Borderlands - przed premierą

Borderlands to stworzony z myślą o kooperacji miks FPS-a, RPG-a i wyścigów, który klimatem, fabułą i symboliką nawiązuje do takich dzieł jak Mad Max i Biblia.

Bartłomiej Kossakowski

9

Są dwie rzeczy, które trzeba koniecznie wiedzieć o Borderlands. Po pierwsze: to stworzony z myślą o kooperacji miks FPS-a, RPG-a i wyścigów, który klimatem, fabułą i symboliką nawiązuje do tak odległych – zdawałoby się – dzieł jak Mad Max i Biblia. Konkretna mieszanka. Po drugie: w tej grze znajdzie się pół miliona rodzajów broni. Jakby sporo. Wiadomo, że liczba jest ostro przegięta i ma po prostu zrobić wrażenie (i nie da się ukryć, że robi). Spluwy będą podzielone na grupy i opisane statystykami. Każda z możliwością rozbudowy. Do odnalezienia przy ofiarach, kupienia u podejrzanych gości i własnoręcznego zmontowania. Czyli nie będą różnić się tylko kolorami. Pięćset tysięcy gunów. To brzmi dumnie.

Czy zoom w broni numer 4677 okaże się na tyle dobry, by ustrzelić skrzydlate potwory?

Taka liczba narzędzi zagłady zapowiada niemałą sieczkę. A i owszem, nie będzie to opowieść o tym, jak bohater wybiera się na wakacje do polskiego kurortu. Gracze wybiorą jednego z trójki najemników, specjalizujących się w mordowaniu potworów zamieszkujących Pandorę – planetę na krawędzi galaktyki. Nie wiadomo, kto i kiedy ją tak nazwał, ale wygląda na to, że ludzie od początku świadomie pchali się w kłopoty. Główna rola kobieca przypadła Lilith – nie dość, że nosi imię pierwszej wygnanej z Raju, to do tego jest syreną. Pozostali to Roland – romantyczny bohater i mściciel oraz Mordecai – wieczny tułacz, poszukujący kogoś ze swojej przeszłości. Szykuje się nam piękna opowieść, szykujcie powoli chusteczki.

Pandora, pokryta lodem i śniegiem planeta, została skolonizowana przez ludzi. Byli osadnicy, wśród nich naukowcy i przedstawiciele korporacji, wszystko szło zgodnie z planem, aż tu nagle natura spłatała im figla i po rozpuszczeniu się śniegu miejscówka okazała się mniej przyjazna, niż podejrzewano. Bogatsi sobie poradzili, szybko uciekając. Ci, którzy pozostali, po prostu próbują przetrwać, wraz z zamieszkującymi to piekiełko kreaturami.

Sama planeta to teraz w większości fantastyczno-postindustrialna pustynia. Nie do końca wiadomo, na czym polegał przemysł tubylczej cywilizacji, którego pozostałości oświetliły dalszą drogę świadomości przybyłych na Pandorę ludzi, ale to ma się wyjaśnić. W tym sezonie dominują tu brązy, beże i metaliczne szarości. Sceneria porównywana bywa do Mad Maxa, ale niezwykłość okoliczności przywołuje też skojarzenia z filmem Tank Girl czy mniej popularnym Action Mutante: pustka, przestrzeń, metale i gdzieniegdzie trochę rdzy. Pustka zawsze nadaje obiektom monumentalności – nawet, jeśli w tym przypadku są to kaktusy. A na pewno, jeśli są to pojazdy, których w Borderlands nie zabraknie. Ale na granicznych piaskach czekają też zdecydowanie większe atrakcje, jak chociażby olbrzymi kopalniany żuraw – jeden z pierwszych obiektów, który zaprezentowali twórcy: pojazd porwany przez barbarzyńców, który po przejęciu posłuży do wypraw przez przestwór pyłowego oceanu i przyda się w niejednej walce.

Borderlands

Borderlands

PC PlayStation Xbox
Data wydania: 20 października 2009
Borderlands - Encyklopedia Gier
8.1

GRYOnline

7.8

Gracze

9.0

Steam

Oceń Grę

Podczas pierwszej prezentacji autorzy pokazali też osadę. Miejsce, którego mieszkańcy głównie bronią się przed wspomnianymi barbarzyńcami (w takich warunkach ludzkość co nieco zdziczała). Krótki rekonesans i już się zaczyna. Podczas zakupów w sklepie sprzedawca pyta, czy może liczyć na pomoc z transporterem, a jedna z tutejszych przywódczyń oferuje niemałą nagrodę za zamordowanie szefa bandytów. Co chwila ktoś będzie zlecał questy: o różnym stopniu złożoności i czasochłonności. Jednym razem nagrodą będzie potężna spluwa, innym – posunięcie się historii w odpowiednim kierunku i odkrycie kilku brakujących elementów fabularnej układanki.

Warto wypatrywać wrogów z fajnymi giwerami, bo potem można im je zabrać. Wspomniałem ich statystyki. To nie wszystko - wszystkie będą miały też własne nazwy i charakterystyczne dźwięki strzału czy przeładowywania. Rodzajów zbroi i przeróżnych przedmiotów będzie też kilkaset tysięcy, niektóre pasujące do poszczególnych bohaterów naszej opowieści. Osłony, generatory energii, mikrochipy: takie zabawki też się pojawią w dużych ilościach.

Małe, szybkie i zwinne pojazdy są fajne, ale dopiero zasiadając za sterami tego potwora z tyłu poczujemy prawdziwą moc.

Skąd pomysł na tyle ekwipunku? Jak wyznali sami autorzy, częściowo z miłości do Diablo. Legendarna gra jest ich zdaniem bardzo prosta, ale silnie uzależniająca. Stopień skomplikowania Borderlands będzie nieporównywalnie większy, a zastosowanie pewnych diabelnych rozwiązań wpłynie na różnorodność. Mimo to, na rzeczy jest przede wszystkim FPS - gra, w której liczy się akcja. Elementy erpegowe i levelowanie postaci nie oznaczają wprowadzenia aktywnej pauzy, jak w Mass Effect. Chodzi o strzelanie: każdy będzie to mógł robić po swojemu – jedni z naciskiem na brawurę, inni jako snajperzy chowający się po kątach, ale chodzi o akcję. Dobranie do swojego stylu gry jednej z 500 000 pukawek nie powinno być problemem.

Każdy z trójki głównych bohaterów ma własne motywy i historię. I questy, które będą przeznaczone tylko dla niego. Mordecai to snajper, który przybył na planetę w poszukiwaniu swego przyjaciela, a ten – jak się niebawem okazało – zmarł ponad rok wcześniej. Roland to żołnierz, prawdziwy weteran, a Lilith – jedna z sześciu syren w galaktyce. Co zabawne, dysponuje ona przepotężną mocą, ale nie do końca wie, jak ją poskromić. Odegra częściowo rolę maga, ale że okoliczności na Pandorze są takie, a nie inne, nie będzie ciskać fireballami. Sama weźmie się do walki, bo jest zwinna niczym Trinity z Matrixa. Może ona przyjmować dwie różne formy – po transformacji dostaje supermoce. Całkiem wesoła z nich ekipa.

W trybie kooperacji będzie mogło grać do czterech osób: zarówno online, jak i offline, choć nie wyobrażam sobie zabawy na ekranie podzielonym na cztery części. W wersji przez sieć jeden z graczy zaczyna, a pozostali dołączają do hostowanej przez niego gry, ale ze zdobytymi łupami i wylevelowanymi postaciami. Tak, wiemy, jest tylko trzech bohaterów do wyboru. Twórcy też tego nie przeoczyli – trochę to dziwne, ale tak to sobie właśnie wymyślili, że dwie takie same postaci będą mogły stanąć u swego boku. Dzięki elementom erpegowym i mnogości ekwipunku prawdopodobnie nigdy nie będą to jednak dwie identyczne jednostki. Teoretycznie można wybrać nawet cztery te same postaci, ale gra jest tak opracowywana, by bohaterowie wzajemnie się uzupełniali, więc na dłuższą metę okaże się to bez sensu. Bez przyjaciół też damy radę: NPC wspomogą nas w trudniejszych momentach. W poszczególnych misjach będzie można wybrać ich specjalizację i… wydawać proste komendy. Takim gościom możemy też zmieniać broń i decydować drodze rozwoju ich umiejętności.

Nowe lokacje warto zwiedzać w pojeździe. Mniejsza już z odległościami, tak po prostu będzie bezpieczniej. Widok przeskakuje wtedy na trzecioosobowy, jeden z graczy kieruje pojazdem, a drugi pruje z działka. Gdy sterowanie oddamy w ręce NPC-a, podobno też nie ma się o co martwić – twórcy zapewniają, że przyłożyli się do tego aspektu i wirtualni kierowcy dają radę. Ba, dbają nawet o styl: sporo tu pagórków i nierówności terenu, więc nie zabraknie skoków i efektownych ujęć kamery. W razie czego w każdej chwili można się zamienić miejscami. Będzie dużo pościgów i strzelanin, ale również… tuning! Bo w tej grze naprawdę każdy sprzęt można modyfikować. Nie muszę chyba dodawać, ile różnych części będzie dostępnych? Nie muszę. Dodam więc, że w projektowaniu futurystycznych pojazdów pomagał Ron Cobb – artysta, który ma swoim koncie prace przy Gwiezdnych Wojnach czy Obcym.

Działanie broni numer 3292 okazało się niespodzianką nawet dla samych bohaterów.

Walki z bossami mają być długie i intensywne – takie stwierdzenie może paść z ust połowy twórców gier. A spośród nich wielu okaże się potem kłamczuszkami. W przypadku ekipy Gearbox, autorów Borderlands, można w to jednak wstępnie uwierzyć. Projekty potworów wyglądają na efekt fantazji na temat naszych ziemskich dinozaurów czy słoni – wrażenie, jakie robią niektóre z nich, wydaje się porównywalne do Shadow of the Colossus. Są też nieco mniejsi goście, na przykład masowo pojawiające się pterodaktyle zwane rakk.. Wizja toczenia bitew z gigantycznymi monstrami pobudza wyobraźnię, bo pamiętajcie przecież, że można to zrobić w co-opie! Każdy odgrywa swoją rolę, przygotowuje wcześniej broń na to akurat starcie, ktoś bierze swój ulubiony pojazd… A potem wspólnymi siłami próbują utłuc na pustyni jednego z tych wielkoludów. Troszkę się rozmarzyłem, ale tak właśnie działa na mnie ta gra.

Borderlands to szalenie ambitny projekt. Ciekawe, czy twórcy Brothers in Arms sobie z nim poradzą. Utrzymanie spójności to pierwsze zadanie, bo porywają się na grę, która ma tyle różnych rozwiązań, że można nimi obsadzić co najmniej kilka tytułów. A to jest zawsze ryzykowne. Dodajmy do tego obietnice o losowo generowanych lokacjach i braku jakichkolwiek ekranów ładowania, nie zapominając jednocześnie o magicznej liczbie pięciuset tysięcy broni, by stwierdzić, że z jednej strony inwestujemy w grę duże pokłady nadziei, ale z drugiej pojawiają się obawy.

Bartłomiej Kossakowski

NADZIEJE:

  • Pięćset. Tysięcy. Broni.
  • Duży i intrygujący świat;
  • tryb kooperacji dla czterech osób;

OBAWA:

  • ciekawe, czy uda się to wszystko zgrabnie połączyć.

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl