Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 22 marca 2011, 15:21

autor: Przemysław Zamęcki

Gra we wszystko na wszystkim. Fan retro gratów i gier w pudełkach, które namiętnie kolekcjonuje.

Motorstorm Apokalipsa - recenzja gry

Widowiskowe wyścigi na tle umierającego miasta. Czegoś takiego w grach jeszcze nie było. Motorstorm Apokalipsa jest zwiastunem dobrej nowiny.

Recenzja powstała na bazie wersji PS3.

Gdybym miał wymienić pięć moich ulubionych zręcznościowych gier wyścigowych, na liście na pewno znalazłaby się pierwsza część Motorstorma. Osiem niesamowitych tras wzorowanych na słynnej Monument Valley na granicy stanów Utah i Arizona zaoferowało mi długie godziny świetnej zabawy już od dnia premiery PlayStation 3 w Europie. Rzadko się zdarza, by tytuły startowe dla jakiejkolwiek konsoli były tak dopracowane. Dzieło Evolution Studios okazało się na tyle dobre, że w chwili premiery drugiej części paradoksalnie w ogóle nie odczuwałem potrzeby jej kupienia. I pewnie nadal rzewnie wspominałbym „jedynkę”, gdyby nie Motorstorm Apokalipsa. A wraz z nim zupełnie nowe doznania, które mają mniej więcej tyle wspólnego z grami co z wakacyjnymi kinowymi blockbusterami.

Taka piękna katastrofa

Jest gdzieś duże miasto – dla ułatwienia nazwane City – w którym ma nastąpić wielkie trzęsienie ziemi. Mieszkańcy zostali ewakuowani, co nie oznacza wcale, że miejsce to zupełnie opustoszało. Na ulicach wciąż pełno wszelkiej maści wariatów, w powietrzu krążą śmigłowce bojowe, Harriery strzelają rakietami, a na plaży rozstawił się batalion czołgów. Kiedy dopiszemy do tego walące się budynki, wykolejające się na naszych oczach pociągi, wielkie tornada, zapadające się tunele i pędzące przez tę „sodomę i gomorę” pojazdy, otrzymamy mniej więcej obraz katastrofy, jaką zgotowali ludzie z Evolution.

Start w kanale burzowym. Skojarzenia z Flatout: Apokalipsasą jak najbardziej słuszne.

W odróżnieniu od poprzedników Motorstorm Apokalipsa posiada wątek fabularny. Oto duża grupa kierowców zaanektowała lotniskowiec, będący teraz ich bezpieczną bazą wypadową. Z niego wyprawiają się do miasta, by zaprezentować swoje umiejętności. Gracz wciela się po kolei w trzy postacie, będące w rzeczywistości odpowiednikami stopnia trudności. Od nieopierzonego żółtodzioba, przez zawodowca, by w końcu spróbować sił jako weteran Big Dog – stały uczestnik tego typu festiwali. Pomiędzy wyścigi powtykano krótkie scenki przerywnikowe przygotowane w formie ruchomego komiksu. O ile sama kreska może się jeszcze podobać, o tyle ich treść, a właściwie „beztreść” plasuje je na liście rzeczy całkowicie zbędnych. Nie wiadomo, po co znalazły się w produkcie końcowym, najwidoczniej ktoś miał za dużo pieniędzy i postanowił wydać je w głupi sposób. Aby oddać im sprawiedliwość, mogę jedynie napisać, że nie wszystkie są zupełnie nędzne. Nędzny jest za to polski dubbing, utrzymany w konwencji kreskówki dla ośmiolatków. W samej grze nie da się przełączyć języka i jeżeli chcemy zagrać chociażby po angielsku, konieczne jest wcześniejsze jego ustawienie w opcjach interfejsu konsoli. Do spolszczenia całej reszty trudno się przyczepić, niestety, po raz kolejny ktoś postanowił udowodnić przeciwnikom dubbingu w grach, że mają rację.

City jest właściwie oddzielnym bohaterem. Początkowo autorzy próbowali stworzyć zwykłe uliczne wyścigi, ale dopiero niszczona kataklizmem metropolia w połączeniu z marką Motorstorm dała spodziewany efekt. „It’s alive!” – zakrzyknąłby doktor Frankenstein i miałby zupełną rację.

Recenzja Mario Kart Live - zaledwie ciekawostka za bagatela 400 zł
Recenzja Mario Kart Live - zaledwie ciekawostka za bagatela 400 zł

Recenzja gry

Mario Kart Live na papierze brzmi jak rewolucja: niestety ta rewolucja kończy się po dwóch godzinach, mordowana przez nudę, powtarzalność i problemy techniczne.

Recenzja gry NFS Heat – nowy Need for Speed dowozi... i nie dowozi
Recenzja gry NFS Heat – nowy Need for Speed dowozi... i nie dowozi

Recenzja gry

Need for Speed: Heat to najlepszy NFS, ale tylko na tle dwóch ostatnich odsłon. Zapamiętamy go jednak na zawsze dzięki wyjątkowym przygodom z policją. Uberpolicją!

Recenzja gry Forza Horizon 4 – tak się wygrywa bitwę o Anglię
Recenzja gry Forza Horizon 4 – tak się wygrywa bitwę o Anglię

Recenzja gry

Forza Horizon 4 zmienia się w pełnoprawne, samochodowe MMO. To bardzo dobra gra, która błyszczy na tle konkurentów, a zawiedzie odrobinę jedynie weteranów serii.