Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Watch Dogs: Legion Recenzja gry

Recenzja gry 28 października 2020, 12:01

autor: Czarny Wilk

Bez umiaru pożre gry oraz filmy, nie pogardzi też soczystym komiksem albo dobrze upieczonym serialem.

Recenzja gry Watch Dogs: Legion - bardzo bezpieczna i grzeczna rewolucja

Legion nie okazał się wcale taką wielką rewolucją, na jaką go kreowano – i moim zdaniem bardzo dobrze. Dostaliśmy niepozbawioną wad, ale całkiem kompetentną w swoim gatunku pozycję. Tylko i aż tyle.

Recenzja powstała na bazie wersji PS4. Dotyczy również wersji XONE

Watch Dogs: Legion już na etapie pierwszych zapowiedzi spisałem na straty. Pomysł, by zrezygnować z jednego charakterystycznego protagonisty na rzecz bohaterów samodzielnie rekrutowanych przez graczy spośród mijanych na ulicy NPC, różniących się między sobą specjalizacjami, uznałem za przepis na katastrofę. Tyleż intrygującą, co na dłuższą metę ograniczającą zabawę.

W końcu dotąd graliśmy wszechstronnymi postaciami, które z problemami mogły radzić sobie na najróżniejsze sposoby. Teraz zaś mieliśmy dostać podział na konkretne specjalizacje – jedni mieli preferować rozwiązania siłowe, inni być doskonałymi hakerami, kolejni radzić sobie z infiltracją. Może niektórym wyda się to dość odległym skojarzeniem, ale mnie od razu naszły negatywne wspomnienia związane z Mortal Kombat X, gdzie również zamiast wszechstronnych postaci otrzymaliśmy ich różne wariacje i w efekcie każda wydawała się mocno wybrakowana, co bardzo zmniejszyło frajdę z obcowania z tą odsłoną cyklu kultowych bijatyk. Wątpliwości wzbudziło we mnie też to, czy Ubisoft zdoła stworzyć angażującą opowieść, utrudniając sobie bardziej niż zwykle owo zadanie rezygnacją z konkretnego protagonisty.

Recenzja gry Watch Dogs: Legion - bardzo bezpieczna i grzeczna rewolucja - ilustracja #1
Londyn w grze wypada naprawdę dobrze.

I o ile moje obawy dotyczące warstwy fabularnej się sprawdziły, tak w przypadku rozgrywki tytuł ten zdołał się obronić. Grę paradoksalnie ratuje to, za co Ubisoft jest najczęściej krytykowany – zachowawczość. Okazuje się, że rewolucyjna na papierze nowość w praktyce zmienia zasady rozgrywki w znacznie mniejszym stopniu, niż się spodziewałem (i martwiłem), nie tyle wywracając sposób grania do góry nogami, co nieco go urozmaicając. Watch Dogs: Legion to po prostu solidnie zrealizowana kolejna gra akcji z otwartym światem. Wykonana w typowym dla francuskiej korporacji stylu – ze wszystkimi tego wadami i zaletami. Jeśli go lubicie, polubicie i ten tytuł. Jeśli nie – cóż, trzecie spotkanie z DedSekiem Waszego nastawienia nie zmieni.

Recenzja gry Watch Dogs: Legion - bardzo bezpieczna i grzeczna rewolucja - ilustracja #2
Płatny zabójca ma nawet unikalne animacje eliminacji wrogów garotą.

Na imię mi Legion, bo nas jest wielu

PLUSY:
  1. dobrze zbalansowany, urozmaicający zabawę system rekrutowania agentów;
  2. granie z włączonym permadeathem dodaje całości dreszczyku emocji;
  3. hakowanie sprawia frajdę nie mniejszą niż w poprzednich odsłonach cyklu;
  4. wirtualny Londyn jest bardzo ładny;
  5. dobrze zrealizowane podstawowe mechaniki rozgrywki.
MINUSY:
  1. praktycznie wszyscy bohaterowie, zarówno ci grywalni, jak i fabularni, to jednowymiarowe wydmuszki;
  2. fabuła jest słaba i nieangażująca;
  3. dużą część misji oparto na tych samych, powtarzanych w kółko schematach;
  4. premierowa wersja ma trochę bugów.

Mimo szumnych obietnic rozgrywka w WD: Legionie nie odbiega więc od tego, do czego przez ostatnie lata przyzwyczaiły nas osadzone w otwartych światach akcyjniaki. Kulając się po całkiem ładnie zrealizowanym futurystycznym Londynie, wykonujemy kolejne misje fabularne i oddajemy się całemu szeregowi aktywności pobocznych, na czele z uwalnianiem dzielnic miasta i zbieraniem zatrzęsienia bardziej bądź mniej użytecznych znajdziek. Nie znaczy to na szczęście, że gra nie wyróżnia się kompletnie niczym.

Rekrutowanie kolejnych członków naszej drużyny nie zmienia może zasad rozgrywki, ale całkiem nieźle ją urozmaica. Już po krótkim prologu fabularnym otrzymujemy szansę wyboru pierwszego ochotnika spośród grupy cywili. Choć różnią się oni od siebie wyglądem i perkami, to w przypadku tych ostatnich mowa w zasadzie o niuansach – ktoś może zadawać nieco większe obrażenia w walce wręcz, ktoś inny dysponować własnym pojazdem przybywającym na każde skinienie.

Wszyscy natomiast potrafią sobie z grubsza poradzić w każdych okolicznościach. Czy to babcia nosząca się jak fanka muzyki metalowej, czy młody hipster – każdy rekrut jest w stanie z taką samą skutecznością prowadzić pojazdy, hakować kamery i inne elementy otaczającego go świata, wspinać się na niewielkie budynki, obijać twarze strażnikom czy używać broni palnej. Z opisanych przeze mnie na wstępie powodów taką uniwersalność przyjąłem z ulgą, nawet jeśli nie jest ona zbyt realistyczna – dzięki temu niezależnie od tego, kim gramy, zabawa nie irytuje nadmiernymi ograniczeniami.

Recenzja gry Watch Dogs: Legion - bardzo bezpieczna i grzeczna rewolucja - ilustracja #3
Mój pierwszy agent miał przeraźliwie irytujący głos. Wymieniłem go na kogoś innego przy pierwszej nadarzającej się okazji.
Recenzja gry Watch Dogs: Legion - bardzo bezpieczna i grzeczna rewolucja - ilustracja #4
Zawody uprawiane przez potencjalnych rekrutów bywają dość różnorodne.

O ile rekruci z początkowej puli nie różnią się od siebie w istotny sposób umiejętnościami, tak z czasem możemy zyskać bardziej interesujących agentów, z unikatowymi cechami. Ubisoft dotrzymał obietnicy i faktycznie jesteśmy w stanie zwerbować niemal każdego, na kogo natrafimy, nawet wrogów (choć w ich przypadku wymaga to wykupienia odpowiedniego ulepszenia i nieco więcej zachodu). Proces ten jest bardzo prosty – znajdujemy przechodnia i jeśli nas interesuje, dodajemy go do listy rekrutów. O ile okaże się wystarczająco przychylny DedSecowi, możemy nawiązać z nim kontakt i wykonać dla niego prostą misję. Po jej zakończeniu zyskujemy nowego agenta.

Choć większość NPC nie posiada szczególnych perków, raz na jakiś czas udaje się spotkać znacznie bardziej interesujące indywidua. Co powiecie na seryjnego zabójcę z arsenałem podręcznej broni? Albo lepiej – szpiega dysponującego samochodem godnym Jamesa Bonda, z ukrytą wyrzutnią rakiet samonaprowadzających i niewidzialnością? Jest z czego wybierać. A ponieważ samo bieganie po ulicach i sprawdzanie każdego z nadzieją trafienia akurat na wybitną jednostkę może się szybko znudzić i jest mocno losowe, najlepszych agentów dostajemy też za uwalnianie dzielnic.

Jak wspomniałem, każdym z nich da się zrealizować każdą misję, ale niektórzy dysponują perkami przyjemnie urozmaicającymi zabawę i zachęcającymi do eksperymentowania. Cały ten system nie jest w żadnej mierze rewolucyjny i nie zmienia sposobu, w jaki grało się dotąd w Watch Dogs, ale stanowi fajne uatrakcyjnienie. Ubisoft ładnie wyczuł balans pomiędzy różnorodnością poszczególnych postaci a zadbaniem o to, by przez jej nadmiar nie popsuć wszystkiego agentami słabiej wyposażonymi w umiejętności.

Recenzja gry Watch Dogs: Legion - bardzo bezpieczna i grzeczna rewolucja - ilustracja #5
Niektórzy agenci dysponują bardzo nietypowymi zdolnościami.

Celowo skupiłem się na opisie bohaterów zbiorowych pod kątem ich wpływu na rozgrywkę, gdyż pod względem charakteru wypadają oni bardzo, bardzo blado. Wyglądają inaczej, miewają odmienne animacje poruszania się i mówią dość różnorodnymi głosami – przykładowo wspomniany wcześniej płatny zabójca ma silny rosyjski akcent i nie zawsze poprawnie formułuje zdania po angielsku, a babcia często wplata w dialogi odpowiedniki polskiego zwrotu „złotko”. Poza tym jednak wszyscy są płaskimi, jednowymiarowymi bytami, których charakter sprowadza się do „musimy uratować Londyn, bo tak trzeba”. Zero rozterek, refleksji, różnicy zdań, prywatnych problemów. Wszyscy myślą tak samo i wierzą w to samo. Trudno poczuć z nimi bliższą więź i traktować ich inaczej niż jako narzędzia do realizacji celu.

Recenzja gry Watch Dogs: Legion - bardzo bezpieczna i grzeczna rewolucja - ilustracja #6
Porażka nie musi skończyć się śmiercią agenta.

PERMADEATH

Przed rozpoczęciem właściwej zabawy musimy podjąć decyzję, czy chcemy grać w trybie permadeath, w którym zgon jednego z naszych agentów jest ostateczny, a śmierć wszystkich kończy się przegraną w grze. Jest to dość istotna decyzja, gdyż po aktywowaniu tego trybu możemy go w trakcie rozgrywki wyłączyć, ale nie działa to w drugą stronę. Decydując się na grę bez permadeathu, ewentualną zmianę okupimy rozpoczęciem wszystkiego od początku.

Osobiście grałem z włączoną „permanentną śmiercią” i zachęcam Was, byście też się na to zdecydowali, gdyż rozgrywka ewidentnie została zaprojektowana z myślą o tym module. Na „normalnym” poziomie trudności zabawa okazuje się stosunkowo łatwa i bez tego dreszczyku emocji, wynikającego z czyhającej na nas kostuchy, zwyczajnie może się szybko znudzić. Agentów raczej zawsze będziemy mieć w szeregach wielu i trzeba się naprawdę postarać, żeby sprowadzić ich liczbę do poziomu zagrażającego rozgrywce. Nie każda porażka kończy się też zgonem – po upadku z dużej wysokości czy pobiciu nasz człowiek może tylko wylądować w szpitalu i nie być dyspozycyjny przez pewien czas. Poza tym w newralgicznych punktach, takich jak na przykład walki z bossami przy końcu gry, permadeath zostaje czasowo wyłączony i tam śmierć agenta skutkuje wyłącznie wczytaniem checkpointu. Realnym zagrożeniem jest więc nie tyle przegranie całej gry, co utrata pojedynczych, bardziej lubianych przez nas person, których następców z takim samym zestawem umiejętności może być potem trudno znaleźć. Funkcja ta pozytywnie wpływa natomiast na wrażenia z zabawy – gdy coś idzie nie tak i dajemy się niespodziewanie wykryć albo źle oszacujemy siłę wrogów, rzucając się na nich w otwartej walce, możemy liczyć na solidny wyrzut adrenaliny, którego w przypadku braku kary za porażkę zwyczajnie by nie było.

TWOIM ZDANIEM

Potrzebujesz fabuły, żeby dobrze bawić się w otwartym świecie?

Tak, bez tego gra nie ma sensu
89,2%
Wszystko mi jedno
7,4%
Nie, zupełnie mi na niej nie zależy
3,3%
Zobacz inne ankiety
Oceny redaktorów, ekspertów oraz czytelników VIP ?

Elessar90 Ekspert 4 listopada 2020

(PC) Watch Dogs Legion wprowadza pewne nowatorskie rozwiązania w swojej formule, ale w ostatecznym rozrachunku nie wykorzystuje w całości ich potencjału. Możliwość grania każdym jest ciekawą koncepcją, ale ostatecznie spłaszcza to bardzo narrację. Słaby model jazdy, słabe radio, ale za to w samym Londynie można się mocno zauroczyć. No i przynajmniej skończono z ziomalskim klimatem z WD2.

7.5
Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym
Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym

Recenzja gry

Hyrule Warriors: Age of Calamity to nie jest być może Zelda, na którą czekaliście – to jednak naprawdę dobra gra z gatunku musou, która wyjmie wam kilkadziesiąt godzin z życia.

Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory
Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory

Recenzja gry

Po wielkim restarcie marki Modern Warfare, odświeżenia doczekała się także seria Black Ops. Przygody Masona, Woodsa i Hudsona powracają w świetnym stylu, bo Cold War to jedna z najlepszych kampanii w historii CoD-a!

Recenzja Assassin's Creed Valhalla - to jest Asasyn, którego szukacie
Recenzja Assassin's Creed Valhalla - to jest Asasyn, którego szukacie

Recenzja gry

Miniony tydzień był cholernie intensywny. Spędziłem go z grą AC Valhalla, u boku Eivor, dzielnej wojowniczki z Norwegii, która wraz z bandą przyjaciół wyruszyła do Anglii, żeby zbudować swój dom.