Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 1 września 2008, 15:06

autor: Przemysław Zamęcki

Gra we wszystko na wszystkim. Fan retro gratów i gier w pudełkach, które namiętnie kolekcjonuje.

Too Human - recenzja gry

Nordyccy cyberbogowie, krew, pot, łzy i tony złomu. Czy ponad dziesięć lat produkcji wyszło Too Human na dobre?

Recenzja powstała na bazie wersji X360.

Leonardo da Vinci na namalowanie Ostatniej Wieczerzy potrzebował trzech lat. Niewiele dłużej Michałowi Aniołowi zajęło namalowanie fresków w Kaplicy Sykstyńskiej. Kanadyjska ekipa z Silicon Knights potrzebowała ponad dziesięciu lat na to, aby Too Human stał się w końcu ciałem i powędrował na półki sklepowe w takiej postaci, w jakiej teraz będziemy go oceniać. W ciągu tego czasu zdążyły zmienić się trzy generacje konsol i niemal cała filozofia tworzenia gier. Programiści z małego garażu przenieśli się na trzydzieste piętra wysokościowców, a wokół nich zaroiło się od bezwzględnych księgowych, dla których każda dodatkowa linijka kodu ponad przewidzianą normę jest tragedią na miarę zatonięcia Titanica. Czy produkowany w takich warunkach Too Human spełnia pokładane w nim nadzieje? Czy gra, której powstanie odtrąbiono hucznie chyba jeszcze za panowania rzymskich cesarzy, nie zestarzała się koncepcyjnie na długo przed jej wydaniem?

Po piętnastu godzinach od chwili włożenia płyty do czytnika konsoli, po zabójstwie ponad pięciu tysięcy wirtualnych stworów i sześćdziesięciu czterech zgonach własnych śmiem twierdzić, że i tak, i nie. Wszystko bowiem zależy od nastawienia, z jakim zasiadło się przed telewizorem. Nie uprzedzając jednak przyszłej konkluzji, czającej się gdzieś pod koniec tego tekstu, zacznijmy od tendencyjnego doboru faktów.

Sprawca całego nieszczęścia, imć Loki. Kawał skurczybyka, choć i też kochający tatuś.

„Na początku nie było nic, ani ziemi, ani morza, ani nawet nieba, ani nawet traw…” Nie, to nie cytat z wypowiedzi niedoszłego białostockiego kandydata na prezydenta Polski, ale geneza stworzenia świata w mitologii nordyckiej, która nie tylko była pretekstem do powstania Too Human, ale po przetworzeniu przez współczesną popkulturę stanowi bardzo solidne fundamenty pod opowiedzianą w grze historię. Historię niepełną, należy dodać i sprawiającą wrażenie nieco chaotycznej, ponieważ gra jest dopiero pierwszą częścią trylogii.

Zamieszkujący Asgard nordyccy bogowie (Asowie) w Too Human są ostatnią nadzieją i jedynymi obrońcami ludzkości, która zmuszona jest żyć w zniszczonym Midgardzie, czyli po prostu na naszej Ziemi. W odróżnieniu jednak od klasycznych opowieści, Asgardem w stechnicyzowanym świecie Too Human jest olbrzymi budynek pełniący rolę kwatery głównej potomstwa Odyna i będący miejscem spotkań wszystkich sióstr i braci. A także więzieniem, w którym bogowie przetrzymują utożsamianego z fałszem i podstępem Lokiego. Ten znienawidzony przez wszystkich potomek Asów i olbrzymów, znajduje się w specjalnym inkubatorze, gdzie za pośrednictwem wirtualnej rzeczywistości torturuje się go wizją żmii sączącej jad na jego twarz. Jest to kara za zbrodnię popełnioną wobec boga Baldura, czyli głównego bohatera, w którego wciela się gracz.

Recenzja gry Zelda: Skyward Sword HD - świetna gra, ale nie dla każdego
Recenzja gry Zelda: Skyward Sword HD - świetna gra, ale nie dla każdego

Recenzja gry

Możecie nie pamiętać, ale Zelda: Skyward Sword to równolatek Skyrima. Dzisiaj odświeżona wersja tego klasyka dostępna jest na Nintendo Switch. Czy warto po nią sięgnąć? Tak, ale...

Ninja Gaiden Master Collection - recenzja. Przy nich Dark Souls to bułka z masłem
Ninja Gaiden Master Collection - recenzja. Przy nich Dark Souls to bułka z masłem

Recenzja gry

Tomonobu Itagaki wielkim deweloperem był. Trzymał pieczę nad jednymi z najlepszych gier z gatunku slasherów w dziejach. Dziś mamy szansę ocenić, czy zawierający je pakiet Ninja Gaiden Master Collection jest nadal atrakcyjny dla współczesnego gracza.

Recenzja Ratchet & Clank: Rift Apart - dziewiąta generacja zaczyna się teraz
Recenzja Ratchet & Clank: Rift Apart - dziewiąta generacja zaczyna się teraz

Recenzja gry

„Z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność”, napisał kiedyś Stan Lee, wkładając te słowa w usta wujka Bena. Dziś to samo można powiedzieć o PS5 i pierwszym prawdziwie nextgenowym tytule, który wychodzi spod ręki prawie niezawodnego Insomniac Games.