Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Przed premierą 22 sierpnia 2008, 15:12

autor: Marek "Vercetti" Grochowski

Pro Evolution Soccer 2009 - GC 2008

Na tle next-genowego wydania produkcji EA Sports spotkanie z PES-em na X360 jest zaskakująco dużym rozczarowaniem.

Przeczytaj recenzję Pro Evolution Soccer 2009 - recenzja gry

Artykuł powstał na bazie wersji X360.

Każde ze stanowisk z grą Pro Evolution Soccer 2009 w wersji na Xboksa 360 opatrzono na Games Convention informacją, że produkcja tokijskich programistów z Konami gotowa jest w 78%. Zasadniczo znaczy to, że w obecnym stadium rozwoju tytuł powinien być już jak najbardziej grywalny i oferować odbiorcom na tyle solidną dawkę emocji, na ile tylko to możliwe w dwa miesiące przed sklepową premierą. Istotnie – najnowsze dzieło Shingo „Seabassa” Takatsuki i spółki pozostawia niezatarte wrażenie: jeszcze nigdy japońska kopanka nie miała na tym etapie produkcji tak wielkich braków w stosunku do FIFY.

Na tle next-genowego wydania produkcji EA Sports spotkanie z PES-em na X360 jest zaskakująco dużym rozczarowaniem. Nie chodzi tu bynajmniej o spartańskie menusy z ikonami rodem z zeszłorocznej edycji czy niewyszukanym szrafem w tle, bo nie zwiastują one jeszcze żadnej tragedii, choć mogą być poczytane za pierwszy symptom nadchodzącej biedy.

Gra ukończona jest w 78%.

Sprawy zaczynają przybierać naprawdę zły obrót po wybraniu jednej z kilku dostępnych reprezentacji (Brazylii, Włoch, Francji etc.), odczekaniu 30 sekund ładowania i przeniesieniu się na boisko. Na murawie w kolorze intensywnej zieleni biega 22 zawodników, z których jedynie dwójka nie zachowuje się podejrzanie – to bramkarze. Pozostali sportowcy robią wszystko, by w żaden sposób się nie wyróżniać. Brak im umiejętności pokazywania się na pozycjach i jakiejkolwiek chęci do pressingu. Podłączanie się obrońców do akcji trwa wieki, a gdy wreszcie uda się znaleźć kogoś na wolnym polu, nasz zawodnik… zagrywa do innego partnera.

Kompletnie zawodzi system długich podań po ziemi – w większości sytuacji piłkę otrzymują kryci napastnicy, nie zaś hasający przy linii bocznej skrzydłowi, których chcieliśmy uruchomić, widząc ich pozostawionych bez opieki. Podania są w wysokim stopniu zabugowane, co widać nawet po animacji piłkarzy. W chwili kopnięcia łaciatej w kierunku kolegi z zespołu zawodnicy mają tendencję do nienaturalnego pochylania się i wykonywania nogą ruchu, jakby – nie przymierzając – kosili zboże. Szału nie ma też w kwestii strzałów, gdzie zamiast nabierać rozpędu przed uderzeniem, piłkarze regularnie z powodu jakiegoś niewytłumaczalnego widzimisię stają nagle w miejscu i posyłają futbolówkę z czuba prosto w trybuny. W sytuacjach sam na sam trudno z kolei wyzbyć się uczucia, że powodzenie akcji zależy bardziej od szczęścia strzelającego niż faktycznych umiejętności gracza.

Po co komu nowe Heroes of Might and Magic, skoro nadchodzi Songs of Conquest
Po co komu nowe Heroes of Might and Magic, skoro nadchodzi Songs of Conquest

Przed premierą

W niszy, która powstała po porzuceniu przez Ubisoft serii Heroes of Might and Magic sukcesy odnosić mogą mniejsi twórcy, tacy jak Lavapotion. Ich Songs of Conquest może być najlepszą grą w stylu „hirołsów” od czasów kultowej trójki.

Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra
Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra

Przed premierą

Saints Row: Self Made, bo tak będzie się zwała „piątka” ma być grą bez szaleństwa, bez gumowych przyrodzeń i bez kiczu. Czy to ma sens? Wciąż szukam odpowiedzi na to pytanie, choć wstępnie mi się to podoba.

Baldur's Gate 3 w Early Access to na razie fundament pod wielkie RPG
Baldur's Gate 3 w Early Access to na razie fundament pod wielkie RPG

Przed premierą

Baldur’s Gate 3 we wczesnym dostępie sprawia wrażenie gry, w której zadurzą się fani serii Divinity: Original Sin i Dragon Age… ale niekoniecznie Baldur’s Gate. Tak czy owak szykuje się znakomite RPG – o ile zostanie należycie połatane.