Dobre intencje gracza ARC Raiders chyba nie zyskały mu przyjaciół w trakcie walki z potężnym przeciwnikiem.
Gracz ARC Raiders przekonał się o prawdziwości starego przysłowia, gdy czystym przypadkiem wysłał na tamten świat dwóch „sojuszników” w trakcie bitwy z ogromnym przeciwnikiem.
Strzelanka studia Embark to jeden z tych tytułów, w których lepiej przesadnie nie ufać innym uczestnikom rozgrywki. Mimo to nawet w ARC Raiders da się znaleźć pokojowo nastawionych graczy i czasem udaje się stworzyć drużynę, by wspólnie stawić czoła większym zagrożeniom – czy to ze strony innych „najeźdźców”, czy też w formie tytułowych robotów ARC.
Jednakże takie przymierze nie przekłada się na wyłączenie friendly fire dla tak pozyskanych „sojuszników”. A to, jak pokazuje wiele kooperacyjnych tytułów pokroju Helldivers 2, potrafi doprowadzić do wypadków. O czym przekonał się pewien gracz, którego rozsławił użytkownik serwisu Reddit i autor wątku o wiele mówiącym tytule „Jestem tu, by pomóc…”.
Krótki filmik to fragment walki z Matriarchinią, kolosalnym i wielonogim robotem, którego obecność zwykle przyciąga uwagę większości osób na serwerze. Ukryty w bunkrze gracz rzucił granat Wolfpack, który po wybuchu uwalnia sforę rakiet samonaprowadzających, docelowo by pomóc trzem osobom najwyraźniej próbującymi znaleźć osłonę. Tyle że pociski nie obrały sobie na cel gigantycznego robota przed sobą (najwyraźniej ktoś im płacił za mało). Zamiast tego rakiety poleciały prosto na dwójkę graczy, którzy bezskutecznie próbowali im zejść z drogi.
Inni internauci zgadują, że nieszczęsna dwójka była ścigana przez mniejsze roboty, na przykład kleszcze (ticks) przemieszczające się pod ziemią, które były nieco bliżej granatu niż Matriarchini w momencie jego eksplozji. Chyba, bo część osób komentujących wpis zauważa, że od niedawna Wolfpack nie zawsze namierza najbliższy cel.
Tak czy owak, jak to podsumował autor wątku, wygląda na to, że para została „uratowana” przed żałosnym zgonem. A do tego ich „zbawca” otrzymał osiągnięcie za zabicie innego gracza granatem ręcznym. Co może oznaczać, że gracz wkrótce znajdzie się „za kratkami” (tj. na serwerach dla graczy lubujących się w rozgrywkach PvP). Cóż, jak widać nawet w grach wideo dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
GRYOnline
Gracze
Steam
OpenCritic

Autor: Jakub Błażewicz
Ukończył polonistyczne studia magisterskie na Uniwersytecie Warszawskim pracą poświęconą tej właśnie tematyce. Przygodę z GRYOnline.pl rozpoczął w 2015 roku, pisząc w Newsroomie growym, a następnie również filmowym i technologicznym (nie zabrakło też udziału w Encyklopedii Gier). Grami wideo (i nie tylko wideo) zainteresowany od lat. Zaczynał od platformówek i do dziś pozostaje ich wielkim fanem (w tym metroidvanii), ale wykazuje też zainteresowanie karciankami (także papierowymi), bijatykami, soulslike’ami i w zasadzie wszystkim, co dotyczy gier jako takich. Potrafi zachwycać się pikselowymi postaciami z gier pamiętających czasy Game Boya łupanego (jeśli nie starszymi).