Gran Torino (2008) – Walt Kowalski. 7 filmowych Polaków, którzy łamią stereotypy
- 7 Polaków, którzy łamią stereotypy w zagranicznych filmach
- Pewnego razu w Hollywood (2019) – Roman Polański
- Gran Torino (2008) – Walt Kowalski
- Big Lebowski (1998) – Walter Sobchak
- Żyje się tylko dwa razy (1967) - Ernst Stavro Blofeld
- Wybór Zofii (1982) - Zofia Zawistowska
- Pół żartem, pół serio (1959) - Sugar Kane Kowalczyk
Gran Torino (2008) – Walt Kowalski

- Motyw: Clint Eastwood wciela się w Walta Kowalskiego, podstarzałego Amerykanina o polskich korzeniach
- Wydźwięk: w szorstki, ale nie pretensjonalny sposób Eastwood (jako reżyser) przedstawia poglądową przemianę niby to konserwatywnie zafiksowanego człowieka i obrazując stereotypy... walczy z nimi
- Gdzie obejrzeć: Chili, Netflix, Rakuten, iTunes
Gran Torino kojarzy się polskim widzom głównie z tym jednym nieprzyjemnym żartem, ale to kino przemiany, które pokazuje, że nawet najbardziej zatwardziali rasiści pod koniec życia mogą zmienić swoje poglądy o 180 stopni. Eastwood wciela się tu w Walta Kowalskiego (świadomie wybrał akurat to nazwisko, tak bardzo określa ono zwyczajność jego postaci, wręcz jej szarość), weterana wojennego, który „emeryturę” spędza w swojej ukochanej amerykańskiej bańce. Wszystko zostaje zaburzone, kiedy jego sąsiadami okazują się Azjaci, a ktoś próbuje ukraść mu ulubioną brykę.
To jedynie streszczenie początku, nie brnę dalej w szczegóły, natomiast pragnę skupić się na samej postaci Kowalskiego. Przypisanie temu (anty)bohaterowi polskiego pochodzenia nie jest przypadkiem. Eastwood sugeruje, że rasizm może być w człowieku już od małego - w zależności od wychowania, wpajanych wzorców, miejsca urodzenia, czy, w przypadku Kowalskiego, jego przeżytych doświadczeń. Co więcej, taka interpretacja zmusza nas do przyjęcia założenia, iż tego typu „Kowalskich” może być znacznie, znacznie więcej – a tego rodzaju wizja staje się już niepokojąca.
Siła obrazu Eastwooda tkwi w kompozycji: pedantycznie „posegregowany” (kino Clinta charakteryzuje porządek, panuje tu konsekwencja) scenariusz powoli rozrysowuje ścieżkę charakterologicznej przemiany. Całość jest namacalna, bo więcej w tym życia niż filmowości. Kowalski zmienia się na tyle, na ile pozwala mu własna natura oraz ego. I w tak nie do końca „czystą” metamorfozę sam pragnę wierzyć; tu przynajmniej nic nie jest skrajne, czarno-białe.