Newsroom Wiadomości Najciekawsze Komiksy Tematy RSS
Wiadomość opinie 13 maja 2022, 13:00

autor: Aleksandra Wolna

Przemęczyłam się z Hadesem. Nie lubię gier roguelike, ale było warto

Ogromny sukces, jaki odniósł Hades, jest zadziwiający. Roguelike to gatunek raczej niszowy – szersze grono odbiorców sięga po niego stosunkowo rzadko. Mimo to zachwyty nad Hadesem słychać ze wszystkich stron. Czy faktycznie ta gra jest tak dobra?

Hades początkowo został wydany w Early Accessie już w 2018 roku, jednak dopiero oficjalna premiera w 2020 przyniosła mu wielką sławę. Tytuł ten oprócz pochwał od fanów zdobył niejedną nagrodę; w tym aż dwie na The Game Awards w roku swojej premiery. Po wydaniu Hadesa o produkcjach typu roguelike zrobiło się głośniej niż kiedykolwiek. Ogromne wrażenie robi nie tylko warstwa fabularna tej pozycji, ale także jej oprawa muzyczna. Po tym, jak przez parę dni zapętlałam Good Ridance, czyli piosenkę Eurydyki z gry, z ciekawości doczytałam o tym, jak muzyka powstawała. Okazało się, że odpowiedzialny za ścieżkę dźwiękową Darren Korb przyznał się, że przed pracą w Supergiant Games nigdy wcześniej nie komponował muzyki do gier. Smaczku dodaje temu fakt, że jest on odpowiedzialny nie tylko za melodie, ale także podkłada głos licznym postaciom, w tym samemu Zagreusowi.

Roguelike to gatunek, na który łatwo natrafić, przeglądając niezależne tytuły. Gry tego typu charakteryzują się losowo generowanymi lochami, a także tym, że najczęściej pozbawione są opcji zapisu w trakcie rozgrywki. Naszym celem jest przejście wszystkich lochów od początku do końca, po drodze ani razu nie umierając. Wydaje mi się, że gry tego typu albo się kocha, albo nienawidzi – ja należę raczej do tej drugiej grupy. Pomimo tego, zachęcona opiniami, postanowiłam spróbować wydostać się z Hadesu.

W grze wcielamy się w Zagreusa, syna Hadesa – mitologicznego boga śmierci i władcy podziemnego świata zmarłych. Zagreus, delikatnie mówiąc, nie ma z ojcem zbyt dobrych relacji i postanawia uciec z podziemi do świata ludzi. Oczywiście misja ta nie jest łatwa – lochów jest dużo, są coraz trudniejsze, życia nam ubywa, a śmierć kończy się powrotem do początku wędrówki. Hades, chwalony za warstwę fabularną, dialogi, oprawę muzyczną i swobodę, jaką zapewnia graczom w planowaniu wędrówki, dotarł do naprawdę sporej rzeszy odbiorców. Do sukcesu, zaskakującego w kontekście tego gatunku, przede wszystkim przyczynili się sami gracze – ktoś zagrał w Hadesa, opowiedział o nim znajomym, tamten ktoś przekazał to swoim kumplom czy napisał posta w mediach społecznościowych i tak poszło to dalej. Sama właśnie w ten sposób odkryłam ten tytuł i zachęcona opiniami, sięgnęłam po niego niemal od razu.

Przemęczyłam się z Hadesem. Nie lubię gier roguelike, ale było warto - ilustracja #1

Historia w maleńkich kawałkach

Każda próba wydostania się z Hadesu, niezależnie czy udana, czy też nie, odkrywa przed nami kolejny kawałek „układanki”. Po każdym podejściu, poprzez rozmowy z różnymi postaciami, poznajemy fragmenty historii zarówno samego Zagreusa, jak i osób z jego najbliższego otoczenia. Na swojej drodze spotyka on licznych bohaterów znanych z mitologii, którzy starają się pomóc mu podczas jego wędrówki (albo mu w niej przeszkodzić). Najistotniejsza jest relacja z przybraną matką Zagreusa – Nyx, której wsparcie stanowi główną mechanikę całej gry.

Od tego, jak często spotykamy daną personę, zależy przebieg naszej z nią znajomości, której odpowiednie rozwinięcie może ułatwić ucieczkę. Oprócz NPC pojawiających się w bazie wypadowej Hadesu natrafić możemy także na członków olimpijskiej rodziny, którzy stają na głowach, by jak najbardziej wspomóc Zagreusa. Interakcje z tymi drugimi to nie tylko gwarancja nowych bonusów i mechanik, ale i szereg indywidualnych historii – a te często, pomimo znacznej zgodności z mitologią, bywają zaskakujące. Pojawiają się losowo i nie mamy szansy przewidzieć, kogo w danym momencie spotkamy, co sprawiał, że czasem resetowałam podejście, aby spotkać akurat tę postać, na której mi w danym momencie zależało.

Całą opowieść możemy poznać tylko wtedy, gdy Zagreusowi uda się wydostać z Hadesu określoną ilość razy. Bardzo zgrabnie wpisuje się to w mechanikę gry – nie pozostawia nas w poczuciu, że aby poznać pełne zakończenie, musimy kilkakrotnie przebrnąć przez to samo (co często jest problemem w pozycjach fabularnych wykorzystujących mechanizm wielu finałów). Jakby nie było, cała zabawa w Hadesie polega na przechodzeniu w kółko tego samego, jednak za każdym razem odrobinę inaczej. Losowo generowane lochy i postępy w relacjach z innymi bohaterami urozmaicają rozgrywkę, pozwalając bez znużenia grać aż do odkrycia kompletnej historii.

Przemęczyłam się z Hadesem. Nie lubię gier roguelike, ale było warto - ilustracja #2

Męcząca wędrówka

Wędrówka Zagreusa, o ile na pewno męcząca dla niego samego, we mnie samej wzbudziła mieszane uczucia. Nie jestem fanką „rogalików”, a po Hadesa sięgnęłam głównie dzięki pozytywnym recenzjom zachwalającym fabułę. I mogę zgodzić się z większością opinii – dialogi faktycznie zostały napisane fenomenalnie. Byłam też pod ogromnym wrażeniem tego, jak sprawnie można wpleść opowieść w roguelike’owy gameplay, by naturalnie z nim współgrała; w Hadesie wracanie do początku lochów po każdym zgonie jest zupełnie logiczne. Choć urzekła mnie fabuła, a piosenki z gry od razu wrzuciłam na swoje playlisty, wyznam, że rozgrywkę zakończyłam po pierwszym przejściu, przed poznaniem całej historii. Urok Hadesa, choć niepodważalny, nie sprawił, niestety, że zapałałam miłością do roguelike’ów. Wciąż męczy mnie powtarzalność i ciągłe wracanie do początku, a dłuższa zabawa wzbudza we mnie poczucie bezsensu.

Wiem jednak, że jestem w mniejszości – wiele osób, które nie lubiły gier typu roguelike bądź nawet nie wiedziały o istnieniu tego gatunku, pokochało Hadesa. Stąd też wydaje mi się, że jest to tytuł, po który warto sięgnąć choćby z czystej ciekawości. Nawet jeśli rozgrywka nie przypadnie Wam do gustu, na pewno nie pożałujecie poznania takich postaci jak Dusa czy Skelly, a ścieżka dźwiękowa z gry zostanie Wam w pamięci na długo. A może nawet pokochacie rogueliki?

Przemęczyłam się z Hadesem. Nie lubię gier roguelike, ale było warto - ilustracja #3

Wydaje mi się, że dużą rolę w obiorze tej produkcji odgrywa też platforma, na której gramy. Ja przechodziłam Hadesa na PS4 i uważam, że nie był to najlepszy wybór — choć bardzo przyjemny wizualnie, Hades nie potrzebuje ogromnego ekranu telewizora. Odniosłam wrażenie, że na dużym ekranie gra nużyła mnie bardziej, niż mogłaby na laptopie czy choćby na Nintendo Switch. Na bardziej mobilnych platformach łatwo mogłabym podejmować próby ucieczki w wolnej chwili niezależnie od tego, gdzie bym się w danym momencie znajdowała, zamiast specjalnie rozkładać się przed telewizorem na kilka godzin do stosunkowo powtarzalnej zabawy.

Pozostała jeszcze najważniejsza kwestia: czy było warto się „przemęczyć”? Hades pod względem fabuły i całej oprawy zdecydowanie jest perełką dla oczu i uszu, a kreacja postaci jedynie podsyca te wrażenia. Nawet jeśli tak jak ja nie przepadacie za roguelike’ami, i tak warto spróbować, choćby tylko dla samej opowieści. W najgorszym wypadku po prostu uznacie, że to gra nie dla Was, ale wyrobicie sobie własną opinię na temat tej niezależnej perełki, która szybko zyskała sławę. Polecam jednak odpuścić sobie wersję na PS4, jeśli obawiacie się, że ten typ rozgrywki Was znuży — to najmniej optymalna platforma dla tego tytułu.

OD AUTORKI

Może i roguelike nie leży mi jako gatunek, ale w grach wyjątkowo cenię warstwę fabularną, więc nie jestem w stanie wypowiedzieć się o Hadesie krytycznie. Żałuję jednak, że przez to, jak zmęczyła mnie rozgrywka, nie udało mi się usłyszeć wszystkich historii napotkanych postaci. Pozostaje mi pochlipać chwilę w rozżaleniu albo łudzić się, że kiedyś jeszcze podejmę próbę zmierzenia się z Hadesem. Tymczasem, jeśli kiedykolwiek najdzie mnie chęć, by spróbować sił w nielubianym przeze mnie rodzaju gier, na pewno będę dramatycznie relacjonować to tutaj.