Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 12 listopada 2003, 10:46

autor: Toldi

Tropico 2: Zatoka Piratów - recenzja gry

W Tropico 2: Zatoka Piratów mamy okazję zostać prawdziwym władcą mórz południowych z okresu XVII wieku. W przeciwieństwie do pierwszej części gry, gdzie jako totalitarny władca gospodarowaliśmy zasobami małej wyspy, teraz jako król piratów zarządzamy bazą

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Dwa lata temu światło dzienne ujrzała gra strategiczno-ekonomiczna o wdzięcznej nazwie Tropico. Sprzedawana była w tropikalnym opakowaniu z dodatkiem, który zadowolił wszystkich fanów mieszania ciekawych drinków. Sam w sobie pomysł był dobry i nie ukrywam, że kupując grę pocieszałem się, iż gdy okaże się ona nic nie wartą klapą, to chociaż sam dodatek się przyda. Ku memu zaskoczeniu i nieposkromionej radości, Tropico okazało się grą z „duszą” i wspaniałym klimatem. Nieczęsto można wcielić się w postać prezydenta Kuby i obserwować poddanych, zarazem samemu dbając o ich potrzeby. Pamiętam, że gra wciągnęła mnie na wiele cudownych godzin, których z dniem dzisiejszym ani trochę nie żałuję. Po niedługim okresie, ale wystarczającym do ukończenia gry kilka razy, pojawił się pierwszy dodatek, który w pełni zachował osobliwy klimat i przedłużył zabawę z Tropico o kilkanaście kolejnych nieprzespanych nocy – i w tym przypadku warto było! Kiedy już rozłożyłem tę produkcję na czynniki pierwsze, czułem niedosyt, frustrację i smutek – czy jedna gra może tak wpłynąć na psychikę gracza? Najwyraźniej tak. Dlatego nie do opisania są uczucia towarzyszące mi podczas czytania zapowiedzi kolejnej gry ze słowem Tropico w tytule. Na dodatek stoi przy nim cyfra 2 i podtytuł: Pirate Cove!

Co to oznacza dla nas, kochani gracze? Otóż dostaliśmy w swe ręce produkt kontynuujący legendarną historię, tyle tylko, iż w nowej formie. Pewnie zastanawiacie się czy gra, po zmianie miejsca akcji, nie straciła na swym klimacie. Szczerze powiem, że nadal go posiada, jednak w odmiennym stylu. Tym razem nie zarządzamy już słoneczną Kubą, lecz jedną z ukrytych wysp pirackich, a to jest wielka różnica tworząca całkiem nową atmosferę. W zasadzie jest to jedyna poważna zmiana, do jakich doszło w drugiej części Tropico, dlatego fani jedynki poczują się jak w domu. Owszem są również inne, pomniejsze różnice, o których postaram się napisać w miarę prosto i zwięźle.

Inny na pewno jest czas wydarzeń, gdyż cofamy się do roku 1653, okresu ogarniętego chaosem i zepsuciem. Obejmujemy dowództwo nad wyspą zamieszkaną przez diametralnie przekształcone społeczeństwo. Spokojna ludność miejscowa zamieniona została na pełnych agresji i nieokrzesania piratów. Turyści mienią się w drugiej części jako pojmani niewolnicy, którzy pracują na nasze szczęście. Jak na wyspę piracką przystoi, zabraknąć nie mogło pięknych dziewek o znacznych gabarytach w odpowiednich miejscach, dzięki którym mogą cieszyć i uprzyjemniać czas naszych awanturników. Jednym słowem pełna prywata i rozkosze – jednak najpierw trzeba sobie na to zapracować.

Można to uczynić, wybierając jeden z pośród trzech przygotowanych trybów gry. Nowym graczom polecam zabawę z Tropico 2 rozpocząć od trybu „Pomocy”, w którym nasz kolega i nauczyciel w jednym, stary morski wyga o imieniu Smitty, poprowadzi nas za rączkę po wszystkich ważniejszych aspektach gry. Wyjaśni dokładnie, do czego służy każdy przycisk, powie co gdzie budować, oprowadzi po całym menu i udzieli rady, jak utrzymać poddanych w stanie niezmąconego szczęścia. Ogólnie rzecz ujmując, Smitty to równy gość i można się od niego wiele nauczyć! Zanim przejdę do trybu właściwego, jakim jest „Kampania” wspomnę tylko o jeszcze jednym, a mianowicie „sandbox”. Jest o tyle ciekawy, że pozwala na ustalenie własnych warunków gry, rozmiaru mapy, jej struktury geograficznej i odpowiedniego stopnia trudności. Sprawdza się głównie po ukończeniu kampanii, gdyż w pewien sposób przedłuża żywotność gry o kolejne nowe doświadczenia. Jak już wspomniałem, głównym i jedynym trybem posiadającym fabułę jest „kampania”, w której skład wchodzą pojedyncze scenariusze o stopniowo podwyższającym się poziomie trudności. Właśnie tutaj dowiemy się, skąd w ogóle znaleźliśmy się na wyspie i jaki przyświeca nam cel.

Recenzja gry Total War: Three Kingdoms – gra o chiński tron
Recenzja gry Total War: Three Kingdoms – gra o chiński tron

Recenzja gry

Nowa odsłona serii Total War to uczta nie tylko dla (niezbyt chyba licznych) miłośników chińskiej historii, ale przede wszystkim dla fanów gier strategicznych. Three Kingdoms śmiało może rywalizować z najlepszymi częściami cyklu Creative Assembly.

Recenzja gry Imperator: Rome – świetna strategia, choć nie dla każdego
Recenzja gry Imperator: Rome – świetna strategia, choć nie dla każdego

Recenzja gry

Trudna, ogromna, wymagająca dziesiątek godzin nauki, ale jednocześnie dokładnie taka, na jaką mogliśmy mieć nadzieję. Imperator: Rome to gra stworzona z myślą o fanach, na której nie powinniście się zawieść.

Recenzja gry Anno 1800 – powrót do przeszłości
Recenzja gry Anno 1800 – powrót do przeszłości

Recenzja gry

XIX wiek to piekielnie ciekawy okres w rozwoju naszej cywilizacji, nic dziwnego, że tworząc Anno 1800, pierwszą historyczną odsłonę cyklu po latach przerwy Blue Byte zdecydował się właśnie na rewolucję przemysłową.

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz