Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
24 stycznia 2003, 15:11

autor: Valpurgius

One Must Fall: Battlegrounds - zapowiedź

Gra przenosi nas w odległą przyszłość, gdzie najpopularniejszym sportem są walki potężnych dziesięciometrowych robotów. Gracz otrzymuje możliwość kierowania jedną z tych monstrualnych maszyn w walce o dominację nad obcą planetą.

Ten tekst był przygotowany przed premierą gry.

Artykuł powstał na bazie wersji PC.

Tytuł gry może wydać się całkiem obcy, a w najlepszym wypadku zapomniany. Historia Battlegrounds sięga o wiele dalej, niż można by przypuszczać, bo do wczesnych lat ’90. Wtedy to ukazał się One Must Fall, zręcznościowa i całkowicie dwuwymiarowa gra zaliczająca się do gatunku bijatyk, czy po prostu „mordobić”. Postacie ludzkie zostały zastąpione robotami, które w całości zdominowały wydany kilka lat później sequel z dopiskiem „2097” w tytule. I chociaż nie był to Mortal Kombat, czy Street Fighter to znalazł wielu miłośników, wśród których byłem także i ja. Po tym czasie zespół Diversions Entertainment zamilkł i kwestia ewentualnych dalszych losów mechanicznych wojowników przepadł w głębokie czeluści niepamięci. Dlatego też pierwsze informacje na temat One Must Fall: Battlegrounds przyjąłem bardzo optymistycznie, szczególnie, że sytuacja wirtualnych bijatyk w wersji PC w chwili obecnej jest żałosna. Zresztą owa „chwila obecna” trwa już od dłuższego czasu i nie zanosi się na żadną poprawę. Co gorsza, jedną z pierwszych dat premiery trzeciej części serii był początek 2002go roku. Przeszło rok później wiadomości na jej temat nie są bogatsze, a data premiery wydaje się być realna. Faktem jednak jest, że prace cały czas posuwają się do przodu. Stąd też owa zapowiedź.

Wydarzenia przedstawione w Battlegrounds mają miejsce 20 lat po tych z 2097. Ludzie stają do pojedynków, w których uczestniczą maszyny. Wobec tego przed rozgrywką dokonamy dwóch wyborów: pilota oraz robota. Umiejętności tego pierwszego będą bezpośrednio wpływać na sposób walki, toteż istotna będzie waga tego drugiego. Jeśli poziom staminy nie jest specjalnie wygórowany to lepszy będzie robot lekki i szybki, a nie ociężały „twardziel”. Pilotów będzie około 50, co w kombinacji z ośmioma mechami da spory wachlarz możliwości. Jako ciekawostkę należy wymienić sposób sterowania postacią. W przeciwieństwie do swoich poprzedników, a zarazem do większości gier tego typu, widowisko nie będzie obserwowane z kamery bocznej przesuwającej się jedynie w lewą i prawą stronę. Przeniesienie gry w całkowity trójwymiar nakłoniło autorów do zwiększenia możliwości kontrolowania robotem, która teraz bardziej przypomina którąś z gier TPP (jak chociażby Tomb Raider). Dorzucając do tego dynamiczną rozgrywką w stylu Quake’a otrzymamy wybuchową mieszankę.

Areny będą jeszcze większe, zaprojektowane z myślą o rozgrywkach wieloosobowych. Domyślnie każda z nich pomieści 8 walczących, aczkolwiek większa ich ilość nie jest przeciwwskazana. Maksimum to 16. Autorzy mają zamiar stworzyć pierwszą sieciową bijatykę, co może bardzo przemówić na jej korzyść. Wręcz przeciwnie, jednak ta część zabawy uzależniona będzie od umiejętności gracza jak i od posiadanego sprzętu.

Graliśmy w Far Cry 6 - największa odsłona, ale czy najlepsza?
Graliśmy w Far Cry 6 - największa odsłona, ale czy najlepsza?

Przed premierą

Far Cry 6 to kolejna gra Ubisfotu aspirująca do miana „największej”. Nie chodzi jednak tylko o rozmiar mapy, bo „szóstka” wprowadza parę zmian w mechanikach rozgrywki. Niektóre nowości trafiają w punkt, inne są chyba trochę chybione.

Graliśmy w tryb multiplayer Call of Duty: Vanguard - Modern Warfare w skórce retro
Graliśmy w tryb multiplayer Call of Duty: Vanguard - Modern Warfare w skórce retro

Przed premierą

Multiplayerowe starcia w Call of Duty: Vanguard przynoszą znajome odczucia z ostatniej odsłony Modern Warfare. Czuć, że mamy do czynienia z tym samym, tylko w stylistyce II wojny światowej, a podobieństwa są zarówno wadą, jak i zaletą nowej części CoD-a.

Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra
Saints Row 5 to nie jest Saints Row. To zupełnie nowa gra

Przed premierą

Saints Row: Self Made, bo tak będzie się zwała „piątka” ma być grą bez szaleństwa, bez gumowych przyrodzeń i bez kiczu. Czy to ma sens? Wciąż szukam odpowiedzi na to pytanie, choć wstępnie mi się to podoba.