W USA za taki tekst już dawno poleciałby pozew.
Dlatego, że jest sprzeczny z obowiązującym prawem.
Gry sprzedawane na GoGu mają taki sam status prawny jak te na Steam czy nawet płytach do plejki czy xboxa - jest to licencja, a nie sprzedaż produktu na wyłączność.
Według przepisów jeżeli dystrybuuj danej gry rozwiąże umowę licencyjną, to taka kopia gry zrobiona na płycie, prawnie będzie miała taki sam status jak kopia pobrana z torentów. Mówię o prawie, a nie faktycznym stanie, bo logiczne, że nikt z dystrybutorów, nie będzie jeździł po domach i kasował ludziom pliki. Tak samo jak Microsoft i Sony nie wyśle ludzi z nakazem, by zniszczyć płyty.
Pokazuje, tylko że prawnie, to bzdura o czym mówi. A, że prawo nie idzie w parze z rzeczywistością, to mamy co mamy.
Dobrze, że coś takiego jak GoG istnieje, bo społeczność łamiąca gry obecnie, to pogłos minionej epoki. Przez co sporo gier po pewnym czasie po prostu może przepaść.
Przedstawianie "jak to sony zaraziło do siebie" przy pomocy łapek w górę i ich liczb, jest po prostu żenujące z poziomu dziennikarstwa.
Kilkadziesiąt tysięcy łapek w górę, gdzie użytkowników PS jest pewnie z 0.5mld. Uwzględniając domowników, którzy też korzystają z kupionej ps.
GOG który ma mniej niż 3% rynku PCtowego, suchej nitki to nie pozostawia na swoich wynikach finansowych
GOG powinien pomyśleć o tłoczni i zamawianiu gier no nośnikach i fizycznych wydaniach na specjalne życzenie (np w cenie dwa czy trzy razy droższej, dla kolekcjonerów).
Ciekawym zabiegiem byloby tworzenie fizycznych wydan na koniec wsparcia w wyzszej (premierowej?) cenie.
W USA za taki tekst już dawno poleciałby pozew.
Dlatego, że jest sprzeczny z obowiązującym prawem.
Gry sprzedawane na GoGu mają taki sam status prawny jak te na Steam czy nawet płytach do plejki czy xboxa - jest to licencja, a nie sprzedaż produktu na wyłączność.
Według przepisów jeżeli dystrybuuj danej gry rozwiąże umowę licencyjną, to taka kopia gry zrobiona na płycie, prawnie będzie miała taki sam status jak kopia pobrana z torentów. Mówię o prawie, a nie faktycznym stanie, bo logiczne, że nikt z dystrybutorów, nie będzie jeździł po domach i kasował ludziom pliki. Tak samo jak Microsoft i Sony nie wyśle ludzi z nakazem, by zniszczyć płyty.
Pokazuje, tylko że prawnie, to bzdura o czym mówi. A, że prawo nie idzie w parze z rzeczywistością, to mamy co mamy.
Dobrze, że coś takiego jak GoG istnieje, bo społeczność łamiąca gry obecnie, to pogłos minionej epoki. Przez co sporo gier po pewnym czasie po prostu może przepaść.
Przedstawianie "jak to sony zaraziło do siebie" przy pomocy łapek w górę i ich liczb, jest po prostu żenujące z poziomu dziennikarstwa.
Kilkadziesiąt tysięcy łapek w górę, gdzie użytkowników PS jest pewnie z 0.5mld. Uwzględniając domowników, którzy też korzystają z kupionej ps.
W razie upadku GOGa lub zablokowania konta użytykownika te wszystkie pobrane offline instalatory stają się de facto piratami z zatoki.
Wszystko jest w przepisach "Prawo upadłościowe i naprawcze".
Markę przejęło EA, więc jest całkiem prawdopodobne, że teraz Twoją licencją zarządza EA. I to do nich miałbyś się udać, by dowiedzieć się jaki jest prawny status kopi, którą posiadasz.
W tej umowie masz nawet zapis, że grę możesz w danej chwili zainstalować tylko na jednym sprzęcie - ale i tak przecież nikt tego nie zweryfikuje.
Umowa, którą zawarłeś czyli umowa licencyjna jest w świetle polskiego prawa, pełnoprawną umową.
Oczywiście żaden syndyk, komornik czy inne przedstawiciel, nie wyśle Ci pisaka, nie sprawdzi, w żaden sposób nie powie ci, byś wywiązał się z umowy, którą zawarłeś czyli np. zniszczenie boxa i zaprzestanie korzystania z produktu.
Nie ma na to technicznych możliwości. Mimo, że prawo mówi, że może.
Przepisy o prawie autorskim i licencyjnym po prostu nie nadąrzyły nad swiatem, dlatego mamy taki galimatias z tym związany.
W świetle prawa, brak podmiotu odpowiedzialnego, to brak umowy, ale z drugiej strony, rzeczywistość nie jest wstanie tego wyegzekwować.
My jako konsumenci mamy sumienie czyste, bo "kupiliśmy" kiedyś tego boxa. I to na właścicielu licencji spoczywa dochodzeni sowich praw.
Oczywiście to tylko pusty przepis, bo nikt normalny nie będzie jeździł po domach i nakazywał niszczenia płyt czy zaprzestanie grania w te gry.
Nawet jak autor książki umrze, a wydawca zbankrutuje, to twoja licencja nie wygasa ani nie ulegają zmianie jej warunki. Wszystko działa po staremu.
My o grach, ty o całkiem innym medium. Kupując fizyczną książkę właśnie kupujesz ją na własność. Blokuje cię tylko prawo o ochronie praw autorskich, czyli tak jak napisałeś nie możesz jej kopiować, odczytywać publicznie itd. Sprzedać możesz, bo w świetle prawa jesteś jej właścicielem.
Z grami na płytach jest taka różnica, że podpisujesz umowę licencyjną na korzystanie z danego dobra cyfrowego. Sama płyta w zależności od kraju i obowiązujących tam przepisów jest Twoją własnością. Z płytą możesz zrobić co chcesz, ale z zawartością, to na co zezwala licencja. W zależności od kraju, klauzura w umowie o tym, że masz zniszczyć płytę, jest poprawna a w innym nie.
Regulują to przepisy, bo w tym przypadku nakładają się często inne na siebie przepisy. Jeżeli w umowie nie ma wzmianki o tym co należy zrobić w jakimś przypadku, należy skorzystać z przepisów lokalnego prawa.
Sprawdziłem umowę oryginalną z gry Red Alert, nie ma wzmianki o tym, co się dzieje konkretnie z licencją po ogłoszeniu upadłości licencjodawcy. Więc trzeba skorzystać z przepisów "Prawo upadłościowe i naprawcze" i "Prawo Licencyjne".
Z książkami w formie cyfrowej, jest dokładnie tak samo jak z grami. Z tą różnicą, że dystrybutorzy sami zapisują w umowie, że po zaprzestaniu licencji, kopie produktu będzie można pobrać w określonym czasie i korzystać z tej kopi normalnie.
Tak samo z audiobookami na płytach - brak licencji, to brak możliwości legalnego jej użytkowania. Oczywiście z audiobookami jest tak samo jak z cyfrowymi książkami - sami dystrybutorzy w licencji dodają zapis, że po wygaśnięciu tejże licencji można nadal z tego nośnika korzystać do celów prywatnych.
Z grami nie masz takich zapisów. Gra na płycie bez licencji, w świetle prawa jest nielegalną kopią.
Możesz sobie podawać durne przykłady książek, wymyślać inne niestworzone rzeczy, ale takie jest prawo.
Zresztą i tak jak zwykle prawo nie nadążyło za światem. Gry na płytach, to już przeszłość, więc zastanawianie się nad tym, czy mam licencje na mojego boxa czy nie, nie ma sensu.
Warto tylko uświadamiać ludzi, że takie gadanie jak zrobił GoG, to zwykła Parowa gadka, która z prawem nie ma nic wspólnego.
To jest zresztą zabawne. Muzeum może odtworzyć film z taśmy sprzed 80 lat, bibliotekarz może udostępnić książkę wydaną sto lat temu, a gracz coraz częściej słyszy: "Przykro nam, serwery wyłączono. Produkt już nie istnieje."
Ostatnia prawdziwa konsola od Sony to PlayStation 3, później to już PC udające konsole.
Dla mnie gra to tylko pudełko i płyta, cyfrę to mogę sobie pobrać z torrent albo innego miejsca ale nigdy płacić za coś co nigdy nie będzie moją własnością 😀
Powiedzieli idioci co każą obejrzeć reklamę żeby przeczytać cały artykuł
Jeszcze by tego brakowało, żeby mi ktoś wpadał do chaty i niszczył moje kopie za które zapłaciłem niemałe pieniądze. Dlatego szkoda że tak mało ludzi docenia GOG, bo wiele ulubionych gier można u nich uzyskać i mieć jakąś namiastkę "pudełka" w razie wycofania z dystrybucji czy po prostu skasowania gry z konta co niestety czasem się zdarzyło.
Wiem że licencje, prawa które są przestarzałe ale nawet same firmy by sobie kopały grób gdyby prześladowały takie osoby każąc im niszczyć kasować coś za co wcale mało nie zapłacili.