Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 6 listopada 2009, 14:48

autor: Łukasz "Łukasz Malik" Malik

Dragon Age: Początek - recenzja gry

Doczekaliśmy się! Dragon Age: Początek po trwającej kilka dobrych lat produkcji trafił w końcu na sklepowe półki. Czy BioWare po raz kolejny udowodniło swoje mistrzostwo w dziedzinie tworzenia gier cRPG?

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Długie lata oczekiwania na Dragon Age właśnie dobiegły końca. Wiele się działo wokół BioWare od momentu zapowiedzi tego „duchowego następcy Baldur’s Gate”. Kanadyjscy deweloperzy zdążyli wypuścić Jade Empire, Mass Effect i stać się częścią EA. To ostatnie z kolei zgotowało nam kontrowersyjną kampanię reklamową, której przyświecało hasło: „seks przemoc i Marilyn Manson”, a w ostatnich tygodniach głośno zrobiło się o dodatkach DLC, debiutujących równocześnie z premierą gry.

Co z tego wyszło? To, co miało wyjść. Epicka, wciągająca na dziesiątki godzin gra, która powinna zadowolić sporą grupę miłośników komputerowych erpegów. Warto jednak czarno na białym wyjaśnić, czym Dragon Age: Początek jest, a czym nie i przede wszystkim, do kogo jest on skierowany.

To nie jest gra dla młodych ludzi

Obiecałem sobie, że pod żadnym pozorem nie użyję w tekście jakże bezsensownego określenia „klasyczny erpeg”, które często pojawia się w odniesieniu do Dragon Age. Bo cóż ono niby oznacza w stosunku do produkowanych obecnie gier? I z jakimi niby klasycznymi dziełami mamy je zestawiać, żeby porównanie miało sens? BioWare po prostu stworzyło od podstaw własne uniwersum fantasy, własną mechanikę i stara się aktywizować zgromadzoną wokół gry społeczność (uruchomienie serwisu BioWare Social Network, wypuszczenie edytora postaci). Na czym to wszystko zbudowano? Ano na doświadczeniu zdobytym w Baldurach, na pomysłach, które wdzieliśmy w Knights of the Old Republic czy na rozwiązaniach technologicznych z Mass Effect. Nie będę nikomu mydlił oczu, wmawiając, że stworzono oryginalny świat i fabułę. Autorzy „przybrudzili” nieco Tolkiena, wzięli trochę sprawdzonych rozwiązań fabularnych, zakotwiczyli całość w naprawdę przemyślanej mechanice i przez lata szlifowali i polerowali. To wszystko sprawia, że osoba, która miała do czynienia z grami cRPG i lubi ten gatunek, uruchamiając Dragon Age: Początek, od pierwszych minut poczuje się jak w domu.

Pierwsze chwile gry w skórze dalijskiego elfa.

Podstawy

Po świecie gry poruszamy się, wybierając dostępne lokacje na dwuwymiarowej mapie. Pozycja naszej drużyny obrazowana jest wydłużającym się krwistym szlakiem, który de facto jest sprytnie ukrytym ekranem ładowania. Podczas wędrówek możemy natrafić na losową grupę wrogów, handlarza czy nawet zadanie związane z kimś z naszej ekipy. Podróżujemy czteroosobową drużyną, której członków rekrutujemy stopniowo podczas zabawy. W grze BioWare nie mogło zabraknąć bazy wypadowej, w której nawiązujemy stosunki z członkami naszego teamu, w Knigths of the Old Republic był to Ebon Hawk, w Mass Effect Normandia, a tu mamy po prostu obóz.

Sami tworzymy tylko głównego bohatera, który może należeć do jednej z trzech klas: wojownik, mag lub łotrzyk. Dostępnych ras jest również trzy: człowiek, elf i krasnolud. Do tego wybieramy jedno tzw. pochodzenie (wybór uzależniony jest od rasy oraz klasy), rozdzielamy punkty pomiędzy 6 atrybutów (siła, zręczność, siła woli, magia, spryt, kondycja), następnie wydajemy jeden punkt umiejętności oraz dwa punkty na talenty. Możemy także wyedytować wygląd naszego herosa. W gruncie rzeczy tyle wiedzieliśmy od momentu opublikowania darmowego edytora postaci. To jednak nie koniec. Po 7 i 14 poziomie wybieramy specjalizacje (np. barda dla łotrzyka, inkwizytora dla wojownika), które odblokowują nowe talenty oraz dają dodatkowe premie. Żeby było jeszcze ciekawiej, to specjalizacji nie możemy sobie od tak po prosu wybrać po osiągnięciu odpowiednich poziomów. Musimy się ich nauczyć od kogoś z drużyny, znaleźć nauczyciela w świecie gry lub przeczytać odpowiednią książkę – żadna z tych metod nie jest prosta, bo na przykład wolumeny, z których się uczymy, są szalenie drogie, a złoto w świecie gry nie leży, niestety, pod każdym krzaczkiem.

Recenzja gry King Arthur: Knight’s Tale - okrągły stół z powyłamywanymi nogami
Recenzja gry King Arthur: Knight’s Tale - okrągły stół z powyłamywanymi nogami

Recenzja gry

Wojna. Wojna nigdy się nie zmienia. O tym, że wojnę często wygrywa się nie armią, a złotem, przekonał się nie tylko tytułowy król, dokonując żywota już w intrze gry King Arthur: Knight’s Tale, ale przede wszystkim... autorzy tej produkcji.

Recenzja gry Tales of Arise - nowe rozdanie dla serii
Recenzja gry Tales of Arise - nowe rozdanie dla serii

Recenzja gry

Japońskie RPG w ostatnich latach przechodzą swoisty renesans, co bardzo cieszy. Nie jest to wprawdzie powrót do formy ze złotej ery gatunku, ale w zasadzie można powiedzieć, że jest całkiem dobrze. Czy Tales of Arise podtrzymuje ten trend?

Recenzja Kingdom Hearts 3 - nienawidzę kochać tej serii
Recenzja Kingdom Hearts 3 - nienawidzę kochać tej serii

Recenzja gry

Jest wiele światów, ale dzielą wspólne niebo. Jedno niebo, jedno przeznaczenie. W Kingdom Hearts 3 słowa te w końcu stają się rzeczywistością – twórcy po wielu latach zamykają wątki rozsiane po zbyt wielu grach i zbyt długo czekające na epilog.