Ekstremalna wyprawa na górskie szczyty Alp zakończyła się zdjęciem, które uchwyciło rzadkie zjawisko na niebie. Fotografka musiała wytrzymać prawie -30 stopni Celsjusza na wysokości ponad 4000 metrów n.p.m.
Fotografka Angel Fux łączy adrenalinę z fotografią, o czym świadczą zdjęcia wykonane przez nią na górskich szczytach. W 2026 roku udało jej się wykonać zdjęcie, które utrwaliło to rzadkie zjawisko. Łuki Drogi Mlecznej zostały dodatkowo ozdobione poświatą odbijaną przez pył kosmiczny, a ten efekt udało się uwydatnić po kilkudziesięciu godzinach wytężonej pracy.
Gdy Angel Fux planowała wyprawę w Alpy, jej głównym celem było początkowo zarejestrowanie tak zwanego podwójnego łuku Drogi Mlecznej. Na półkuli północnej Ziemi obie krawędzie naszej galaktyki można uchwycić przez kilka dni w marcu. Fux udało się już wykonać zdjęcie efektu rok wcześniej na wysokości 3 100 m n.p.m. ale fotografka wiedziała, że na ciemniejszym niebie podwójny łuk będzie wyglądał bardziej efektownie. Dlatego wybrała nowy szczyt: Dent d'Hérens mający niecałe 4 200 m n.p.m.
Wejście wymaga doświadczonej ekipy, dlatego Angel Fux podjęła współpracę ze znanym jej doświadczonym przewodnikiem. Transport w góry odbył się śmigłowcem, a po wylądowaniu okazało się, że warunki są znacznie cięższe, niż zakładano: z powodu silnych wiatrów temperatura odczuwalna wynosiła do -28 stopni Celsjusza, a liczne szczeliny sprawiały, że Fux musiała być ciągle przypięta linami do uprzęży. To w takich warunkach spędziła kolejne dni na wykonywaniu fotografii.
W trakcie procesu okazało się jednak, że fotografce uda się uchwycić znacznie więcej, niż zakładała. Na plikach zdjęcia zwróciła uwagę na dodatkowy owal przecinający kadr. Okazało się, że to przeciwblask, czyli rozproszone światło słoneczne odbijające się od pyłu międzyplanetarnego.
Powrót do studia nie oznaczał jednak łatwiejszej pracy, lecz inną, równie wymagającą. Przez około 40 godzin Angel Fux pracowała z 300 GB plików, w skład których wchodziły dwie panoramy. Na pierwszą z nich przypadało 17 paneli, a na drugą 16, a na każdy panel przypadała 40-sekundowa ekspozycja. Fotografka na swoim blogu zdradziła, że pierwsze 10 godzin spędziła nad liczbami, histogramami oraz linijkami kodu, a nie obrazami, przez co kilkukrotnie miała ochotę „wyrzucić komputer przez okno”.
Efekt ostateczny jednak był tego warty. Gotowa fotografia prezentuje widok, którego wielu z nas nigdy nie zobaczy na własne oczy.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Więcej:Legendarny procesor AMD może sprawić, że nie będziecie musieli kupować nowego komputera do gier

Autor: Zbigniew Woźnicki
Przygodę z publicystyką i pisaniem zaczął w serwisie Allegro, gdzie publikował newsy związane z grami, technologią oraz mediami społecznościowymi. Wkrótce zawitał na GRYOnline.pl i Filmomaniaka, pisząc o nowościach związanych z branżą filmową. Mimo związku z serialami, jego serce należy do gier wszelakiego typu. Żaden gatunek mu nie straszny, a przygoda z Tibią nauczyła go, że niebo i muzyka w grach są całkowicie zbędne. Przed laty dzielił się swoimi doświadczeniami, moderując forum mmorpg.org.pl. Uwielbia ponarzekać, ale oczywiście konstruktywnie i z umiarem. Na forum pisze pod ksywką Canaton.