Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 25 sierpnia 2004, 13:39

autor: Ziuziek

Europa Universalis: Mroczne Wieki - recenzja gry

„Mroczne Wieki” to strategia czasu rzeczywistego, próbująca wiernie odtworzyć realia Średniowiecza. Myliłby się ten, kto uznałby EU: MW za zwykłego RTS-a. Jest to ogromna i skomplikowana gra, która pozwala wcielić się nam w jednego z władców tamtej epoki.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Serię „Europa Universalis” można porównać do książek z górnej półki. Są one bardziej wymagające dla czytelnika, potrzeba wiedzy i wysublimowanego gustu, by móc je zgłębić, wchłonąć, ujrzeć dzieło pisarza w całej okazałości. Podobnie jest z EU – tutaj odznaczać się trzeba nie tylko samozaparciem i cierpliwością, by opanować mnogość dostępnych w grze opcji, lecz także geniuszem organizacyjnym zdolnym wykorzystać wszelkie możliwości i zadać w odpowiednim momencie cios przeciwnikowi, zwiększając swe wpływy (drogą dyplomatyczną, czy też wojenną), oraz niebywałą podzielnością uwagi i pamięci, potrzebnymi do zarządzenia naszymi włościami. Do tego dobrze by było fascynować się, a przynajmniej interesować historią. Wymogów dużo i to chyba jasne, że graczy je spełniających jest niewielu. Tylko w taki sposób jednak da się zrobić wyjątkową grę.

„Europa Universalis: Crusader Kings” (w polskiej wersji „Mroczne Wieki”) jest strategią czasu rzeczywistego, próbującą wiernie odtworzyć realia Średniowiecza. Myliłby się ten, kto uznałby EU: MW za zwykłego RTS-a. Jest to ogromna i skomplikowana gra, która – zachowując realia historyczne – pozwala wcielić się nam w jednego z władców tamtej epoki. Jedna z pierwszych zauważalnych różnic w stosunku do poprzednich części to brak kampanii. Po prostu wybieramy hrabstwo, księstwo lub królestwo (hrabstwem najtrudniej zacząć, królestwem najłatwiej), którym zamierzamy rządzić oraz rok, od którego chcemy zacząć. Są tu trzy możliwości: 1066 (Bitwa pod Hastings), 1187 (III Wyprawa Krzyżowa) i 1337 (początek Wojny Stuletniej). Rozgrywka toczy się do roku 1452 – czyli na chwilę przed upadkiem Konstantynopola. Można więc rzec, że EU: MW jest pewnego rodzaju prequelem do serii (przypomnimy: lata, w których graliśmy w EU to 1492-1792, a w EU2 – 1419-1820). Co ciekawe, jeśli nastąpi rok 1452, to gra automatycznie się zapisuje, a zapis ten możemy później odczytać w „Europa Universalis II” i kontynuować grę. Wielbicielom serii na pewno się to spodoba.

O ile poprzednie części serii (EU, EU2) można nazwać symulacjami państwa, tak EU:MW jest symulacją władcy. Różnica niby subtelna, lecz proszę wierzyć – EU:MW od EU i EU2 różni bardzo wiele. Po pierwsze, aby wygrać (znaczy się zdobyć jak największą ilość punktów i zająć pierwsze miejsce w rankingu państw), należy dbać o rozwój swojej dynastii. Czynimy to poprzez odpowiednie małżeństwa, zdobywanie ziem, tworzenie kolejnych tytułów oraz poprzez wasalizację kolejnych hrabstw, księstw etc. Na przykład, gdy jako król Polski będziesz kontrolował określoną ilość ziem – zwykle około 66 procent – wchodzących w skład historycznej krainy Litwy, możesz się koronować na Króla Litwy, zapewniając swojej dynastii chwałę, mocniejszą pozycję i punkty niezbędne do zwycięstwa. To bardzo ważne, gdyż trzeba pamiętać, że gra próbuje odtworzyć realia feudalizmu, a nie państw narodowych i monarchii absolutnych, jak to było w poprzednich częściach serii. Tutaj kluczem do zwycięstwa nie jest podbój wszystkich prowincji i utworzenie terytorialnego imperium (choćby dlatego, że władcy mogą kontrolować bezpośrednio tylko ograniczoną ilość prowincji), ale budowanie potęgi swojej dynastii, tzn. „preponderancja”. Oczywiście innymi aspektami naszej polityki są m.in. odpowiednia rozbudowa infrastruktury w prowincjach, prowadzenie wojen, mianowanie urzędników, kontrola podatków i rozwoju naukowego, a nawet praw dziedziczenia, typu organizacji kościelnej czy wreszcie pozycji stanów w poszczególnych prowincjach. I tu wychodzi na wierzch mała wada tej gry. EU:MW jest grą na tyle skomplikowaną, że zielony gracz potrzebuje sporo czasu, aby poczuć się swobodnie i nauczyć sterować swoją dynastią. Na samym początku mnogość opcji, trochę niewygodny interfejs (trzeba się dużo naklikać) męczą i odstraszają.

Recenzja gry Age of Empires 4 - powrót króla RTS-ów
Recenzja gry Age of Empires 4 - powrót króla RTS-ów

Recenzja gry

Po godzinach spędzonych w Age of Empires 4 na burzeniu zamków, kierowaniu kawalerią i wznoszeniu fortyfikacji mogę powiedzieć jedno – fani kultowej „dwójki” poczują się tu jak w domu.

Recenzja gry War Mongrels - Polacy potrafią robić gry o wojnie
Recenzja gry War Mongrels - Polacy potrafią robić gry o wojnie

Recenzja gry

„Wojna. Wojna nigdy się nie zmienia”. Sposób jej ukazywania w grach wideo już jednak tak. War Mongrels od rodzimego studia Destructive Creations oferuje najbardziej bezkompromisową wizję II wojny światowej, jaką widziała elektroniczna rozrywka.

Recenzja King’s Bounty 2 - gry, która próbuje wejść do pierwszej ligi gier RPG
Recenzja King’s Bounty 2 - gry, która próbuje wejść do pierwszej ligi gier RPG

Recenzja gry

Dobrze znane graczom King’s Bounty stało się zupełnie inną, bardziej erpegową produkcją. Czy to wyszło jej na dobre? Nie jestem pewien.