Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Przed premierą 8 sierpnia 2011, 15:01

autor: Hed

Testujemy strzelaninę Bodycount

Bodycount to gra, za którą do niedawna odpowiadał Stuart Black. Sprawdziliśmy strzelankę Codemasters w akcji i wiemy już, czego się po niej spodziewać.

Ten tekst był przygotowany przed premierą gry.

Artykuł powstał na bazie wersji X360.

Bodycount to najnowsze dzieło Stuarta Blacka oraz firm Guildford Studio i Codemasters. Tak było do niedawna, bo kilka miesięcy temu dowiedzieliśmy się, że Black pokłócił się z wydawcą i przeszedł do polskiego City Interactive, porzucając swoje „dzieło życia”, które do tej pory wychwalał pod niebiosa. Czy ten nieoczekiwany transfer jest ostrzeżeniem przed kiepską jakością gry? Tego jeszcze powiedzieć nie jesteśmy w stanie, ale możemy przekazać Wam wrażenia z testowej wersji Bodycounta. Jeżeli lubicie strzelać, niszczyć otoczenie, walczyć z przeważającymi siłami wroga i bić rekordy punktów to najprawdopodobniej poczujecie się jak w domu.

Na pierwszy rzut oka Bodycount stanowi połączenie stylistyk Borderlands i Brinka z pewnymi patentami z polskiego Bulletstorma, a konkretnie ze skillshotami i trybem rozgrywki Echo. To oczywiście spore uproszczenia, bo gra Codemasters poszukuje swojego stylu i chce wyróżnić się na tle innych pierwszoosobowych strzelanek. Głównym bohaterem jest niejaki Jackson, amerykański najemnik pracujący dla organizacji militarnej The Network, która wykonuje misje na całym świecie i próbuje wytropić inną grupę – The Target. W przedpremierowej wersji mogliśmy przejść trzy scenariusze w tytułowym trybie „bodycount”, który przyznaje oceny za styl i efektowność wykonania zadania (podobnie jak w Bulletstormie). Tak naprawdę jest on tylko dodatkiem, bo głównym trzonem produkcji ma być kampania solowa, uzupełniona rozgrywką online (Deathmatch, Team Deathmatch), a także dwuosobowym trybem przetrwania.

Starcie w slumsach afrykańskiego miasta.

Afryka i Azja to kontynenty, które odwiedziliśmy w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania, co tak naprawdę oferuje Bodycount. Każda z lokacji różniła się znacząco od pozostałych. W afrykańskim mieście Tesanga przemierzyliśmy slumsy składające się z chatek, skleconych naprędce z płatów blachy. W drugim scenariuszu wybraliśmy się do futurystycznego podziemnego bunkra, utrzymanego w wyjątkowo oszczędnym stylu. Trzecia misja rozegrała się w skąpanych w deszczu dokach miasta Xuchung oraz w lokalnej chłodni. Poszczególne fragmenty były stosunkowo krótkie, ale wynika to pewnie ze specyfiki tego trybu, który dzieli kampanię na mniejsze części. Same lokacje oferowały pewne pole manewru i ogólnie sprawiały wrażenie przemyślanych.

Podczas zadań musieliśmy eliminować wrogów i wypełniać proste polecenia – aktywować panele komputerów czy podkładać bomby pod drzwi. Przewodnikiem bohatera była operatorka z centrali, która przybliżała kolejne cele i opowiadała o lokalnych konfliktach. Fabuła w trybie „bodycount” ma drugorzędne znaczenie, ale mimo to zyskaliśmy pewien przedsmak tego, co czeka nas w pełnej wersji gry. Spodziewajcie się zatem zakrojonej na szeroką skalę intrygi i nagłych, chociaż przewidywalnych, zwrotów akcji. Część z nich będzie dotyczyła także postaci Jacksona, który skrywa, oczywiście, pewien sekret. Na uwagę zasługuje specyficzny design innych postaci – w chłodni poznaliśmy tajemniczą kobietę z czerwoną szminką, odzianą w dziwaczny, kwadratowy kombinezon bojowy. Ta niepokojąca przeciwniczka zapewne była szefową złowrogiej organizacji The Target.

W podziemnym bunkrze z żołnierzami organizacji The Target.

Bodycount to strzelanka, która naprawdę koncentruje się na strzelaniu. I robi to dobrze, bo większość typów broni świetnie sprawdza się w akcji, a naciskanie spustu sprawia satysfakcję. W tej grze chodzi o ołów oraz ciężki pogłos pocisku opuszczającego komorę i rozpoczynającego podróż w kierunku przeciwnika. Mówiąc inaczej, korzystanie z arsenału dostarcza pozytywnych wrażeń, więc osoby fetyszyzujące oręż otrzymają solidną porcję „porno z bronią” („gun porn” to termin, którym promowano grę Black). W dostępnym fragmencie mogliśmy co prawda pobawić się tylko kilkoma spluwami – strzelbą M1014, karabinem G36, pistoletem maszynowym MP7, oraz pistoletem z tłumikiem P226 – ale rokowania w tej kwestii są obiecujące. Nie zawiodą się też miłośnicy wyszukanych kosmicznych zabawek, które podczas strzelania wydają odgłos przejeżdżającego TGV. Jedna ze wspomnianych frakcji – The Target – dysponuje zaawansowaną technologią, o czym przekonaliśmy się w futurystycznym laboratorium.

Dying Light 2 to po prostu więcej tego samego. Wiemy, bo graliśmy 4 godziny
Dying Light 2 to po prostu więcej tego samego. Wiemy, bo graliśmy 4 godziny

Przed premierą

Dying Light, najlepsza polska gra o zombie, czeka na sequel od 2015 roku i chyba się w końcu doczeka. Mieliśmy okazję zagrać w nowy tytuł Techlandu.

STALKER 2 – jak może wyglądać powrót do Strefy?
STALKER 2 – jak może wyglądać powrót do Strefy?

Przed premierą

W jednym z „fałszywych” zakończeń gry S.T.A.L.K.E.R.: Cień Czarnobyla bohater wyraża życzenie: „Chcę, by Zona zniknęła”. I rzeczywiście, cykl, który dał nam Strefę, zaginął na lata – aż teraz nagle zapowiedziano jego kontynuację. Czy to może się udać?

Valheim to jeden z najlepszych survivali, w jaki kiedykolwiek grałem!
Valheim to jeden z najlepszych survivali, w jaki kiedykolwiek grałem!

Przed premierą

Na rynku jest już mnóstwo gier tego gatunku, ale mało która startując z pułapu Early Access szturmem podbiła serca graczy, uzyskując 96% pozytywnych opinii spośród niemal 17 tysięcy wystawionych recenzji. Czy Valheim zasłużył na ten zachwyt?