Ceniony reżyser One Piece zwrócił uwagę na zagrożenie, z jakim może mierzyć się branża anime i jak można nie doprowadzić do końca anime.
Co może być największym zagrożeniem dla branży anime? Jedni twierdzą, że to outsourcing, inni zaś, że zamieranie kreatywności poprzez odejście od oryginalnych projektów. I do drugiego grona osób należy ceniony reżyser Goro Taniguchi, który pracował nad najbardziej dochodowym filmem One Piece.
Swoimi przemyśleniami na temat branży anime podzielił się przy okazji rozmowy o jego najnowszym filmie Paris ni Saku Etoile, będącym oryginalnym projektem, który nie jest ekranizacją innego dzieła. Wyznał, że dla niego ważne było to, aby po One Piece: Red nie iść wygodną drogą i nie skupiać się wyłącznie na adaptacjach, a zamiast tego stworzyć też coś własnego, choć wiedział, że to będzie bardziej wymagający, a jednocześnie też ryzykowny projekt. Nie chciał jednak iść na „łatwiznę”, bo chociaż „adaptacje naturalnie ułatwiają osiąganie zysków, to uważa, że jeśli wszystko sprowadzi się tylko do ekranizacji, anime będzie skończone”.
Dla niego osoby, które skupiają się wyłącznie na adaptacji istniejących dzieł, nie są twórcami, lecz odtwórcami.
Przy tworzeniu adaptacji twórcy anime wykorzystują umiejętności aranżera. Można ich nazwać raczej aranżerami niż autorami. Jeśli nie zajmują się także czymś takim jak pisanie i komponowanie – czyli tworzenie od podstaw […]. Ich sposób myślenia stopniowo zaczyna przypominać mentalność podwykonawcy wobec oryginalnego dzieła.
Taniguchi zwrócił uwagę, że projekty oryginalne są kluczowe dla rozwoju artystów, ponieważ praca nad nimi pozytywnie wpływa na ich kreatywność, zdolność komunikacji oraz twórczą. Opieranie się na istniejącym dziele jest wygodne, ponieważ ma się materiał, do którego można w każdej chwili wrócić, aby odnaleźć się w swojej pracy, dlatego to oryginalne dzieła stymulują artystów i pomagają im w odkrywaniu nowych rozwiązań.
Jeśli nie ma oryginalnego dzieła, animatorzy muszą czytać storyboardy, rozumieć je dzięki swoim umiejętnościom interpretacji i wyrażać je na swój sposób. To zdolność tworzenia czegoś z niczego – trzeba więc zrozumieć, co ja, scenarzystka Reiko Yoshida, oraz projektant postaci Katsuya Kondo próbujemy przekazać i zrobić.
Tego rodzaju umiejętność komunikacji jest również niezbędna, dlatego liczba osób w zespole, które ją posiadają, jest ograniczona. Jeśli oryginalne dzieła znikną, uważam, że w tym momencie japońska animacja się skończy. Stanie się jedynie branżą podwykonawczą i żadne obiecujące talenty nie będą chciały do niej dołączyć. Dziś, mając smartfona oraz laptopa lub tablet, można tworzyć wideo i je publikować.
Taniguchi nie twierdzi, że ekranizacje innych dzieł są złe. Przyznaje, że również są ważne i powinny dalej powstawać, ale po prostu tłumaczy, że twórcy nie powinni wpadać w pułapkę ich prostoty i gwarantowanego sukcesu, ponieważ „branża animacji potrzebuje marzeń – zdolności nadawania formy własnej ekspresji i unikalnych pomysłów”, żeby przetrwać. I dlatego ważne jest tworzenie nie tylko adaptacji, ale też oryginalnych anime.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Więcej:Spodziewano się, że Attack on Titan poniesie porażkę, ponieważ nie był dość „uroczy”
1

Autor: Edyta Jastrzębska
Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej oraz kulturoznawstwa. W GRYOnline.pl zaczynała jako jeden z newsmanów w dziale filmowym, obecnie dogląda newsroomu filmowego, gdzie zajmuje się również korektą. Świetnie odnajduje się w tematyce filmowo-serialowej zarówno tej osadzonej w rzeczywistości, jak i w fantastyce. Na bieżąco śledzi branżowe trendy, jednak w wolnym czasie najchętniej sięga po tytuły mniej znane. Z popularnymi zaś ma skomplikowaną relację, przez co do wielu przekonuje się dopiero, gdy szum wokół nich ucichnie. Wieczory uwielbia spędzać nie tylko przy filmach, serialach, książkach oraz grach wideo, ale też przy RPG-ach tekstowych, w których siedzi od kilkunastu lat.