Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

The Sims 4: Eco Lifestyle Gramy dalej

Gramy dalej 22 maja 2020, 15:00

autor: Julia Dragović

Słodkie kotki, dzikie bajki, socmoderna i RPG-i.

Życie eko w Sims 4 to nie tylko bara-bara w śmietniku – cały dodatek wymiata (śmieci też)

Grałam w The Sims 4 Eco Lifestyle. Przytulałam robaki i worki na śmieci. Kontener był moim łóżkiem, restauracją i miejscem uciech cielesnych, źródłem zarobków, paliwa i IKEĄ. W kieszeniach nosiłam tonę nawozu. No i zjeżdżałam po drabinie jak strażak.

Artykuł powstał na bazie wersji PC.

CO CIESZY:
  1. zmiany w świecie są rozłożone w czasie (wydłużenie rozgrywki);
  2. śmietnik zamiast sklepu i łóżka;
  3. świece, które się wypalają;
  4. świetne wyposażenie;
  5. mnóstwo nowości;
  6. właściwie to wszystko inne, czego nie ma w minusach.
CO MARTWI:
  1. aż się prosi o otwarty świat;
  2. niski próg wejścia, ale i tak wyższy niż zwykle;
  3. mało męskich ubrań – panie górą;
  4. dużo elementów, które miały szansę dodatkowo urozmaicić rozgrywkę, a nie pełnią funkcji innej niż estetyczna;
  5. nowa śmierć nie ma „tego czegoś”.

Zacznijmy od rzeczy najważniejszych: po pierwsze, tak, bara-bara w śmietniku w The Sims 4: Życie eko to prawda. Po drugie, wraz z dodatkiem pojawia się nowy sposób na ukatrupienie sima. Po trzecie... drabiny. Teraz możemy przejść dalej.

Nie wiem jak Wam, ale mnie od dłuższego czasu doskwiera brak wyzwań w Simsach. Niekiedy, gdy przeprowadzam rodzinę simów na maksymalnym przyspieszeniu (z palcem przyklejonym z przyzwyczajenia do klawisza trójki) przez kolejny dzień, i kolejny, i następny, marzę sobie o wprowadzeniu mechaniki poziomu trudności. Żeby tak któryś dodatek stanowił wreszcie jakieś większe – i dłuższe! – wyzwanie. Żeby tak wzrosło prawdopodobieństwo śmierci sima, żeby potrzeby, zamiast się zmniejszać, się zwiększały, długoletnie małżeństwa brały rozwody, a dzieci sprawiały ekstremalne problemy wychowawcze. Żeby dom sima nagle się zawalił (ile pożarów może wytrzymać jeden dom?!), zniknął w morzu magmy albo by w całości zajął go komornik.

Cokolwiek! I powiecie, że są przecież mody. A ja Wam odpowiem, że sami wiecie, ile Simsy kosztują – czy ceny niezliczonych dodatków nie usprawiedliwiają moich oczekiwań?! Wygląda jednak na to, że EA odpowiedziało wreszcie na moje nieme biadolenie, bo 5 czerwca premierę ma mieć dodatek Życie eko i jeśli uważacie podobnie jak ja, zawiadamiam: jest nadzieja. Będzie dobrze.

Oczywiście przy założeniu, że nie hejtujecie drzew i czystego powietrza. Chociaż właściwie nie ma to żadnego znaczenia. Ale o tym niżej.

Życie eko w Sims 4 to nie tylko bara-bara w śmietniku – cały dodatek wymiata! - ilustracja #1
Czyszczenie ekwipunku jeszcze nigdy nie było tak przyjemne.

Symulator śmieciarza: 10/10

Ostatnio coraz częściej natykam się na gry, które do mnie trafiają (tzn. trzy w ciągu dwóch lat). One mi się podobają, a ja wpadam w trybiki wielkiej machiny kapitalizmu. Może nie jestem wymagająca albo po prostu – to trochę przerażające, ale jednocześnie bardzo możliwe – szczególnie oryginalna. A może jestem typowym produktem swoich czasów, toteż łatwiej znajduję dla siebie rzeczy, które mnie zajmują?

Staram się żyć ekologicznie i less waste, walczę w domu z plastikiem, szczoteczkę do zębów oczywiście mam bambusową, a produkty zwierzęce ograniczam, jak się da. Edukuję się, wspieram inicjatywy prośrodowiskowe. Spełniam kryteria – tak mi się wydaje – statystycznej kobiety z wielkiego miasta między 25 a 30 rokiem życia. No i jeszcze jedna rzecz. Chodzę po śmietnikach.

Życie eko w Sims 4 to nie tylko bara-bara w śmietniku – cały dodatek wymiata! - ilustracja #2
Przemysłowe dzielnice nie wyglądają zbyt pięknie, ale za to jaki mają potencjał!

Buszuję jak dzik. Z freeganizmem nie czułabym się zbyt komfortowo (mówiłam już, że jestem germofobem?), ale większość swojego mieszkania umeblowałam rzeczami przytarganymi z mniej lub bardziej okolicznych wystawek i altan śmietnikowych albo od kogoś, kto na „Śmieciarce” (to taka grupa na Facebooku) ogłaszał chęć pozbycia się potrzebnej mi rzeczy. Stołuję się na śmietnikowych talerzach z PRL-u, kawę piję ze śmietnikowych filiżanek, siedząc przy śmietnikowym stole, na śmietnikowych krzesłach albo śmietnikowych fotelach. Zbieram to wszystko w Polsce i zagranicą, a każde znalezisko jest dla mnie jak nowa, zupełnie darmowa, absolutnie unikatowa skrzynia z lootem. Nie brzydzę się. Takie hobby i już.

Możecie sobie zatem wyobrazić, że Życie eko, śmietnikocentryczny, proekologiczny dodatek do jednej z moich ulubionych gier (20 lat razem, to jedna z moich najdłuższych przyjaźni), trafiło na podatny grunt – jestem wzorowym simem (to egzystencjalny wniosek – takie Heideggerowskie „się”). I od razu mam dla Was dwie informacje: po pierwsze jest to symulator śmieciarza prima sort. Po drugie, przez cały czas, kiedy odkrywałam nowości tego dodatku, nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że twórcy świetnie się bawili, wymyślając, co jeszcze wpakować do rozgrywki. A wpakowali sporo.

Życie eko w Sims 4 to nie tylko bara-bara w śmietniku – cały dodatek wymiata! - ilustracja #3
Krzak soi, barwnik ze śmietnika, trochę pracy, i gotowe!

Możemy tu wprowadzić np. coś w rodzaju otwartej seksualnie społeczności. Mamy bara-bara w śmietniku, hodowlę mięsa cruelty-free w donicy, freeganizm, system domów samowystarczalnych wraz z maszynami umożliwiającymi normalne funkcjonowanie na parceli bez przyłącza. Mamy produkcję świec sojowych, które – zapalone (nowość!) – wypalają się po jednym dniu. Urządzenia do przetwarzania dosłownie wszystkiego w części potrzebne do tworzenia kolejnych przedmiotów i w paliwo do zasilania mediów. Simy z papierowymi torbami na głowach (nie zdradzę, o co chodzi!), panele słoneczne, wiatraki i manufaktury napojów gazowanych. Drabiny, z których można i schodzić, i zjeżdżać, świetne industrialne meble, posadzki i tapety z naturalnych surowców, absolutnie piękną stolarkę i nowe bloki mieszkalne. Okna i drzwi da się przesuwać, jak tylko się nam podoba. Wymieniać można by tak bez końca, a to tylko główne nowości. W trakcie rozrywki odkryjecie jeszcze mnóstwo drobnych zmian. Zwłaszcza gdy posiadacie inne dodatki.

MOJE ZIELONE SERCE KRWAWI (ALE TYLKO TROCHĘ)

Dużo ostatnio ekologii w Simsach, zauważyliście? Mogliśmy sprzątać plażę i dbać o środowisko w Wyspiarskim życiu, postawić na oszczędność i kontrolę nad opłatami w Kompaktowych wnętrzach. W 2017 roku społeczność głosowała nawet za Życiem eko jako dodatkiem z akcesoriami – przemianowanym później na tzw. „pranko”, czyli The Sims 4: Wielkie pranie. Niektórzy z Was ucieszą się zapewne, że EA nie chce, byśmy myśleli, iż ten ekokierunek to część oficjalnego stanowiska firmy czy rodzaj zachęty. „Zawsze staramy się przekazać jakieś informacje i fakty graczom, nie próbujemy jednak forsować żadnych poglądów. Chcemy po prostu dać Wam możliwość kreowania rozgrywki w sposób, jaki Wam odpowiada” – tak na moje pytanie o ten wspólny mianownik (i jego edukacyjny, zaangażowany wymiar) ostatnich dodatków odpowiedział Sim Guru George. No dobra, niech będzie, każdy wielki producent gier odpowiedziałby tak samo – szanuję. Simsy to w końcu symulator oparty na wyborach. I jedna (eko), i druga (smogo) opcja, niezależnie od tego, z którą będziecie chcieli eksperymentować, ma swoje zalety i wady – żadna nie jest ani dobra, ani zła, nikt nie będzie Was oceniać. I mnie to pasuje.