Newsroom Wiadomości Najciekawsze Komiksy Tematy RSS
Wiadomość gry 21 kwietnia 2022, 11:03

Sonic Origins zapowiedziane, jeden obrazek rozwścieczył graczy

Remastery klasycznych odsłon serii Sonic od twórców ciepło przyjętej gry Sonic Mania wydaje się przepisem na sukces. Gdyby tylko nie kwestia ceny i dyskusyjnych DLC….

Kinowy powrót Sonica (zresztą całkiem udany) to nie wszystko, na co mogą liczyć fani naddźwiękowego jeża w tym roku. 23 czerwca firma SEGA udostępni Sonic Origins – odświeżony zestaw czterech pierwszych odsłon cyklu. Pakiet trafi na komputery osobiste oraz konsole PlayStation 4, PlayStation 5, Xbox One, Xbox Series X/S i Nintendo Switch. Zwiastun kolekcji możecie obejrzeć poniżej.

Sonic Mania

Styl graficzny kolekcji może kojarzyć się z wydanym prawie pięć lat temu Sonic Mania. I słusznie, bo Sonic Origins powstaje na silniku tamtej gry [RSDK(v5U)], a nad produkcją czuwają jej twórcy z zespołu Headcannon oraz Christian „Taxman” Whitehead. Cieszy to fanów, którzy przecież ciepło wspominają Sonic Manię (głównie jako „tę dobrą”, nową grę z Sonikiem).

  1. W skład Sonic Origins wejdą cztery zremasterowane tytuły: Sonic The Hedgehog, Sonic The Hedgehog 2, Sonic 3 & Knuckles oraz Sonic CD.
  2. Wszystkie zaoferują uwspółcześnioną dwuwymiarową grafikę w wysokiej rozdzielczości oraz możliwość zabawy w dwóch trybach (plus jednym bonusowym): klasycznym i jubileuszowym. Ten drugi nieco zmniejszy poziom wyzwania, praktycznie eliminując napis „game over” z gry, oraz zaoferuje bardziej współczesną oprawę wizualną.
  3. Poza tym twórcy przygotują nieco nowej zawartości, wliczając w to misje, etapy i Muzeum. Możemy też liczyć na swego rodzaju kampanię fabularną, która połączy wszystkie cztery tytuły i doda przerywniki filmowe.

Zamieszanie z DLC

Gdyby na tym skończyć, entuzjazm fanów prawdopodobnie rozsadziłby serwisy społecznościowe i zaraził resztę Internetu. Niestety gracze znaleźli powód do narzekania, i to wcale nie wydumany. Wystarczył rzut oka na oficjalną stronę Sonic Origins i informacje na temat DLC.

Sama obecność rozszerzeń do pobrania raczej nikogo nie zaskoczyła, zresztą nie ma w tym nic złego. Nawet ukochana przez fanów Sonic Mania otrzymała takie rozszerzenia i bynajmniej nikt nie miał tego twórcom za złe (wręcz przeciwnie). Jednak w tym przypadku sprawa rozbija się o dwie kwestie.

Źródło: oficjalna strona gry Sonic Origins.

Cena za wysoka nawet dla Sonic Maniaka?

Po pierwsze – cena. Sonic Origins wyceniono na Steamie na 179,99 złotego w podstawowej wersji. Jeśli odejmiemy od tego cenę Sonic CD (17,99 zł), daje to 152 złote za trzy remastery gier z lat 90.

Fakt, Sonic Mania kosztowała na premierę około 70-80 złotych. Jednakże objętościowo jest to znacznie większa produkcja od dowolnej części oryginalnej trylogii. Dla porównania: ukończenie Sonic 3 & Knuckles na 100% zajmuje około 7,5 godziny, a Sonic Manii – 19,5 godziny (via HowLongToBeat.com).

Pudełkowa edycja Plus jest znacznie droższa, ale jej cena nadal nie przekracza 100 złotych. W zamian czas zabawy przedłuża się do ponad 30 godzin, jeśli zależy nam na całkowitym ukończeniu gry. To nadal znacznie dłużej, niż potrzeba na przejście oryginalnej trylogii.

Sonic DLC: zawartość i… animacje

Oczywiście można wskazać, że Sonic Origins to nie tylko cztery remastery, lecz także misje i masa innej zawartości. Argument byłby zasadny, gdyby nie druga irytująca fanów kwestia. Za DLC do Sonic Origins prawdopodobnie schowano nieco zbyt wiele elementów, których powinny się znaleźć w podstawowej wersji gry.

  1. Start Dash Pack jest dostępny bezpłatnie w ramach zamówienia przedpremierowego i oferuje: 100 monet (zastępujących życia w trybie jubileuszowym oraz służących jako waluta do odblokowywania zawartości), tryb lustra oraz unikalne tło inspirowane grami na konsole SEGA Mega Drive.
  2. Premium Fun Pack to kolejne dziesięć motywów tła i możliwość rozejrzenia się po wyspach z głównego menu gry. Poza tym to DLC daje dostęp do jedenastu trudniejszych misji oraz… animacji postaci w menu głównym i na „wyspach dźwiękowych”. Ten ostatni punkt jest nieco niejasny, ale może po prostu oznaczać sekcję do odsłuchiwania utworów muzycznych.
  3. Skoro o tym mowa, Classic Music Pack doda 73 utwory z trzech klasycznych gier z uniwersum Sonica: Chaotix, Sonic Spinball oraz Sonic 3D Blast.

Sonic Origins i reakcje fanów

Nie znamy ceny żadnego z tych dodatków. Jednak rzut oka na Steama zdradza, że różnica w cenie nie jest ogromna: „tylko” 20 złotych. Co więcej, pierwsze z tych DLC jest dostępne za darmo – przynajmniej na razie. Inna sprawa, że żądanie 199,99 zł za tego typu zestaw wydaje się sporą przesadą.

Tak czy owak, o ile samą zapowiedź fani przyjęli z entuzjazmem, o tyle informacje o DLC nieco ostudziły zapał internautów. Niektórzy, jak to zwykle bywa, odreagowują memami, na przykład w temacie „zaawansowanej” matematyki firmy SEGA przy ustalaniu ceny Sonic Origins. To właśnie za tę „wycenę” gracze krytykują SEGĘ, choć konieczność dopłacania za dość kuriozalne „dodatki” stanowczo nie poprawiła odbioru zapowiedzi.

  1. Irytację potęgują liczne niejasności w opisie tych płatnych dodatków, na przykład odnośnie do trybu lustra. Czy jest on dostępny tylko w ramach Start Dash Packa, czy też ów DLC jedynie odblokuje go od razu (co wydaje się nieco naciąganą interpretacją)?
  2. Na dodatek karta Sonic Origins zdradza, że pecetowe wydanie gry skorzysta z zabezpieczenia antypirackiego Denuvo.

Niemniej nawet teraz część fanów po prostu cieszy się z klasycznego Sonica w nowych szatach (zwłaszcza z trzeciej odsłony w wersji z Knucklesem na konsolach). W połączeniu z sukcesami kinowymi pozwala to bowiem wierzyć, że maskotka firmy SEGA powraca do formy, której marce wyraźnie brakowało w ostatnich dwóch dekadach (jeśli nie dłużej).

Przypomnijmy, że powstaje zupełnie nowa gra z serii, która może być tym dla Sonica, czym było Odyssey dla Mario i (w mniejszym stopniu) The Forgoten Land dla Kirby’ego. Gdybyśmy jeszcze otrzymali jakieś wieści na temat tej produkcji…

Jakub Błażewicz

Jakub Błażewicz

Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat, ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GOL-em rozpoczął w 2015 roku, pisząc w newsroomie growym, a następnie również filmowym i – o zgrozo! – technologicznym (nie zabrakło też udziału w encyklopedii gier). Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Nie pytać o kwestie związane z grafiką – po kilku godzinach autor potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).

więcej