Za cztery dni na serwer testowy Filipin zostanie zaimplementowany Vanguard. Jest on od początku tego roku kością niezgody pomiędzy graczami a deweloperami. Teraz Ci drudzy przytoczyli dane, które mają pokazać, że jest on niezbędny.
Patch 14.8, który wejdzie w życie siedemnastego kwietnia przyniesie dużą zmianę. Na serwerze PBE w regionie Filipin zostanie włączony Vanguard, system anti-cheat. Było to wielokrotnie przekładane, ale tym razem Riot jest pewny swego. Spowodowało to falę protestów wśród graczy, którzy już od zapowiedzi nie chcą go w LoL-u.
League of Legends jak każda gra multiplayer boryka się z kwestią graczy, którzy stosują nielegalne programy do zdobycia przewagi nad innymi. Z uwagi na to, że LoL to MOBA skala problemu jest nieco mniejsza niż na przykład w CS2 czy Battlefieldach. Mimo to Riot stwierdziło, że obecne zabezpieczenia nie są wystarczające.
I teoretycznie mają rację. Społeczność zwłaszcza ta, która znajduje się w rangach od Mastera w górę regularnie mówią o konieczności zajęcia się sprawą botów, wintradingu i trollów. W niższych dywizjach szaleją smerfy, którzy dość skutecznie zniechęcają nowych graczy.

Dodatkowo w opublikowanym wczoraj „Dev blogu” deweloperzy pokazali jak wyglądają dane liczbowe dotyczące ilości gier z botami czy scripterami. W okresie wakacyjnym zeszłego roku w prawie 15% meczy był gracz, który oszukiwał. Ponad 300 tysięcy kont zablokowano w największej fali banów. Rok 2024 prezentuje się jeszcze gorzej ponieważ „w jednej na piętnaście gier występuje botter lub scripter”. Najlepiej widać to w rangach od Mastera wzwyż.
Zaprezentowany został również wykres przedstawiający ile czasu zajmuje systemowi zbanowanie oszusta w LoL-u i Valorancie.

Jak widać w Valorancie, który od premiery korzysta z Vanguarda, liczba gier potrzebnych do wykrycia i zbanowania cheatera jest znacząco mniejsza.
Na ten moment LoL korzysta z Pacmana, który według Riotu „został pokonany”. Nie nadąża za nowymi sposobami na obejście zabezpieczeń, a jego „ban rate” nie jest równomierny i czasami wyłapuje więcej przypadków, czasami mniej.
Mimo to gracze nie chcą Vanguarda. Największe zatrzeżenia budzi sama natura oprogramowania, które wymaga dostępu do kernela, czyli jądra systemu operacyjnego. Część społeczności wprost nazywa nowego anti-cheata programem do szpiegowania. Nie pomaga fakt, że po uruchomieniu działa on nieprzerwanie w tle chyba, że się go manualnie wyłączy. Wtedy by zagrać trzeba zresetować komputer.
Według Riotu Vanguard działa i jednocześnie nie działa. Owszem system jest włączony, ale nie będą docierały do niego żadne informacje dopóki jedna z gier firmy nie zostanie uruchomiona.
Walka z systemem, w przenośni i dosłownie, trwa i prawdopodobnie będzie trwała nawet po wprowadzeniu Vanguarda. Za każdym razem gdy temat wypływa spora część społeczności zapowiada, że zrezygnuje z gry. Już niedługo przekonamy się czy były to tyle czcze groźby, czy Riot spotka się ze spadkiem liczby graczy.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
GRYOnline
Gracze
OpenCritic

Autor: Szymon Orzeszek
Doświadczony autor naukowych tekstów i absolwent Socjologii na Uniwersytecie Wrocławskim. Znawca światów gier z serii Dragon Age, Dark Souls oraz The Elder Scrolls, który raz w roku przechodzi Mass Effecta i Dragon Age’a, a także regularnie para się modowaniem Skyrima. Ponadto jest aktywnym graczem League of Legends, Warframe’a i gry Dota 2. W przerwach od wyżej wymienionych produkcji sprawdza wszelakie RPG-i oraz ćwiczy zmysł strategiczny w cyklu Total War bądź Endless Space i Endless Legend. Oprócz gier wideo, swój czas poświęca nauce języka walijskiego, amatorskiemu łucznictwu i szermierce oraz zabawie origami.