Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 3 grudnia 2009, 12:06

autor: Przemysław Zamęcki

Gra we wszystko na wszystkim. Fan retro gratów i gier w pudełkach, które namiętnie kolekcjonuje.

Star Wars: The Force Unleashed - Ultimate Sith Edition - recenzja gry

Ulepszona wersja największej ostatnimi laty gry z uniwersum Gwiezdnych Wojen nareszcie nadeszła. Stanowi ona zarazem debiut marki Star Wars: The Force Unleashed na komputerach osobistych.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Musiał minąć ponad rok, aby dokonał się postęp technologiczny, umożliwiający uruchomienie na poczciwym pececie ostatniego wielkiego dzieła LucasArts, czyli przygód Starkillera w galaktyce Gwiezdnych Wojen. Można to wywnioskować z wcześniejszych deklaracji firmy, która jako jeden z najważniejszych powodów nieukazania się pierwotnej wersji Star Wars: The Force Unleashed na blaszakach podała właśnie niewystarczającą moc platformy u większości ówczesnych graczy. W międzyczasie pojawiły się dwa dodatki DLC do konsolowej wersji gry, wobec czego postanowiono przygotować nową edycję z podtytułem Ultimate Sith Edition – zarówno na PC, jak i na Xboksa 360 i PlayStation 3.

Głównym bohaterem The Force Unleashed jest tajny uczeń samego Dartha Vadera, młodzieniec zwący się Galen Marek i posługujący przerażającym przydomkiem Starkiller. Co ciekawe, początkowo George Lucas chciał nadać takie właśnie nazwisko słynnemu Luke’owi, ale na całe szczęście w porę zdążył zorientować się, jak pretensjonalnie ono brzmi i zrezygnował z „Niszczyciela Gwiazd” na rzecz Skywalkera. Jak widać, po wielu latach powrócono do tego pomysłu w kolejnym, po Shadows of the Empire, wielkim projekcie poszerzającym wiedzę o galaktyce pod berłem Imperatora Palpatine’a. Zadaniem głównego bohatera The Force Unleashed jest ukończenie treningu poprzez pokonanie kolejnych ukrywających się mistrzów Jedi i stanie się prawdziwym Sithem. Wszystko po to, aby u boku Vadera pozbyć się Imperatora i przejąć władzę. W tym samym czasie zaczyna się także rodzić opór przeciw Mrocznemu Lordowi i Starkiller w pewnym momencie musi wybrać ścieżkę, którą chce podążyć.

Jak byśmy w ’39 mieli ze trzy takie AT-AT,to byśmy sami tę wojnę wygrali.

Struktura misji w podstawowej kampanii w żaden sposób nie uległa zmianie. Grę rozpoczynamy jako Darth Vader, aby potem już w skórze Starkillera zwiedzić fabrykę TIE Fighterów, postawić stopę na planecie-złomowisku Raxus Prime, przemierzyć pełną dziwacznej flory i jeszcze dziwaczniejszej fauny Felucię, poprowadzić niewidomego mistrza Jedi przez platformy Miasta w Chmurach i ostatecznie trafić do wnętrza potężnej stacji bojowej – Gwiazda Śmierci.

Pamiętam jak przed rokiem w konsolowej recenzji The Force Unleashed pisałem o niesamowitych pierwszych doznaniach podczas obcowanie z grą. Imperialny desant na planetę Kashyyyk robił naprawdę wielkie wrażenie. Dzisiaj również początek gry imponuje rozmachem, jednak po zobaczeniu wielu innych pozycji w ciągu minionego roku o żadnym opadzie szczęki nie może być już mowy. W tle przygrywa majestatyczny Marsz Imperialny, po niebie suną Gwiezdne Niszczyciele, ale przecież od premiery pierwszego wydania gry minął rok. W tej branży jest to po prostu przepaść, a deweloperzy w żaden sposób nie spróbowali poprawić swego dzieła. Z drugiej strony absolutnie nie odbiera to przyjemności z robienia w świecie Wookiech totalnej rozwałki.

U cioci, na imieninach...

Przy konwertowaniu gry konsolowej na PC niezwykle istotną sprawą jest właściwe przeniesienie sterowania na kombinację mysz plus klawiatura. Muszę przyznać, że w znacznej mierze się to udało. Rozgrywka jest płynna i raczej nie występują momenty, w których gracz zastanawiałby się, jaki klawisz za co odpowiada, a przecież do opanowania jest całkiem pokaźna liczba ruchów. Jedynym mankamentem jest moc o nazwie Force Grip, czyli chwytanie przeciwników lub przedmiotów i ciskanie nimi w pozostałe elementy otoczenia lub wrogów. Pochwycony obiekt możemy przemieszczać ruchami myszy w powietrzu, ale w porównaniu ze sterowaniem padem czynność ta odbywa się nieco za szybko i za nerwowo. Znacznie trudniej trafić także trzymanym przedmiotem w cel. Na padzie prawa gałka analogowa zdecydowanie ułatwia całą operację, czyniąc ją bardziej intuicyjną. Puryści zapewne oburzą się na brak możliwości poruszania się po menu gry przy pomocy kursora myszy – niestety wszelkie czynności trzeba wykonać za pośrednictwem klawiatury.

Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

sekret_mnicha Ekspert 14 września 2010

(PC) Kilka technicznych babolków nie jest w stanie przyćmić mocy Mocy w tej grze. O nie!

8.0
Recenzja gry Zelda: Skyward Sword HD - świetna gra, ale nie dla każdego
Recenzja gry Zelda: Skyward Sword HD - świetna gra, ale nie dla każdego

Recenzja gry

Możecie nie pamiętać, ale Zelda: Skyward Sword to równolatek Skyrima. Dzisiaj odświeżona wersja tego klasyka dostępna jest na Nintendo Switch. Czy warto po nią sięgnąć? Tak, ale...

Ninja Gaiden Master Collection - recenzja. Przy nich Dark Souls to bułka z masłem
Ninja Gaiden Master Collection - recenzja. Przy nich Dark Souls to bułka z masłem

Recenzja gry

Tomonobu Itagaki wielkim deweloperem był. Trzymał pieczę nad jednymi z najlepszych gier z gatunku slasherów w dziejach. Dziś mamy szansę ocenić, czy zawierający je pakiet Ninja Gaiden Master Collection jest nadal atrakcyjny dla współczesnego gracza.

Recenzja Ratchet & Clank: Rift Apart - dziewiąta generacja zaczyna się teraz
Recenzja Ratchet & Clank: Rift Apart - dziewiąta generacja zaczyna się teraz

Recenzja gry

„Z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność”, napisał kiedyś Stan Lee, wkładając te słowa w usta wujka Bena. Dziś to samo można powiedzieć o PS5 i pierwszym prawdziwie nextgenowym tytule, który wychodzi spod ręki prawie niezawodnego Insomniac Games.