Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Torchlight II

26 maja 2012, 07:00

autor: Filip „fsm” Grabski

Rocznik 84, gra w gry, często chodzi do kina, sporo czyta, serialuje, podcastuje i docenia riffy.

Torchlight II - dlaczego warto sprawdzić konkurencję dla Diablo III

Świetna wiadomość dla wszystkich rozczarowanych zmianami wprowadzonymi przez Diablo III. Torchlight II pojawi się już niebawem, a testy wersji beta udowadniają, że ekipa Runic Games dobrze wie, co robi.

Przeczytaj recenzję Recenzja gry Torchlight II - hack'n'slash od współtwórców Diablo

Artykuł powstał na bazie wersji PC.

Na początku maja zupełnie „przypadkiem” przed wyczekiwaną od lat premierą Diablo III wystartowały beta-testy Torchlighta II. Zaproszeni przez twórców z Runic Games gracze mieli okazję zapoznać się z kilkoma pierwszymi godzinami zabawy i jestem głęboko przekonany, że absolutnie wszyscy są z tego faktu bardzo zadowoleni. Z miłą chęcią wyjaśnię dlaczego.

Pierwszy Torchlight zadebiutował pod koniec 2009 roku i z miejsca został okrzyknięty komiksowym, duchowym spadkobiercą Diablo. Nic w tym dziwnego – wszak Runic Games to dziecko braci Schaeferów, który stali za sukcesem pierwszego „Diabełka”, a sama konstrukcja gry mocno przypomina hit z 1996 roku. Oto pod małym miasteczkiem zalęgło się wielkie zło, a trzech śmiałków odpowiadających archetypom maga, wojownika i łuczniczki musi pokonać dziesiątki podziemi, by je zgładzić. Gracze pokazali, że rzeczywiście bardzo lubią te melodie, które już kiedyś słyszeli – nabywców znalazło ponad milion kopii gry.

Torchlight II idzie za ciosem i zapowiada się na podobny skok jakościowy jak w przypadku Diablo II. Do dyspozycji mamy zrewidowany zestaw postaci – tym razem do walki z odwiecznym złem stanie czterech herosów. Zamiast wojownika do boju ruszy barbarzyński kolega wilków, dołączy do niego żywcem wyjęty z książek Pratchetta inżynier, a towarzyszyć im będą lubujący się w broni palnej outlander i znawca potęgi żywiołów w postaci embermage'a (maga żaru). Torchlight II pozwala na wybór płci i (w ograniczonym stopniu) wyglądu bohatera, a za każdym z nich znowu drepce wierny zwierzak (do wyboru aż 8 gatunków: psy, koty, fretki, dziwne dino-ptako-stwory i inne jastrzębie – wesoła gromadka, powiadam Wam).

Dalej na liście zmian jest konstrukcja świata. Zamiast jednego miasta i znajdujących się pod nim rozległych, różnorodnych, losowo generowanych podziemi ujrzymy teraz rozległe, różnorodne, losowo generowane mapy na powierzchni, z różnego rodzaju jaskiniami, jamami, grotami i innymi piwnicami. Torchlight II został przy tym podzielony na akty, więc powinowactwa z Diablo II nie da się ukryć. Jeśli dołożymy do tego niemal identycznie brzmiącą na samym początku gry muzykę, można się tylko uśmiechnąć pod nosem (a w duchu niezmiernie radować, wszak tytuł Blizzarda to hack'n'slashowa doskonałość).

A jak gra się w Torchlighta II? Bardzo dobrze. Autorzy nie starali się zmieniać sprawdzonej formuły – wszystkie skróty klawiszowe i przyzwyczajenia z pierwowzoru czy z dwóch odcinków Diablo sprawdzą się tu bez zarzutu. Postać może szybko wybierać między dwoma zestawami uzbrojenia i dwoma zestawami specjalnych zdolności/czarów. Do tego dochodzi pasek z przypisanymi do niego klawiszami, na którym da się umieścić napoje uzupełniające zdrowie/manę, czy czasowo zwiększające odporności, albo zwoje czy czary. Złote przeboje gatunku hack'n'slash. Z paluchami odpowiednio ułożonymi na klawiaturze i myszce ruszamy w bój.

Normalny poziom trudności wydaje się dość łatwy, na pewno za łatwy dla weteranów. Nasza postać (a na potrzeby tekstu dogłębnie sprawdziłem maga i barbarzyńcę) przebija się przez zastępy stworów bez większych przestojów. Często na jej drodze pojawiają się potwory-czempiony, ale nawet one zajmują nam jedynie parę chwil – szczególnie dzięki wprowadzonemu do gry paskowi, który ładujemy za pomocą serii udanych trafień, po czym zapewnia on same krytyczne ciosy. Z wykonywanymi zadaniami (do jednego aktywnego w danym momencie questa głównego dochodzą poboczne – zarówno te otrzymywane w mieście, jak i znajdowane przypadkowo gdzieś w dziczy) wiążą się oczywiście pojedynki z prawdziwymi wymiataczami. Tutaj bywa trudno (szczególnie podczas zaskakująco długiej i estetycznej bitki z kończącym betę czarodziejem), a satysfakcja z wygranej jest całkiem spora. Podobnie jak ilość otrzymanego doświadczenia i punktów sławy. Kolejne poziomy zdobywa się bardzo szybko, a zabijanie wyjątkowo silnych oponentów sprawia, że stajemy się coraz bardziej znani w świecie gry. W Torchlighta po prostu chce się grać, bo człowiek jest ciekawy, co czeka za rogiem. Wszystko działa jak dobrze naoliwiona maszyna.

Spędziłem 18 godzin w grze Elden Ring - i odpowiadam na różne pytania
Spędziłem 18 godzin w grze Elden Ring - i odpowiadam na różne pytania

Przed premierą

Kiedy zaoferowano mi dostęp do wersji testowej Elden Ringa, oczywiście zgodziłem się od razu, spodziewając się przyjemnego dema na kilka godzin. Tymczasem spędziłem w tej grze 18 godzin rozłożonych na jakieś 3 dni życia.

Lost Ark może dokopać Diablo 4, ale nie wiem, czy nie zjawiło się za późno
Lost Ark może dokopać Diablo 4, ale nie wiem, czy nie zjawiło się za późno

Przed premierą

Różne gry wskazywano jako pogromców Diablo. Obecnie mamy remis z Path of Exile. Tyle, że na ring wszedł nowy (a zarazem nienowy) zawodnik, Lost Ark. Gra, która nie jest do końca hack'n'slashem, może zdewastować obu konkurentów.

Darkest Dungeon 2 może być rewelacyjną grą RPG, ale kiepską kontynuacją
Darkest Dungeon 2 może być rewelacyjną grą RPG, ale kiepską kontynuacją

Przed premierą

Choć Darkest Dungeon 2 znajduje się dopiero w fazie wczesnego dostępu, widać, że twórcy postanowili wzbogacić system znany z oryginału o wiele elementów. Jednocześnie jednak pokusili się o rezygnację z wielu ważnych mechanik.