.
Do tego obowiązkowo Oscary dla murzynów, homoseksualistów, transwestytów i tym podobnych - parytety wprowadzić.
No i koniecznie pilnować czy no minowane filmy są produkowane zgodnie z jedynie słuszną ideologią.
Acha, i wprowadzić zasadę że kto popiera Trumpa albo przejawia konserwatywne odchylenia ten z automatu dostaje Złotą Malinę i dożywotnio nie dostaje nawet nominacji do Oscara.
No i inclusion driver, w każdej umowie i najlepiej w napisach początkowych i końcowych filmu.
Wtedy Oscary będą bić rekordy popularności.
Taką mam koncepcję.
Mam wrażenie że nie wszyscy tutaj wiedzą że Oscara dostaje się za konkretny film, a nie osiągnięcia w danym roku czy też w karierze (poza Oscarem specjalnym rzecz jasna). Inna sprawa że szaleństwo i terror poprawności politycznej w USA powodują że w przypadku aktorów murzyńskich ta zasada nie do końca musi obowiązywać.

No ale inny murzyn dostał, więc w sumie pewnie im trochę głupio narzekać. Choć już pojawił się na jahu tekst:
Ale jakże to: stary, biały, heteroseksualny facet dostał Oscara za główną rolę męską? I to jeszcze patriarchalna osobomężczyzna?
Skandal i hańba, gdzie są aktywiści gdy są potrzebni!!!111one
Czasami mam wrażenie że żyjemy w wielkim psychiatryku a nie normalnym świecie.
Ludzie handlują dymem i miliony od nich kupują.
Nie, po namyśle - w psychiatryku jest jednak w miarę normalnie.
Nie ma mowy, bez polskiej wersji nie kupuję. Trudno, będzie mi szkoda, ale zasady ponad wszystko.
Chyba że pojawi się jakieś spolszczenie nieoficjalne, a jak nie - to jest w co grać.
To oficjalne porównanie takie średnie jest, bo za dużo to jednak nie widać. Ale coś widać.
Na pewno znacznie poprawiono ME1 i to widać. Gra jest nie tylko dużo ładniejsza ale i - co ważne - znacznie jaśniejsza. Wreszcie zniknęły te bure kolory oryginału.
Na ujęciach z ME2, przynajmniej z bliska postacie, widać wyraźnie znacznie poprawione tekstury. To co kiedyś było rozmyte i nieostre, teraz jest pełne szczegółów. Może jednak ME2 i 3 poprawili bardziej niż nam się wydaje.
Ogólnie graficzna korekta gier jest dla mnie bardzo na plus. Jeśli jeszcze mocno poprawili rozgrywkę w ME1, troszkę w ME2 i w ogóle nie ruszali jej w ME3, to będzie bajka.
No bo to prawdę mówiąc nie jest ani klasyczny samolot, ani klasyczny śmigłowiec.
STOVL to także nie jest, bo choć ma jego cechy to jednak taki F-35B czy Harrier potrafi startować i lądować jak klasyczny samolot i ma wszystkie cechy normalnego myśliwca.
Tymczasem V-22 startuje jak heli i może latać jak heli, ale także latać jak zwykły samolot z silnikami tłokowymi.
Dlatego moim zdaniem pionowzlot to całkiem trafna nazwa odróżniająca tę maszynę, niepodobną do żadnekj innej.
Naturalnie nie było moją intencją wytykać błędu autorowi, bo i ze mnie żaden specjalista w tym temacie, ale jakoś mi określenie "samolot" do tej maszyny bardzo nie pasuje.
Osprey to nie samolot, tylko pionowzlot. Coś bliższe helikopterowi jednak. Taki drobiazg niby, ale warto wiedzieć o czym mowa.
Tak jak pisałem już kilka razy, co ci być może umknęło, nie neguję faktu że kobieta teoretycznie może zająć miejsce Sheparda, jednak jest to czysta fantastyka, w nomen omen fantastyce właśnie. O ile faktycznie nie brak silnych kobiet w samej trylogii (Ashley, Liara, Tali, Object Zero, Samara), to mimo że są to postacie silne i wojownicze, to i tak w finale kończą przewieszone przez ramię Sheparda który musi je ratować i wyciągać z kłopotów, może za wyjątkiem Samary, ale ona to trochę inna bajka. Inna sprawa że jest to tak dobrze i mądrze stworzona postać, że potrafią w nią uwierzyć, w przeciwieństwie do żeńskiego Sheparda, ale to tak na marginesie. Trudno mi jednak jakoś wyobrazić sobie panią Shepard taszczącą spod ognia Grunta, żeby jej się jeszcze paznokcie przy tym nie połamały. Nie chcę mi się walić głową w mur i powtarzać ciągle to samo, ale biologii nie zmienisz: kobiety są słabsze fizycznie, mniej wytrzymałe, mniej agresywne, mniej waleczne, nie potrafiące myśleć taktycznie czy strategicznie - po prostu nie są stworzone do wojny, co wynika choćby z ewolucji. Naprawdę muszę tłumaczyć że pod tym względem kobieta nie jest i pewnie nigdy nie będzie równa mężczyźnie? Nie jest to także dla nich niczym uwłaszczającym bo w końcu "wojny nie czynią nikogo wielkim" więc to dobrze że akurat kobiety raczej (poza wspomnianymi wyjątkami) do wojny się nie garnęły, to zawsze była domena mężczyzn. I dlatego właśnie kobieta-wojownik jest dla mnie pozbawiona sensu, choć to akurat dla mnie nie byłaby przeszkoda żeby zabrać, gdyby nie kwestia tej nieszczęsnej immersji, która nijak nie pozwala mi się wczuć w niewiastę, z czego nawiasem mówiąc jestem nawet dumny. Oczywiście każdy niech sobie gra jak chce, ale próbowanie na siłę przekonać ludzi że w bitwie kobieta dorównuje mężczyźnie, nieważne czy tej średniowiecznej czy kosmicznej, jest po prostu niepoważne. Dlatego choć akceptuję fakt istnienia takiej opcji w konfiguracji postaci, choćby dla kobiet-graczy, to zawsze będę się dziwił mężczyznom którzy mając do wyboru faceta i kobietę, wybierają to drugie. Dziwne, ale jak ktoś chce to jego sprawa.
Skoro ja jestem Shepardem a Shepard jest mną w grze, to nie widzę możliwości odrzucenia mojej płci. Byłoby to coś dla mnie nienaturalnego, żeby nie rzec: chorego. Tyle z mojej strony, kto chce niech się zgadza, kto nie chce - nie musi. Na szczęście każdy może sobie grać jak lubi.
Warto też nie tracić z oczu faktu że za te pieniądze dostajemy fajny pakiet: wszystkie gry i fabularne (i nie tylko) DLC, zunifikowana grafika (przynajmniej w miarę zbliżona we wszystkich częściach), wreszcie kinowa lokalizacja bez konieczności modyfikacji plików (jak to było w ME2), start z jednego menu, brak problemów z importem save'ów itp, brak konieczności instalacji DLC, lokalizacja PL DLC, itd, itd.
Dla mnie to całkiem sporo, choć naturalnie chciałoby się wszystkich części z grafiką na poziomie Andromedy, no ale warto docenić co dają.
Im dłużej myślę o tym pakiecie tym bardziej dochodzę do wniosku że to taki fajny prezent dla miłośników gry. Wreszcie gra w ME nie gryzie grafiką w oczy, wreszcie koniec dłubania w plikach, koniec szukania po sieci jak spolonizować to czy tamto. Wszystko czysto i schludnie, wygodnie podane w jednym pakiecie. Nic tylko zainstalować raz i grać kiedy tylko przyjdzie ochota.
Wiele wskazuje na to że będzie lokalizacja kinowa wszystkich 3 części, czyli polskie napisy i oryginalny dubbing. Nie sądzę żeby pojawił się polski dubbing, choć naturalnie nie można tego wykluczyć.
Trudno dyskutować gdy ja o jednym ty o drugim.
Jak pisałem wcześniej, były wyjątki od reguły i kobiety też, ale bardzo rzadko, bywały wojownikami czy przywódcami. Co do przykładu Joanny to bym nie przesadzał, bo skończyła jak skończyła. Dlaczego? Bo musiała ulec sile męskiej dominacji. A ta męska dominacja nie wzięła się znikąd tylko właśnie z tego, że mężczyźni jako płeć silniejsza narzucają swoją wolę światu. Tak było od zarania dziejów i tak będzie zapewne zawsze, miejmy nadzieję. Nie ma w tym niczego złego, po prostu naturalny porządek rzeczy.
Jeśli uważasz że siła czy charyzma nie mają znaczenia w grze, to może zastanów się dlaczego m.in. te cechy Sheparda można i należy rozwijać w ME.
No i może gdybyś te gry jednak przeszedł (bo skoro piszesz takie rzeczy to mam wrażenie że gra cię jakoś ominęła), to wiedziałbyś że 99% walk we wszystkich ME to walka nie ze Żniwiarzami tylko całkiem przyziemnymi ludźmi, obcymi czy droidami. A tam siła, sprawność, wytrzymałość, celne oko, ale także i charyzma (w końcu nie bez powodu Shepard otacza się swoją drużyną, która idzie za nim w ogień) są najważniejsze, żeby dotrzeć do celu i wygrać. Nie rozumiem jak tego można nie zauważyć. Przecież to jeden z najistotniejszych elementów rozgrywki i budowania oraz rozwoju postaci.
Natomiast niewiasta-Shepard. No cóż, zrobili taką postać bo mogli, ale to nie zmienia faktu że nie ma ona wiele wspólnego z rzeczywistością. Równie dobrze mogliby zrobić Sheparda z ogonem, albo z nadprzyrodzonymi mocami, tylko dlatego że mogą. Nie znaczy to że ktoś taki może istnieć w przyrodzie. Oczywiście przyjmuję argument że skoro jakaś kobieta była czymś więcej niż tylko zwykłą kobietą to Shepard-kobieta ma prawo bytu. Oczywiście że ma, nawet bez tego by miała, co nie znaczy jednak że dla mnie taka postać jest atrakcyjna do ogrania.
Chcę być dobrze zrozumiany: nie przeszkadza mi że taka postać kobieca istnieje, choć - jak powtórzę - dla mnie nie ma ona grama sensu.
No i na koniec zostaje temat poprawnej polityczności. Chyba nikt nie będzie negował że akurat gry BW są naszpikowane czymś takim, choćby świadczy o tym możliwość zrobienia ze Sheparda dewianta seksualnego jeśli ktoś ma ochotę, dlaczego mieli więc na siłę nie promować kobiety-Sheparda w ramach "równości". Powtórzę jeszcze raz i na tym poprzestanę: jeśli ktoś chce to wolna wolna, niech gra kobietą. W moim przypadku granie facetem jest czymś naturalnym i akceptowalnym, całą reszta to już zabawa na siłę, czyli brak zabawy.
Na szczęście jest wybór, więc kto chce ten gra tak, a kto nie, to siak.
Miłego dnia i niech każdy gra tak jak lubi.
Hmm, czyli lepiej byłoby, żeby dajmy na to we wszystkich rpgach nie dało się wybrać "walczącej" klasy dla postaci żeńskiej?
Nie, dlaczego?
Wybór jest ok, jeśli ktoś chce, to niech gra kobietą, zresztą nie wolno zapominać że jakiś tam procent graczy to także kobiety i dla nich powinna być możliwa do wyboru postać kobieca, mimo że w zasadzie kobieta-wojownik nie ma za dużo sensu.
Mnie to osobiście nie przeszkadza, skoro są chętni to czemu nie.
Ja pisałem tylko o sobie - dla mnie kobieta nie jest kimś kto powinien walczyć, jej rola jest inna, dlatego nie wyobrażam sobie żebym mógł postacią kobiecą sterować. Starannie omijam gry gdzie taka postać jest i nie można jej zastąpić mężczyzną. Ale jak ktoś chce, to wolny wybór.
Nie rozumiem tego narzekania że drogo. No owszem, z naszej polskiej perspektywy może i faktycznie dość drogo, bo gry stare a ludzie przyzwyczajeni do przecen i rozdawnictwa, więc chcieliby taniej - potrafię to zrozumieć. Z drugiej jednak strony dostajemy produkt skierowany raczej dla miłośników serii, albo tych którzy w Mass Effecta nigdy nie grali. Było nie było za 90 zł od sztuki dostajesz 3 fenomenalne gry, ze świetną fabułą, bohaterami i - jakby nie patrzeć - rozgrywką. Jeśli ME dla ciebie nie jest serią do której wracasz co jakiś czas, to i ten zestaw nie jest skierowany dla Ciebie, lepiej za te 270 zł kupić coś nowego i cieszyć się zabawą. No ale jeśli jesteś fanem, to po prostu to jest must have i cierp ale płać. :)
Złoty status miesiąc przed zapowiadaną datą premiery? To chyba znaczy że się chłopcy za bardzo nie przepracowali.
Cóż, początkowo byłem naturalnie nastawiony entuzjastycznie do tej wersji Legendary, ale po tym co pokazali ostatnio mój entuzjazm ewidentnie opadł. Kupić i tak kupię, w końcu to Mass Effect, ale nie jest to nawet 25% tego co sobie wymarzyłem. Chyba w praktyce tylko sensowną zmianą jest nowa grafika w ME1, dzięki czemu kolejne przejście grafiki nie będzie takie męczące w przypadku pierwszej części Arcydzieła.
Bo brak penisa uniemozliwia pokonanie Zniwiarzy, czy jak?
Widzę że głodnemu chleb na myśli.
Nie wiem skąd pomysł że genitalia cokolwiek mają tu do rzeczy, natomiast siła fizyczna, agresywność, wola walki, zwinność, charyzma, cechy przywódcze - to jest coś czego z reguły kobiety nie mają, natomiast jest to dość naturalne dla mężczyzn. I rzekłbym że w historii świata miażdżąca większość przywódców wojskowych jak i zwycięzców w wojnach to jednak byli mężczyźni, nie kobiety (choć naturalnie jestem świadomy nielicznych wyjątków). Dlatego zawsze mnie śmieszą wciskane do gier, a ostatnio do filmów, kobiety jako bohaterki kina akcji, choć kobiety się do takich rzeczy po prostu nie nadają - no ale poprawność polityczna nigdy nie miała nic wspólnego z logiką.
Nigdy nie potrafiłem zrozumieć jak facet może grać "żeńskim" Shepardem. Raz że kobieta w takiej roli to jakaś kpina, bo nie nadaje się przecież do ratowania galaktyki. Druga sprawa to nie wiem jaka może być immersja między graczem-mężczyzną a postacią protagonisty kobietą.
Chyba raz grałem w grę gdzie sterowałem kobietą i to był pierwszy Tomb Raider. Gra nudna i która spłynęła po mnie jak woda, właśnie przez ten brak immersji.
Naturalnie ja nikomu nie bronię gry kobietą skoro ktoś lubi, ale dla mnie to jest coś nienaturalnego i dziwnego.
Bo ten skaczący cyber-nekro-Saren to był taki lekko beznadziejny boss. Cała jego siła polegała na tym skakaniu po ścianach i suficie co mnie osobiście w grach drażni, bo świadczy o tym że twórcy nie mają pomysłu na takiego finałowego bossa.
Faktycznie, na najwyższym poziomie ubicie drania było trudne, dopóki człowiek nie zorientował się jaki jest mniej więcej algorytm jego zachowania i odnawiania się energii. Ale to był trudny boss zrobiony na siłę, żeby tylko uprzykrzyć życie graczowi. Zupełnie inaczej np. wypadała finałowa walka ze Shadow Brokerem w dodatku DLC. To jest dla mnie przykładem tego jak powinna wyglądać finałowa walka w tego typu grze.
Z misjami Mako to był jeszcze inny problem. Jeśli gracz miał nieco kompulsywny charakter, to po prostu nie mógł nie wykonywać tych drobnych, zupełnie zbędnych misji pobocznych, a było ich multum, z czego ogromna większość z Mako. Strasznie to wybijało z rytmu gry, człowiek miał świadomość że robi jakieś misje śmieciowe, które nijak fabuły nie popychają do przodu, ale po prostu nie można było ich nie zrobić, bo czuło się przymus. I w pewnym momencie orientowałem się, że na samą myśl o Mako i tych misjach odechciewało mi się grać, bo te misje po prostu były męczące, nudne, monotonne i często wkurzające przez te głupie szczyty górskie na które trzeba było koniecznie wjechać Mako. Jakby nie można było na nie wlecieć promem. Niby XXIII wiek a musisz wjechać na Mount Everest pojazdem kołowym i już. I dlatego Mako może się wielu kojarzyć nie tyle z kłopotliwym sterowaniem (bo ono kłopotliwe nie jest), tylko z tą nudą i monotonnością tych misji, które rozwadniają klimat samej gry. Tak więc jeśli w Legendary Edition poprawili tylko sterowanie Mako ale zostawili te śmieciowe misje poboczne, to one dalej będą nudne i męczące ale to nie z powodu Mako.
Nie wiem co oni z tym Mako. Mako w ME1 nie był złym pojazdem, prowadziło mi się go bardzo przyjemnie. Problemem było to że trzeba czasami było przedostać się przez horrendalnie trudne do przejechania pasma górskie. Jeśli Mako musi podjechać pod szczyt góry gdzie stromizna wynosi ze 60-70 stopni to nic dziwnego że czasami pojazd stawał i się po prostu wywracał. Trzeba było mozolnie szukać nieco łagodniejszego przejazdu przez te szpiczaste górskie szczyty, albo szukać objazdu przez pół mapy. I to było męczące i frustrujące, a nie sama fizyka jazdy Mako. Inna sprawa że jak się człowiek namęczył żeby gdzieś tam dojechać, to i tak znajdował jakieś zapiski Matrony albo medalion oddziału Salarian, czy też inny badziew nie wart całego wysiłku. Ale sam Mako był ok.
Tak naprawdę w ME1 to co mnie w rozgrywce bolało najbardziej to straszliwie słaba moc rażenia broni, czego bym nie użył. W każdego wroga trzeba było monotonnie napierniczać ołowiem, chować się i schładzać broń, znowu napierniczać ile się da, znowu schładzać i tak aż do skutku. Ani to ciekawe ani nie fajne, więc oby to poprawili.
Nie podoba mi się natomiast zapowiedź że obniżyli poziom trudności gry, a w końcówce przyśpieszyli wzrost poziomu postaci, czyli de facto znowu ułatwili grę. Bossowie oraz finałowa walka były dość trudne (nie wiem jak na niższych poziomach trudności bo zawsze grałem w ME1 na najwyższym) i czasami trzeba było się naprawdę wysilić, ale przynajmniej człowiek czuł że walka ze Żniwiarzami to nie w kij dmuchał. Oby nie było teraz za łatwo.
Jakie był bugi w ME2? Szczerze mówiąc to nie kojarzę żadnego, może poza jednym gdy w określonym miejscu Shepard zakleszcza się na Normandii i trzeba ładować save'a. Drugi to gdzie grę wywalało mi do pulpitu gdy biegłem jednym z korytarzy na Illium, dopiero powolne przejście tego miejsca pozwalało przedostać się do dalszej części gry? NA inne błędy nie natrafiłem, albo były na tyle nieistotne że teraz o nich nie pamiętam.
ME2 i 3 faktycznie wyglądają coraz mniej efektownie, na kolejnych filmach, ale ten zestaw warto kupić choćby dla dobrze wyglądającego ME1, który dla wielu młodszych graczy, albo tych którzy ME nie znają, był do tej pory swego rodzaju barierą nie do przebycia przez słabą grafikę i odrobinę archaiczny gameplay. To plus wszystkie dodatki z PL w jednym pakiecie - nie można nie kupić.
A konkretnie w 1978 roku gdy powtórnie wypuszczono do kin ten film, właśnie ze zmienionymi napisami początkowymi i śródtytułem. Co ciekawe zarobił on wtedy tak dużo pieniędzy że znalazł się w pierwszej 10 największych przebojów kinowych roku - chyba na 8 miejscu skończył ten rok. W sumie to 3 raz ten sam film dokonał tej sztuki w 1997 roku, gdzie zajął 5 miejsce pod względem przychodów, choć naturalnie była to Special Edition. Mówcie co chcecie, ale Lucas potrafił sprzedawać to samo kilka razy z dużym powodzeniem.
Oni wszyscy są "podekscytowani", cokolwiek by się nie działo. Nieustanne życie w podekscytowaniu...
No ale wiesz, jak sobie użyją tego "bumera" to czują się tacy lepsi, amerykańscy, fajnopolscy... :)
Ja bym powiedział że raczej takie cywilizacyjne nowotwory jak FB czy Twitter dają ludziom to co oni lubią. Ludzie lubią się żreć i te firmy po prostu to wykorzystują. Gdyby ludzie potrafili żyć w zgodzie, potrafili w odpowiednim momencie odpuścić, potrafili zrozumieć że fakt iż ktoś ma inne poglądy niż ja to nie jest powód żeby kogoś znienawidzić, to by nie było tego całego paliwa do wzajemnej nienawiści.
"Ładne ale głupie" - to przerasta po prostu ludzkie pojęcie. Gdyby ignorancja miała swoją twarz, to byłby nią ten artykuł. Albo twarz autora.
To, że parę filmów autor uznał za niedorobione fabularnie, mało klarowne, nie znaczy, że ma problem z ich odczytaniem.
Bronisz coś czego wybronić się nie da. Autor sam się podłożył zarzucając kilku naprawdę dobrym, przemyślanym, inteligentnym, z zacięciem filozoficznym filmom - bełkot fabularny. To znaczy że ich nie zrozumiał. Bo gdyby zrozumiał, to by nie nazwał ich fabuły bełkotem. Rozumiesz?
Po prostu chłopcy nie rozumiecie pewnych spraw, nie są to rzeczy którymi powinniście się zajmować, bo was to przerasta, nie pierwszy to i nie ostatni taki "artykuł" na tej stronie.
Serio, komiksy to coś dla was, Avengersi to przecież arcydzieło realizacyjne i fabularne i tego się trzymajcie, te wszystkie bełkotliwe filmy (niektóre o zgrozo czarnobiałe!) dla ponurych jajogłowych to coś od czego powinniście trzymać się z daleka, bo to po prostu inny świat, im szybciej się z tym pogodzicie tym lepiej dla was.
Jaka uroczo tania wycieczka personalna, w dodatku niemająca pokrycia w rzeczywistości.
To żadna wycieczka personalna tylko logika. Skoro takie filmy, stosunkowo proste do zanalizowania i zrozumienia jak Źródło czy Atlas chmur są dla autora "bełkotem" to znaczy że trudne filmy są dla niego zbyt...trudne i powinien poprzestać na prostej rozrywce, jakiej nie brakuje. Aż się boję pomyśleć co tenże autor by zaczął wypisywać gdyby trafił na filmy Bergmana, Inland Empire Lyncha czy Zeszłego roku w Marienbadzie. Niech zostaje jednak przy komiksach, dla własnego bezpieczeństwa. :)
Jak można było w ogóle stworzyć ten "artykuł"?
Autor albo kompletnie nie potrafi zrozumieć nieco bardziej skomplikowanych i wymagających intelektualnego zaangażowania fabuł filmowych, albo... nie potrafi zrozumieć nieco bardziej skomplikowanych i wymagających intelektualnego zaangażowania fabuł filmowych. Większość przytoczonych tytułów to bardzo dobre filmy, często alegoryczne, często wymagające przeanalizowania, ale pisanie że to bełkot... No cóż, dla autora Marvell i DC to widać szczyt jego możliwości jeśli chodzi o kino, a filmów ambitnych nie powinien jednak ruszać bo powodują u niego dysonans poznawczy, który prowadzi do stresu. A stres jest niedobry.
Ja nie rozumiem, po prostu nie rozumiem jak korporacja tak wielka jak Disney, inwestująca kilka miliardów w markę SW, nie miała przygotowanego treatmentu (czyli historii) całej trylogii przed rozpoczęciem zdjęć do pierwszej części. No nie mieści mi się to w głowie. Apotem na gwałt łatanie fabuły bo ktoś sobie coś wymyślił i nakręcił w którejś części i nic na koniec nie trzyma się kupy.
Inna sprawa, że u Lucasa było podobnie, przecież w Nowej Nadziei nie było mowy, ani nawet Lucas o tym nie myślał, że Luke to syn Vadera, tylko że ten fenomenalny zwrot akcji nieźle pasował do pierwszej części i w trzeciej to już było tylko doprowadzenie tej historii do finału. Ale to dopiero gwałtowne zmiany w scenariuszu do TESB wprowadziły to pokrewieństwo, w 1975 roku nikt o tym w ogóle nie myślał zaczynając całą produkcję.
Jestem wielkim fanem Star Wars: zarówno tych oryginalnych, prequeli (ale troszkę mniej), sequeli (dużo bardziej mniej), nawet spin-offów (tak w miarę mogą być).
Mimo tego jednak nie mogę, po prostu nie mogę przejść do porządku dziennego nad tym, że zarówno sequele Lucasa jak i prequele Dusneya mają po prostu fatalne postacie, albo są to postacie fatalnie zagrane, albo jedno i drugie (najczęściej).
Anakin, Kenobi, Amidala w prequelach, nie mówiąc o postaciach 2 i 3 planu to po prostu niewyobrażalne wręcz drewno. Nawet McGregor poza wybranymi scenami to takie same drewno i fakt że widz coś do tych postaci czuje to zasługa tylko i wyłącznie świadomości że to te same postacie które tak fenomenalnie skonstruowano i zagrano w Oryginalnej Trylogii. Jedynie Palpatine robi swoje, zarówno jako postać jak i aktor. Reszta jest w zasadzie smutnym milczeniem.
W trylogii Disneya jest gorzej, choć aktorsko wszystkie postacie biją te z prequeli na głowę, bo zatrudniono po prostu bardziej utalentowanych odtwórców. Ale co z tego skoro są to postacie tak kompletnie nijakie, tak zbędne, niepotrzebne i w ogóle w niektórych przypadkach (ze szczególnym podkreśleniem postaci Finna) zatruwające to co widać na ekranie że aż płakać się chce czasami. Jeszcze o ile Rey jest fajna i zagrana przyzwoicie (wzbudza zawsze moje opiekuńcze uczucia), tak reszta po prostu nudzi i kompletnie nie potrafię się nimi przejąć. Te postacie w ogóle mnie nie obchodzą. Jak można było zrobić głównego badguya kimś takim jak Kylo Ren: płaczliwy furiat, jak nazywa go mój znajomy: Darth Gimbus? Ani on straszny, ani wewnętrznie skomplikowany, ani ciekawy. Jakiś rozkapryszony dzieciak z paskudną gębą, dla którego byłoby lepiej gdyby nigdy tego hełmu i maski nie zdjął. I ja mam uwierzyć że takiej miernocie powierzono dowodzenie najpotężniejszymi siłami zbrojnymi od czasu upadku Galaktycznego Imperium? Tę trylogię ratują wyłącznie bohaterowie Oryginalnej Trylogii oraz całkiem niezłe sceny akcji, ale jądro, trzon fabuły i relacje między głównymi bohaterami to dramat i komedia w jednym, to jest tak nijakie, zbędne i bolesne dla fanów prawdziwych Star Wars, że łzy same napływają do oczu jak można było tak w ogóle nie dopracować tego co w każdym filmie najważniejszego, czyli postaci pierwszego planu.
Cavill jako Shepard byłby całkiem na miejscu, choć aktor jest na mój gust nieco za ładny jak na tę postać. Druga sprawa to że aktor jest charakteryzowany prawdopodobnie do sceny w Wiedźminie, przecież widać że ma długie, jasne włosy.
Gdyby ekranizowano Mass Effecta to by było o tym dawno wiadomo, w Hollywood chyba nigdy nie ukrywano tak wielkich produkcji tylko zapowiadano je z wielkim wyprzedzeniem.
A kartki z tekstem z Wikipedii... no po co miałby je mieć na planie Mass Effecta zamiast scenariusza? Odrobinę to wszystko bez sensu.

Przed chwilą czytałem na ich stronie że AGM-154 tylko do wersji B, o AGM-158 dla F-16 ani słowa.
Trochę szkoda że nie planują zrobić Block 52 bo jednak bez tego taki F-16 w naszym malowaniu jest odrobinę bez sensu. No i nie planują w ogóle zaimplementować AGM-154C że o AGM-158 nie wspomnę.
Co do tej grafiki z naszym eFem w kamo z Tiger Meet 2014 (bo to grafika z DCS, tak?:)) to widzę tam zasobnik Lightning, a nasze przecież mają tylko Snipery. To błąd w grze?
W ogóle tam jest sporo innych błędów: brak anten ECM na podstawie statecznika pionowego tuż przy zasobniku na spadochron, brak dwóch anten na wlocie powietrza, sam wlot powietrza to chyba jest szeroki, nie NSI jak w naszych
Co do tego naszego Block 50 to chyba była makieta, bo raczej naszym mechanikom do szkolenia i ćwiczeń nie jest potrzebny samolot z silnikiem innym niż posiada cała reszta naszej floty.
Ta seria to dla mnie prawdziwy fenomen: nie spodziewałem się że tak złe i głupie filmy, z tak bezsensowną fabułą i z tak denerwującymi swoją głupotą bohaterami mogą zarobić tak wielkie pieniądze. Pamiętam że jakiś czas temu skończyłem oglądanie tych filmów bodajże na 2 czy 3 części, bo stwierdziłem że w kinach jest tyle filmów że nie będę marnować czasu na takie gnioty a seria za dobrze nie rokuje o ile w ogóle. Potem nagle (po 10 latach chyba) obejrzałem część 7 czy tam też ósmą i okazało się... że dalej to są głupie, pozbawione sensu filmy z kretyńskimi i drażniącymi swoją głupotą bohaterami.
A ja bardzo lubiłem wszelkie fabularne misje w (pseudo)symulatorach lotu, choć wiem że to trochę co innego niż dynamiczne kampanie i misje generowane przez komputer.
Było nie było fajnie jest wiedzieć czemu służy ten konflikt w którym się walczy i co ma się osiągnąć. Pamiętam kolejne, nie kończące się misje w Falcon 4.0, gdzie moja rola ograniczała się do patroli pomiędzy kilkoma punktami kontrolnymi, gdzie w zasadzie czy kogoś zaatakowałem czy nie nie miało żadnego znaczenia, bo lądowałem, przechodziłem do kolejnej wygenerowanej losowo misji znowu było to samo, albo coś podobnego. Nie rozumiałem po co to robię, czemu to służy, czy to coś daje. Nuda, nuda a na koniec kampanii i tak nie kończyłem bo miałem dość. Niech te kampanie dynamiczne będą faktycznie dynamiczne, ale niech tam będą zaszyte jakieś atrakcje dla gracza, jakieś wyreżyserowane ruchy wojsk przeciwnika, jakieś konkretne zadania do wykonania, wtedy taki symulator ma inny smak.
Ja myślę że nie warto tego prawnie regulować, niech rynek sam to wyreguluje.
I już to widzę jak unia zrobi coś dla Polski...
mam dość ciągłego traktowania nas Polaków graczy jak śmieci rozumiem małe studia gier Indie ale nie grę typu AAA gdzie seria jest u nas od lat ma ogromną rzeszę fanów gier filmów tej serii i płacimy za gry tyle co wszyscy... i co a to że Capcom właśnie mówi ej ty zajechany śmieszny polaczku cho tu jak ci wyk...w ryj tą polonizacją to zobaczysz.
Zapewne po roku od premiery pojawi się jakieś nieoficjalne spolszczenie, ale co prawda to prawda.
Pamiętam jaka była awantura o brak spolszczenia do Dead Space 1 czy 2 (nie pamiętam już), a teraz ludzie jakoś to przełykają bez zdziwienia. Jeśli my nie będziemy wymagać od producenta, to nic z tego nie będzie panowie.
Nie wiem, jakoś w latach '90 gdy pojawiały się pierwsze spolszczone gry, a piractwo przeżywało swoje złote czasy, opłacało się producentom robić polskie wersje, mimo że oryginały mało kto kupował, a jak kupował to był wyśmiewany przez znajomych że frajer. Teraz jak widać nic się nie opłaca, nawet dodanie polskich napisów.
Szkoda, bo akurat ten Resident Evil bardzo mi się spodobał na trailerze, ale dla zasady nie kupię, skoro producent mnie lekceważy.
Serio chciałbyś oglądać film o tym jak dwóch facetów przebiera się za niewiasty?
Jeśli tak to wybierz pierwszy lepszy film Netfixa. :)
No i widzę że administracja wkroczyła i mój nieprawomyślny post został skasowany.
Dziwię się że jeszcze bana nie dostałem, bo za takie myślozbrodnie jak moje to i tak najniższa kara. W końcu nie może tak być, żeby ktoś mówił prawdę bez poniesienia konsekwencji, w kraju nowych rad tak nie może być, prawda?
Fajny Orwell na tym forum panuje.