Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Medal of Honor: Warfighter Recenzja gry

Recenzja gry 29 października 2012, 12:43

autor: eJay

Wyznawca #cebuladeals za 1$ i tytułów, w które nikt nie gra. Chory na kinomanię.

Recenzja gry Medal of Honor: Warfighter - GROM na froncie Call of Duty

Ogromna kampania reklamowa Medal of Honor: Warfighter nie przełożyła się, niestety, na właściwy efekt końcowy. Najnowszy tytuł studia Danger Close jest tylko solidną strzelaniną, nie nawiązującą równej walki z silną konkurencją.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  • misje samochodowe;
  • kampania ma niezłe momenty, kiedy nie brakuje emocji;
  • solidna oprawa muzyczna i dźwiękowa;
  • ciekawe tryby: Punkt Zapalny oraz Przejęcie Flagi w multiplayerze;
  • personalizacja broni, sporo odznaczeń do odblokowania dla cierpliwych graczy;
  • niektóre elementy gry sieciowej, np. bezpieczny respawn;
  • obecność (nie taka na odczepkę) jednostki GROM.
MINUSY:
  • ogólna nijakość;
  • nierówna oprawa graficzna – Frostbite 2 bez systemu zniszczeń;
  • mało pasjonujący multiplayer;
  • kiepskie, malutkie i brzydkie mapy w trybie wieloosobowym;
  • błędy techniczne, niestabilność, interfejs;
  • brak opcji zmiany Sekcji Ogniowej przed i w trakcie rundy.

Wmieszanie się w wojnę między zwolennikami Battlefielda 3 oraz Call of Duty to przejaw prawdziwej wiary w swoje umiejętności. W gatunku zdominowanym przez te dwie znakomicie sprzedające się pozycje pojawienie się trzeciego gracza może zakończyć się dla niego szybką porażką. Kiedy dwa lata temu Amerykanie z Danger Close postanowili odświeżyć legendarną serię Medal of Honor, wielu fanów liczyło na skuteczne wskrzeszenie marki. Sukces był połowiczny, bo choć odsłona z dopiskiem „2010” nie powalała jakością wykonania, to wskaźniki ekonomiczne okazały się zadowalające. Do worka Danger Close wpadło na tyle dużo dolarów, że studio postanowiło ruszyć z produkcją kolejnej części. Tym razem w pełni samodzielnie, bez pomocy doświadczonych Szwedów z DICE. Atutem Warfightera jest fakt, że przy tworzeniu rozgrywki autorzy korzystali z doświadczenia najlepszych oddziałów specjalnych świata, w tym polskiego GROM-u (szczegóły w wywiadzie z Vincim). Czy patriotyczna nuta wystarczy, by wybaczyć temu tytułowi ewentualne niedoskonałości?

Jeżeli oczekiwaliście od Danger Close kreatywnego podejścia do akcji w grze, Medal of Honor: Warfighter może Was srogo rozczarować. Produkcja ta już na samym początku zrywa z realizmem i daje się ponieść efektownej rozwałce w konwencji „corridor-shootera” opatrzonego tysiącami skryptów. Wyobraźcie sobie taką sytuację: zakradacie się do nadmorskiego portu, eliminujecie kilku wrogów, po czym podkładacie ładunki i... obserwujecie, jak spokojny do tej pory etap opanowuje totalny chaos. Nad głową kierowanej przez gracza postaci przelatują kontenery, stoczniowe dźwigi przewracają się, wokół ognia więcej niż w piekle, a fruwający nad tym wszystkim helikopter zwiadowczy rozpoczyna ostry ostrzał. Warfighter na wstępie oferuje odbiorcy festiwal efekciarstwa na poziomie, do którego mistrzowie z Infinity Ward zdążyli nas już przyzwyczaić.

Preachera poznajemy w momencie, gdy nie radzi sobie w życiu najlepiej. - 2012-10-29
Preachera poznajemy w momencie, gdy nie radzi sobie w życiu najlepiej.

Drugie rozczarowanie przychodzi wraz z dalszymi postępami w kampanii. Historia opowiada o problemach rodzinnych Preachera – jednego z bohaterów poprzedniej odsłony Medal o Honor. Protagonista ten ma ewidentny problem z komunikacją z żoną oraz córeczką, a ewentualny rozbrat z mundurem mógłby pomóc mu powrócić do codziennej sielanki. Sęk w tym, że rodzina to jedno, a dusza wojskowego drugie. Dylematy Preachera przeplatają się z rozmaitymi akcjami elitarnych żołdaków z Tier 1, a pewien nieprzyjemny incydent powoduje, że do osi fabularnej dołącza kolejny wątek terrorystyczny.

Co jednak nie zagrało? Wad scenariusza kampanii Medal of Honor: Warfighter jest kilka. Największym grzechem z pewnością okazuje się nijaki bohater. Preacher nie należy do specjalnie wygadanych osobników, to typ milczka o obolałym wyrazie twarzy. Nie wzbudza sympatii, ciężko więc się z nim utożsamiać. Dodatkowo bardzo słabo wypada czarny charakter odpowiedzialny za globalny terror. Jego zaskakująco krótki czas prezentacji na ekranie oraz kiepskie teksty powodują, że jest to terrorysta co najwyżej trzecioligowy. W końcowych etapach w szeregi Tier 1 wkrada się także nieznośny patos, aczkolwiek można go zrzucić na karb troski o bezpieczeństwo ziemskiego globu, o które dba Preacher i jego kompania.

Na pierwsze danie GROM i pościgi

Scenariusz nie porywa oryginalnością, aczkolwiek ma pozytywne aspekty. Danger Close pozostało wierne swojej filozofii i podarowało graczom opowieść efektowną, ale w dalszym ciągu na wskroś militarną, przesiąkniętą klimatem kooperacji i współzawodnictwa poszczególnych grup. Nie ukrywam, że jest to zasługa m.in. występu naszych gromowców w jednym z epizodów. Obserwacja wirtualnych odpowiedników cichych bohaterów Polski sprawia sporą frajdę i pozwala być dumnym, że w końcu potraktowano nas jak nację z wojskową tradycją. Tym bardziej, że żaden inny (prócz USA, rzecz jasna) kraj nie ma tak dobrej reklamy, a na przykład niemieckie oddziały KSK oraz słynny rosyjski Specnaz są w kampanii nieobecne.

W niektórych misjach zasiadamy za sterami robota bojowego z wbudowanym granatnikiem. Przeciwnicy są wtedy bez szans. - 2012-10-29
W niektórych misjach zasiadamy za sterami robota bojowego z wbudowanym granatnikiem. Przeciwnicy są wtedy bez szans.

Miłych niespodzianek jest zresztą więcej, mowa zwłaszcza o etapach samochodowych, które przygotowano z należytą starannością. Pościgi są bardzo dynamiczne, ale również świetnie zrealizowane pod kątem modelu jazdy. Demolka arabskich straganów, omijanie korków czy też walka z burzą piaskową za szybą to tylko część atrakcji, jakie przygotowali ludzie z Danger Close przy udziale ekspertów z Criterion. Medal of Honor: Warfighter za kierownicą łapie drugi oddech. Sympatycznym dodatkiem są metody wyważania drzwi. Za odpowiednią liczbę headshotów w zwolnionym tempie odblokowujemy kolejne umiejętności, których w sumie jest 7. Na starcie możemy stosowne wrota potraktować jedynie kopniakiem, ale jeśli się postaramy – do akcji wkroczą łomy, strzelby oraz ładunki wybuchowe. Wpływ na rozgrywkę wskazanych udogodnień jest znikomy, ale warto się przemęczyć choćby dla kapitalnych animacji oraz przeróżnych smaczków (np. C4 przyklejane na klamkę z wywieszką „Room Service”).

Misje fabularne oparto częściowo na prawdziwych wydarzeniach. Nie są to akcje zobrazowane detal w detal, ale niektóre pojedyncze nawiązania do sytuacji znanych z telewizji rzucają się w oczy. Przykładem jest choćby uprowadzenie kapitana statku Maersk Alabama z 2009 roku. Ważnym elementem fabuły są także zamachy w Madrycie. Widać jak na dłoni, że twórcy pełnymi garściami czerpali z odpowiednich dokumentów i opowiadań żołnierzy, tak aby pomimo konwencji dynamicznego FPS-a zachować odpowiedni realizm historii.

Warto dodać, że Warfighter jest znacznie bardziej urozmaicony niż poprzednia część w kwestii lokacji. Dwa lata temu biegaliśmy po afgańskich górach i jaskiniach. W najnowszej odsłonie tego typu krajobrazy należą do rzadkości. W zamian otrzymaliśmy m.in. zalane przez tsunami filipińskie miasteczko Isabella City, somalijską twierdzę piratów w Mogadiszu, a także Dubaj. Misji jest łącznie 13, a ich przejście doświadczonemu graczowi powinno zająć około 5 godzin na normalnym poziomie trudności. Długość kampanii prezentuje się więc standardowo, a nawet całkiem dobrze w zestawieniu z MoH-em 2010.

Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

DM Ekspert 25 maja 2014

(PC) Dalszy ciąg rozważań o Medal of Honor, tym razem ścisłe porównanie Medal of Honor 2010 i Medal of Honor: Warfighter

6.5
Hitman 3 wymiata! Recenzja najlepszej gry z Agentem 47
Hitman 3 wymiata! Recenzja najlepszej gry z Agentem 47

Recenzja gry

Prawie pięć lat po udostępnieniu graczom pierwszego fragmentu rebootu Hitmana, rewolucjonizującego serię i pokazującego potencjalny nowy kierunek dla całego gatunku skradanek, trylogia „World of Assassination” zostaje zamknięta w świetnym stylu.

Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym
Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym

Recenzja gry

Hyrule Warriors: Age of Calamity to nie jest być może Zelda, na którą czekaliście – to jednak naprawdę dobra gra z gatunku musou, która wyjmie wam kilkadziesiąt godzin z życia.

Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory
Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory

Recenzja gry

Po wielkim restarcie marki Modern Warfare, odświeżenia doczekała się także seria Black Ops. Przygody Masona, Woodsa i Hudsona powracają w świetnym stylu, bo Cold War to jedna z najlepszych kampanii w historii CoD-a!