Kupno gier to kupienie licencji na korzystanie z niej.
Czyli teoretycznie otrzymujesz dożywotnią licencję, a skoro zostaje ci to odebrane bo np gra zostaje usunięta to powinieneś otrzymać zwrot środków jakie włożyłeś w dniu zakupu.
Skoro teraz płacimy podatek aby wspierać artystów ja teraz będe chętniej piracił
Cały problem wynika z niezrozumienia czym jest "kupno gier". Kupno gier to kupienie licencji na korzystanie z niej. Nie kupuje się "egzemplarza" gry a niejako pozwolenie wydawcy do jej wykorzystywania (grania). Więc piractwo jest przestępstwem - gdyż w sposób nieuprawniony uzyskujesz dostęp do licencji (czyli tak jakby pójść do kina bez kupienia biletu).
I teraz mając to na uwadze trzeba określić o co chcemy walczyć - a mianowicie o to by wydawcy w przypadku wycofania wsparcia gry która z jakichś powodów wymaga łączenia z serwerami, wprowadzali rozwiązania umożliwiające uruchamianie gry bez tego łączenia.
Ale są oczywiście gry które bez tych serwerów nie ruszą w ogóle i zmiana w tym zakresie de facto wymagałaby przebudowania gry od nowa - co w przypadku gry niszowej, lub starej jest dla producenta nieopłacalne.
Wobec powyższego w inicjatywie SKG najważniejsze jest wymuszenie od wydawców, producentów zmiana koncepcji tworzenia gier i takie jej zaprojektowanie by mechanizm taki w przypadku zamknięcia serwerów był możliwy do wykonania małym nakładem środków i pracy.
Całym sercem jestem za inicjatywą SKG ale wypowiedź europosłanki pokazuje, że ona sama nie rozumie tej konstrukcji.
źródło
Ad. 2) nikt nigdzie nie zaprzeczył, że to nie jest przestępstwo, więc nie rozumiem tego punktu
EDIT: doczytałem ustawę i twoją interpretację korzyści majątkowej, i w sumie ma to sens... dzięki :>
Cały problem wynika z niezrozumienia czym jest "kupno gier". Kupno gier to kupienie licencji na korzystanie z niej. Nie kupuje się "egzemplarza" gry a niejako pozwolenie wydawcy do jej wykorzystywania (grania). Więc piractwo jest przestępstwem - gdyż w sposób nieuprawniony uzyskujesz dostęp do licencji (czyli tak jakby pójść do kina bez kupienia biletu).
I teraz mając to na uwadze trzeba określić o co chcemy walczyć - a mianowicie o to by wydawcy w przypadku wycofania wsparcia gry która z jakichś powodów wymaga łączenia z serwerami, wprowadzali rozwiązania umożliwiające uruchamianie gry bez tego łączenia.
Ale są oczywiście gry które bez tych serwerów nie ruszą w ogóle i zmiana w tym zakresie de facto wymagałaby przebudowania gry od nowa - co w przypadku gry niszowej, lub starej jest dla producenta nieopłacalne.
Wobec powyższego w inicjatywie SKG najważniejsze jest wymuszenie od wydawców, producentów zmiana koncepcji tworzenia gier i takie jej zaprojektowanie by mechanizm taki w przypadku zamknięcia serwerów był możliwy do wykonania małym nakładem środków i pracy.
Całym sercem jestem za inicjatywą SKG ale wypowiedź europosłanki pokazuje, że ona sama nie rozumie tej konstrukcji.
Ehh... Ludzie, poczytajcie sobie odpowiednie artykuły, licencje i jak wygląda w rzeczywistości, bo się kompromitujecie. Nigdzie nie jest napisane, że kupno licencji musi oznaczać dożywotnie korzystanie z programu. Na takiej zasadzie działają chociażby programy antywirusowe - KUPUJESZ LICENCJĘ NA ROK. Co, też będziesz się rzucał na forum, bo po upływie roku ci licencjodawca Avasta wyłączy?
I tak jak kolega wyżej, jestem absolutnie za tym, żeby po kupnie licencji (na czas określony/nieokreślony) wydawca musiał udostepnić działająca wersję offline. Ale nie mieszajcie do tego jakichś bredni o dożywotnich licencjach i zacznijcie w końcu odróżniać nośnik z programem od licencji na jego użytkowanie. Zmiany w licencji też były tylko i wyłącznie w gestii LICENCJODAWCY, nigdy licencjobiorcy.
Prawo pewnie i należałoby zmienić w zakresie licencji dla użytkownika prywatnego (bo firmy to całkiem co innego), ale nie róbcie kurtyzany z logiki interpretując "kiedyś to było" na chłopski rozum, bo nigdy to nie wyglądało tak jak to opisujecie.
Kupno nie oznacza dożywotniej licencji, bo na rękę jest wydawcom kombinować z jej warunkami, by pozbyć się częściowej odpowiedzialności za produkt, ze swojej strony, a pieniądze od konsumenta zachować na koncie. I tu powstaje dysonans, bo przerzucenie gier z fizycznych nośników, na platformy takie jak Steam, było z początku ogłaszane wygodą dla konsumenta i oszczędnościami dla wydawcy (i kupującego, bo przecież nie trzeba już wypalać płyt itd. - wiadomo jak to się skończyło). Tylko gdy posiadałeś grę na nośniku cd, to był to fizyczny produkt, który mogłeś w każdej chwili zainstalować i nikt nie był ci w stanie go odebrać. Zapłaciłeś za niego i miałeś nielimitowany dostęp. Teraz płacisz tak samo, ale dostęp jest limitowany widzimisię wydawcy. To jest właśnie problem.
Taka dygresja - nie rozumiem perspektywy niektórych ludzi, którzy starają się wytłumaczyć innym, że podejście wydawców jest tym odpowiednim, a wina leży po stronie konsumenta, bo nie czyta za co płaci a potem ma problem, że dostęp do gier jest mu legalnie odbierany. Strzelacie nie w tym kierunku. To POWINNO działać na takiej zasadzie jak z fizycznymi kopiami gier, za starych czasów - kupujesz grę na Steam czy innej platformie i masz do niej dożywotni dostęp, a po stronie wydawcy leży kwestia zajęcia się tym wszystkim, byś ty ten dostęp miał. Bez haczyków, bez kombinowania - tyle. Płacisz, masz dostęp, a licencja powinna określać czego z tym produktem zrobić nie możesz, tak jak przy fizykach - rozpowszechniać kopie itd. Ale niestety, biedne miliardowe korporacje nie mogą sobie na taki stan rzeczy pozwolić, by konsument miał jakieś większe prawa niż gówno spod ich buta.
W przypadku gier temat jest rozmyty.
oj, chyba nie czytałeś licencji użytkownika sprzed prawie 30 lat - jak to napisałeś za starych czasów - niektórych gier, że tak twierdzisz... aż musiałbym odgrzebać któregoś boxa gier Sierry i znaleźć te zapiski o niszczeniu nośnika przez użytkownika w momencie wygaśnięcia licencji xD
I nagle, z jakiegoś powodu, po tysiącach lat stosowania tych słów w jednym, przewidzianym dla nich kontekście, w przypadku software'u, wywróciliśmy wszystko do góry nogami i stworzyliśmy zmyślną konstrukcję "kupna licencji". Dekady temu klienci pozwolili wydawcom i twórcom softu (i nie tylko, choć głównie) wejść sobie na głowę i narzucić warunki, które w rzeczywistości czynią z "kupna" gorszą formę najmu. Póki gry czy inne dobra wirtualne (np. filmy) były nierozerwalnie powiązane z fizycznymi nośnikami, konsumenci gremialnie mieli to w czterech literach, bo realnie nikt nie mógł ich pozbawić dostępu do tego, co nabyli. Ale wraz z nadejściem ery cyfrowej, ta krucha równowaga została całkowicie zaburzona - teraz całość praw i możliwości jest po stronie "sprzedających", którzy to coraz śmielej z tego faktu korzystają, wyzyskując klientów jak mogą.
Widać to w przypadku usług subskrypcyjnych i VOD (np. historie o "zakupionych" filmach znikających z biblioteki z powodu zmian w prawach autorskich i umowach pomiędzy podmiotami niezwiązanymi w żaden sposób z nabywcą), widać przy oprogramowaniu (głośne przypadki nagłej zmiany warunków licencji typu perpetual), ale chyba najmocniej widać właśnie w gamingu, gdzie mamy kompletną wolną amerykankę: wydawcy "sprzedają" gry jak produkty, nie precyzując przy tym z góry czasu dostępności pozyskiwanej przez nas licencji. Co gorsza, warunki dostępu do gry mogą się zmienić w zasadzie w dowolnym momencie i z dowolnego powodu, np. w związku z premierą sequela, zmianą właściciela firmy lub "widzimisie" prezesa. EULA to niemalże biblia, nawet jeśli ma się nijak do istniejącego prawa i logiki.
Krótko mówiąc, nie jest w żaden sposób winą ludzi, że idea "kupowania licencji" powoduje pewien dysonans poznawczy i nie jest klarownie rozumiana - to od samego początku był debilizm i byłoby lepiej, gdybyśmy nazywali rzeczy po imieniu. Problem w tym, że "Wynajmij na czas nie krótszy niż 2 lata" na karcie w PS Store brzmi znacznie gorzej od "Kup teraz". W pogoni za ochroną "praw własności" całkowicie wypaczyliśmy to pojęcie (przynajmniej w odniesieniu do konsumenta) i jeśli jest jakiś obszar prawa, który NAPRAWDĘ domaga się ostrej nowelizacji i uregulowania na nowo, to to jest ten obszar. Niestety nie ma żadnego lobby z zasobnymi portfelami, które byłoby taką zmianą zainteresowane, a jest całkiem sporo takich, którym obecne status quo odpowiada.
Skoro teraz płacimy podatek aby wspierać artystów ja teraz będe chętniej piracił
https://www.gov.pl/web/kultura/nowelizacja-rozporzadzenia-o-oplatach-reprograficznych-podpisana
Kupno gier to kupienie licencji na korzystanie z niej.
Czyli teoretycznie otrzymujesz dożywotnią licencję, a skoro zostaje ci to odebrane bo np gra zostaje usunięta to powinieneś otrzymać zwrot środków jakie włożyłeś w dniu zakupu.
Ale zaraz, tak nie będzie, bo jak zamiast "KUP" w sklepach będą przyciski "UZYSKAJ GWARANTOWANY DOSTĘP NA CO NAJMNIEJ 2/3/4 LATA", to się gry już chyba nie będą tak fajnie sprzedawać.
Wiadomo, ta licencja jest bardziej po to aby chronić prawa autorskie, a nie odbierać ludziom gry. Na tę chwilę żyjemy w symbiozie z korporacjami, ale to one jednak trzymają palec na spuście.
Coś się musi zmienić w tym temacie bo to co się dzieje w giereczkowie to jedna wielka patologia.
źródło
Ad. 2) nikt nigdzie nie zaprzeczył, że to nie jest przestępstwo, więc nie rozumiem tego punktu
EDIT: doczytałem ustawę i twoją interpretację korzyści majątkowej, i w sumie ma to sens... dzięki :>
1. Według polskiego kodeksu karnego, piractwo jest kradzieżą.
2. Chćbyś się wykłócał o semantykę, nie zmienia to faktu, że uzyskanie programu komputerowego bez zgody osoby uprawnionej i w celu osiągnięcia korzyści majątkowej (rozmumianej także jako "korzystanie bez płacenia, będące uniknięciem start w majątku"), nadal jest przestępstwem, bez względu na nazwę.
źródło
Ad. 2) nikt nigdzie nie zaprzeczył, że to nie jest przestępstwo, więc nie rozumiem tego punktu
źródło
Art. 278. Kodeksu Karnego
§ 1. Kto zabiera w celu przywłaszczenia cudzą rzecz ruchomą, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 1a. Tej samej karze podlega, kto zabiera w celu przywłaszczenia cudzą kartę uprawniającą do podjęcia pieniędzy z automatu bankowego.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto bez zgody osoby uprawnionej uzyskuje cudzy program komputerowy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.
§ 3. W wypadku mniejszej wagi, sprawca czynu określonego w § 1, 1a lub 2 podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
§ 3a. Kto dopuszcza się kradzieży szczególnie zuchwałej, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
§ 4. Jeżeli kradzież popełniono na szkodę osoby najbliższej, ściganie następuje na wniosek pokrzywdzonego.
§ 5. Przepisy § 1, 3, 3a i 4 stosuje się odpowiednio do kradzieży energii.
Paragrafy 1-2 zawierają definicje poszczególnych typów podstawowych kradzieży. Pozostałe to typy kwalifikowane, uprzywlejowane i odesłania.
Ad. 2) nikt nigdzie nie zaprzeczył, że to nie jest przestępstwo, więc nie rozumiem tego punktu
Więc skąd psychiczna potrzeba zwalczania "piractwa jako kradzieży"? Bo "jestem przestępcą" brzmi lepiej od "jestem złodziejem"?
EDIT: jednak się nie wyedytowała chyba, bo nie widzę zmian (blokada bo odpowiedziałeś?), ale napisałem tam, że jeszcze raz przeczytałem ustawę + twoją interpretację korzyści majątkowej i że teraz to ma sens - dzięki.
Psychicznej potrzeby nie ma, ale to jak mylić mordercę z zabójcą - obie rzeczy są złe, ale różnica jednak jakaś jest.
W polskim prawie nie ma żadnej, a to dlatego, że polski kodeks karny w ogole nie używa pojęcia morderstwa, jest tylko zabójstwo. W tym sensie, oba te słowa są synonimami, przy czym zabójstwo jest pojęciem kodeksowym (prawnym), a morderostwo potocznym.
Piractwo komputerowe nigdy nie było kradzieżą!
Art. 278. Kodeksu Karnego
§ 1. Kto zabiera w celu przywłaszczenia cudzą rzecz ruchomą, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
Czyli trzeba komuś zabrać (przywłaszczyć sobie) rzecz ruchomą, a skopiowanie programu komputerowego nie jest zabraniem (przywłaszczeniem) bo prawowity właściciel tej rzeczy czyli programu komputerowego nie traci.
Co więcej, program komputerowy nie jest rzeczą ruchomą!
Jest jeszcze § 2 tego artykułu.
Tej samej karze podlega, kto bez zgody osoby uprawnionej uzyskuje cudzy program komputerowy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.
I tutaj można by się było na siłę postarać o interpretację, że to kradzież ale... musi być spełniony warunek osiągnięcia korzyści majątkowej czyli ktoś kopiujący program komputerowy musi go dalej odsprzedać i uzyskać z tego tytułu korzyść, czyli najczęściej oczywiście pieniądze.
Sam fakt, że ktoś spiraci np. grę i sobie w nią będzie grał nie jest faktem uzyskania korzyści majątkowej bo w wyniku tego procederu nie uzyskał takowej.
Jeszcze raz więc, Sam fakt, że jej nie kupił tylko spiracił (czyli nie wydał na nią pieniędzy) nie jest korzyścią majątkową, co najwyżej nie stracił na grę pieniędzy, ale ich nie zyskał, a brak straty pieniędzy (ich wydania) nie jest korzyścią (przysporzeniem).
Oczywiście, że jest. Uzyskałeś korzyść majątkową wchodząc w posiadanie przedmiotu, za który nie zapłaciłeś i z którego korzystasz. I tu nie ma żadnego pola do interpretacji, bo przepisy są jasne, a Ty po prostu ich nie rozumiesz. Możesz oczywiście tak tłumaczyć się prokuratorowi, ale nieznajomość prawa nie jest okolicznością łagodzącą. I tak, w polskim prawie piractwo traktowane jest jako kradzież, bez względu na to, jak będziesz próbował zaklinać rzeczywistość, a konsekwencje za tego typu czyny wynikają zarówno z Kodeksu karnego (KK), jak i z Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.
Korzyść majątkowa w rozumieniu Kodeksu karnego (art. 115 § 4 k.k.) to każde przysporzenie w majątku lub uniknięcie straty, których wartość da się wyrazić w pieniądzu. Obejmuje ona korzyści zarówno dla sprawcy, jak i dla innej osoby.
Uniknięcie opłaty (zaoszczędzenie): W orzecznictwie sądowym korzyść majątkową stanowi nie tylko sprzedaż skradzionego programu, ale przede wszystkim samo jego nielegalne pobranie lub używanie. Sprawca osiąga korzyść, ponieważ unika wydatku na zakup legalnej licencji.
art. 278 § 1. Kto zabiera w celu przywłaszczenia cudzą rzecz ruchomą, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto bez zgody osoby uprawnionej uzyskuje cudzy program komputerowy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.
W tym kontekście "uzyskanie korzyści majątkowej" interpretuje się także jako "uniknięcie starty w majątku, kóra nastąpiłaby, gdyby program został zakupiony legalnie". Więc nie, nie musisz odsprzedawać, wystarczy korzystanie bez uiszczenia opłaty.
Widzę, że większość osób nadal nie rozumie o co chodzi w tej inicjatywie.
1)
Jak już zostały wspomniane te nieszczęsne licencję, to.... Jeśli mamy zapis w euli, że użytkownik kupuje licencje na produkt, to niech ta informacja będzie jak najbardziej widoczna podczas zakupu gry. Następnie wyraźnie zaznaczony okres tej licencji, a nie że korporacja podjęła decyzję o wyłączeniu serwerów, a użytkownicy nic o tym nie wiedzą i nadal kupują grę.
Te licencje są oczywiście po to aby chronić prawa autorskie, a nie po to aby zabierać graczom gry. Na dzień dzisiejszy żyjemy z korporacjami w symbiozie, ale niestety jesteśmy na straconej pozycji, bo jak korpo będzie chciało to zabierze nam wszystkie gry. 🤷
2)
Czego dotyczy dokładnie inicjatywa? A no tego, że gry singleplayer powinny być zawsze projektowane tak aby można było w nie grać offline.
Przykład: The Crew 2 gdzie serwery zostały wyłączone i gracz nie może już grać w grę, bo ubi sobie wymyśliło, że zaprojektują grę tak aby zawsze było wymagane połączenie z internetem.
Po przeciwnej stronie stoi Forza. Możesz grać online i offline. Można? Można.
To samo z Diablo 2 i Diablo 3 które o dziwo dostało tryb offline po hejcie fanów.
A co z Diablo 4? No właśnie.
Jeśli chodzi o typowe gry multiplayer czy mmo, to oczywistym jest, że nikt nie wymaga aby te gry były projektowane z myślą o grze offline bo to nie ma sensu. Natomiast można udostępnić pliki aby gracze sami postawili serwer, oczywiście f2p, bez możliwości zarobku. Ale z tym jest już trochę więcej problemów.
Na koniec dodam, że co niektórzy to chyba lubią srać do własnego gniazda. Piszecie takie same bzdury jak te korposzczury które mają za zadanie powstrzymać tę inicjatywę. Dramat. 🤦
"Na ostatnich trzech wysłuchaniach publicznych, pan Abbamonte w imieniu Komisji powtórzył argumenty garstki największych wydawców niemal słowo w słowo: że stałe podłączenie do sieci to po prostu techniczna konieczność..." Co za idiotka. Jak ona chce grać w gry sieciowe bez podłączenia do sieci? Oczywiście, że takie podłączenie w tym wypadku jest potrzebne, że musi działać taka infrastruktura. Oczywiście, że to też kwestia praw autorskich. Nie mamy prawa do gier, należą one do twórców, którzy włożyli ogromną ilość pracy w to, by grę stworzyć. Powtarzałem już nieraz. Chcecie mieć prawa do The Crew? Zrzućcie się w milion osób bo kilka złotych i odkupcie prawa, postawcie serwery i grajcie. Jaki macie z tym problem?
że stałe podłączenie do sieci to po prostu techniczna konieczność...
Chłopie, tu chodzi o takie gry jak Diablo 4, The Crew i inne tego typu gry, które mogą działać w 100% offline, ale mają wymóg łączenia się z siecią. 🤦
Jakoś Forze dało się zaprojektować tak aby można było grać offline, tak samo z jest z Diablo 2 i 3.
Piszesz po prostu kocopoły nierozumiejąc tematu.
Dobrze mówi, kupujesz licencję nie grę.
A tymczasem na torrent 007 First Light złamane nie ominięte.
Wpuscili swołocz do UE z dzikiego wschodu, który ma jeszcze komusze poglądy na własność intelektualna to zaczynają zatruwać Europę Zachodnią swoim cwaniactwem i kombinatorstwem. A potem wycie " nie ma spolszczenia nie ma spolszczenia " Podajcie lepiej statystki jak kradną Polacy i reszta Europy wschodniej i rzetelną sprzedaż gier w Polsce bo od kilku lat ciężko w ogóle o takie statystyki. Za to roszczenia, poziom TOP.
I jak zwykle pod artykułem na taki temat wybiła się januszerka, konfiarze i cebularze uprawiający spory semantyczne na temat piractwa, żeby usprawiedliwiać swoje denne zachowanie xD
Mnie zastanawia dlaczego każdy twórca tworząc swoją produkcje czy to multi albo single to nie robi zawsze dema, łatwiej dla gracza zagrać w demo i jakiś moment gry czy to sam początek niż specjalnie kupić i liczyć czas czy zdążę z tymi pierdolonymi 2 godzinami bo inaczej steam nie odda mi gry. W samym demie można sprawdzić czy gra się nam podoba, pobawić się ustawieniami bez ograniczeń, albo w ogóle sprawdzić czy gra pójdzie bo po co i tak mi piracić jak gra działa na moim sprzęcie chujowo. Ostatnio sprawdziłem demo Onimusha i gra mi bardzo się sprawdziła ale nie mam dobrego sprzętu a i tak nawet git i ładnie wyglądała wiec w przyszłości kupie a nie pobiorę z internetu.
Cyfrowe gry są kradzieżą, bo to tylko klucz który można skopiować milion razy zerowym kosztem, jedynie dystrybucja kosztuje, ale... nie można go odsprzedać raz przypisanego do konta, a wcale nie jest tańszy, a wręcz droższy niż fizyczne wydanie. Gry cyfrowe powinny kosztować jakieś 50% fizycznych albo po prostu dawać możliwość cofnięcia licencji na koncie i odblokowaniem go w celu sprzedaży dalej.
Kradną wszyscy, na lewo i prawo. Po prostu technologia idzie do przodu i walka wszystkich ze wszystkimi w dżungli o zasoby przybiera bardziej wyrafinowane metody. Tak samo jak niewolnictwo, wyzysk, obozy pracy, feudalizm, wojny - to trwa nieprzerwanie, tylko w innej formie, bardziej "cywilizowanej", ewoluując ciągle, często zakopywane nowomową i propagandą. Państwo to mafia, tak naprawdę byt narzucający swą wolę, wycierając się prawem i porządkiem, ale to prawo jest tylko dla plebsu, bo "elity" i tak robią co chcą, a rządy szukają tylko jak skubać obywateli na kolejne podatki.
"po zakończeniu wsparcia dla gry ta otrzymała aktualizację pozwalającą na korzystanie z produktu bez potrzeby łączenia się z serwerami wydawcy (...) oraz o to, aby gry jednoosobowe nie wymagały w ogóle łączności z siecią"
Sorry, ale to nie jest przeinaczanie sensu. Skoro gra ma działać offline to jak twórca gry ma móc odebrać ci dostęp? Obecnie może zablokować twoje konto i pliki gry stają się bezużyteczne. Jak dostaniesz grę offline to nic nie powstrzymuje cię przed piractwem.
Tyle, że piractwo nigdy nie zmniejszało i nie zmniejszy sprzedaży gier. Wiedźmin 3 bez zabezpieczeń zarobił miliony, a gry z denuvo ledwie wychodzą na 0 bo są gniotami.
Proponuję odpalić działo orbitalne i zaorać to co pozostanie z budynków UE i urzędującej w nich biurwy.
Komunizm 2.0 to mało powiedziane w przypadku tej zacnej instytucji, podobnie w naszym rodzimym parlamencie należałoby przeorać porządnie cyrk jaki fundują tzw. posłowie i senatorowie, może by tak wprowadzić państwowe egzaminy zawodowe na bycie posłem i senatorem poza zwykłymi wyborami oraz kryteria odpowiedniego wykształcenia i doświadczenia zawodowego oraz życiowego bo tłuszcza i motłoch, który pcha się do koryta władzy jest wyjątkowo szkodliwy dla Polaków i Polski.
Wiadome że Ubikacja i inne ścieki zrobią wszystko aby to przekręcić na swoją korzyść, ale ja naprawdę jestem w stanie wiele zrozumieć. Żaden normalny gracz nie rości sobie kupując daną grę aby być jej właścicielem jak twórcy czy wydawca. Chodzi o bardzo prostą rzecz aby każda gra oferowała bezproblemową możliwość stawiania serwerów poza tymi dedykowanymi.
Ale wiadome jak ktoś inny mógłby się dalej bawić, skoro firma już nie zarabia bo nie chce zarabiać.
Co do gier pozostałych wystarczy to co oferuje GOG, możliwość posiadania instalatora swojej kopii gry bez wymogu połączenia sieciowego, ale niestety jest tam dalej za mało klientów. Gdyby wydawcy i twórcy zobaczyli ogromny wzrost zakupów gier na GOG to może trend zaczął by się odwracać i więcej zaczęło by się interesować sklepem GOG w celu udostępniania tam swoich produktów. Dlatego szanuję bardzo tych co mają jaja i potrafią wydać jednocześnie grę na GOG oraz Steam, byłem również pod wrażeniem Sony że dali na GOG swoje całkiem nowe gry (wiem że to chwilowa moda). Inni by się obawiali i jedynie gdzie by to dali to na Steam. Tak samo wspieram głównie sklepy z ebookami, muzyką czy filmami gdzie zakup równa się możliwością pobrania zakupionego dobra, a nie tylko możliwością korzystania za pomocą platformy (np. tak jak kupowanie muzyki na YT).
Walka jest zacięta, ale obawiam się że gracze i tak przegrają (choć bardzo bym tego nie chciał). Natomiast Ubikacja to już taki totalny ściek, niech zaczną robić dobre gry zamiast wspierać swoje pazerne praktyki. Choćby z tego względu gracze powinni przejrzeć na oczy i przestać całkowicie wspierać tą firmę, niech ginie.
Wszedłem tu tylko po to żeby się pośmiać z wylewu głupoty w komentarzach
Nie zawiodłem się, dzięki robaczki :*