Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Resident Evil Village Recenzja gry

Recenzja gry 5 maja 2021, 17:00

autor: Michał "Czarny Wilk" Grygorcewicz

Bez umiaru pożre gry oraz filmy, nie pogardzi też soczystym komiksem albo dobrze upieczonym serialem.

Recenzja Resident Evil Village - nie tylko randka z Lady Dimitrescu

Resident Evil Village łączy ze sobą dwie mocno lubiane odsłony kultowej serii, dorzucając sporo od siebie – znacznie więcej niż tylko Lady Dimitrescu, na punkcie której oszalał internet.

Recenzja powstała na bazie wersji PS5. Dotyczy również wersji PC, XSX

PLUSY:
  1. kapitalny początek gry, kreujący świetny klimat zaszczucia;
  2. metroidvaniowa struktura tytułowej wioski, do której wraca się z przyjemnością;
  3. bardzo przemyślana i różnorodna rozgrywka, sprawnie balansująca między akcją, horrorem i eksploracją;
  4. świetne projekty przeciwników, z wampirzycami i wilkołakami na czele;
  5. tryumfalny powrót po latach trybu Mercenaries;
  6. może nie rewolucyjna, ale bardzo dobra oprawa wizualna.
MINUSY:
  1. wolty fabularne mogłyby być choć odrobinę mniej przewidywalne;
  2. mimo wszystko trochę szkoda, że po fenomenalnym początku grze nie udaje się już potem zbudować TAKIEGO klimatu.

Aż trudno uwierzyć, że ledwie pięć lat temu Capcom był w zupełnie innym miejscu niż dziś. Firma kojarzyła się fanom, których szeregi topniały w szybkim tempie, głównie z wynajdowaniem kolejnych sposobów na rozczarowywanie, a jej sytuacja finansowa z roku na rok stawała się coraz bardziej nieciekawa. I choć to Monster Hunter: World z 2018 był tytułem, który pozwolił Japończykom wrócić w pełni blasku i chwały, pierwsza jaskółka zwiastująca, że idzie nowe, pojawiła się dwanaście miesięcy wcześniej. Przybrała postać gry Resident Evil VII: Biohazard – symbolicznego nowego rozdania zarówno dla kultowego cyklu survival horrorów, jak i jego twórców.

„Siódemka” zagrała va banque i zerwała z forsowanym od lat w cyklu nastawieniem na efektowną akcję, zwracając się mocniej niż kiedykolwiek wcześniej w stronę prawdziwego horroru. Zmieniła również perspektywę, rozdała na nowo karty w wątku fabularnym i dokonała sporych modyfikacji w mechanice. Była wyjątkowo nowatorska, nawet jak na serię znaną z regularnego odkrywania samej siebie na nowo. Zagrywka ta się opłaciła i efekt okazał się świetny, zwłaszcza na tle rozczarowania zatytułowanego Resident Evil 6.

Teraz, tych kilka lat później, Village debiutuje z zupełnie innej pozycji. Resident Evil dominują na rynku survival horrorów, nie tylko za sprawą rewolucyjnego REVII, ale również bardzo udanych remake’ów drugiej i trzeciej odsłony cyklu. Capcom natomiast utrzymuje doskonałą passę i serwuje hit za hitem. W tej sytuacji Japończycy nie potrzebowali wielkiej rewolucji i desperackich zagrywek. Spojrzeli więc na spokojnie w przeszłość i rewelacje z ostatniej części postanowili pożenić z pomysłami z jednej z najlepszych starszych odsłon całej serii, Resident Evil 4. Dorzucając szczyptę zupełnie nowych pomysłów, stworzyli świetny survival horror, który zadowoli każdego fana – zarówno cyklu, jak i gatunku.

Recenzja Resident Evil Village - nie tylko randka z Lady Dimitrescu - ilustracja #1
Wsi spokojna, wsi wesoła! Który głos twej chwale zdoła?

DRUGA OPINIA

Recenzja Resident Evil Village - nie tylko randka z Lady Dimitrescu - ilustracja #2

Nie zaliczam się do zagorzałych fanów tej serii, choć grałem w większość głównych odsłon i kilka spin-offów. Village podoba mi się bardzo i powiedziałbym nawet, że to jest najlepszy Resident Evil w jakiego grałem, zaraz po „czwórce”. Z tamtą grą ma zresztą wiele wspólnego, bo w osadzie również spotkamy się z przefarbowanymi zombie, którym bliżej do potworów rodem z rumuńskiego folkloru niż z tradycyjnymi zdechlakami.

Village podoba mi się nawet bardziej niż „siódemka”, bo moim zdaniem jest to gra lepiej poukładana gameplayowo. Walka jest istotnym składnikiem całości i nie czuje się już tak silnego kontrastu pomiędzy elementami typowo horrorowymi, a klasyczną naparzanką z monstrami w trybie FPP. Capcom dużo lepiej wymieszał te aspekty niż w Resident Evil VII, przez co gra wydaje się być bardziej spójna. Samo strzelanie jest wykonanie przyzwoite. Village nie ma szans w starciu z tradycyjnymi FPS-ami, ale nawet przez moment nie czułem, że mi to uwiera. Rozsądne gospodarowanie amunicją i zasobami nadal jest kluczową kwestią w przeżyciu na placu boju, a fakt, że w późniejszej fazie rozgrywki trzeba znaleźć jakiś sposób na rywali, urozmaica całość.

Właśnie, urozmaicenie. To słowo-klucz w przypadku Village, bo niemal do samego końca gra potrafi czymś nas zaskoczyć. Nowe przedmioty otwierają przejścia do lokacji, których nie byliśmy w stanie zwiedzić na początku, a także skorzystać ze skrytek, które również pozostawały głuche na chęć dobrania się do nich.

Podsumowując, solidna dziewiątka i znakomicie spędzone dziesięć godzin przy pierwszym podejściu. Po ukończeniu gry od razu chciałem spróbować swoich sił raz jeszcze, co jest wystarczającą rekomendacją. Szczerze polecam, nawet tym z Was, którzy Residenta nie kochają. To naprawdę solidnie zrobiona i na dodatek bardzo ładnie prezentująca się gra.

OCENA: 9/10

Krystian Smoszna

Pechowy dzień Ethana Wintersa

W Village ponownie wcielamy się w Ethana Wintersa, głównego bohatera Biohazarda. Od czasu incydentu na farmie Bakerów minęły trzy lata. Ethan wraz z żoną Mią i córką Rose prowadzą spokojne życie ukryci gdzieś w Europie przed siłami, które mogłyby chcieć ich skrzywdzić. Próbują zapomnieć o minionym koszmarze, ale – jak łatwo się domyślić (i jak aż zbyt szczegółowo zdradzają zwiastuny reklamujące grę) – sielanka nie jest im pisana. Seria dramatycznych wydarzeń zaburza spokój rodziny Wintersów, zmuszając Ethana do kolejnej desperackiej walki o przetrwanie – tym razem nie tylko swoje, ale również córki.

Recenzja Resident Evil Village - nie tylko randka z Lady Dimitrescu - ilustracja #3
Szczęśliwa rodzinka jak namalowana.

Podobnie jak w przypadku Resident Evila VII początek to moim zdaniem najmocniejszy punkt gry. Spokój zostaje zaburzony gwałtownie i dramatycznie, a zdezorientowany Ethan trafia w sam środek tytułowej przysypanej śniegiem wioski. Scenarzyści Capcomu ostrożnie rozgrywają karty i ani główny bohater, ani my nie wiemy, co dokładnie się dzieje, a twórcom udaje się w doskonały sposób wykreować klimat zaszczucia. Tu coś słyszymy o tajemniczej religii, tam atakują nas bestie, które zdają się być nie do zatrzymania. Desperacka walka o przetrwanie wydaje się z góry skazana na porażkę i nawet zdobycie broni palnej niewiele poprawia naszą sytuację. Atmosferę można kroić nożem.

Recenzja Resident Evil Village - nie tylko randka z Lady Dimitrescu - ilustracja #4
Pierwsze spojrzenie na wieś i zamek robią wrażenie.

Wrażenie jest fantastyczne. Szkoda jedynie, że utrzymuje się tylko przez pewien czas. W końcu nieubłaganie Resident staje się Residentem. Niepowstrzymani wrogowie robią się jak najbardziej „zabijalni”, a atmosfera beznadziei ustępuje typowej dla cyklu mieszance walki, eksploracji i okazyjnych straszaków mniejszego kalibru.

TWOIM ZDANIEM

Co jest najważniejsze w dobrym horrorze?

Atmosfera (muzyka, klimat miejscówki, poczucie zagrożenia)
83,6%
Fabuła
9,5%
Straszne jump scare'y
3,7%
Oprawa graficzna
1,6%
Elementy gameplayowe (np. strzelanie czy rozwój postaci)
1,5%
Zobacz inne ankiety
Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

sk8un VIP 15 maja 2021

(PC) Gra to majstersztyk jakiego dawno od Capcomu nie było. Polecam.

9.5
Recenzja gry Sniper Elite 5 - coraz mniej snajpera, coraz więcej Hitmana
Recenzja gry Sniper Elite 5 - coraz mniej snajpera, coraz więcej Hitmana

Recenzja gry

Karl Fairburne powraca jako snajper, spec od robienia zdjęć rentgenowskich oraz odpowiednik Agenta 47 lub Sama Fishera w czasach inwazji na Normandię. Sniper Elite 5 zmienia się bowiem coraz bardziej w pełnoprawną skradankę.

Recenzja gry Trek to Yomi - chcę więcej takich gier!
Recenzja gry Trek to Yomi - chcę więcej takich gier!

Recenzja gry

Flying Wild Hog stworzyło produkcję, nijak pasującą do wcześniejszych strzelankowych dokonań tego studia i... naprawdę dało radę. Trek to Yomi to mała, ale świetna gra, która garściami czerpie z dorobku kina samurajskiego.

Recenzja gry Hades - wielka gra dla tych, co mało czasu mają
Recenzja gry Hades - wielka gra dla tych, co mało czasu mają

Recenzja gry

Wiedziałem, że Hades będzie świetną hybrydą action RPG i „rogalika”, ale okazał się także znakomitą grą dla dojrzałych graczy. Zgrabnie porusza poważne tematy, ale robi też coś jeszcze. Szanuje nasz czas.