Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 9 sierpnia 2007, 16:36

autor: PIRX

Dawn of Magic: Blood Magic - recenzja gry

Dawn of Magic jest grą straszliwie nierówną. Wyposażona w ładny interfejs, posiadająca spory potencjał w rozwoju postaci (w tym atrakcyjny pomysł na wykorzystanie go w multiplayerze), otrzymała, nie wiedzieć czemu, lichą fabułę i mnóstwo niedoróbek.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Dawn of Magic zapowiadano jako hit cRPG na miarę Dungeon Siege’a czy Sacred. Czy rekomendacja ta ma uzasadnienie? Nie, bowiem rzeczywistość znacznie odbiega od reklamowych zapowiedzi.

Oglądamy gustowny filmik wprowadzający w historię, a potem zaczynają się schody. Miłośnikom klasycznych gier fantasy średnio przypadnie do gustu wybór postaci. Opcje są ledwie cztery, a widok postaci oraz potencjał przez nie prezentowany może zaskoczyć, nie każdego pozytywnie.

Niezdarny Student – postać podejrzanie podobna do „superstar” Harry’ego Pottera, wnosząc po sylwetce i okularkach. Po nim Dziwna Cyganka, Tłusty Mnich i wreszcie Żona Piekarza – kobieta zażywna o zdolnościach tak prostych, jak ona sama. Zestaw prawie dowcipny – gorzej, że znaczenie dokonanego wyboru jest iluzoryczne, jako że i tak rozwój naszej postaci prędzej czy później skręci w stronę tytułowej magii. Przy czym, mimo „metrykalnych” różnic (m.in. cech charakteru: dobry, neutralny lub zły), możliwości rozwoju poszczególnych postaci są zbyt ubogie, jak na grę cRPG przystało.

Harry Potter? To naprawdę TEN Harry?!

Zasadniczo, na starcie jest tylko jeden problem do rozwiązania. Decydując się na grę postacią śmiertelną, ponowne wczytanie gry będziemy mogli włożyć między bajki. Biorąc postać nieśmiertelną, gdy oddamy ducha pod ciosami wroga, po chwili powstaniemy z martwych w okolicach ostatnio odwiedzonego teleportu lub punktu kontrolnego.

Rozwój wybranego bohatera skupia się na tradycyjnej zamianie zdobytych punktów doświadczenia na kolejne umiejętności i zdolności. Na pierwszy rzut oka możliwości kształtowania postaci prezentują się okazale. Dzieje się tak za sprawą mile dla oka skonstruowanego interfejsu gry, ze szczególnym uwzględnieniem oddanego na usługi gracza dziennika – to bodaj najlepszy element Dawn of Magic. Gustowna ta księga zawiera 8 rozdziałów, dostęp do których znakomicie ułatwiają skróty klawiszowe oraz zakładki dwóch rodzajów: te znaczące rozdziały dziennika i te prowadzące do podrozdziałów. We wspomnianych rozdziałach zaś trzymane są informacje dotyczące poznanej przez nas magii, zdobytych umiejętności, wykonanych tatuaży i nie tylko. Znajdziemy tam również listę zadań. Klasycznie, skrupulatnie, ładnie i funkcjonalnie.

Dziennik otwarty na rozdziale Magii Wody, zawierającej osiem czarów. W dolnej części widać efektowne zakładki, symbolizujące każdą z 12 szkół Magii.

Niestety, samo rozwijanie zdolności (w zakresie Rzemiosła, Zaklinania, Handlu czy też Mistrzostwa w broni i pancerzu), nie jest już tak zgrabnie rozwiązane. Droga awansu na wyższy poziom została podzielona na cztery etapy, w trakcie, których gromadzimy punkty doświadczenia. Po osiągnięciu granicy każdego z nich uzyskujemy dostęp do m.in. czarów Księgi Magii. Wraz z przyrostem umiejętności w wymienionych dziedzinach można sporządzić sobie całkiem niezły sprzęcik bojowy lub też twarzową zbroję. Możliwości są naprawdę spore. Przy wkraczaniu na wyższy poziom uzyskujemy zaś możliwość podniesienia wartości atrybutów podstawowych – Siły, Intelektu czy też Witalności. Niestety tylko o jeden, jedyny mały punkcik i wracamy z powrotem do mozolnego zbierania punktów doświadczenia.

Recenzja Nioh 2 – gry, w której chcesz zginąć tysiąc razy
Recenzja Nioh 2 – gry, w której chcesz zginąć tysiąc razy

Recenzja gry

Kiedy zabierałem się za pisanie tej recenzji kusiło mnie, żeby podążyć za przykładem Team Ninja i po prostu przekopiować całe akapity z tekstu o pierwszej grze, zmienić nagłówki oraz dodać parę małych zmian.

Recenzja gry Wolcen – diablo trudna miłość
Recenzja gry Wolcen – diablo trudna miłość

Recenzja gry

Wolcen: Lords of Mayhem, niezależny hack’n’slash, zaliczył wejście smoka, o jakim inni konkurenci Diablo – Path of Exile i Grim Dawn – mogli tylko pomarzyć. Zobaczcie, dlaczego ten hack'n'slash wywołał tyle emocji.

Recenzja gry Dragon Ball Z: Kakarot – pięć dni dobrze się bawiłem w przeciętnej grze
Recenzja gry Dragon Ball Z: Kakarot – pięć dni dobrze się bawiłem w przeciętnej grze

Recenzja gry

Dragon Ball Z: Kakarot to gra dla fanów wciąż przepełnionych sentymentem do Son Goku. I tylko dla nich. Cała reszta może sobie odpuścić.