Assassin's Creed: Brotherhood - E3 2010

Twórcy gry Assassin's Creed: Brotherhood spróbowali nas przekonać, że nie będziemy mieć do czynienia z wtórnym dodatkiem do "dwójki", wzbogaconym o tryb multiplayer, ale z efektowną, pełnoprawną kontynuacją przygód Ezio.

Krzysztof Gonciarz

56

Kolejny Assassin's Creed – autorzy Brotherhood chcą, żeby gracze tak właśnie postrzegali ich dzieło. Odcinają się od określeń typu „spin-off” czy „AC2,5”, prezentując przy tym szereg nowych pomysłów i rozwiązań, które wprowadzą serię na troszkę inne tory i utorują drogę wielkiemu finałowi trylogii Desmonda. „Brotherhood to nie tylko Assassin's Creed II z trybem multiplayer, to pełnoprawna, kolejna część tej wielkiej serii” – powiedział Jean-Francois Boivin, producent nowych przygód Ezio.

Pokazano nam wyłącznie tryb dla pojedynczego gracza. Jest w tym jakiś symbol – wyraźnie widać chęć odcięcia się od początkowych spekulacji. Gra rozpoczyna się od sceny miłosnej, w której szarmancki jak zawsze Ezio (starszy niż w końcowej fazie Assassin’s Creed II i bardziej zarośnięty) zmuszony jest przerwać zaloty i stanąć w obronie rodzinnej willi. Zdobyta i rozwinięta przez nas w „dwójce” wioska zostaje zaatakowana przez siły rodziny Borgia, na czele z nowym Ceasare – głównym antagonistą tej produkcji.

Ezio z właściwą sobie gracją wyskakuje przez okno i rusza na odsiecz posiwiałemu już wujkowi Mario. Dookoła widzimy efektownie rozsypujące się mury w predefiniowanych ujęciach kamery. „Chcemy wprowadzić do gry jak najwięcej tego typu filmowych momentów” – mówi producent. Mechanika poruszania się bohatera pozostaje taka sama.

Atak z grubej rury – twórcy dwoją się i troją,by wprowadzić do przygód Ezio nowe elementy.

Ezio w pewnym momencie dosiada konia – nowością ma być możliwość prowadzenia rumaka również w obrębie miast. Później w grze pojawią się też przeciwnicy na wierzchowcach. Dookoła zamieszanie rodem z pierwszej misji z Modern Warfare 2, widać wyraźnie usprawnione oświetlenie, a Ezio prezentuje nowe możliwości walki na koniu, by ostatecznie z niego zeskoczyć – co też jest nowością.

Pojawia się niestosowany wcześniej element platformowy: odcinamy szablą ciężar przymocowany do jednej strony liny, by – trzymając drugi jej koniec – wywindować się na szczyt baszty. Tam z kolei zajmujemy stanowisko strzelca przy armacie – na horyzoncie widać wieże oblężnicze i wojska nieprzyjaciół. Klasyczna sekwencja „celowniczkowa”. W grze ma być więcej tego typu udziwnień i niespodziewanych mechanizmów. Fajnie wygląda animacja naszego towarzysza, który ładuje kolejne kule do działa obsługiwanego przez bohatera. Tymczasem wieże oblężnicze ładnie rozpadają się na dziesiątki elementów, na ekranie widzimy jednocześnie około setki postaci.

Kolejna faza misji pojawia się po przerywniku filmowym – cutscenki cały czas znajdują swoje miejsce w tym wprowadzeniu, podkręcając tempo rozgrywki. Przechodzimy do walki, nad którą producent rozwodzi się dłużej. „Walka w Assassin's Creed zawsze polegała na czekaniu na atak przeciwnika, tym razem chcemy nagrodzić agresywność – atakuj pierwszy, atakuj szybko” – mówi. I tak właśnie wygląda walka w wykonaniu prowadzonego przez niego Ezio. Stare ciosy przeplatają się z nowymi (np. strzał z pistoletu wpleciony w combo). Na scenę wkracza nowy, ciężkozbrojny przeciwnik, którego zabijamy rzutem toporem – rzucanie zabranym przeciwnikom orężem także jest nowinką.

Assassin's Creed: Brotherhood

Assassin's Creed: Brotherhood

PC PlayStation Xbox
Data wydania: 16 listopada 2010
Assassin's Creed: Brotherhood - Encyklopedia Gier
8.5

GRYOnline

8.6

Gracze

8.8

Steam

Wszystkie Oceny
Oceń

W kolejnym przerywniku Ceasare wypowiada wojnę rodzinie Auditore i zabija pewną istotną dla fabuły drugiej części osobę. Wydarzenia te zmuszają Ezio do ucieczki do Rzymu, gdzie postanawia on odbudować gildię asasynów i zebrać siły do walki z rodziną Borgia. I tak właśnie zaczyna się Assassin's Creed: Brotherhood.

Jak widać, autorzy wprowadzili do gry sporo nowych elementów, opierając się przy tym na realiach i fundamentach drugiej części serii. Na tym jednak nie koniec, bo najważniejszą różnicą w stosunku do podstawowego Assassin’s Creed II jest zarządzanie gildią. Wszystko wskazuje na to, że naszą nową siedzibą stanie się rzymskie Koloseum. Sam Rzym ma mieć powierzchnię trzykrotnie większą od Florencji, a dostępność w grze miast z „dwójki” nie została jeszcze oficjalnie potwierdzona (ani zaprzeczona).

Kandydatów do naszej gildii znajdować będziemy przez wykonywanie misji pobocznych – kiedy wybawimy kogoś z trudnej sytuacji i zaskarbimy sobie jego wdzięczność, być może zechce on wstąpić w szeregi zakapturzonych twardzieli. Każdy pozyskany w ten sposób NPC będzie miał swoje imię i nazwisko, zaplecze fabularne oraz zestaw umiejętności, które rozwiniemy za punkty doświadczenia (zdobywane za udział danej postaci w misji). Głównym bohaterem zawsze będzie Ezio, jednak skład naszego oddziału w poszczególnych zadaniach pozostanie już w naszej gestii.

Na podwładnych możemy zrzucić ciężar eliminowania wrogów.

Przykład tych właśnie mechanizmów widzimy w następnym zaprezentowanym fragmencie. Ezio idzie sobie po dachu i widzi na horyzoncie strażnika. Zamiast kombinować ze zdjęciem go samemu, wydaje po prostu polecenie – znikąd pojawia się asasyn i pozbywa się delikwenta. „W niektórych misjach nie będziesz musiał ruszyć palcem, a ciężar rozgrywki zostanie przeniesiony na decyzje taktyczne – ty będziesz po prostu najbardziej cool kolesiem w mieście, inni będą robić robotę za ciebie” – mówi Jean-Francois. Kolejny przykład – idąc po ulicy, Ezio przyzywa ostrzał na stojących przed nim przeciwników. I w tym momencie prezentacji budzi się we mnie podejrzliwość, bo interwencje naszego zespołu wydają się sztucznie brać znikąd – zupełnie, jakby nasi towarzysze nie byli „trwałymi” obiektami w świecie gry, a po prostu spawnowali się w momencie, kiedy oczekujemy ich reakcji. Zapytany o to producent odpiera, że „to techniczne pytanie i nie ma sensu wdawać się w takie szczegóły”. Mhm...

Przechodząc pomiędzy szeregami odzianych w kir duchownych (ten stworzony na potrzeby prezentacji poziom jest odegraniem sceny ze zwiastuna ujawnionego chwilę temu na konferencji Ubisoftu), Ezio dostaje się do wnętrza kościoła i używa kuszy, by pozbyć się swojego celu. Towarzysze tymczasem wykonują znaną z Assassin’s Creed II eliminację „z doskoku”, by zdjąć wszystkich strażników dookoła. Cały ten wątek zespołu wydaje mi się intrygujący, ale i bardzo ryzykowny. Zmiana formuły Assassin's Creed zmierza w stronę Metal Gear Solid: Portable Ops, a to ruch, na którym Ubisoft może się przejechać, choć oczywiście jest zbyt wcześnie, żeby spisywać go na straty.

Prezentacja Brotherhood udowodniła mi jedno – to nie będzie pakiet dodatkowych misji do „dwójki”, ale faktycznie kolejna część serii. Dużo nowych rozwiązań i pomysłów, niedostępne wcześniej miasto i premierowy akt „współczesnego” wątku Desmonda to na pewno argumenty, które powinny przemówić do fanów tej serii. Swąd odgrzewanego kotleta zawsze będzie gdzieś tam wyczuwalny, jednak przedsięwzięcie budzi respekt – z tego, co półoficjalnie powiedział mi Jean-Francois, Assassin’s Creed II nie był tworzony z myślą o tego typu spin-offie, a cały projekt trafił do harmonogramu developerów dopiero PO premierze „dwójki”. To znaczy, że zamierzają zrobić to w niecały rok. Jak na dzisiejszy świat gier wideo jest to sytuacja bezprecedensowa. Trzymam kciuki.

Krzysztof „Lordareon” Gonciarz

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl