Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 11 listopada 2011, 14:00

autor: Gambrinus & U.V. Impaler

Trzecia wojna światowa - recenzja gry Call of Duty: Modern Warfare 3

Kolejna odsłona Call of Duty to pewniak i gwarancja zabawy na wysokim poziomie. W recenzji sprawdzamy jak poszczególne części składowe Modern Warfare 3 sprawdzają się w praktyce.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Kampania dla pojedynczego gracza

Podobno stanowi jedynie dodatek do trybu multiplayer, ale nijak z tym stwierdzeniem zgodzić się nie mogę. Kampania dla jednego gracza była ważną składową kolejnych odsłon cyklu Call of Duty od początku jego istnienia – śmiem nawet twierdzić, że bardziej istotną niż potyczki w sieci, które swoją olbrzymią popularność zawdzięczają przypadkowi. Bez względu na to, kto by nie zabierał się za przygotowanie opowieści o dzielnych żołnierzach zmagających się z przeważającym liczebnie wrogiem, to zawsze na niej głównie skupiał swoją uwagę. Trzecia gra z serii Modern Warfare nie jest od tej reguły wyjątkiem.

Nie ukrywam, że miałem pewne obawy, czy przetrzebione studio Infinity Ward poradzi sobie z zadaniem. Byłem wręcz przekonany, że odejście kluczowych pracowników w jakiś sposób odbije się na ostatecznym kształcie kampanii i zaowocuje radykalnymi zmianami w dotychczasowej formule. Na szczęście nic takiego nie nastąpiło. Odbudowany z łatwością zespół śmiało podążył drogą wytyczoną przez poprzedników i – co już teraz możemy potwierdzić – doskonale odnalazł się w temacie. Skok jakościowy pomiędzy drugą a trzecią odsłoną cyklu jest praktycznie niezauważalny, co ma oczywiście swoje dobre i złe strony.

Zacznijmy od fabuły, mocno krytykowanej w poprzedniczce. Nowa gra kontynuuje wątki zapoczątkowane w Modern Warfare 2 i definitywnie je kończy – autorzy nie zostawili sobie żadnej furtki do ewentualnej „czwórki”. Rosjanie nadal prowadzą intensywne działania wojenne na terenie Stanów Zjednoczonych, ale ich apetyt nie maleje. W MW3 konflikt obejmuje również kraje Europy Zachodniej – III wojna światowa staje się więc faktem. Kampania tradycyjnie rzuca nas w różne zakątki globu, gdzie wykonujemy karkołomne zadania. Raz wraz z grupą dzielnych wojaków przebijamy się ulicami zdewastowanego Nowego Jorku, by chwilę później wylądować w Sierra Leone z niewielkim oddziałem komandosów. Sklecona na kolanie historyjka trzyma się kupy, ale nie jest najwyższych lotów – każdy, kto pamięta „dwójkę”, z pewnością wie, czego się spodziewać.

Kampania tradycyjnie do długich nie należy – na standardowym poziomie trudności całość można ukończyć w nie więcej niż 6 godzin, a to i tak tylko w przypadku, gdy nigdzie nie będzie nam się spieszyć. Nic nie zmieniło się również w samej konstrukcji poszczególnych misji. Nadal biegniemy sprytnie zaprojektowaną trasą, z której w żaden sposób nie da się zboczyć – uniemożliwiają to zarówno piętrzące się w odnogach korytarza przeszkody, jak i niewidzialne ściany. Od czasu do czasu przychodzi nam zasiąść w kabinie pojazdu bądź śmigłowca i w ten sposób przedrzeć się przez fragment mapy. O większej swobodzie w sterowaniu pojazdami nie ma mowy.

Rozgrywka to typowy dla serii festiwal skryptów. Zaprogramowane sceny pchają Modern Warfare 3 w stronę interaktywnego filmu, ilość niestandardowych wydarzeń jest tu ogromna. Dzięki takiemu rozwiązaniu grę ogląda się z prawdziwą przyjemnością. Cały czas coś się dzieje, wciąż jesteśmy zaskakiwani czymś efektownym i choć część rozwiązań została żywcem skopiowana z poprzednich produkcji firmy Infinity Ward, nie brakuje nowych pomysłów – dobrym przykładem jest misja o nazwie Turbulencje, której akcja rozgrywa się na pokładzie lądującego awaryjnie samolotu pasażerskiego.

Twórcy „trójki” znów pokazali, że pod względem widowiskowości, konkurencja nie dorasta tej serii do pięt. Tym, co dzieje się podczas tej jakże krótkiej kampanii, można by spokojnie obdzielić z pięć innych produkcji. I choć momentami nie ma w tym za grosz realizmu, to co z tego? Modern Warfare 3 można porównać do typowej, odmóżdżonej hollywoodzkiej produkcji filmowej – jeśli ograniczymy się do delektowania się jej efektami specjalnymi, będziemy wniebowzięci. Jeśli natomiast zaczniemy doszukiwać się w tym sensu i głębi, o dobrej zabawie możemy zapomnieć.

Oczywiście natłok skryptów ma też swoje złe strony. Zdarza się, że niektóre sceny odpalają się z opóźnieniem, co prowadzi do przestojów – w żywiołowej grze akcji dłuższe oczekiwanie na to, aż partnerzy łaskawie otworzą zamknięte dotąd drzwi, mocno frustruje. Zaprogramowane akcje mieszają też szyki przeciwnikom, którzy w tym cyklu inteligencją nigdy przecież nie grzeszyli. Znakomitym przykładem takiego kuriozum są sytuacje, gdy nasi kompani pobiegną zgodnie z programem naprzód, a my zostaniemy w tyle. Sojusznicy często pozostawiają za plecami żywych wrogów, którzy nie potrafią się zdecydować, w kogo strzelać.

Kampania w Modern Warfare 3 podobała mi się i na pewno będę wspominać ją lepiej niż ubiegłoroczną z Black Ops. Zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku autorzy przesadzili z fajerwerkami, ale szalona wizja III wojny światowej przypadła mi do gustu zdecydowanie bardziej niż bondowskie przygody bohaterów w ostatniej produkcji firmy Treyarch. Nie jest to w żadnej mierze arcydzieło, ale po prostu solidnie skrojony corridor shooter: efektowny, widowiskowy i rajcujący. Po drugiej stronie barykady stoją oczywiście wady: nagminne błędy w skryptach, nachalny respawn przeciwników oraz inteligencja wrogów z epoki kamienia łupanego. Fani wojskowości będą też narzekać na kompletny brak realizmu, a wielbiciele efektów wizualnych na przedpotopowy silnik, którego z litości nie będę w tym miejscu porównywać do konkurencyjnego Frostbite’a.

Spora lista mankamentów nie zmienia jednak faktu, że kampania w Modern Warfare 3 to nadzwyczaj przyjemne doświadczenie. Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym coraz mocniej przekonuję się, że fenomen tej serii tkwi w tym, że z roku na rok staje się ona coraz bardziej niepoważna. Kiedy inni silą się na przedstawienie realistycznego obrazu wojny lub próbują zaszokować graczy wstrząsającymi scenami (jak w Homefroncie), twórcy Call of Duty robią swoje – wsiadają do samochodu, uszkadzają w nim hamulce, a następnie wciskają gaz do dechy, nie przejmując się tym, czy po drodze wyrżną w coś, czy nie. Modern Warfare 3 to kolejna jazda bez trzymanki, pełna wybuchów, patosu, scen z walącymi się symbolami narodowymi i akcjami w stylu Commando ze Schwarzeneggerem. W końcu w żadnej innej grze nie zezłomujesz minigunem czterech Hindów już w pierwszej misji.

Naprawdę nie wiem, jak długo Call of Duty będzie w stanie jechać dalej na tym samym schemacie, ale na razie nie zapowiada się, by cokolwiek miało się w tej kwestii zmienić. I wiecie co? W sumie mnie to nie przeszkadza.

Krystian „U.V. Impaler” Smoszna

Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

Cayack Ekspert 19 listopada 2011

(PC) Od początku było wiadomo, czym ma być Call of Duty: Modern Warfare 3. Przeefektowny (może nawet efekciarski) singiel, multik który potrafi zajmować tygodniami, a nawet miesiącami, do tego szereg ciekawych misji do wykonania w dwie osoby. I tym właśnie ta gra jest. Wszystkie części składowe zostały wykonane przynajmniej dobrze, albo bardzo dobrze.

8.0
Recenzja gry Outriders - gdyby Diablo miało spluwy i słabe dialogi
Recenzja gry Outriders - gdyby Diablo miało spluwy i słabe dialogi

Recenzja gry

Outriders, pierwsza duża polska gra po Cyberpunku 2077, dowozi. Nie jest to strzelanka dla każdego, ale jeśli lubicie hack and slashe, to sprawdźcie nowe dzieło studia People Can Fly.

Hitman 3 wymiata! Recenzja najlepszej gry z Agentem 47
Hitman 3 wymiata! Recenzja najlepszej gry z Agentem 47

Recenzja gry

Prawie pięć lat po udostępnieniu graczom pierwszego fragmentu rebootu Hitmana, rewolucjonizującego serię i pokazującego potencjalny nowy kierunek dla całego gatunku skradanek, trylogia „World of Assassination” zostaje zamknięta w świetnym stylu.

Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym
Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym

Recenzja gry

Hyrule Warriors: Age of Calamity to nie jest być może Zelda, na którą czekaliście – to jednak naprawdę dobra gra z gatunku musou, która wyjmie wam kilkadziesiąt godzin z życia.