Newsroom Wiadomości Najciekawsze Komiksy Tematy RSS
Wiadomość opinie 19 maja 2022, 17:00

Soulslike, w którym ginąłem na strzała. Moja opinia o grze Dolmen

Mało Wam soulslike’ów? Massive Work Studio wydało kolejnego przedstawiciela tego nurtu. Dolmen łączy elementy znanego i cenionego Dark Souls ze szczyptą Dead Space. Ciekawa koncepcja, ale raczej nic poza tym.

Nie liczyłem na Dolmena. Skąd brały się moje obawy? Bo spośród wszystkich „podróbek” Soulsów spodobał mi się w zasadzie jedynie Nioh. To trudny gatunek. Łatwo o popsucie balansu, stworzenie nieprzyjemnego systemu walki czy przesadnie skomplikowanych lokacji. Wielu autorów zapomina też o włożeniu większej cząstki siebie, więc podobne produkcje często cierpią na zbyt dużą odtwórczość.

Dolmen nie próbuje niczego nowego. Mieliśmy już SF w tym podgatunku, było też strzelanie, crafting czy przywracanie bossów do życia, aby móc stoczyć z nimi dodatkową walkę. Gra polega więc na tym samym, co wręcz każdy pozostały przedstawiciel soulslike’ów. A przy tym wiele rzeczy robi trochę gorzej, choć początek tego nie zapowiada. Przez kilka pierwszych godzin towarzyszyła mi myśl, że nie jest źle. Aż do momentu, w którym trafiłem na pierwszego ważniejszego bossa, a ten potrafił zabić mnie nawet jednym uderzeniem – przy pełnym pasku życia. Dodajmy do tego wszelkie niedoróbki z hitboxem postaci, długi czas regenerowania się staminy oraz trwania walk. W efekcie otrzymamy niezwykle frustrujące doświadczenie.

Wcześniej nic nie przygotowało mnie na takie podbicie poziomu trudności. Każdy z poprzednich bossów pozwalał na pomyłki i dawał czas na zadanie więcej niż jednego ciosu. W połowie gry zrobiło się jeszcze ciężej, bo nie dość, że dany adwersarz miał potencjał na uśmiercanie jednym atakiem, to jeszcze zmuszał do wiecznego wykonywania uników. Wskutek tego moja postać nie miała już siły na odwet. I tak przez kilka dobrych minut. Balans? Jaki balans, ma być trudno!

Tyle dobrego, że eksploracja okazała się całkiem przyjemna. Częściowo z tego powodu, że z wieloma grupami przeciwników nie trzeba się męczyć, walcząc wręcz. Możemy ich pozabijać z dużej odległości, bo wtedy nie reagują i cierpliwie czekają na swoją kolej (SI nie należy do najmądrzejszych). Strzelanie również wydaje się przyjemne, choć nieco zawiodło mnie to, że stanowi tylko dodatek. Zwłaszcza jeśli chodzi o bossów. Część lokacji dobrze prezentuje się pod względem artystycznym, ale znów graficznie jest przeciętnie – co też nie powinno dziwić.

Ostatecznie Dolmen to nic więcej jak odtwórczy średniak, który ma poważne problemy z balansem. W przypływie frustracji powiedziałem sobie, że ta gra to porażka na całej linii. Są tu jednak rzeczy, które w miarę się udały. Balans twórcy mogą jeszcze poprawić, a oprócz tego mamy całkiem przyjemną eksplorację, poprawny model strzelania, niemęczącą muzykę oraz stylistykę, która może się podobać. Dobrze, że przy tym wszystkim gra jest krótka (licznik pokazał mi 20 godzin), choć z drugiej strony brak trybu NG+ może rozczarować zainteresowanych. Po ukończeniu wątku głównego pozostaje oczyszczenie świata ze znajdziek lub rozpoczęcie zabawy od nowa inną klasą. Trochę mało.

  1. Więcej o grze Dolmen

Opinia o grze Dolmen

PLUSY:

  1. całkiem udane strzelanie i eksploracja;
  2. krótki czas zabawy;
  3. niekiedy przyjemny styl artystyczny i muzyka.

MINUSY:

  1. kolejny marny przedstawiciel tego nurtu;
  2. słaba SI przeciwników;
  3. zepsuty balans;
  4. mało zawartości.

OCENA KOŃCOWA: 5,5/10

TWOIM ZDANIEM

Grasz w gry typu soulslike dlatego, że są trudne?

Nie
54,7%
Tak, ale nie tylko dlatego
43,1%
Tak
2,2%
Zobacz inne ankiety