Twórcy Grand Theft Auto: The Trilogy – The Definitive Edition zapowiedzieli swój nowy projekt. BeastLink to wieloosobowa gra akcji o starciach ludzi i gigantycznych bestii, która – choć na papierze może robić wrażenie – nie przekonuje części graczy.
Studio Grove Street Games, znane przede wszystkim z pracy nad niesławnym Grand Theft Auto: The Trilogy – The Definitive Edition, oficjalnie ujawniło swój nowy projekt. BeastLink to nastawiona na multiplayer gra akcji, która zmierza na PC oraz konsole PlayStation 5 i Xbox Series X/S. Zaoferuje ona polską kinową lokalizację (napisy).
Akcja produkcji rozegra się w świecie po katastrofie, w którym ludzkość przetrwała jedynie w zniszczonych twierdzach, a ruiny dawnych metropolii zostały przejęte przez kolosalne stworzenia. Kluczowym elementem rozgrywki ma być tajemnicze serum, pozwalające nawiązywać więź z bestiami i korzystać z ich mocy.
Gra umożliwi walkę zarówno jako zwykły człowiek, jak i gigantyczne kaiju. Na polu bitwy pojawią się również pojazdy – od samochodów i czołgów po helikoptery oraz samoloty. Twórcy podkreślają, że każda rola będzie miała znaczenie podczas wielkoskalowych bitew dla maksymalnie 32 graczy.
Jednym z najważniejszych elementów BeastLink wydaje się być system pozwalający na zaawansowaną destrukcję, dzięki której gracze zniszczą całe budynki, stworzą nowe przejścia i dosłownie zmienią mapę podczas zabawy. Według deweloperów każda lokacja ma zawierać setki tysięcy zniszczalnych obiektów, a niemal wszystko widoczne na ekranie będzie można obrócić w ruinę.
Choć na papierze BeastLink wygląda jak bardzo ambitny projekt, załączony wyżej zwiastun gry raczej nie napawa optymizmem. Pod opublikowanym materiałem pojawiła się cała masa sceptycznych komentarzy, a wielu internautów otwarcie podchodzi do dzieła twórców kompilacji GTA z dużą rezerwą.
Jeden z użytkowników napisał:
To wszystko wygląda jednocześnie niesamowicie i strasznie. Nie potrafię tego wyjaśnić.
Inni gracze byli znacznie bardziej krytyczni:
Nigdy się nie dowiem, dlaczego Rockstar zdecydował się z nimi współpracować.
Pojawiły się też zarzuty sugerujące, że projekt przypomina niskobudżetowe produkcje tworzone z gotowych elementów:
Wygląda to na kolejną z tych oszukańczych gier typu „asset flip” z Kickstartera.
Nie zabrakło jednak również pozytywnych komentarzy:
Wygląda bardzo obiecująco. Proszę, nie przestawajcie tworzyć gier o kaiju – wielkie dzięki.
Inny użytkownik dodał z kolei:
Ośmioletni ja powiedziałby: „O tak, najlepsza gra roku!”.
Wśród komentarzy nie mogło też zabraknąć kultowego cytatu z GTA: San Andreas:
Ah shit, here we go again.
Wielu internautów zwraca również uwagę na wyraźne podobieństwa BeastLink do serii Earth Defense Force, choć w oczach wielu z nich produkcja Grove Street Games wygląda raczej jak ubogi kuzyn wieloletniego cyklu.

Choć twórcy nie podali jeszcze terminu premiery BeastLink w ramach wczesnego dostępu, gracze będą mogli bardzo szybko sprawdzić produkcję w akcji. Pierwszy weekend zamkniętej bety rozpocznie się już w nocy z piątku na sobotę (8–9 maja) o północy czasu polskiego i potrwa do poniedziałku do godziny 16:00.
Deweloperzy zapowiedzieli, że podczas testów dostępnych będzie kilka trybów rozgrywki. Samouczek pozwoli nauczyć się sterowania bestiami, Hazard Pay skupi się na eskortowaniu naukowców badających potwory, Beast Brawl zaoferuje drużynowe walki kaiju o kontrolę nad miastem, a Colony Purge połączy PvP i PvE w starciach o eliminację ukrytych gniazd stworów. Warto wspomnieć, że w becie gracze sprawdzą trzy grywalne bestie.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Więcej:„Wpadam tylko, żeby podzielić się informacją”. Twórców Mindseye miało opuścić już 170 deweloperów

Autor: Kamil Kleszyk
Na łamach GRYOnline.pl ima się różnorodnych tematyk. Możecie się zatem spodziewać od niego zarówno newsa o symulatorze rolnictwa, jak i tekstu o wpływie procesu Johnnego Deppa na przyszłość Piratów z Karaibów. Introwertyk z powołania. Od dziecka czuł bliższy związek z humanizmem niż naukami ścisłymi. Gdy po latach nauki przyszedł czas stagnacji, wolał nazywać to „szukaniem życiowego celu”. W końcu postanowił zawalczyć o lepszą przyszłość, co zaprowadziło go do miejsca, w którym jest dzisiaj.