Gra ma nie mieć polskich napisów więc zlewam ich. Proste. Twórcy zlewają mój kraj więc ja zlewam ich.
Brak naszych napisów = brak pieniążków. Angielski znam na tyle, że grę bym spokojnie ograł, ale skoro oni Polaków mają w dupie, to dlaczego ja mam nie mieć ich?
Jeżeli nic nie ukrywają i nie wywalą jakiejś kupy nawozu po premierze to powinno być dobrze.
Też mnie trochę zniesmaczyła ta rozmowa z tą naukowczynią. Bardzo stereotypowy obraz naukowca którym ja osobiście już rzygam. 🤮
Trochę wygląda jak Mass Effect na sterydach... co akurat w sumie mi nie przeszkadza.
Na plus, że postacie wyglądają całkiem dobrze, wydają się być "możliwe do polubienia" i nie widać ciśnięcia politycznej papki, a to dziś duży plus.
Jeżeli fabuła będzie dobra to "będę grał w grę" 😊
Świetnie to wygląda, szkoda tylko, że nie można zrobić własnej mordki.
Choć realnie fakt faktem, mogli dać opcję dla tych, którzy wolą sami tworzyć swojego awatara.
A nie było tam czasami, że można edytować i dodawać np. blizny? (Przeglądałem na szybko i bez głosu więc nie mam pewności)
No zapowiada się to świetnie! Jeszcze jakby tak dorzucili polskie napisy to by było całkiem miło :P
Grafika super, towarzysze i świat również wydaję się ciekawy, ale robi wrażenie trochę korytarzowej gierki. Już pal licho ten otwarty świat, ale fajnie by było aby w grze były jakieś wieksze huby które można eksplorować.
No i te znaczniki, jak je widzę to odrazu mnie skręca w żołądku. 🤮
Solidnie prezentuje się, oby dowieźli, trochę teraz brakuje takich świetnych gier rpg sci-fi w stylu mass effect.
Gra ma nie mieć polskich napisów więc zlewam ich. Proste. Twórcy zlewają mój kraj więc ja zlewam ich.
Nie smakuje chleb? trzeba było zostać piekarzem i sobie sam wypiekać. Auto nie działa? trzeba było zostać mechanikiem i sobie samemu naprawić. Pomijam kwestie, że angielski nie jest ogólnoświatowym językiem którego każdy w szkole się uczył albo wybierał... no ale niektórzy tego nie wiedzą, albo są za młodzi by to wiedzieć.
Tym jednak, co wyróżni omawiane dzieło na tle konkurencji, będzie uwzględnienie zjawiska dylatacji czasu. Jako że za jego sprawą podczas podróży międzygwiezdnych czas płynie inaczej dla podróżników aniżeli w miejscu, z którego wyruszą, dokonywane przez nas wybory będą mieć bardzo daleko idące konsekwencje, rozciągające się na długie lata.
Czas płynie inaczej. Co za brednie.
To sekunda na Marsie czy Jowiszu to inna sekunda niż na Ziemi?
Tzw. "dylatacja czasu" to nie żadna podróż w czasie tylko "różnica czasu" wynikająca z błędu pomiarowego. W całym Wszechświecie 1 sekunda to zawsze będzie ta sama 1 sekunda.
Ale zegar atomowy jest idealny? Nie jest. I tutaj właśnie dochodzimy do tzw. dylatacji czasu czyli zaburzenia pomiaru czasu wywołanego siłą grawitacji. Satelity GPS krążą około 20 200 km nad powierzchnią Ziemi, gdzie grawitacja jest słabsza niż na powierzchni. Z tego powodu ich zegary atomowe "chodzą szybciej" od zegarów na Ziemi o około 45 mikrosekund na dobę. Dodatkowo satelity GPS poruszają się z prędkością około 14 000 km/h. To powoduje, że ich zegary "chodzą wolniej" o około 7 mikrosekund na dobę. W sumie daje to około +38 mikrosekund na dobę. Niby niewiele ale bez "korekty czasu" błąd położenia narastałby o około 10 km dziennie. Ale powtarzam: GRAWITACJA NIE ZABURZA CZASU A JEDYNIE URZĄDZENIE POMIAROWE.
Jedziemy dalej: na jakiej zasadzie działa typowy zegar elektroniczny? Taki na rękę, albo po prostu zegar w telefonie komórkowym?
Działa w oparciu o kryształ kwarcu do którego przykłada się napięcie elektryczne. Dzięki zjawisku piezoelektrycznemu kwarc zaczyna drgać z bardzo stabilną częstotliwością wynoszącą 32 768 Hz. Układ elektroniczny zlicza te drgania i dzieli ich liczbę przez 2, potem znowu przez 2 itd. aż otrzyma sygnał 1 Hz — jeden impuls na sekundę.
Mam telefon komórkowy bez karty sim co sprawia że nie synchronizuje się on z siecią komórkową. W momencie gdy piszę ten komentarz jest godzina 9:24 a ta komórka pokazuje 9:28. I teraz pytanie do Ciebie: czy mój telefon przeniósł się do przyszłości?
Nie, on po prostu wujowo zlicza czas bo nie tylko zegar atomowy nie jest perfekcyjny, kryształ kwarcu robi to znacznie gorzej.
Czym więc jest czas? Jest to zliczanie jakiegoś regularnie powtarzającego się zjawiska (ruch Słońca, drgania kryształu, drgania atomów). Ale nawet to jest marnym odmierzaniem czasu bo przypomnijmy sobie czym jest rok? Rok to okres obiegu Ziemi (i to jest bardzo ważne) wokół Słońca. Ile to trwa? 365 dni. Doba ma 24 godziny. Godzina 60 minut. Minuta 60 sekund. Sekunda była początkowo po prostu 1/86 400 średniej doby słonecznej. Ale czy naprawdę 365 dni? No nie, bo jest to dokładnie 365 dni 5 godzin 48 minut 45 sekund. A to nadal nie koniec pier. bo mamy miesiące liczące 30 dni, 31 dni, a luty ma tylko 28 dni + lata "przestępcze" gdy ma ich 29.
Po co ten jakże długi wstęp? Aby Ci uświadomić czym są jednostki czasu i w oparciu o co powstały. Wiemy już że rok ma 365 dni. A ile trwa rok na Marsie? Też 365 dni. No chyba że powiemy rok marsjański wtedy 686,98 ziemskich dni. Czy zatem człowiek na Marsie będzie się starzał wolniej niż na Ziemi? No nie, bo i dla tego na Ziemi i dla tego na Marsie "czas płynie" w takim samym tempie.
I na koniec ostatnie podchwytliwe pytanie (ale nawet ej aj podaje prawidłową odpowiedź): ile trwa sekunda na Ziemii a ile na Marsie?
Co odpowiada AI: sekunda trwa tyle samo na Ziemi i na Marsie, jeśli używamy definicji SI. No brawo ej aj.
Atom cezu na Marsie nie „drga” inaczej tylko dlatego, że jest na Marsie. Gdybyś zabrał identyczny zegar atomowy z Ziemi na Marsa, nadal odmierzałby sekundy według tej samej definicji.
Natomiast są dwa niuanse:
Mars ma inną długość doby
Ziemia: 86 400 sekund SI.
Mars: około 88 775 sekund SI (24 h 39 min 35 s).
Czyli marsjańska doba zawiera więcej sekund niż ziemska.
Grawitacja wpływa na tempo upływu czasu
Mars ma słabszą grawitację niż Ziemia.
Zegar stojący na powierzchni Marsa chodzi więc odrobinę szybciej niż taki sam zegar na powierzchni Ziemi.
Wniosek: sekunda nie jest związana z obrotem planety ani długością roku. Jest zdefiniowana przez zjawisko atomowe. Dlatego wszędzie we Wszechświecie fizycy starają się używać tej samej sekundy SI.
Szerzej opisałem to wyżej. Najważniejszy element to ten z telefonem komórkowym bez karty sim, który wg takich jak ty "podróżuje w czasie" bo w jak inaczej niż z powodu błędu pomiaru czasu chcesz wyjaśnić inną godzinę na PC a inną na telefonie bez karty sim.
Są np. miony, które powstają w górnych warstwach ziemskiej atmosfery, a cykl ich życia to ok. 2.2 mikrosekundy. To oznacza, że powinny one ulec anihilacji po przebyciu ok. 600 metrów, a jednak docierają do powierzchni naszej planety... 100 kilometrów dalej. Wynika to właśnie z tego, że czas dla mionów płynie wolniej i potwierdzają to wzory matematyczne opisujące to zjawisko. Poza tym jest jeszcze Efekt Mössbauera, Relatywistyczny Efekt Dopplera, Efekt Shapiro itd.
Serio nie sądziłem, że w XXI wieku ktoś może jeszcze kwestionować OTW i STW :).
Via Tenor
Mamy tutaj geniusza. Szkoda, że naukowcy są takimi idiotami i nie sprawdzili czy grawitacja zaburza urządzenie pomiarowe....
Weź mi jeszcze powiedź że nie da się statkiem kosmicznym podróżować szybciej niż światło i już będziemy mieli komplet waszych bzdur.
Via Tenor
FSB, powinieneś dostać Nagrodę Nobla. Jednym wpisem ośmieszyłeś Einsteina. ;)
Tyle że... nie. Bo dylatacja czasu to nie jest "błąd zegara', tylko własność czasoprzestrzeni. I mamy na to szereg dowodów eksperymentalnych (wspomniane miony, eksperyment Hafele-Keatinga, zasady działania satelitów GPS i szereg doświadczeń laboratoryjnych m.in. na akceleratorach cząstek). Persecuted zresztą kwestię rzeczowo wyjaśnił.
A najlepsze jest to, że sam opisujesz korektę czasową satelitów, a zarazem nie dostrzegasz, iż bez tego rodzaju korekty system nie działa - co samo w sobie jest już dowodem na "realność" dylatacji.
Innymi słowy, promujesz poglądy, które zostały ponad 100 lat temu odrzucone przez fizykę eksperymentalną. A jacyś ludzie jeszcze dają ci za to serduszka na forum. Dzizas.
Albo to trolling (w sumie niezbyt śmieszny), albo FSB to jeden z najgłupszych użytkowników GOL-a. A konkurencja jest mocarna. ;)
Gdyby nie założenie, że dylatacja czasu jest realnym zjawiskiem, nie bylibyśmy w stanie uruchomić systemów nawigacji satelitarnej, przeprowadzić eksperymentów w akceleratorach cząstek, synchronizować globalnie czasu, organizować misji kosmicznych i komunikować się z sondami... Ba, nie bylibyśmy w stanie normalnie korzystać z Sieci, bo właściwie wszędzie wymagane są korekty relatywistyczne.
Niemniej jednak jak przeczytałem to:
powołując się na pseudo umysłowe wypierdy Einsteina [..] A wystarczy trochę logicznego myślenia aby wiedzieć że typ bredził.
...to też się zacząłem skłaniać ku trollingowi. :)
Dobra robota, FSB. ;)

Co do samej dylatacji czasu to (trolling, czy nie trolling to troche nauki mozna wrzucic przy niedzieli... hehe):
Czasoprzestrzen to calosc. Czas jest jest nieodlacznym atrybutem. Kazdy punkt w czasoprzestrzeni przesuwa sie nonstop w czterech wymiarach (i jest to traktowane jako calosc "predkosci" - "1"). Trzech fizycznych i jednym czasowym. Im szybciej przesuwasz sie w trzech fizycznych, tym wolniej w czasowym. bo suma zasze musi byc "1".
Zas najbardziej mindfuckowa wlasciwiscia czasoprzestrzeni jest to ze dotyczy to KAZDEGO PUNKTU w czasoprzestrzeni. Ale jest "liczone" osobno. Dlatego mamy teorie WZGLEDNOSCI. Poniewaz kazdy punkt ma swoje wlasciwisci predkosci i masy/energii WGLEDEM kazdego innego punktu w czasoprzestrzeni. Wiec jesli zyjemy w symulacji, to napeno nie jest ona liczona na RTXach bo nie wyrobia. ;) ;) ;)
To w sensie podstawy naszej rzeczywistosci. Oczywiscie rozszerza sie to na wieksze systemy fizyczne i wiekszych "obserwatorow". Dlatego mozemy to zwizualizowc za pomoca dwoch statkow kosmicznych i tez bedzie dzialac tak samo.
Jedyna stala jest to ze NIGDY, wzglednie czy bezwzglednie nie da sie poruszac z predkoscia c jesli jest masa, i szybciej niz c wogole. Oraz ze przy predkosci przez 3 wymiary fizyczne MAX, czyli "c", czwarty wynosi zero (czyli czas zanika, przestaje plynac).
Dlaczego jest to nieosiagalne, to powinni uczyc chyba juz w podstawowce.
EDIT: Dodalem troche teorii i matematyki w formie obrazka. ;)
EDIT 2: "WZGLEDNOSC ROWNOCZESNOSCI". Czyz nie brzmi to slodko? Siostro! Znowu glowa boli! Tabletki! xD ;P ;) TAk na powaznie to rzeczywiscie to jest total mindfuck, jak sie zaczniesz nad tym zastanawiac. Nie dziwne ze musieli "wymyslec" mechanike kwantowa, zeby isc dalej. Bo wszystko sie przestaje "spinac" dla naszej intuicji.
EDIT3. Dopiero teraz objalem rozumem calosc, bo zaczalem pisac jak zobaczylem ze mi kalecza nauke na forum. ;)
Post 8.3 to Poezja. POEZJA.🤯🥳🤯
Nawet jesli to trolling, to moze ktos przeczyta reszte i troche sie zainteresuja nauka.
--------------------------
Dlatego wszędzie we Wszechświecie fizycy starają się używać tej samej sekundy SI.
Przepraaszam ale pan Grrx'plxtnix z Kwardantu Oriona nie uzywa.
Ale powtarzam: GRAWITACJA NIE ZABURZA CZASU A JEDYNIE URZĄDZENIE POMIAROWE.
Przepraszam panie urzadenie pomiarowe, tutaj "gie". Czy moglbym zaburzyc? Bo widze ze pan ma napisane ze "urzadzenie pomiarowe" na obudowie, wiec pomyslalem ze zaburze troche? Okej?
Czym więc jest czas? Jest to zliczanie jakiegoś regularnie powtarzającego się zjawiska
Switna definicja, o ile jest rok 800 000 P.N.E. i jestes Homo Erectus.
iksde
Chyba się nie zrozumieliśmy kompletnie. Napisałem, że założenie, iż "dylatacja czasu jest realnym zjawiskiem", było konieczne, żebyśmy dokonali konkretnych osiągnięć technologicznych i żeby konkretne osiągnięcia technologiczne funkcjonowały. Innymi słowy, teorie Einsteina umożliwiły postęp technologiczny.
Jak dylatacja uniemożliwia włączenie systemów nawigacji satelitarnej?
Nie uniemożliwia - wręcz przeciwnie: bez uwzględnienia dylatacji GPS by nie działał. Satelity GPS muszą korygować dwa efekty relatywistyczne: ich zegary muszą tykać wolniej o 7 mikrosekund na dobę (szczególna teoria względności) i szybciej o 45 mikrosekund na dobę (ogólna teoria względności). Korekta plus 38 mikrosekund na dobę jest konieczna, żeby nie narastał błąd pozycji (o ok. 10 km na dobę).
Z sondami masz trochę rację, bo w przypadku komunikacji chodzi głównie o opóźnienie przelotu fali radiowej. Ale już w przypadku precyzyjnego nawigowania, planowania trajektorii itp. również uwzględnia się efekty relatywistyczne.
podobnie z globalnym czasem, bo czemu dylatacja miałaby oddziaływać w różnym stopniu na różne części świata, który zbyt jednostajnie i jednolicie porusza się w tym samym wymiarze
Nie wiem, czy dobrze rozumiem. Masz na myśli "świat" w znaczeniu "Ziemia"? Jeśli tak, to Ziemia nie porusza się "jednolicie". Prędkość liniowa nie jest wszędzie taka sama. Poza tym już nawet różnica wysokości na Ziemi wiąże się z różnymi potencjałami grawitacyjnymi. Np. czas na szczycie góry płynie minimalnie (mikrosekundy) szybciej niż na poziomie morza. To wynika z ogólnej teorii względności. Do tego dochodzą jeszcze różnice związane z prędkością liniową (rotacja Ziemi i różne szerokości geograficzne). Dlatego synchronizacja czasu (np. dla sieci energetycznych, telekomunikacji itp.) wymaga korekt relatywistycznych.
różnicę w upływie czasu spowodowanej różnicą w prędkości między obiektami a układem odniesienia
To szczególna teoria względności (kinetyczna dylatacja czasu). Ale jest jeszcze ogólna teoria względności (dylatacja grawitacyjna), która jest równie ważna w kontekście dyskusji o nowoczesnych technologiach.

Jak cos porusza sie tak szybko (a satelita ma kilkanascie-kilkadziesiat tysiecy km/h), to jest to juz dla komputerow mocno widoczne.
Tak samo z sondami kosmicznymi i np. taka misja artemis ostatnio. Przy predkosci 40000km/h dylatacja czasu to kilkadziesiat mikrosekund. Nie wplywa na ludzi, pomijalne w elektronice i funkcjonowanku komputerow na pokladzie, ale jak najbardziej mierzalne.
bo czemu dylatacja miałaby oddziaływać w różnym stopniu na różne części świata, który zbyt jednostajnie i jednolicie porusza się w tym samym wymiarze?
Nic nie porusza sie w jednym wymiarze (cokolwiek masz na mysli). Wszystko w czasoprzestrzeni nonstop porusza sie w czterech wymiarach. Chyba ze osiagniesz predkosc swiatla, wtedy przestajesz sie poruszac w wymiarze czasowym. Sytuacja odwrotna (zaprzestanie poruszania sie w trzech wymiarach fizycznych i sto procent poruszania sie w czasowym) jest chyba nawet hipotetycznie niemozliwa i paradkoksalna dla obecnej fizyki.
Zas dylatacja czasu na ziemi wystepuje i rozni sie ze wzgledu na odleglosc od centrum masy (kuli ziemskiej), czyli ogolnie rzecz biorac od srodka jadra planety (a technicznie to od punktu bedacego szczytem studni grawitacyjnej Ziemi). Pomiedzy Rowem Marianskim a MountEverestem jest roznica w tym jak wszechswiat odmierza swoje ziarnka piasku. ;) Ba! Ta roznica wystepuje pomiedzy twoimi stopami a glowa (ale jest dla nas niemierzalna - jeszcze. Moze kiedys bedziemy mierzyc w czasach Plancka (w przyblizeniu 5,4x10(-44) sekundy. Jest to najmniejsza jednostka czasu jaka ma sens i jest mierzalna teoretycznie) na zawolanie. Ale da sie ja wyliczyc i takie rzeczy sa potwierdzone matematycznie. ).
Serio i mowie to bez zlosliwosci... poczytaj troche zamiast probowac ogarniac "na chlopski rozum" i "wydaje mi sie", bo podobnie jak w temacie o asteroidach widac ze cie interesuje, ale masz zerowe podstawy teoretyczne i wychodzi takie troche "gadanie po pijaku o fizyce".
PS.
Piszecie, że nie będzie polskich napisów? Nie będzie też możliwości tworzenia postaci?
Eee....Nie podoba mi się ta gra :)
Zapowiada się świetnie! I nareszcie mamy planety, który faktycznie wyglądają obco, a nie jak Ziemia z przemalowanym kolorem trawy i nieba. Wcześniejsze urywki nie nastrajały mnie zbyt pozytywnie i miałem spore wątpliwości, ale ten dłuższy gameplay mnie całkowicie przekonał. Jaram się jak błękitny olbrzym.
Więc na razie wstrzymam się z entuzjazmem. Styl graficzny postaci i NPC też może się nie podobać.
No ja obstawiam konstrukcję z ME, tzn. większość miejscówek będzie "jednorazowa", lecisz, robisz misję i już nigdy tam nie wracasz (także dlatego, że tu podróż trwa dziesiątki tysięcy lat) . Nie jest to idealne rozwiązanie, ale jeżeli wszystkie planety będą tak fajne, jak ta kwasowa z filmiku, to jakoś to przeżyję ;). Dla mnie jest super ważne, żeby w grze kosmicznej / pozaziemskiej było to poczucie obcości i egzotyczności, a nie, że projektanci biorą ziemskie widoczki, przemalowują trawę na różowo, dowalają jakiś księżyc (skybox) na horyzoncie i fajrant.
A co do designu postaci, to mnie on też niespecjalnie przypadł do gustu. Nigdy nie podobały mi się kombinezony i ubrania z pierwszego ME (dopiero ME2 i ME3 to zmieniły, a najbardziej podobała mi się na tym polu Andromeda), a tutaj wygląda to właśnie jak w pierwszym ME, czyli tak sobie :/.
Brak naszych napisów = brak pieniążków. Angielski znam na tyle, że grę bym spokojnie ograł, ale skoro oni Polaków mają w dupie, to dlaczego ja mam nie mieć ich?
Polaków mają w dupie, to dlaczego ja mam nie mieć ich?
A dlaczego traktujesz to tak osobiście? Na świecie są tysiące języków (szacuje się, że w użyciu jest ich ponad 7000!), czy twórcy i wydawcy gier powinni wspierać je wszystkie? To oczywiście nierealnie i siłą rzeczy trzeba ograniczyć pulę do liczących się (w sensie siły nabywczej) języków, a polski niestety się do nich nie zalicza i najpewniej nigdy nie będzie.
Polska to naprawdę duży rynek jeśli chodzi o branże gier więc dlaczego niby mamy się godzić na takie praktyki?
Polska to naprawdę duży rynek jeśli chodzi o branże gier
Sęk w tym, że właśnie nie. Oficjalnych statystyk brak, bo wydawcy się tym nie chwalą (nie mają czym...), ale wiarygodne estymacje sugerują, że duże gry AAA na polskim rynku sprzedają na premierę między 20 a 50 tysięcy egzemplarzy, co jest wynikiem statystycznie nieistotnym w czasach, gdy trzeba sprzedać miliony, by wyjść na zero. Polska jest traktowana po prostu jako "śmieciowy rynek", na którym sprzedanie czegokolwiek jest sukcesem, a inwestowanie w niego dodatkowych środków nie ma sensu. Gdyby Polacy kupowali na premierę, a nie na wyprzedażach, a przede wszystkim robili to w oficjalnej dystrybucji, a nie na kluczowniach i przez VPN, to byłaby inna rozmowa. Ale tak, jesteśmy finansowym pryszczem i to się raczej nigdy nie zmieni.
Nie ma danych, ale nawet jesli sprzedaje się te 20-50 tysięcy to są to miliony, więc zrobienie polskiej lokalizacji to żaden wydatek.
Skąd masz jakiekolwiek dane odnośnie zakupu gier przez vpn czy na promocjach?
I myślisz, że w innych krajach ludzie tak nie robią?
Jeśli jesteśmy finansowym pryszczem to dlaczego wychodzą gry z polskimi napisami, a nawet dubbingiem? Dlaczego nintendo zaczęło robić spolszczenia do swoich gier? Dlaczego duża część gier jednak ma to spolszczenie?
No sory, ale z tym pryszczem finansowym to grubo przesadzasz.
Panowie, mamy dokładne dane (choć czasem sprzed co najmniej dwóch lat, więc zaniżone) dotyczące udziału Polski w światowym rynku gier (PC, konsole i mobilki).
Liczba graczy: 16-29 mln. (Świat: 3,6-3,6 mld; Europa: ok. 447 mln). W tym ponad 80% dorosłych Polaków (ok. 49% kobiet).
Przychód konsumencki: 400-800 mln dolarów (0,3-0,4% globalnego przychodu). W tym roku prognozuje się przychód do ok. 1,6 mld dolarów.
Miejsce na świecie pod względem przychodu konsumenckiego z gier: pozycja 20-26.
Użytkownicy Steama: ok. 2,4 mln (top 10-12 krajów).
Język polski jest w pierwszej dziesiątce języków lokalizacji na Steam (miejsce 9.-10.).
I ciekawostka: 97% przychodów polskiej branży deweloperskiej pochodzi z eksportu. Polski rynek to tylko 2-4% sprzedaży dla polskich deweloperów.
To oznacza, że jesteśmy średnim, ale solidnym, rosnącym i raczej opłacalnym rynkiem dla wydawców. Zwłaszcza dla PC (Steam). Na Zachodzie konsole mają większy udział w strukturze rynku konsumenckiego niż w Polsce. Warto też dodać, że F2P stanowi 70% przychodów z PC w naszym kraju (wydajemy więc sporo kasy na mikropłatności w grach typu CS2, Dota, LOL itp.).
Czy opłaca się polonizować gry? Raczej tak. Koszty lokalizacji to zazwyczaj mniej niż 1% budżetu całej gry, a dla większych tytułów nawet ułamek procenta. (Indyki mają gorzej). Dubbing *znacząco* zwiększa koszty, dlatego rzadko się z nim spotykamy. Efekt lokalizacji jest korzystny w ogólnym rozrachunku, bo zwiększa sprzedaż, poprawia recenzje, zapewnia lojalność społeczności oraz marketing szeptany. Dlatego duże firmy regularnie lokalizują swoje produkty. Lokalizacja zwiększa przychody w konkretnym segmencie o dziesiątki procent przy relatywnie niskim koszcie (tłumacze nie zarabiają kokosów). W przypadku Polski najbardziej opłacalna jest dla gier PC i mobilek.
Dane pochodzą m.in. z raportów PARP 2025, Newzoo, Statista i Polish Gamers Observatory:
https://sqmagazine.co.uk/steam-statistics/
https://polishgamers.com/pgr/polish-gamers-research/2019-2024-consumer-revenue-forecast/
https://www.paih.gov.pl/wp-content/uploads/2025/08/The-Creative-Industries-Sector-GameDev-2025.pdf
https://rockgame.pl/en/investors/otoczenie-rynkowe
https://en.wikipedia.org/wiki/Video_games_in_Poland
https://worldpopulationreview.com/country-rankings/steam-users-by-country
https://en.parp.gov.pl/storage/publications/pdf/The_Game_Industry_Poland_2025.pdf
https://orient-games.com/polish-game-localization-a-rising-market/
https://www.demandsage.com/steam-statistics/
No, zdziwiony jestem brakiem polonizacji "Exodusa". "Mass Effect" był u nas popularny. Troszkę sobie wydawca strzela w stopę, bo polonizacja miałaby raczej wpływ na wyniki sprzedaży tego tytułu w Polsce. A przecież celują tutaj w przebój AAA.
Ja np. nie mam problemu z angielskim (zajmowałem się zresztą profesjonalnie tłumaczem gier komputerowych), ale poważnie się zastanowię, czy w to grać, jeśli nie pojawi się polonizacja. Po prostu rozgrywka z polskimi napisami to dla mnie podstawa. Inaczej się wtedy bawię, miodność się zwiększa i najzwyczajniej w świecie - tego właśnie oczekuję. Lubię też sobie "na bieżąco" recenzować polonizację. :)
To samo dotyczy pewnie wielu innych graczy (o czym świadczy "dubbingowa" popularność "Gothica"), a zwłaszcza tych, którzy profesjonalnie nie zajmują się językiem, a będą się musieli przedzierać przez stylizowane teksty ze specjalistyczną terminologią (sci-fi). Myślę, że część z nich sobie podaruje.
Ale dlaczego podchodzisz do rynku polskiego jak do rynku, który ma sprzedać tyle kopii danej gry aby zwrócił się koszt produkcji?
Bo po to się sprzedaje gry? W pierwszej fazie trzeba odzyskać zainwestowane pieniądze, a w drugiej zacząć zarabiać. Innego celu nie ma, każdy rynek służy właśnie do tego, bez wyjątku.
Nie ma danych, ale nawet jesli sprzedaje się te 20-50 tysięcy to są to miliony, więc zrobienie polskiej lokalizacji to żaden wydatek.
Tak, to jest mały wydatek w relacji do całościowego budżetu, ale po co go ponosić, jeżeli w ogólnym rozrachunku się nie opłaca? Jeżeli gra z lokalizacją sprzeda np. 50 tysięcy kopii, a bez lokalizacji 45 tysięcy kopii, to ta różnica (5 tysięcy kopii) często nie wystarczy nawet na pokrycie kosztu samej lokalizacji. Ergo (pun intended) to się nie opłaca, wydawcy to zauważyli i polskie lokalizacje zaczęły znikać, choć kiedyś były normą. Budżety idą w górę, trzeba sprzedawać coraz więcej kopii, a premierowa sprzedaż na polskim rynku za tym nie nadąża (rośnie, ale bardzo powoli).
Skąd masz jakiekolwiek dane odnośnie zakupu gier przez vpn czy na promocjach?
I myślisz, że w innych krajach ludzie tak nie robią?
Co do kluczowni i VPN to danych oficjalnych nie ma, ale są estymacje oparte na aktywności graczy z Polski na Stream, zestawione z ilością kopii zakupionych przez nich na Steam oraz w postaci kopii pudełkowych z polskiej dystrybucji. Co do zakupów na promocjach, to są statystyki np. Game Sales Data, które mówią, że aż 80% gier kupowanych przez Polaków jest przez nich nabywana w okresie innym niż premierowy.
Poza tym to bez znaczenia ilu ludzi w poszczególnych krajach tak robi, bo to wydawców nie obchodzi. Dla nich liczy się tylko to, ile kopii sprzedaje się na premierę (tj. w pierwszym dniu, tygodniu i miesiącu). Jeżeli te wyniki są znaczące, to kraj jest traktowany jako priorytetowy. Jeżeli nie, jako kraj śmieciowy.
Jeśli jesteśmy finansowym pryszczem to dlaczego wychodzą gry z polskimi napisami, a nawet dubbingiem? Dlaczego nintendo zaczęło robić spolszczenia do swoich gier? Dlaczego duża część gier jednak ma to spolszczenie?
Znowu, to zależy od statystyk. Jeżeli wydawcy wychodzi, że to się opłaca, wtedy lokalizuje. Jeżeli nie, to rezygnuje z lokalizacji, nawet w formie napisów. Dużo zależy od gatunku gry, marki, platformy itd. Jedne tytuły sprzedają się nad Wisłą lepiej, inne gorzej, każdy kraj tak ma. Gry sci-fi w Polsce nie są jakoś bardzo popularne i ustępują np. fantasy, więc to kolejny powód, żeby nie wyrywać się ze spolszczeniem.
A koszty lokalizacji gier Nintendo są malutkie w porównaniu do gier z masą tekstu i dialogów. Przełożenie wyłącznie tekstowe gry RPG na język polski, to koszt ok. 600 - 900 tysięcy złotych (na co składa się samo tłumaczenie, testy QA, wdrożenie i kontrola jakości), gdzie przeciętna gra Nintendo, ze swoją mizerną ilością tekstu, nie kosztuje pewnie więcej niż 40-60 tysięcy złotych. W tym sensie, nawet ich gra z dubbingiem może kosztować mniej (ok. 250-300 tysięcy), niż większa gra zlokalizowana wyłącznie tekstowo. Poza tym Nintendo sprzedaje swoje gry drogo (60-70 dolarów na premierę), prawie nigdy nie robi promocji, a wysoka cena utrzymuje się latami. Do tego mają własną platformę cyfrową i własną dystrybucję, więc nie muszą płacić pośredniakom i zarabiają znacznie więcej na każdej kopii. Szacuje się, że na przeciętnej grze, która kosztuje na polskim rynku 260 zł, zwykły wydawca zarabia na czysto 130 zł, gdzie Nintendo zgarnia nawet 200 zł, bo nie musi się z nikim dzielić.
Ja jestem przekonany na 100%, że prędzej czy później i tak będzie polska wersja językowa, a jeśli nie.., to będzie duży minus, ale zdecydowanie nie jest to powód dla którego mógłbym zrezygnować z tej gry panowie.😉 Zresztą.., angielski akurat dla mnie nie jest żadną przeszkodą. Oj będzie grane!😁
Ale Polska jest bardzo gamingowym krajem tak dla twojej świadomości
No i? Co to zmienia w kwestii premierowej sprzedaży gier na polskim rynku? Wydawców nie obchodzi "gamingowość" (cokolwiek to znaczy...), tylko ilość sprzedanych kopii na premierę, bo to właśnie ten wynik uwzględnia się w rozliczeniu finansowym i to na jego podstawie podejmuje się decyzje np. o produkcji kontynuacji albo likwidacji całego studia i zwolnieniu wszystkich pracowników.
Szczerze to mam nadzieję, że jednak dodadzą polskie napisy, oby, oni nie są wcale takim małym studiem.
Oczywiście wszystko zależy od interpretacji danych. Polski język praktycznie się nie liczy i jest zbędnym obciążeniem dla producenta. Dane podane powyżej w poście 11.6 wyglądają ładnie tyle że realia są nieco inne i nikogo nie obchodzi niszowy język w lokalizacjach gry nawet jeśli jest to znikomy koszt.
Z tych samych stron dowiadujemy się:
As of early 2026, Simplified Chinese and English are the top languages on Steam, with Chinese often surpassing English as the primary language used by players. Together with Russian, Spanish, and Brazilian Portuguese, these top five languages cover the vast majority of active users, making them crucial for reaching the largest audience.
Na steam (w sensie lokalizacji dostępnych tam gier) także nie jest tak różowo jak niektórzy myślą:
Top 10 Languages on Steam (2024–2026 Data)
Simplified Chinese: ~33-35% (Now frequently the #1 language)
English: ~32-36% (Close second, often battling for top spot)
Russian: ~8–10% (Consistently high third place)
Spanish (Spain/Latin America): ~4-5%
Portuguese-Brazil: ~3-4%
German: ~2-3%
Japanese: ~2-3% (Fast-growing)
French: ~2%
Korean: ~1-2% (Growing)
Polish: ~1-2%
Oczywiście można to porównać z np włoskim i wtedy mówić o sukcesie.
https://medium.com/@logrusit_40171/the-most-popular-languages-on-steam-1147da9fbea1
Liczy się pierwsza piątka i te muszą być (do tego język producenta gry jeśli nie jest z top 5). Reszta jest opcjonalna i może sobie na nie pozwolić tylko duży producent typu UBI czy EA.
Więc może jednak nie należy patrzeć na tę branżę jak na biedaków, których inwestycje w cokolwiek są ogromnym ekonomicznym ryzykiem? Bo tak właśnie to traktujesz. Skoro inne języki bez problemu są zdecydowanie częstsze niż nasz, to w czym w takim razie problem? No nie mów, że biznes, skoro wiele języków aż tak nie odstają od naszego. Mówisz, że takie realia, a jednak ty sam nie widzisz tego obiektywnie, nie zauważasz, że taki francuski język jest prawie zawsze obecny w grach, albo koreański, który przecież podobno ma taki wkład do polski, a jest też częstszy w grach od polskiego.
Także to jak w końcu? Za dużo tu tych sprzeczności, wszystko to tylko mówi, że oszczędzają, a nie dlatego, że nie opłaca się. Oszczędzają, bo jest opłacalniej, mimo że wciąż zarobiliby z lokalizacją, tylko trochę mniej. A oszczędzają, bo są chciwi, oszczędzanie to też metoda bardzo powszechna dla korporacji, oszczędzanie nie wynika tylko z opłacalności, a z chęci maksymalizacji zysku. A wygląda na to, że widocznie za dużo polaków kupuje i rynek za bardzo zakleszczył się w pułapce, by przestać kupować co potencjalnie tylko zniechęciłoby do wydawania polskiej wersji.
Taka jest prawda, a nie inna. Nie ma co wierzyć w marketingowe bzdury, które sprzyjają korporacjom czy ogólnie szeroko rozumianemu światowi biznesowemu. No niestety, trzeba zrozumieć, że biznes zawsze ściemni, byleby zarobić, a tymczasem sam podajesz statystyki, których chyba nie zrozumiałeś, bo one świadczą coś odwrotnego przekładając na rzeczywistość, którą można zaobserwować. To jest naiwność ufać biznesowym papkom, równa z słuchaniem sprzedawczyka próbującego wcisnąć ci technologiczny szmelc za sporą kasę.
Jesteśmy dużym krajem, chcą na nas zarabiać to niech robią polską lokalizacje w grach. Proste jak budowa cepa.
Usprawiedliwione są jedynie małe studia, które faktycznie nie mają kasy, reszta ma zasrany obowiązek aby zrobić w grze polską lokalizację. Tyle w temacie.
Budżety gier poszły w górę, wydawcy zaczęli szukać oszczędności, więc zawęzili zakres inwestycji w rynki zewnętrzne do tych największych, kluczowych biznesowo. Polski rynek jest niestety rynkiem peryferyjnym i jak ludzie nie zaczną kupować na premierę z oficjalnej polskiej dystrybucji, to nie będzie lepiej. Przecież nawet nasze rodzime produkcje ok. 97% zysku mają z rynków zewnętrznych, nie z lokalnego, więc to też o czymś świadczy.
W skrócie: Ich gry są tasze w tłumaczeniu, a wielkie N zarabia dużo więcej na każdej sprzedanej kopii (ma wyższą marżę), więc może robić dodatkowe inwestycje na lokalizacje.
Chodzilo mi o to że jeśli muszą zrobić 5 podstawowych języków a dalej w kolejce czekają niemiecki francuski japoński i koreański to jak myśli z czego zrezygnują? Oczywiste że z tego co jest na samym dole. Listę zamyka Turcja z udziałem ok. 1.54% a powiedz ile widziałeś lokalizacji tureckich? Taki sam status jak z językiem polskim - grupa niszowa.
Zwróć uwagę także na fakt że nawet polskie studia czasami nie robią gry po polsku na premierę a co najwyżej z czasem producenci dodają nasz język i to tylko jeśli gra się sprzedała w wystarczającej ilości.
Nie jestem przeciwnikiem PL języka w grach widzę jednak że jesteśmy na końcu listy więc mamy też najmniejszy priorytet. Tym bardziej dla producenta który wydaje swoją pierwszą grę. Brak chińskiego to strzał w kolano brak polskiego to akceptowalna strata.
A poza tym, to bzdury pleciesz. Te późniejsze skapywanie, to stałe przychody i to one mają największe znaczenie dla przetrwania firmy, a nie jednorazowy hajp podczas premiery. Idź na rynek akcji, to zrozumiesz.
Polska zawsze była jednym z większych rynków zbytu dla sci-fi, szczególnie tego twardego
Właśnie nie do końca. Ulubione settingi Polaków to gry fantasy i tzw. gry historyczne (Kingdom Come RDR, Mount & Blade itd.). Jeżeli zaś chodzi o SF, to nasi rodacy najchętniej sięgają po post-apo, jak Stalker, Metro czy Fallout, ale największym fenomenem SF w historii naszego kraju był Cyberpunk, który sprzedał się w nakładzie 300-350 tysięcy kopii w okresie premierowym, stając się tym samym najlepiej sprzedającą się produkcją w całej historii polskiego rynku gier (lwia część pochodziła z pre-orderów). Natomiast po kosmiczne gry SF jak Starfield, No Man's Sky czy Mass Effect, Polacy sięgają już mniej chętnie. To nie oznacza, że w ogóle nie są one u nas popularne, ale raczej nie mają większych szans na zostanie hitem sprzedażowym. Gdyby wydawca miał gwarancję, że Exodus sprzeda w Polsce co najmniej 100-150 tysięcy kopii na premierę, to pewnie dziś nie byłoby tej całej dyskusji o lokalizacji.
A poza tym, to bzdury pleciesz. Te późniejsze skapywanie, to stałe przychody i to one mają największe znaczenie dla przetrwania firmy, a nie jednorazowy hajp podczas premiery. Idź na rynek akcji, to zrozumiesz.
To właśnie najwyraźniej nie rozumiesz rynku i logiki, którą kierują się wydawcy. Ich obchodzi tylko to, co wpiszą w sprawozdaniu finansowym zamykającym kwartał, a potem rok fiskalny. Jeżeli do tego czasu gra nie wygeneruje spodziewanego zysku, całość jest traktowana jak porażka. Dochodzi do anulowania popremierowego wsparcia, skasowania DLC, wygaszenia prac nad kontynuacją, redukcji stanu osobowego studia odpowiedzialnego za grę (lub całkiem się je zamyka) itd. Każdy rynek w tym partycypuje i wobec każdego wydawca ma odrębne oczekiwania. Nasz rynek statystycznie generuje niskie zainteresowanie premierowe (tylko 20% gier sprzedawanych w Polsce, kupowanych jest na premierę), więc inwestycje w niego też są ograniczane.
Buhahq serio?
Wybtak na poważnie?
Nowy, 20-minutowy pokaz Exodus udowadnia, że weterani z BioWare nie zapomnieli, jak robić epickie RPG.
A to jakas akcja sponsoriwana że na podstawie niczego twierdzicie że to dobra gra?
Ślicznie, piknie, kolorowo... jakoś tak po twarzach "Veilguardem" mi pociągneło... no qrde wcześniejsze trailerki wyglądały lepiej...
Wygląda obiecująco, widać, że gra dużo czerpie z serii ME wiec już jest na plus, szkoda jedynie, że nie będzie polskiej lokalizacji, choć może wydawca jeszcze zmieni zdanie
Mamy 2026 rok, gaming już się rozrósł, płacimy najwięcej za gry, a i tak twórcy mają wywalone całkowicie na nas nie robiąc polskiej lokalizacji ha tfu Jakoś inne studia potrafią dać polską lokalizację, nawet te mniejsze, żenada i tyle
Muszę przyznać że wygląda to przeciętnie. Przy Mass Effect nawet nie leżało.
Wygląda zaje....cie, a byłem bardzo sceptyczny. Ale chyba zostałem ostatecznie kupiony, co prawda fabuła na podstawie zapowiedzi nadal mnie martwi, ale klimatem absolutnie mnie kupili. O takie s-f nic nie robiłem. 👍😜
"Tym jednak, co wyróżni omawiane dzieło na tle konkurencji, będzie uwzględnienie zjawiska dylatacji czasu"
No to słabiutko, jeśli jedyny progres po 9 latach od andromedy, to uwzględnienie dyletacji czasu
o w sumie dość istotnie namiesza w narracji, bo w czasie, gdy gracz będzie leciał na jakąś planetę ogarnąć misję, w hubie na rodzimej planecie miną dekady, zmienią się pokolenia mieszkańców i cała otoczka tego, co było w domu przed odlotem.
Czyli tak jak w Andromedzie.