Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Przed premierą 22 maja 2014, 14:00

autor: Maciej Jałowiec

Testowaliśmy Evolve - czego dowiedzieliśmy się o następcy Left 4 Dead?

Hasłem przewodnim nowego dzieła Turtle Rock jest „czterech przeciwko jednemu”. Stworzenie gry działającej na tej zasadzie to nie lada wyzwanie, ale 2 godziny zabawy każą mi sądzić, że Evolve jest w stanie zaoferować przeżycia jedyne w swoim rodzaju.

Przeczytaj recenzję Recenzja gry Evolve - w co wyewoluował pomysł twórców serii Left 4 Dead?

Artykuł powstał na bazie wersji PC.

Obiecałem sobie, że nie wpadnę do wody. Niestety, kiedy potwór z impetem wylądował pomiędzy naszą czwórką, szybko straciłem orientację w terenie i zapomniałem o jeziorze za moimi plecami. W headsecie słyszę parę przekleństw moich odpierających atak towarzyszy, więc jak najszybciej staram się wydostać na powierzchnię, kiedy nagle kilkunastometrowa bestia pojawia się nade mną, po drugiej stronie tafli wody. Zamarłem w bezruchu. Niezwykle błyskotliwa rzecz do zrobienia.

Testowaliśmy Evolve - czego dowiedzieliśmy się o następcy Left 4 Dead? - ilustracja #1

Turtle Rock to studio założone w 2002 roku, z siedzibą w Kalifornii. Evolve powstaje już od prawie 4 lat, a po upadku THQ, które pierwotnie miało wydać grę, tytuł trafił pod skrzydła 2K Games. Ciekawostką niech będzie fakt, że męska część ekipy od blisko czterech miesięcy się nie goli, a stan ten zamierza utrzymać aż do premiery Evolve. Wszystko w ramach akcji charytatywnej – za każdy cal brody studio przekaże 50 dolarów organizacji Child’s Play.

Wyskoczyłem ze skrawkiem życia w zapasie, a na powierzchni okazało się, że zostało nas tylko dwóch. Sytuacja nie jest beznadziejna, bo ziejące ogniem i szalejące w pobliżu monstrum też jest na skraju wyczerpania. Bez medyka w ekipie pozostaje nam tylko skierować cały arsenał na potwora, a kiedy ten decyduje się na szarżę, wszyscy wiemy, że to jego ostatni ruch w grze. Wielki pasek życia bestii jest już prawie pusty, więc kiedy ściera się z nami, przy wtórze ciemniejącego ekranu, nikt nie wie, co się stało. Po dwóch sekundach wszystko jest jasne – Goliath zwyciężył, wszyscy ściągamy słuchawki i okazuje się, że to niezwykle wyrównane starcie obserwowało ponad 20 osób, bijących teraz brawo wszystkim uczestnikom. Trzeba przyznać, że Evolve potrafi wygenerować jedne z najbardziej emocjonujących i zarazem efektownych scenariuszy, jakie kiedykolwiek widziałem w grze multiplayerowej.

Testowaliśmy Evolve - czego dowiedzieliśmy się o następcy Left 4 Dead? - ilustracja #2
Potwór jest w stanie przeżyć naprawdę sporo.

Wiadra z głów, nadchodzi Łazarz

Jeśli jeszcze nie wiecie, to nowa produkcja studia Turtle Rock jest grą nastawioną po równo na kooperację i rywalizację. Czterech uzupełniających się graczy musi wspólnymi siłami wyeliminować potwora – również kierowanego przez człowieka. Najważniejszą nowością, którą dane mi było zobaczyć, są cztery nieujawniane wcześniej postaci łowców. Choć reprezentują oni te same klasy, co znani już bohaterowie, ich sprzęt i umiejętności potrafią mocno zmienić przebieg rozgrywki. „Nasza gra w ogóle jest zaprojektowana tak, żeby dużo się zmieniało” – mówi Chris Ashton, współzałożyciel Turtle Rock. „Za każdym razem, kiedy dodajemy nowego łowcę, potwora czy nawet występujące na mapie dzikie zwierzęta, wszystko to znacząco zmienia grę”.

CZTEREJ ZNANI WCZEŚNIEJ ŁOWCY:

  • Griffin („Trapper”) – to on zajmuje się śledzeniem i unieruchamianiem potwora. W tym celu korzysta z mobilnej areny (żeby odciąć bestii drogę ucieczki) oraz wyrzutni harpunów, która pozwala mu niejako trzymać potwora na smyczy. Griffin może też zostawiać na ziemi detektory dźwięku, namierzające pobliskie stworzenia.
  • Val („Medic”) – medyczka leczy towarzyszy za pomocą specyficznego działka oraz generując wokół siebie specjalną aurę. Może więc podtrzymywać drużynę przy życiu, a przeciwko samemu potworowi wykorzystać snajperkę, która otwiera na jego ciele słabe punkty dla reszty ekipy.
  • Hank („Support”) – zaopatrzony w działko emitujące tarczę, jest w stanie zredukować obrażenia, które otrzymują jego towarzysze lub on sam. Chwilowo może też uczynić się niewidzialnym razem z pobliskimi kompanami. Jego najgroźniejszą bronią jest wsparcie artyleryjskie, które przy odpowiednim wyczuciu czasu może poważnie zranić potwora.
  • Markov („Assault”) – dzięki swojemu pokaźnemu arsenałowi spluw służy przede wszystkim jako maszyna do zabijania. Miny pozwalają mu też na zostawianie pułapek, a jeśli trzeba zaabsorbować trochę obrażeń, to jest wyposażony w osobistą tarczę.
Tryb Battlefield Portal jest jak obietnica ciasta i podstępna GLaDOS w jednym
Tryb Battlefield Portal jest jak obietnica ciasta i podstępna GLaDOS w jednym

Przed premierą

Klasyczne odsłony Battlefielda powracają w odświeżonej wersji. Ale nie do końca w takiej postaci, jakiej oczekiwaliśmy. Nowy tryb Battlefield Portal budzi tyle samo nadziei, co niepokoju.

Battlefield jest najlepszy, gdy nie jest realistyczny
Battlefield jest najlepszy, gdy nie jest realistyczny

Przed premierą

Pierwsza prezentacja Battlefielda 2042 wzburzyła część fanów, którzy zarzucają mu odejście w kierunku kompletnie nierealistycznej rozgrywki. BF skończył się na Kill ‘Em All. Otóż nie – Battlefield właśnie wraca klimatem do swoich najlepszych czasów.

Far Cry 6 - trochę wojenny horror, trochę komedia dla nastolatków
Far Cry 6 - trochę wojenny horror, trochę komedia dla nastolatków

Przed premierą

Najnowszy Far Cry oferuje olbrzymi otwarty świat, okrutną wojnę domową na tropikalnej rajskiej wyspie oraz złożonego psychologicznie przeciwnika, z którym musimy się zmierzyć. A to jeszcze nie wszystko...