Niezależni twórcy serwują nam coś bardzo oryginalnego w FPS Quest – strzelance, w której spadki płynności animacji oznaczają dosłowną śmierć bohatera, a menu ustawień graficznych staje się Twoją apteczką.
Każdy gracz PC zna ten ból: odpalasz nową produkcję, a licznik klatek na sekundę szoruje po dnie, zamieniając rozgrywkę w pokaz slajdów. Zazwyczaj to powód do frustracji, ale w nadchodzącym FPS Quest to fundament zabawy. Ta nietypowa produkcja typu roguelike zamienia wskaźnik FPS w Twój pasek zdrowia. Im więcej oberwiesz, tym bardziej gra będzie się „zacinać” - aż do momentu, gdy wirtualny system wyzionie ducha.
Na szczęście nie będziemy musieli biec do sklepu po nową kartę graficzną – gra jedynie symuluje problemy techniczne. Przemierzając lochy ze strzelbą w dłoni (w absurdalnym połączeniu fantasy i technologii), będziemy musieli zadbać o optymalizację. Zabijanie wrogów przywróci płynność, ale to nie jedyna metoda. Gracz będzie mógł wchodzić w interakcję z „ustawieniami gry”, by dosłownie niszczyć otoczenie w celu odciążenia silnika.
Dla przykładu: wykasujemy tekstury ścian, usuniemy drzwi czy obniżymy detale, by podbić klatki i się uleczyć. Będzie to jednak miało swoje konsekwencje – usunięcie ściany stworzy przepaść, w którą łatwo wpaść (choć można też wykorzystać to na swoją korzyść), a zbytnie „modowanie” rozgrywki doprowadzi do przegrzania symulowanego peceta. Przegrana zakończy się natomiast klasycznym Blue Screen of Death.
FPS Quest zmierza na Steam (niestety, polska wersja językowa póki co nie jest w planach dewelopera). Data premiery nie jest jeszcze znana. Za grę odpowiada Farlight Games Industry, niezależne studio znane z city buildera Vertical Kingdom.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Więcej:Shroud twierdzi, że twórcy ARC Raiders stracili kontrolę. Studio wydaje oświadczenie

Autor: Piotr Doroń
Z wykształcenia dziennikarz i politolog. W GRYOnline.pl od 2004 roku. Zaczynał od zapowiedzi i recenzji, by po roku dołączyć do Newsroomu i już tam pozostać. Obecnie szef tego działu, gdzie zarządza zespołem złożonym zarówno ze specjalistów w swoim fachu, jak i ambitnych żółtodziobów, chętnych do nauki oraz pracy na najwyższych obrotach. Były redaktor niezapomnianego emu@dreams, gdzie zagnała go fascynacja emulacją i konsolami, a także recenzent magazynu GB More. Miłośnik informacji, gier (długo by wymieniać ulubione gatunki), Internetu, dobrej książki sci-fi i fantasy, nie pogardzi również dopieszczonym serialem lub filmem. Mąż, ojciec trójki dzieci, esteta, zwolennik umiaru w życiu prywatnym.