Twórcy Steam Decka wykonali świetną robotę z popularyzacją handheldów, ale nie byli pierwsi w tej kategorii sprzętu. Jednak czy pierwszy znaczy lepszy? Kupiłem Ayaneo Air i po dwóch latach żałuję, że nie poczekałem na sprzęt Valve.
W 2021 roku firma Valve pokazała światu Steam Decka, przenośny komputerek w unikatowym kształcie „ekranopada”, który trafił do sprzedaży na początku 2022 roku. To spowodowało, że wśród graczy zaczęła kiełkować idea handhelda, który pozwoli ogrywać większość gier z „dużych” konsol i PC. Nie ukrywam, że mnie też – w tamtym momencie mojego życia – kusiła wizja zabierania ze sobą małego komputerka, by grać w pecetowe hity. Ostatecznie jednak Steam Decka nie kupiłem, choć trochę tego żałuję.
Niemal 2,5 roku temu zamiast Steam Decka kupiłem urządzenie bliżej mi nieznanego chińskiego producenta i teraz jest dobry moment, by spojrzeć w tył i odpowiedź na pytanie, czy było warto.
Valve nie było pierwszą firmą, która chciała dać światu kieszonkową konsolę do grania w najnowsze gry. Taki format istniał już wcześniej, by wspomnieć choćby PlayStation Portable czy nieśmiertelnego Game Boya. Ale żeby tak ganiać z małym pecetem w plecaku? Takim w kształcie przypominającym właśnie PSP? Nie do pomyślenia. Pochodzący z Chin nowy producent elektroniki zwący się Ayaneo zdobył na Kickstarterze potrzebne fundusze, by zaoferować swoje pierwsze urządzenie nazywające się tak samo, jak firma.
W 2021 roku można było kupić debiutanckie konsolki, całkiem niezłe z resztą, ale dosyć drogie. Nic dziwnego, że mogące zaoferować świetną cenę Valve musiało zacząć przyjmować rezerwacje na Steam Decka, bo chętnych było mnóstwo. A kto nie zrobił tego od razu, musiał długo czekać, aż firma łaskawie pozwoli mu zapłacić za wybrane urządzenie. Ayaneo jednak tematu nie odpuściło i na handheldowym rynku wciąż próbuje znaleźć dla siebie miejsce. Tyle że moje doświadczenia stawiają go o wiele niżej niż produkty konkurencji.
Poniżej znajduje się specyfikacja techniczna Ayaneo Air, więcej szczegółów jest dostępnych na stronie producenta.
CPU | AMD Ryzen 5 5560U (6 rdzeni / 12 wątków) max. 4 GHz |
GPU | AMD Radeon RX Vega 6 |
Pamięć RAM | 16 GB LPDDR4x-4266 |
Ekran | OLED 1920x1080p, 5,5 cala |
SSD | 256 GB M.2 |
Bateria | 7350mAh / 28 Wh |
System | Windows 11 |
Waga | 400 g |
Wymiary | 224 x 89.5 x 26.7 mm; grubość: 18 mm |
Złącza | 2x USB-C, Jack 3,5mm, czytnik kart micro SD |
Kontroler | Gałki z czujnikami Halla, analogowe triggery |
Byłem jedną z osób, które Decka zarezerwowały późno, ale ogromna ochota posiadania porządnego handhelda połączona z niewiadomą datą możliwego zakupu sprawiły, że zacząłem się interesować innymi urządzeniami. I ostatecznie za pośrednictwem platformy IndieGoGo latem 2022 roku nabyłem świeżutkie urządzenie reklamowane hasłem „najmniejszy handheld z Windowsem i ekranem OLED”.
Za równowartość 3000 zł kupiłem Ayaneo Air wraz z dedykowanym pokrowcem i osłoną na ekran. A ten tekst jest swego rodzaju zwieńczeniem trwających niemal 2,5 roku testów. Oto, dlaczego powinienem był poczekać na maila od Valve, bo „podrabiany Steam Deck” zawsze będzie gorszy.
Dokładną specyfikację urządzenia możecie przeczytać w tabelce, ja skupię się na wrażeniach, wygodzie użytkowania i tym, jak ten sprzęt się starzeje.
Ayaneo Air to prześliczny kawałek sprzętu. Moim zdaniem do dzisiaj jest to najładniejsza „kieszonsolka” ze wszystkich dostępnych na rynku. Nie jest to rzecz najistotniejsza, ale mimo wszystko przez cały czas mam ten sprzęt przed oczami, gdy gram, więc zaliczam to na plus. Jakość wykonania i wygoda również nie pozostawia wiele do życzenia. Ma się wrażenie obcowania z produktem z całkiem wysokiej półki.
Gałki pada pracują bardzo dokładnie, są odpowiednio wysokie, łatwo się je wciska, a długie, gładkie i dobrze wykonane triggery (analogowe!) dorównują wygodą tym z mojego xboksowego pada. To samo dotyczy przycisków ABXY – jak na swoją wielkość są zaskakująco przyjemne w użytkowaniu.
Sprzęt jest przy tym dosyć lekki i dobrze wyprofilowany, jak na tak niewielki kawałek plastiku. Porównując Aira z moim Switchem Lite, jest przepaść na korzyść sprzętu z Chin. Ale też należy pamiętać, że japońskiego „pstryczka” można nabyć za trzykrotnie niższą cenę.
Gdy kupiłem moją nową zabawkę to szybko wpadłem w wir użytkowania. Co prawda pierwsze uruchomienie było takie sobie, ale tutaj winą obarczam Windowsa 11, który zarzucił mnie obowiązkami (konfiguracja systemu i masa aktualizacji), a te były niewygodne do wykonania na tak małym ekranie.
Zdarzały się też sytuacje, że sprzęt działał, ale ekran pozostawał wyłączony, zmuszony więc byłem wykonać twardy reset, żeby w ogóle móc dokończyć proces konfiguracyjny. Takie sytuacje niestety zdarzyły się klika razy po blisko 3 latach korzystania. Windows bez żadnej nakładki zdecydowanie nie jest systemem pasującym do handhelda.
Ayaneo oczywiście posiada swoje oprogramowanie mające zapewnić tzw. konsolowe doświadczenie. Nazywa się to AyaSpace i dopiero niedawno (wraz z premierą wersji 2.0) użytkowanie stało się niemal przyjemne.
Sprawdzanie biblioteki gier, ustawianie kolorów RGB przy gałkach, limitowanie klatek na sekundę do wybranej wartości czy sterowanie mocą, którą ma dysponować APU – wszystko jest w jednym miejscu. Poprzednia wersja oprogramowania była mocno niedopracowana i wadliwa, w czym dodatkowo nie pomagało koślawe tłumaczenie na angielski. Na szczęście to także zostało to naprawione.
Od kiedy posiadam Ayaneo Air, zagrałem na tym sprzęcie w następujące gry: Stray, Kena, Resident Evil 2 i 3, Forza Horizon 4, Ghostlore, Death's Door, Flower, Journey, Iron Lung, Inertial Drift, Rollerdrome, Rain of Reflections (gdzie kontynuacja się pytam?!) i pierwszą część Ori. Kilkanaście pozycji daje średnią jednej gry na około dwa miesiące, oczywiście większość tego grania miała miejsce podczas wyjazdów.
Gdy już przyzwyczaiłem się do małego ekranu, zabawa była przednia. Te najbardziej wymagające gry (Stray czy Kena) były uruchamiane w najniższych detalach i rozdzielczości 720p, ale przez większość czasu bezproblemowo utrzymywały 30 klatek na sekundę, a mały ekran nie pozwalał dojrzeć zbyt dużej różnicy między niskimi, a wysokimi detalami. Mniejsze produkcje działały świetnie, bez żadnego wyjątku. Głównym ograniczeniem w przypadku każdego tytułu jest tak naprawdę pojemność baterii.
I teraz dochodzimy do największej wady tego sprzętu, której byłem świadomy jeszcze przed zakupem. Pojemność baterii to zaledwie 28 Wh, co w momencie gdy ogniwo było nowiutkie, gwarantowało około 70 minut gry z pełną mocą przeznaczoną dla APU (czyli 15W), lub niecałe 3 godziny podczas zabawy z minimalnym przydziałem mocy (5W). Słabo, ale do zaakceptowania, wszak z takim małym sprzętem trudno siedzieć dłużej niż przez godzinę. Ale teraz Air leżał nieużywany od lipca.
W styczniu zacząłem grać w Resident Evil 3 – gra działa bardzo dobrze, wygląda świetnie, potrzebując do działania w 30 kl./s nie więcej niż 12 W (realne zużycie mocy przez cały system to wówczas 19-20 W). W teorii powinienem móc bawić się bez problemów przez ponad 80 minut. Tymczasem dzisiaj sprzęt pozwala na maksymalnie 1h grania przy tym obciążeniu, co przekłada się na jakieś 70% wydajności nowej baterii. Fatalny wynik. Jasne, można grać na kablu, ale co to za mobilne granie?
Do tej ogromnej wady dorzućmy kilka innych: na dłuższą metę ekran 5,5 cala (mimo tego, że to OLED i jakość obrazu jest świetna) jest za mały, wibracje są bardzo słabe i od razu je wyłączyłem, a po pewnym czasie oświetlenie przy gałkach zaczęło lekko wariować.
Ostateczny werdykt może być tylko jeden: nie powinienem iść na żywioł w 2022 roku i gdybym tylko poczekał miesiąc z zamówieniem sprzętu, dzisiaj cieszyłbym się większym, tańszym, wygodniejszym i potężniejszym Steam Deckiem.
Ayaneo nie sprzedaje już tego modelu konsolki, porównywalne urządzenie z nowszym APU i w tym samym rozmiarze, jest wycenione na 500 dolarów, co wydaje się bardzo wysoką kwotą. Wszak za moment za tyle samo będzie można kupić potężniejszego Lenovo Legion GO S z zainstalowanym SteamOS, a innych alternatyw, często w promocyjnych cenach, jest dużo więcej, niż w 2022 roku.
Niestety taki jest los sprzętu niszowego, który nigdy nie sprzeda się w setkach tysięcy egzemplarzy. Ostatecznie mój Air nie pójdzie na straty, bo nadal dobrze działa (choć za krótko), a po zakupieniu zwykłej stacji dokującej, można będzie zamienić go w prosty pecet dla dziecka. I taki mam plan na przyszłość, a póki co pomału ostrzę sobie pazurki na nowego Switcha.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
Więcej:Xbox Magnus w 2027 roku? CEO AMD zdradziła, że ich chip będzie gotowy na premierę
5

Autor: Filip Grabski
Z GRYOnline.pl współpracuje od marca 2008 roku. Zaczynał od pisania newsów, potem przeszedł do publicystyki i przy okazji tworzył treści dla serwisu Gameplay.pl. Obecnie przede wszystkim projektuje grafiki widoczne na stronie głównej (i nie tylko), choć nie stroni od pisania tekstów. W 1994 roku z pełną świadomością zaczął użytkować pecety, czemu pozostaje wierny do dzisiaj, choć w międzyczasie polubił Switcha. Prywatnie ojciec, podcaster (od 2014 roku współtworzy Podcast Hammerzeit) i miłośnik konsumowania popkultury, zarówno tej wizualnej (na dobry film i serial zawsze znajdzie czas), jak i dźwiękowej (szczególnie, gdy brzmi ona jak gitara elektryczna).