Piractwo to najlepszy obraz tego w jakiej kondycji jest gospodarka w danym kraju/regionie. Czasem jest to również forma sprzeciwu dla nieuczciwych praktyk wydawców, braku dostępności do danego tytułu, a w skrajnych przypadkach próba uratowania pewnych treści przez zapomnieniem. Były, są i będą też marginalne przypadki gdzie ludzie zwyczajnie wolą ukraść niż zapłacić za grę i to się pewnie nie zmieni. Warto w tym wszystkim pamiętać że jeszcze niedawno dostęp do nowych tytułów był praktycznie niemożliwy, a jeśli już, to zakup jednej gry na premierę wynosił nawet 1/3 pensji miesięcznej. Wielu zapalonych fanów gier, którzy obecnie kupują legalnie nie byłoby dziś graczami, gdyby na przełomie lat 90/2000 nie byli piratami. Można powiedzieć, że całe pokolenia graczy wychowały się na piratach i dzisiejszy rynek w Polsce nie byłby taki jaki jest, gdyby nie piractwo właśnie.
Piractwo było, jest i będzie. Facet biadoli o czymś co jest od zawsze i najlepiej zwalać swoje żale. To wydawcy niszczą branże gier swoją pazernoscią itp. Spójrzcie na gry z przed 20 lat i na dzisiejsze i sami odpowiedźcie co poszło nie tak.
Żeby nie było, nie popieram piractwa ale nie zamierzam bawić się w szeryfa. Jest mi ono całkowicie obojętne. A korporacje to też złodzieje w białych rękawiczkach. Świat jest bardziej skomplikowany.
Gabe miał rację.
Kiedys pirat był jedynym sposobem pozyskania gry. Cena czy niemożliwość kupienia oficjalnie produkcji niemal zmuszała do piracenia.
Obecnie piraci się głównie gry które nie są warte swojej ceny, lub takie które strach kupić bez sprawdzenia
Z moich doświadczeń i obserwacji przez ostatnie 20 lat wynika, że ludzie którzy piracą gry to ich nie kupują XD o co mi chodzi? Przecież to niby oczywiste. No chodzi o to, że często się liczy piratów jako straty i potencjalnych klientów a raczej tak nie jest. Ludzie piracą indyki co są po 5 zł w promocji. Ci ludzie nie kupują gier i nie będą ich kupować bo jest to dla nich normalne. Gry są dla nich za darmo i tyle. Jak nie zagrają w jedną grę to pójdą i sobie piracą coś innego. To nie tak, że robią komuś na złość i specialnie piracą konkretną grę a wszystkie inne kupują. Po prostu nie kupują nigdy nic. I prędzej by przestali grać całkowicie niż zaczną kupować.
Albo gdy jakąś fajną grę wydał w pazerny sposób wydawca. Bo jednak są elementy monetyazcji których nie będę wspierał a nie widzę powodu bym miał rezygnować z gry(shadow of War i ich skrzynki na orki)
Przy ilościach gier jakie dziś wychodzą i backlogu jaki posiadam cenniejszy jest dla mnie czas, niż 100 czy 200 zł miesięcznie, jakie przeznaczam na zakup gier. Jednocześnie traktuję to jako wsparcie dla twórców. Gier gdzie nie szanuje się mnie jako gracza zwyczajnie unikam niezależnie czy miałbym za nie zapłacić czy nie.
"Po co mam się bawić w pobieranie tego najpierw na dysk, potem rozpakowywanie/instalowanie i i inne cuda." Jak już wspomniałem, dla kogoś kto to robił wiele razy to najmniejszy problem a korzyści są wymierne. Możesz sprawdzić grę na spokojnie, bez zegarka nad głową i użeraniem się z działem zwrotów (w przypadku kiedy nie uda się tego zrobić z automatu).
"Po co mi to wszystko? Na Steam pobieram najnowszą wersję bez żadnych kombinacji. W razie gdybym nie zwrócił gry nie muszę martwić się o postępy." Jeśli znasz aktualną wersję gry to nie będziesz miał dużych trudności ze znalezieniem jej do pobrania. Osobie która ma zamiar tylko sprawdzić grę i ją ewentualnie zakupić, nie sprawi problemu utrata 5h rozgrywki jeśli jest potencjał na np. x10 dłuższą rozgrywkę. Przeniesienie zapisów na steam też jest możliwe (choć to też zależy od rodzaju złamania).
"A jeżeli zwrócę grę to mam pieniądze na wypróbowanie kolejnej. Ja chyba po prostu za bardzo szanuję swój czas, i pieniądze żeby bawić się w pobieranie gier z pirackich źródeł. " Nie widzę tutaj żadnych wyróżniających zalet.
*Nikogo do tego nie zachęcam, po prostu utworzyła się ciekawa dyskusja odnośnie różnych perspektyw :)
Tyś widział indyki po 5 zł. Mam na steamowej liście życzeń ponad setkę które cały czas kosztują 30-50 zł i mówię tutaj i o 5, 10 a nawet 15 letnich grach.
To że chwilowo jakiś indyk który trafił do bundla ma opcję odkupienia go za 5 zł nie sprawia że one tyle kosztują.
ROTFL. I co mi da zobaczenie na yt? Przecież nie wiem jak ta gra będzie wyglądała i działała u mnie. Czy sterowanie mi podpasuje. Niby 2026 rok a nadal się trafiają produkcję gdzie się NIE DA zmienić sterowania lub wiele klawiszy NIE JEST obsługiwanych.
Nie wiem w jakie gry grasz, ale ja oglądam kawałek gameplayu i nigdy się nie zawiodłem. Od razu widzę czy mnie tytuł interesuje czy nie. A jeśli sterowanie lub gra sama w sobie nie działa jak należy, to tym bardziej są podstawy do zwrotu. Chcesz to ściągaj gry z dowolnego źródła, nie oceniam. Każdy ma jakieś powody i swoją rację.
Reasumując: w (.) sobie wsadź te dwie godziny w trakcie których co najwyżej poliżesz niektóre gry.
No i najważniejsze: najpierw musisz zapłacić te 300-400 zł żeby w ogóle uzyskać dostęp do tych 2 godzin, a potem czekasz wuj wie ile na zwrot kasy.
Wyobrażasz sobie np. przetestować takiego Wiedźmina 3 w 2 godziny? W 2 godziny to ty nawet nie ukończysz połowy (pełnoprawnego) tutoriala (czyli pierwszego obszaru).
Mnie kupno legalnych wersji satysfakcjonuje w innym wymiarze - bardziej doceniam posiadane gry, lepiej się bawię i zawsze je kończę a nie jak dawniej przerwane w połowie i rzucone w kąt na wieczne zapomnienie. A że wybór jest ogromny, to gier o których wspominasz zwyczajnie unikam. Szkoda mi na to na to czasu i życia.
w 90% przypadków to ja przed kupieniem gry wiem czy trafi ona w moje gusta czy nie więc nie mam takiego problemu. Nie wiem. Może trochę bardziej świadomie wybieram gry. Do tego te dwie godziny na Steam to bardziej taka sugestia. Jak Helldivers zwróciłem właśnie po 5 godzinach. No questions asked... . Wiadomo, że nie można przeginać, ale jestem pewien że wiele gier zwróciłem po więcej niż dwóch godzinach.
Jeśli znasz aktualną wersję gry to nie będziesz miał dużych trudności ze znalezieniem jej do pobrania.
Wiem. Ja przygodę z piractwem zaczynałem jeszcze w latach 80... Dla chcącego nigdy nie było z tym problemu. Może tylko trochę więcej zachodu.
Osobie która ma zamiar tylko sprawdzić grę i ją ewentualnie zakupić, nie sprawi problemu utrata 5h rozgrywki jeśli jest potencjał na np. x10 dłuższą rozgrywkę.
No mi na przykład sprawi. Bo po 4-5 grach które mi się nie spodobają straciłem 20-25 godzin. Albo utrata 5 godzin bo akurat nie udało się przenieść zapisów gry. To jest właśnie czas który wolę spędzić w innych grach.
Trudno też nie wspomnieć o tym, że skoro potrzeba wam aż tylu godzin żeby sprawdzić grę praktycznie powinno przekreślać i całą idee gier w wersji demo które bardzo często prezentują wycinek rozgrywki zdecydowanie krótszy niż dwie godziny. A jednak jest bardzo wielu graczy która z takiej możliwości korzysta. Ba, na dniach skończył się festiwal na Steam gdzie po mojej liście znajomych mogę stwierdzić, że wielu wypróbowało rożne dostępne dema.
Przeniesienie zapisów na steam też jest możliwe (choć to też zależy od rodzaju złamania). To jeszcze mam się zastanawiać/sprawdzać, czy utracę postępy czy nie? Nie, dziękuję. Za stary jestem na to.
*Nikogo do piracenia nie zniechęcam, po prostu utworzyła się ciekawa dyskusja odnośnie różnych perspektyw :). Do tego byłbym hipokrytą bo sam swojego czasu piraciłem. Jednak od jakichś 15 lat dałem sobie z wielu względów spokój. A i większość gier które za młodu spiraciłem odkupiłem. Za ułamek ceny, którą zapłaciłbym na premierę ale zawsze to coś.
"w 90% przypadków to ja przed kupieniem gry wiem czy trafi ona w moje gusta czy nie więc nie mam takiego problemu. Nie wiem. Może trochę bardziej świadomie wybieram gry."
Być może, ale zauważ że nie wszyscy tak idealnie potrafią określić po pierwszych paru godzinach (dzięki swojemu doświadczeniu) że gra jest warta zakupu, czy po posmakowaniu jej zacznie się im nudzić. W moim przypadku nie raz miałem taką sytuację kiedy gra w której główną mechaniką jest np. zbieranie surowców - okazuje się, że w późniejszych etapach ten aspekt jest niesamowicie nieprzyjemny i niszczy całą rozgrywkę przez nieodpowiedni balans.
"Do tego te dwie godziny na Steam to bardziej taka sugestia. Jak Helldivers zwróciłem właśnie po 5 godzinach. No queston ask... . Wiadomo, że nie można przeginać, ale jestem pewien że wiele gier zwróciłem po więcej niż dwóch godzinach."
Ja czytałem wiele skarg że Steam często ma problemy ze zwrotami i jeśli w ogóle ich dokona to czasem trzeba czekać parę dni na zwrot. Osobiście robię mało zwrotów na Steamie i pamiętam że raz pieniędzy nie dostałem w przeciągu jednego dnia i trzeba było czekać, a że dużo kupuję kluczyków w sklepach zewnętrznych to i zwrotów zrobić nie mogę.
"No mi na przykład sprawi. Bo po 4-5 grach które mi się spodobają straciłem 20-25 godzin. Albo utrata 5 godzin bo akurat nie udało się przenieść zapisów gry. To jest właśnie czas który wolę spędzić w innych grach. "
Ok, nie mam z tym problemu. Każdy ma swoje priorytety - Ty wolisz grać od razu, a innym sprawia przyjemność kombinowanie przy grach. Rozumiem że modowaniem gier też się nie zajmujesz, a ja jak najbardziej - uwielbiam to robić i często poświęcam temu swój czas by gra była bardziej dostosowana pode mnie. Myślę, że jak miałbym kupić takie GTA VI to właśnie dla modów i zabawy z nimi. Takie GTA V (albo CP2077) mam w wersji pudełkowej i większość czasu spędziłem na wgrywaniu modów i zabawie w tym świecie (fabuły nigdy nie ukończyłem). Pewnie też dla tego jestem PCtowcem i nie gram na konsolach.
"Trudno też nie wspomnieć o tym, że skoro potrzeba wam aż tylu godzin żeby sprawdzić grę praktycznie powinno przekreślać i całą idee gier w wersji demo które bardzo często prezentują wycinek rozgrywki zdecydowanie krótszy niż dwie godziny. A jednak jest bardzo wielu graczy która z takiej możliwości korzysta. Ba, na dniach skończył się festiwal na Steam gdzie po mojej liście znajomych mogę stwierdzić, że wielu wypróbowało rożne dostępne dema."
Jestem pewny że większość osób korzysta z dem, również osoby z tej bańki. Zauważ jednakże że nie każda gra posiada demo. Te pojawiają się w różnych odstępach czasu od premiery gry - czasem na jakieś wydarzenie (tak jak wspomniałeś) a innym razem
po prostu z chęci pokazania gry graczom jeszcze przed premierą (często nie oddaje ostatecznego kształtu gry). Po demie nie ocenisz czy jakaś funkcja gry (która nie została zaimplementowana w demku) i jej balans przypadnie ci do gustu. Idealnie byłoby dostać demko które zawiera wszystkie mechaniki z pełnej wersji gry, tylko ściśnięte do tych paru godzin. Sprawdziło by się to jedynie w grach które mają wybijający się gameplay loop. Więc zawsze było by jakieś "ale".
"To jeszcze mam się zastanawiać/sprawdzać, czy utracę postępy czy nie? Nie, dziękuję. Za stary jestem na to."
Dobrze, to twoja osobista preferencja.
Być może, ale zauważ że nie wszyscy tak idealnie potrafią określić po pierwszych paru godzinach...
Dobrze, powiedzmy, że dwie godziny to za mało i spędziłeś w grze powiedzmy 20 godziny po czym okazuje się że jednak twórcy rozwinęli grę w kierunku z którym Ci nie po drodze. Czy nie uważasz, że za te 20 godzin gdzie bawiłeś się dobrze nie powinno się im należeć jakieś wynagrodzenie? Albo taka kampania singlowa w nowożytnym COD:MW. Myślisz że potestujesz sobie z 5 godzin a ona cała trwa pewnie z 4,5 na niskim poziomi trudności... I jak przejdziesz całą na piracie to już nie kupisz a argumentem będzie że za krótka? No gdzieś tą granicę między testowaniem a usprawiedliwianiem piractwa trzeba postawić.
Ja czytałem wiele skarg że Steam często ma problemy ze zwrotami i jeśli w ogóle ich dokona to czasem trzeba czekać parę dni na zwrot. Osobiście robię mało zwrotów na Steamie i pamiętam że raz pieniędzy nie dostałem w przeciągu jednego dnia i trzeba było czekać, a że dużo kupuję kluczyków w sklepach zewnętrznych to i zwrotów zrobić nie mogę.
Nie wiem dokładnie co oznacza parę dni, ale w polityce zwrotów Steam jest napisane, że zwrot może trwać do 7 dni. Nigdy nie zdążyło mi się żeby to trwało dłużej.
Rozumiem że modowaniem gier też się nie zajmujesz,...
Jeżeli mówimy o korzystaniu z modów a nie o ich tworzeniu to jak najbardziej się zajmuję. I w kontekście pirackich wresji to tutaj tym bardziej zależy mi, żeby posiadać oryginalną aktualną wersję gry.
No dobrze. Uważam że 20h rozgrywki jest całkowicie wystarczającą ilością godzin aby móc sobie wyrobić zdanie w zdecydowanej większości tytułów, więc zobowiązuje mnie to do zakupu takiego tytułu. A nawet uważam ten etap za upoważniający do napisania recenzji na Steamie. Nienawidzę tych opinii po 2-3h które są w większości całkowicie bezużyteczne.. chyba że gra się nie uruchamia lub ma problemy ze stabilnością.
Co do CODa, to śmiech na sali 😂 - kupuje go ktoś aktualnie dla singla? Ja swoją przygodę z tą serią skończyłem na CoD:WWII z 2017r. (EDIT: Przepraszam, ostatnią odsłonę w jaką grałem było Modern Warfare w 2023r. na Steamie) A tak na poważnie, to przy tak drogiej, krótkiej i liniowej kampanii, zwykła opinia osoby która ją ukończyła, powinna wystarczyć.
"Nie wiem dokładnie co oznacza parę dni, ale w polityce zwrotów Steam jest napisane, że zwrot może trwać do 7 dni. Nigdy nie zdążyło mi się żeby to trwało dłużej."
Jest to pewna niedogodność, którą spora ilość ludzi nie może lub nie chce zaakceptować.
"Jeżeli mówimy o korzystaniu z modów a nie o ich tworzeniu to jak najbardziej się zajmuję. (...)"
Czyli jednak masz wystarczającą ilość czasu by bawić się z plikami gier :) Jak już wspominałem, są różni ludzie - nawet tacy co mają czas na szukanie złamań, łatek i aktualizacji a także sposobów na przenoszenie saveów i achievmentów.
Czasem gra na gameplay-u na YT wygląda wspaniale, a potem uruchamiasz ją sam i okazuje się że to już nie jest to samo.
O ile sam nie piracę gier, tak w pewnych aspektach no trudno tu nie mieć wyrozumiałości co do ludzi. Tu pojawia się problem z dostępnością w latach 90, ale i mowa też o wycenach - gdzie ten problem nadal jest dość aktualny. Często tu pojawia się kontrargument, że gry nie są produktem pierwszej potrzeby i tak dalej, ale jestem zdania, że do wszelkiego rodzaju sztuki (bo imo gry się tu kwalifikują) powinien być łatwy dostęp dla każdego - a i tu też jest jeszcze utrudnienie, że trzeba mieć dany sprzęt, by tego typu mediów doświadczać... no i też co by nie mówić, to piractwo jest akurat bardzo dobre w prezerwacji danych - w tym gier. I to nie tylko jak widać tych starszych, wręcz retro, ale i nowszych tytułów jak z The Crew. Tu wiem, że jest grupka osób, która będzie bronić Ubi własną piersią, ale faktem jest, że kto chciałby w to dzisiaj zagrać i nie kupił kiedyś, to innej opcji nie ma, ale bardzo dobrze, że chociaż taka jest.
Swoją drogą z Doomem to ja mam problem.
Posiadam bowiem oryginał taki, o, nawet fajny:
Ale big box choćby samego Doom II: Hell on Earth to jest dzisiaj kosmos (cena na ebayu powalają) a w czasie gry gra miała premierę, czy nawet pod koniec lat 90...W Polsce? Ceny zabójcze w stosunku do zarobków...
Sandy, czy ty naprawdę myślisz, że wszyscy piracili, by zrobić ci na złość? Nie pomyślałeś, że działo się to ponieważ ludzie nie mieli pieniędzy lub nie było nawet oficjalnej dystrybucji gry w ich kraju?
Nie ma to jak usprawiedliwiać złodziejstwo. Ktoś cię okrada ale hej, on przecież nie ma pieniędzy 😅 brak dostępności to już inna sprawa. Teoretycznie myśląc zero jedynkowo to nie masz kasy to nie grasz. Też jestem teraz mądry a piracilem lata temu na potęgę ale co fakt to fakt.
Jestem ciekaw skąd dane o ilości spiraconych kopii Dooma i AoE?
Musze przyznać że samemu miałem dużo styczności z piractwem, choćby mój tata chodził ze mną na giełdy elektroniczne gdzie kupowało się gry na płyty (np. 1 płyta za 10zł). Nie miało się dobrego dostępu do internetu a gry były zwyczajnie za drogie.
Potem koniec końców chciało się samemu iść na skróty i zgłębiać sposoby na pobieranie gier za darmo. Pamiętam moją satysfakcję kiedy udało mi się pobrać grę bez płacenia :P Miałem wtedy 10 lat, albo mniej. Nie wiedziałem nawet czym jest part, co oznacza rozszerzenie .iso, albo co oznacza RELOADED w nazwie pliku :D
Piractwo to najlepszy obraz tego w jakiej kondycji jest gospodarka w danym kraju/regionie. Czasem jest to również forma sprzeciwu dla nieuczciwych praktyk wydawców, braku dostępności do danego tytułu, a w skrajnych przypadkach próba uratowania pewnych treści przez zapomnieniem. Były, są i będą też marginalne przypadki gdzie ludzie zwyczajnie wolą ukraść niż zapłacić za grę i to się pewnie nie zmieni. Warto w tym wszystkim pamiętać że jeszcze niedawno dostęp do nowych tytułów był praktycznie niemożliwy, a jeśli już, to zakup jednej gry na premierę wynosił nawet 1/3 pensji miesięcznej. Wielu zapalonych fanów gier, którzy obecnie kupują legalnie nie byłoby dziś graczami, gdyby na przełomie lat 90/2000 nie byli piratami. Można powiedzieć, że całe pokolenia graczy wychowały się na piratach i dzisiejszy rynek w Polsce nie byłby taki jaki jest, gdyby nie piractwo właśnie.
Piractwo było, jest i będzie. Facet biadoli o czymś co jest od zawsze i najlepiej zwalać swoje żale. To wydawcy niszczą branże gier swoją pazernoscią itp. Spójrzcie na gry z przed 20 lat i na dzisiejsze i sami odpowiedźcie co poszło nie tak.
Żeby nie było, nie popieram piractwa ale nie zamierzam bawić się w szeryfa. Jest mi ono całkowicie obojętne. A korporacje to też złodzieje w białych rękawiczkach. Świat jest bardziej skomplikowany.
Gabe miał rację.
Kiedys pirat był jedynym sposobem pozyskania gry. Cena czy niemożliwość kupienia oficjalnie produkcji niemal zmuszała do piracenia.
Obecnie piraci się głównie gry które nie są warte swojej ceny, lub takie które strach kupić bez sprawdzenia
ROTFL, piraci nie przyłożyli ręki do zgonu czy problemów żadnej z wymienionych firm. Jakby nie mogli spiracić jednej gry, to poszukaliby zwyczajnie czego innego. Producent nie zarobiłby tak czy siak. Jakoś jedne firmy przetrwały, a inne nie. Może trzeba było lepiej konkurować na rynku? Patrzeć, co inni robią lepiej? Zadbać o lepsze ceny na rynkach, które w tamtych czasach były biedne i potencjalnych klientów nie było stać na wydanie 1/3 wypłaty na nowy tytuł? Ale nie, lepiej płakać po latach.
Gość, którego wypowiedzi są bazą do artykułu wspomniał o tym, że argument o piractwie jako sposobie na wypróbowanie gier to bullshit. Czy ja wiem? Pamiętam dobrze, że demo takiego Heroes of Might and Magic 2 katowałem przez całe miesiące. Ostatecznie nie kupiłem ani oryginała, ani pirata, a frajdy miałem mnóstwo. I kto w takiej sytuacji jest dla firmy gorszy - ja, czy ktoś, kto grę spiracił? Tak czy siak nie zyskali przecież nic.
Sam za dzieciaka piraciłem na potęgę, bo poza Ekstra Klasyką i pełniakami z czasopism nie było mnie stać na gry. Nawet 10 zł od płyty u Pana Pirata było w tamtych czasach dla mnie sporym wydatkiem. Jak mogłem jednego roku sobie wybrać nową pudełkową grę (w cenie 80 zł!), to rozważałem wybór przez całe tygodnie...
Kiedyś fakt, dystrybucja była utrudniona a gry drogie. Ludziom odpowiadało bieganie z dyskietkami, potem z płytami lub nawet dyskami.
Internet wiele ułatwił. Zastanawia, że blokowanie stron powszechnie dostępnych trwa śmiesznie mozolnie.
Obecne dwie i to z nazwami oficjalnych sklepów zawierają po 24 tys pozycji gotowych do pobrania poprzez kliknięcie .
Coś tu chyba nie gra. Jakoś Nintendo potrafi w piractwo
Ktoś gdzieś nie raz pisał, że piractwo to dobry sposób na wyrażenie sprzeciwu wobec nieuczciwych wydawców i ich podłej polityki, itp.
Otóż właśnie NIE. Piractwo to jednak wciąż w pewnym sensie przyczynia się do popularyzacji danej gry/czegokolwiek, co powoduje, że nawet jeśli jeden i drugi tego tego nie kupili, to zawsze może to kupić ktoś inny, który zobaczy piracką wersję.
Prawdziwie skutecznym sposobem byłoby w tym przypadku całkowita rezygnacja z gry(jak i jej poznania) w ogóle - czyli nie tylko nie kupowanie danej gry, ale i nie pobieranie i nie granie w wersję piracką.
Gdyby wielu tak właśnie zrobiło, to dla wydawcy oznaczałoby nie tylko doraźny brak przychodów ze sprzedaży, ale i poważny spadek popularności, co z kolei przełożyłoby się na jeszcze większy i szerszy brak przychodów.
Wreszcie piractwo może też być strategią niektórych dużych korporacji. Microsoft dobrze wiedział, co robi, nieoficjalnie przyzwalając na piracenie Windowsa, MSO i innego ich oprogramowania przez użytkowników domowych. Właśnie po to, aby ich uzależnić od swojego oprogramowania, tak, że potem nawet jeśli ktoś nie kupiłby oryginalnej wersji do domu, to już na pewno musiałby kupić do firmy/miejsca pracy.
Dlatego o ile piractwo może poważnie zaszkodzić małym studiom i innym producentom gier indie, o tyle wobec takich kolosów jak Ubisoft, czy EA niewiele by to zmieniło.
Dlatego, jak ktoś chce zrobić jakiejś firmie na złość to niech nie tylko nie kupuje danej gry, ale i też niech nie piraci.

Amiga nigdy nie była firmą tworzącą gry. Commodore zbankrutowało z powodu fatalnego zarządzania, braku rozwoju technologicznego, złych inwestycji oraz konkurencji ze strony PC. A za drinka dziękuję --->
Tak swoją drogą to nikt chyba nie zwrócił uwagi na koniec jego wypowiedzi, a to już z jego strony były totalne brednie.
Cholerni piraci to goście, którzy zabili firmy growe takie jak Atari, Amiga, Cinemaware, 3D Realms (Duke Nukem!).
Atari (to oryginalne, bo pewnie o to mu chodzi) i Amigę przecież zabiło to samo - przegrana sprzętowo i cenowo z konkurencją.
Atari wypuściło jeden po drugim trzy sprzęty, które były porażkami na skutek ich własnych pomysłów: Falcon, który nie mógł wykorzystać pełni swojej mocy, bo ograniczała go magistrala 16 bit, Atari TT, które już w momencie premiery było przestarzałe i nie wspierało popularnego Unixa no i Atari Jaguar, które przegrało marketingiem i małą ilością gier, a ostatecznie dobił go Saturn i Playstation z grafiką 3D.
Amiga - podobnie, zbyt wolny rozwój, Commodore PC, które były droższe od IBMów, a nie oferowały więcej, no i Amiga CD32, która po prostu ukazała się za późno, żeby ich uratować.
Cinemaware - rzeczywiście padło przez piractwo, sami to podkreślali, a sprzedaż tytułów im spadała.
A 3D Realms przecież nigdy nie upadło, żyje i obecnie posiada je Saber Interactive. Zresztą sami się o mało nie wykończyli nie piractwem, a piekłem developerskim i kaszanką zwaną Duke Nukem Forever.
Cholerni piraci to goście, którzy zabili firmy growe takie jak Atari, Amiga, Cinemaware, 3D Realms (Duke Nukem!)
Gówno prawda.
Amiga została zabita przez PC i Doom (o ironio!), bo nie nadążyła się za rozwoju technologii. Amiga wtedy nie potrafił obsługiwać Doom tak płynnie (do czasu Amiga CD, ale był już za późno). Gdyby gracz chciał wypróbować Doom, to co wybiera? PC czy Amiga? No, komputer Amiga jest "zamknięty" i nie można ulepszyć, ani zmodyfikować tak łatwo. PC można się dostosować do potrzeby użytkownicy (podzespoły, systemy operacyjne) i dlatego przejął cały rynek.
Z czasem Amiga zaczęła tracić udziały w rynku na rzecz komputerów kompatybilnych z IBM PC , które w 1987 r. zyskały 256-kolorową grafikę VGA, a także na rzecz czwartej generacji konsol do gier wideo, co ostatecznie doprowadziło do bankructwa Commodore w 1994 r.
Atari upadło, ponieważ dało zbyt dużą swobodę niezależnym twórcom gier, a rynek został zalany słabymi grami. Konkurencyjne platformy do grania też robią swoje. No, nie raz wydali słabe i nieprzemyślane konsoli, co tylko przynosiły straty.
Upadek 3D Realms był bezpośrednim skutkiem 14 lat ciągłych opóźnień i gigantycznych problemów produkcyjnych związanych z grą Duke Nukem Forever (nie wiem, po co to robili w ogóle). Niekończący się proces deweloperski, brak budżetu na dokończenie tytułu oraz konflikt finansowy z wydawcą (Take-Two Interactive) doprowadziły do wyczerpania kapitału i bankructwa studia w 2009 roku. Gdyby wymyśleli coś innego i kreatywnego, a nie Duke Nukem Forever, to może los byłoby inny.
No, konkurencji też robią swoje. Gracze nie mogą kupować wszystkie gry, ile się dało. No, niektórzy producenci po prostu nie nadążali się za rozwoju technologii i gier. Czasem pogubili i zapomnieli, co jest najważniejsze dla sukcesu. Piractwo to tylko "mniejsze zmartwienie".
Niech on idzie popłakać gdzieś indziej, a nie zachowywać się jak rozpieszczony dziecko, który zwala całą winę na innych.
Obecnie w wielu wypadkach nie ma piractwa. Nie da się piracić usługi. Np. nadchodzące GTA6 to czasowo dostępna usługa więc korzystanie z niej bez płacenia to szalbierstwo a nie kradzież czy nawet naruszenie praw autorskich. Wchodząc do kina bez biletu nie piraci się filmu i nie dokonuje się kradzieży.
Art. 121. [Szalbierstwo]§ 1.
Kto, pomimo nieuiszczenia dwukrotnie nałożonej na niego kary pieniężnej określonej w taryfie, po raz trzeci w ciągu roku bez zamiaru uiszczenia należności wyłudza przejazd koleją lub innym środkiem lokomocji, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto bez zamiaru uiszczenia należności wyłudza pożywienie lub napój w zakładzie żywienia zbiorowego, przejazd środkiem lokomocji należącym do przedsiębiorstwa niedysponującego karami pieniężnymi określonymi w taryfie, wstęp na imprezę artystyczną, rozrywkową lub sportową, działanie automatu lub inne podobne świadczenie, o którym wie, że jest płatne.
§ 3. W razie popełnienia wykroczenia określonego w § 2 można orzec obowiązek zapłaty równowartości wyłudzonego mienia.
Istotny jest § 2.
"wstęp na imprezę artystyczną, rozrywkową lub sportową, działanie automatu lub inne podobne świadczenie, o którym wie, że jest płatne"
"Kupując" GTA tak naprawdę nabywa się bilet umożliwiający grę przez pewien okres. Bilet który jest sprawdzany przed każdym seansem gry. Karą jest grzywna i ewentualnie obowiązek zapłaty równowartości wyłudzonego mienia.
Ściągnięcie gry i przerobienie jej tak, żeby przestała być usługą teoretycznie można podciągnąć pod oszustwo komputerowe.
1. Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub wyrządzenia innej osobie szkody, bez upoważnienia, wpływa na automatyczne przetwarzanie, gromadzenie lub przekazywanie danych informatycznych lub zmienia, usuwa albo wprowadza nowy zapis danych informatycznych, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
Choć skoro art o szalbierstwie zakłada takie działanie "działanie automatu lub inne podobne świadczenie, o którym wie, że jest płatne" to raczej dobry adwokat wybroniłby klienta.
Problemem dla gier teraz to są generyczne światy, w kółko te same serie bez nowych bohaterów, brak własności licencji - ściąganie 100GB gówna z internetu oraz gry usługi. To są problemy realne a piractwo? Grałem w gry już w latach 80tych, było piractwo obecne zawsze w tej branży. Mam natomiast wrażenie, że akurat w tej materii mocno się zmieniło przez ostatnie 10 lat na plus.
Tymczasem Romero jak zwykle go wyjaśnił. :D
https://x.com/romero/status/2071594758548426923?s=20
Swoją drogą Romero poprawiający Petersena to moje ulubione twitterowe lore.
Moim zdaniem to trochę inaczej wyglądało. Piractwo na rynkach krajów wysokorozwiniętych spowodowane było najczęściej trochę za wysoką ceną przy jednoczesnych zbyt słabych zabezpieczeniach. Skutkowało to tym, że opłacało się kombinować.
Natomiast biedniejsze rynki były po prostu skazane na proceder piracenia, chociaż sądzę, że i na nich dałoby się trochę ugrać.
Osobiście kupiłem pudełkowe AoE gold (Zresztą jeszcze kilka innych gier) gdzieś około 2004 roku z "kolekcji klasyki". Nawet w tamtych czasach kwota rzędu 20-40 zł za przyzwoitą grę była atrakcyjna, bo czasopisma za kilkanaście złotych sprzedawały się wówczas dobrze. Mowa oczywiście o polskim rynku.
Zasada dzialania jest prosta. Gra musi byc dobra, szeroko dostepna, przystepna cenowo, zoptymalizowana, zlokalizowana i wspierana, a producent/wydawca nie moze leciec w kulki z klientami. Jesli ktorys z tych warunkow nie jest spelniony - sprzedaz bedzie nizsza. Natomiast to, jak dane studio jest zarzadzane, jak wielki pozytywny lub negatywny wplyw ma wydawca i w jakich warunkach musza rywalizowac z innymi firmami i produktami, to juz inna sprawa.
Pirat i tak nie kupi gry, więc liczenie strat w ten sposób nie ma żadnego sensu. Co do samego piractwa to jest loteria, bo często reklama w takiej formie potrafi sprawić że ktoś zakupi jednak taką grę lub zacznie o niej opowiadać i inne osoby dokonają również zakupu. Piracenie nie jest jednowymiarowe, a czasem wręcz przynosi pozytywne skutki. Wiem że porównywać system do gier to tak średnio, ale Microsoft dzięki cichemu przyzwalaniu na taką praktykę z Windowsem ma teraz prawie cały rynek PC. I nadal stosują takie metody, bo nawet jak im zależało żeby jak najwięcej osób przeszło na W10 to nawet pirackie kopie W7 czy W8 dawało się "zalegalizować" na W10. Wiadome że MS wiedział że to pirat, ale po stronie użytkownika było wszystko jak należy byle tylko był to nadal Windows.