Newsroom Wiadomości Najciekawsze Komiksy Tematy RSS
Wiadomość opinie 9 stycznia 2024, 16:01

W Suicide Squad bawiłem się nieźle, ale mam wrażenie, że to gra, której nikt nie chce

W grudniu odbył się specjalny pokaz przedpremierowy gry Suicide Squad: Kill the Justice League, z którego wyszedłem całkiem zadowolony, choć wciąż zastanawiam się, kto w ogóle będzie chciał w to grać.

Źródło fot. Warner Bros. Games
i

Pamiętacie pewnie Batmany studia Rocksteady, prawda? To jedne z najlepszych gier superhero, które do dziś nie mają wielkiej konkurencji. No bo i też gdzie jej szukać – w koszyku z nijakim Marvel’s Avengers czy może absolutnie zawodzącym wszelkie oczekiwania Gotham Knights? Midnight Suns, Guardians of the Galaxy i Spider-Many Sony to dla mnie jedyne przejawy pozytywu w tym gatunku w ostatnich latach, choć w sumie tylko growe wcielenia Petera Parkera i Milesa Moralesa naprawdę mnie zachwyciły.

Wspominam o Batmanach Rocksteady przede wszystkim dlatego, że studio to postanowiło delikatnie wywrócić stolik i zamiast kolejnej singlowej pozycji o gościu w cosplayu i z zasobnym portfelem zdecydowało się zaserwować kooperacyjną zabawę z udziałem czwórki charakterystycznych, choć niekoniecznie najbardziej rozpoznawalnych villainów: Harley Quinn, Kapitana Boomeranga, King Sharka i Deadshota. Plotki o Legionie Samobójców Rocksteady krążyły od kwietnia 2019 roku, ale dopiero w sierpniu 2020 oficjalnie potwierdzono prace nad grą, a skoro miałem ostatnio okazję spędzić z nią kilka godzin podczas wizyty w Londynie, trochę Wam o niej opowiem – jednocześnie zastanawiając się, czy ktokolwiek będzie chciał w nią zagrać.

A co to w ogóle jest?

Suicide Squad: Kill the Justice League to trzecioosobowa gra akcji w otwartym świecie, w której możecie bawić się samodzielnie (z botami) lub w towarzystwie trzech innych graczy. Czwórka naszych antybohaterów zostaje zwerbowana do tzw. Task Force X, czyli oddziału złożonego ze złoli, którzy pod przymusem (zagrożono im wysadzeniem zainstalowanej w ich głowach bomby) czynią dobro. A pola do działania mają wiele, ponieważ nasza planeta została opanowana przez siły Brainiaca. Spryciula przekabacił swoimi sposobami również najpotężniejszych bohaterów, czyli doskonale znaną Wam Ligę Sprawiedliwości. Rocksteady tym razem opuściło Gotham i zaprasza do Metropolis, gdzie naszym głównym zadaniem jest... no, nie zgadniecie.

Suicide Squad: Kill The Justice League, Warner Bros. Games, 2024.

Koncepcja ta wydaje się powiewem świeżości wśród utartych superbohaterskich klimatów – w końcu mamy zrobić coś inaczej niż zwykle. Sam Legion Samobójców też musi być całkiem nośnym tematem, skoro powstały o nim w ostatnich latach już dwa filmy (z których warto obejrzeć ewentualnie jeden), a moje guilty pleasure, czyli Arrow CW, też miało swoją wersję Task Force X. Kiedy jednak myślę o tym, dlaczego gram w gry superbohaterskie, dochodzę do wniosku, że przede wszystkim po to, by spełniać dziecięce fantazje posiadania supermocy jak ikoniczni bohaterowie z kart komiksów czy z bajek, a nie po to, by tych moich dawnych ulubieńców eliminować – i pewnie nie jestem w tym odczuciu jedyny.

Tym razem położono nacisk na inne elementy gameplayu. W Batmanach sporo czasu spędzaliśmy na skradaniu się, używaniu gadżetów, cichej eliminacji przeciwników, a obok tego łoiliśmy wrogów wręcz i „wnóż”, by nabijać sobie mnożnik. W Suicide Squadzie postawiono na totalną rozwałkę, która nie każdemu przypadnie do gustu, chociaż strzela się tu akurat całkiem przyjemnie – to po prostu dobrze zrealizowana strzelanka TPP.

Tym, co przekonało mnie do koncepcji czterech postaci, jest to, jak bardzo odmiennie się nimi gra. Kapitan Boomerang szybko pokonuje dalekie dystanse, rzucając swój bumerang, a następnie się do niego przenosząc, King Shark ma nadnaturalne zdolności pozwalające na naprawdę wysokie i dalekie skakanie (po uprzednim naładowaniu takiego skoku), Deadshot korzysta z jetpacka ograniczonego cooldownem, a Harley Quinn zwinęła gadżety Batmanowi, więc buja się na bat-lince z hakiem wyłapywanej przez bat-drona (działającego na bat-erie...).

Poruszanie się postaci, sposób walki, odmienne rodzaje broni – to wszystko dało mi poczucie sporej różnorodności, w związku z czym autentycznie chciałem sprawdzać różne opcje zabawy. Wiem już, że najlepiej gra mi się Boomerangiem z shotgunem i drugą bronią na średni dystans, na drugim miejscu jest tank King Shark z minigunem, od biedy mogę też grać Deadshotem na naprawdę duży dystans, a Harley Quinn za cholerę mnie nie przyciąga – nie potrafię jej rozgryźć na tyle, by czuć, że skutecznie nią działam. Różni gracze znajdą tu więc coś dla siebie. O ile zechcą zagrać...

Suicide Squad: Kill The Justice League, Warner Bros. Games, 2024.

Dla kogo to jest?

Dokonałem małego przeglądu komentarzy pod filmami o Suicide Squadzie (na przestrzeni lat), na różnych oficjalnych kanałach komunikacji Warnera i Rocksteady, i skupiłem się przede wszystkim na tych wysoko „łapkowanych”. Trzy lata temu przeważała niezwykle pozytywna reakcja, bo to kolejna gra Rocksteady – po świetnie przyjętych Batmanach ludzie chcieli jeszcze więcej produkcji tego studia. Dość krytyczny moment nastąpił w lutym zeszłego roku, po pierwszym materiale pokazującym faktyczną co-opową rozgrywkę. Wtedy zaczęły pojawiać się już takie stwierdzenia:

Myślę, że już wiemy, dlaczego dwóch czołowych gości, którzy założyli Rocksteady, odeszło ze studia.

Przykro mi w imieniu wszystkich, którzy 8 lat czekali na tę grę.

Nie ma opcji, że tę grę robili ci sami ludzie, którzy zrobili Arkham Knight.

Miałem niskie oczekiwania, ale ja pierdolę...

Największym problemem z tą grą jest to, że w ogóle nie pasuje ona do odbiorców, których przyciągnęły gry Arkham.

Oczywiście wybierałem komentarze specjalnie po to, by pokazać tę jedną perspektywę. Nie są to jednak odosobnione przypadki, nie są to też wypowiedzi gdzieś głęboko zakopane. Ludzie spodziewali się czegoś innego i pierwsze prezentacje gameplayu kompletnie nie przypadły im do gustu. Padały porównania do oskinowanego Anthema, wieszczenie śmierci studiu po wydaniu takiej gry. I nie będę ukrywał – sam poczułem rozczarowanie po obejrzeniu tych nieszczęsnych 10 minut i nie mogłem pozbyć się wrażenia, że to nie jest to, co Rocksteady chciałoby zrobić, patrząc na jego poprzednie dokonania z Batmanem.

Te odczucia w połączeniu z odbiorem wydanego w październiku 2022 Gotham Knights, które też oferowało kilka postaci do wyboru (a te niestety sprawiały wrażenie jednej i tej samej ubranej w różne ciuszki) spowodowały, że postawiłem na Suicide Squadzie krzyżyk – nie chciałem więcej o tej grze pamiętać, szkoda mi było tracić na nią czas. Po czym pewnego błogiego dnia zeszłego roku zupełnie prywatnie otrzymałem zaproszenie na zamknięte testy alfa i zdecydowałem się grę sprawdzić. Testy obwarowane były NDA, więc o ich zawartości mówić nie mogę, ale niedługo potem przydarzył się wspomniany wyjazd do Londynu na pokaz gry, po którym zmieniłem zdanie – jednak chcę w to zagrać w dniu premiery, choć nadal mam mnóstwo wątpliwości.

Taki niszowy gatunek: looter shooter

Nie ma co ukrywać – gra jest looter shooterem i to odstraszy wiele osób już na samym starcie. Jest też grą-usługą, więc po premierze będzie regularnie rozwijana przez kolejne sezony, wzbogacana o nowy sprzęt do zdobycia, nowe zadania, nowe obszary, a nawet nowe postacie – i według tego, co usłyszałem w trakcie wywiadu, będzie to wszystko dostępne dla graczy za darmo, łącznie z bohaterami. Pojawią się też oczywiście opcje płatne: zarówno samodzielne zakupy kosmetyczne, jak i przepustka sezonowa odblokowująca te bardziej premium elementy wizualne. Twórcy zarzekają się, że nie chcą żadnej zawartości w podstawowej grze stawiać za paywallem, więc nie ma mowy o ograniczeniach w przypadku niekosmetycznego contentu. Oby.

Suicide Squad: Kill The Justice League, Warner Bros. Games, 2024.

Same mechaniki lootershooterowe wydają się dość znośne. Zdarza się co prawda znaleźć jakiś sprzęt w trakcie walki, jako drop z przeciwników, ale najczęściej znaczące ulepszenie wyposażenia trafia do nas w postaci nagrody w misjach. Nie ma też tych gratów jakoś bardzo dużo, dzięki czemu nie czuć, że co chwilę wymienia się rzeczy, bo mają +0,5% do jakiejś losowej statystyki. Jak wspomniałem, gunplay jest naprawdę przyjemny, jak na grę TPP, zachwycony jestem odmiennym poruszaniem się po mapie, dużo jest też aktywności w Metropolis... ale to wciąż looter shooter.

Otrzymane przez mój zespół zadania okazały się w miarę różnorodne, choć nadal standardowe dla gier z tego gatunku. Była jedna misja, o szczegółach której nie mogę za bardzo mówić ze względu na ogromne spoilery, ale poczułem się w niej zupełnie jak w serii Arkham... tylko z trochę innej perspektywy.

Czymś, co też może zrazić sporo osób, jest wszechobecny humor. Narracja mocno stoi relacjami między postaciami, które mają wyraźnie nakreślone charaktery i dogadują sobie nawzajem przez cały czas. Te wszystkie trailery z cringe’owymi żartami i one-linerami? W grze będziecie się o to potykać. Ja jestem człowiekiem prostym, więc lubię prosty humor, czasem nawet prostacki – i tego jest tutaj sporo. Przyznaję się bez bicia, że ubawiło mnie, kiedy trójka bohaterów wmawiała King Sharkowi, że znaleziony kapelusz Riddlera czyni go niewidzialnym, i udawała, że Człowieka-Rekina nie widzi... jak mówiłem, prosty ze mnie gość.

Choć da się w to grać solo, nie chciałbym grać bez znajomych. Narracja nie jest na tyle mocna, by utrzymać uwagę gracza tylko historią. Gameplay wydaje się satysfakcjonujący, ale tylko dopóki mamy go z kim dzielić i możemy tworzyć efektowne sytuacje za pomocą synergii między swoimi postaciami. Jak się uprzecie, to możecie mieć w grze jednocześnie cztery Harley Quinn, ale bardzo polecam podzielenie drużyny w taki sposób, by każdy grał kimś innym. Poza lepszą immersją rodzi to też lepsze sytuacje gameplayowe i można się sensowniej uzupełniać w przypadku trudniejszych wyzwań.

Serio, to już zaraz wychodzi?

Po wcześniejszych opóźnieniach Suicide Squad długo nie zdawałem sobie sprawy, że premiera gry jest tuż-tuż. Faktycznie, 2 lutego trafi ona na bieżącą generację konsol i pecety (choć od 30 stycznia startuje wcześniejszy dostęp dla zapaleńców), więc będzie można się przekonać, czy taka pozycja w tym momencie ma jeszcze sens.

Z ciekawości przyjrzałem się wynikom naszego plebiscytu na najbardziej interesującą nadchodzącą grę w 2024 roku i to kolejny dowód na to, jak bardzo mało osób ta produkcja obchodzi. Co prawda w momencie pisania niniejszego tekstu plebiscyt jeszcze trwa, ale nie spodziewam się dużej zmiany w miejscach, więc mogę Wam powiedzieć, że Legion Samobójców uplasował się na... 29. Nawet za takimi „hitami” jak Skull and Bones.

Suicide Squad: Kill The Justice League, Warner Bros. Games, 2024.

Mamy więc gatunek wymęczony na wszystkie strony przez duże korporacje, na który gracze dość często reagują już alergicznie. Mamy grę pełną humoru (czasem bardzo niskich lotów), która stoi w kompletnej opozycji do mroku, jakim wsławiła się seria Arkham. Mamy dość nietrafiony marketing na długo przed premierą, z którego nie dało się za bardzo zrozumieć, czym konkretnie ten tytuł ma być. No i do tego mamy ogromne oczekiwania, bo to pierwsza duża produkcja tego studia od 9 lat, na dodatek osadzona w tym samym uniwersum, co ukochana przez graczy seria (akcja Suicide Squadu dzieje się 5 lat po historii z Arkham Knighta). A, no i jest jeszcze fiasko, jakim okazało się Gotham Knights, które już miesiąc po premierze przeceniano prawie o połowę i które – paradoksalnie – zawiesiło Legionowi poprzeczkę jeszcze wyżej.

Mimo to ja sam bardzo chcę Suicide Squad: Kill the Justice League sprawdzić w warunkach innych niż wyjazdowe, kiedy jest mało czasu, a losowi dziennikarze z całego świata testują grę, realizując jakąś ogólną wizję twórców chcących pokazać to, co w ich dziele najważniejsze. Raz już ten tytuł skreśliłem, ale po jego wypróbowaniu pojawił się promyk nadziei, że coś z tego jednak może być. Oby tylko nie była to jedna z tych pozycji, które ratuje wyłącznie granie w co-opie – bo to, że ze znajomymi bawimy się spoko, nie oznacza, że gra jako taka trzyma poziom.

P.S. Zabiłem Flasha. Przykro mi było, ale sobie zasłużył.

Michał Mańka

Michał Mańka

Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w kwietniu 2015 roku od odpowiadania na maile i przygotowywania raportów w Excelu. Później zajmował się serwisem Gameplay.pl, działem publicystyki na Gamepressure.com i jego kanałem na YouTube, w międzyczasie rozwijając swoje umiejętności w tvgry.pl. Od 2019 roku odpowiadał za stworzenie i rozwijanie kanału tvfilmy, a od 2022 roku jest redaktorem prowadzącym dział wideo, w którego skład w tym momencie wchodzi tvgry, tvgry+, tvfilmy oraz tvtech. Zatrudnienie w GRYOnline.pl po części zawdzięcza filologii angielskiej. Mimo że obecnie pracuje na wielu frontach, najbliższy jego sercu nadal pozostaje gaming. W wolnych chwilach czyta książki, ogląda seriale i gra na kilku instrumentach. Nieprzerwanie od lat marzy o posiadaniu Mustanga.

więcej