Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 12 kwietnia 2005, 09:34

autor: Aklosnok

Resident Evil 4 - recenzja gry

Idea i klimat „Resident Evil 4” zmieniały się niemalże 3 razy. Wiele rozwiązań, jak choćby sklepy czy brak zombie budziło wątpliwości fanów serii. Czy Capcom stanął na wysokości zadania? Czy „Resident Evil 4” to nadal te klimaty, które lubimy?

Recenzja powstała na bazie wersji GCN.

Są gry, na które czeka się miesiącami, a nawet latami. Autorzy skąpo podają informacje i detale, niejednokrotnie zmieniają koncepcje. Czasami bywa ze po drodze od pierwotnych założeń do finalnego produktu zachodzi tak wiele zmian, że gra nie jest już tym, czym miała być. Jedną z takich gier jest właśnie czwarta odsłona Resident Evil – serii, która zapoczątkowała gatunek survival horror.

Jeśli wierzyć autorom, idea i klimat Resident Evil 4 zmieniały się niemalże 3 razy. Zespół wprowadził wiele zmian do przestarzałego już schematu rozgrywki. Wiele rozwiązań, jak choćby sklepy czy brak zombie budziło wątpliwości fanów serii z całego świata. Czy Capcom stanął na wysokości zadania? Czy Resident Evil 4 to nadal te klimaty, które lubimy?

Powiedzmy sobie szczerze, RE4 to zupełnie nowy rozdział serii. Nie jest to typowy Resident. Wiele osób twierdzi, że to zupełnie inny klimat i zasadniczo gra mogłaby się ukazać pod zupełnie innym tytułem. Trudno się nie zgodzić z takimi wypowiedziami. Zarówno w trakcie gry jak i po jej skończeniu właśnie takie myśli mogą chodzić po naszych głowach. Złośliwi mogą powiedzieć, że Capcom użył kultowej nazwy jedynie ze względów marketingowych.

Prawda jest taka, że nawet najlepsze schematy po pewnym czasie stają się nudne – ile razy można robić to samo tylko w nieco innych lokacjach? Dlatego właśnie chłopaki postanowili wprowadzić kilka nowych patentów, po części zapożyczonych z innych gier – tym samym oddając nam nowy, ale mimo wszystko typowy dla serii, klimat rozgrywki.

Największą innowacją, w stosunku do poprzednich odsłon, jest sterowanie, w szerokim tego słowa znaczeniu. Samo poruszanie zostało wzbogacone o tak zwane Quick Time Events, które po raz pierwszy wprowadziła Sega w swym Shenmue.

Leon potrafi przeskakiwać niewysokie plotki oraz inne ogrodzenia, kopnąć drabinę, ponownie ją ustawić – to jednak tylko procent możliwości. QTE to swoista esencja rozgrywki w RE4. Pojawiają się w ogromnej ilości i w najmniej oczekiwanych momentach, począwszy od potyczek z wrogami po wstawki filmowe, dzięki czemu nie ma momentu wytchnienia. JoyPad nie ma prawa wydostać się z naszych dłoni choćby na chwilę, głownie ze względu na czas reakcji. Zazwyczaj mamy dosłownie sekundę, by wcisnąć odpowiednią kombinację. Potyczki z bossami, ucieczka przed goniącym nas, ogromnym posągiem. To tylko przykłady. Kulminacyjnym momentem w mojej opinii jest walka z jednym bossem, polegająca tylko i wyłącznie na poprawnym wstukiwaniu klawiszy.

Zazwyczaj porażka kończy się śmiercią lub utratą ogromnej ilości energii. A żeby nie było za łatwo, przy kolejnych podejściach sekwencja klawiszy może ulec zmianie. Efektem jest zwiększona dynamika całej rozgrywki, szczególnie za pierwszym razem.

Kolejną innowacją jest system walki. Wprowadzono system trafień – laserowy celownik w każdej z broni pozwala na dokładne oddanie strzału w jedną z wybranych części ciała. Zazwyczaj najlepiej celować jest w głowę, wtedy przeciwnik zostanie na chwilę ogłuszony i można wykonać kopniak, który powali go na ziemię. Jednak nie zawsze jest to konieczne. Czasami wrogowie mają osłony w postaci tarcz lub hełmów. Wtedy najlepiej jest celować w dolne kończyny. Celnym strzałem można także wytrącić broń z ręki czy tez odstrzelić lecące w naszą stronę ostrze. Od razu widać, że jest to najbardziej dopracowany element czwartego Residenta.

Ostatnią ważną nowinką jest element „kolekcjonerski”. Przez całą drogę znajdziemy wiele mniej lub bardziej kosztownych przedmiotów oraz miejscową walutę. Jest to dość istotne, gdyż za zdobyte fundusze możemy zakupić broń oraz polepszyć jej parametry. Początkowo uznałem ten pomysł za chybiony – sklep w horrorze, gdzie broń zdobywamy z trudem i musimy, oszczędzać każdy nabój? Na szczęście obawy szybko się rozwiały. Napotykani sprzedawcy oferują wyłącznie broń i przedmioty pomocnicze jak choćby mapy. Nie ma szans, aby się uzbroić po zęby i beztrosko brnąć przed siebie. Tym bardziej że pieniędzy nie ma zbyt wiele, a ceny są dość wysokie i zakupy muszą być przemyślane. Po za tym samo zbieranie rzeczy jest całkiem przyjemne.

Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

AntaresHellscream Ekspert 31 maja 2014

(Wii) Capcom pokazał dobitnie, że nawet w naprawdę znakomitej grze można jeszcze coś poprawić i sprawić tym samym, że wydanie konwersji ma sens i nie jest wyłącznie próbą łatwego zarobienia pieniędzy. Czy warto zagrać na kompatybilnym wstecznie Wii w tytuł wydany wcześniej na Game Cube? Powiem krótko: cholernie warto!

9.0
Resident Evil 4: Wii Edition - recenzja gry
Resident Evil 4: Wii Edition - recenzja gry

Recenzja gry

To już czwarta recenzja czwartego Residenta na naszych łamach. Po 2 latach od premiery gra wciąż pozostaje pod wieloma względami niedościgniona.

Resident Evil 4 - recenzja gry
Resident Evil 4 - recenzja gry

Recenzja gry

Fable i Jade Empire pokazały, jak należy przenosić gry z konsoli i szkoda, że Capcom wynajął do pracy tych samych partaczy co w wypadku Onimushy i Devil May Cry.

Resident Evil 4 - recenzja gry
Resident Evil 4 - recenzja gry

Recenzja gry

Posiadacze PS2, którzy z zazdrością spoglądali na wyłączność Nintendo na gry z serii Resident Evil, mogą otwierać szampany. Jak się okazuje, nawet najlepiej wyglądającą grę na NGC można z powodzeniem przenieść na hardware’owo słabszą czarnulkę.