Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 29 marca 2017, 14:04

autor: Maciej Pawlikowski

Poza grami zajmuje się krytyką literacką, czasami trochę życiem, czasami trochę przeżyciem.

Recenzja gry Beat Cop – pieskie życie gliniarza

Trochę po cichu i w cieniu wielkich premier nadeszła niezależna gra, o której warto pamiętać. Beat Cop to pod pewnymi względami produkcja podobna do cenionego Papers, Please, ale w tym wypadku wcielamy się w rolę dobrego i złego gliny.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

PLUSY:
  1. doskonale podkreślająca chaos lat 80. stylistyka pixel artu;
  2. odważny, czarny, bezkompromisowy i potwornie świński humor;
  3. śmieszne, przerysowane postacie oparte na stereotypach;
  4. angażująca mechanika zarządzania czasem, za sprawą której towarzyszą nam pośpiech i panika;
  5. możliwość odgrywania dobrego i bardzo, bardzo, bardzo złego gliny;
  6. świetne pomysły na zadania poboczne, w których najczęściej robimy wszystko oprócz strzeżenia prawa.
MINUSY:
  1. błędy w misjach pobocznych;
  2. irytująca minigierka z przeszukiwaniem bagażnika;
  3. dobre pomysły i angażująca mechanika sprawdziłyby się lepiej w odrobinę bardziej zwięzłej formie.

Jeśli marzyłeś, by wcielić się w twardego glinę w czasach, kiedy włoska mafia oprócz dobrego spaghetti serwowała betonowe buciki, a określenie „czarny” było synonimem słowa „kryminalista”, to Beat Cop polskiego studia Pixel Crow doskonale spełni Twoje fantazje. Młody deweloper sięgnął do kultowych obrazów lat 70., 80. i 90., aby z nieco już zapomnianej historii kina wygrzebać takie megahity Polsatu jak Brudny Harry, Columbo czy Policjanci z Miami. Powstała opowieść, która nawiązuje do tych pamiętnych filmów, jednocześnie przemycając potężną dawkę nielegalnego humoru.

Beat Cop jest mocnym debiutem studia z Warszawy i choć Pixel Crow na scenie działa dopiero od 2014 roku, jego założyciele – Maciej Miąsik oraz Adam Kozłowski – mają już w swojej kartotece między innymi kolaborację ze studiami LK Avalon, CD Projekt RED i Vivid Games. Ci debiutanci – wspierani zresztą przez polskiego wydawcę, 11 bit studios – to raczej grube ryby, po których spodziewamy się czegoś ciężkiego kalibru. Powiedzmy więc otwarcie: Beat Cop sprostało oczekiwaniom – to bardzo dobry tytuł, którego nie zepsuły na szczęście sporadyczne usterki techniczne.

Od bohatera do zera

Recenzja gry Beat Cop – pieskie życie gliniarza - ilustracja #1
Na początku każdego dnia koledzy z pracy podwiozą nas na nasz rewir.

Jack Kelly był niegdyś szanowanym detektywem nowojorskiej policji, ale wszystko, co dobre... skradziono i sprzedano w miejscowym lombardzie. Wrobiony w morderstwo i rabunek diamentów Kelly traci ciepłą posadkę detektywa i zostaje zdegradowany do poziomu zwyczajnego krawężnika. Swoją karierę kończy – a może rozpoczyna? – na zapadłym posterunku policji, gdzie od rana wysłuchuje wrzasków przełożonego i drwin kolegów. Jego nędzną wypłatą interesuje się skarbówka, która regularnie inkasuje kilkaset dolarów na poczet alimentów. Jakby tego było mało, Kelly zostaje dzielnicowym rewiru w Brooklynie, w którym ścierają się wpływy zorganizowanej włoskiej mafii i lokalnych gangów. Innymi słowy – nikt Ci nie wierzy i nikt Cię nie lubi. Wszyscy woleliby, abyś przestał oddychać. Pora zakasać rękawy i wziąć się do pracy.

Zwłaszcza że masz zaledwie dwadzieścia dni, by oczyścić się z zarzutów i odzyskać dobre imię, nim ktoś upomni się o Twoje życie. Zadanie nie jest łatwe, bo codziennie czeka Cię służba i barwny Brooklyn z przekrojem stukniętych mieszkańców. A zegar nieubłaganie tyka.

Wyścig z czasem

Recenzja gry Beat Cop – pieskie życie gliniarza - ilustracja #2
Parkowanie na zakazie to prawdziwa zmora brooklyńskich ulic. Od Ciebie zależy, jak bardzo pobłażliwy dla mieszkańców będziesz.

Beat Cop to przygodowa gra indie z pogranicza gatunków point’and’click i time management. Kluczowym mechanizmem, na którym opiera się cała rozgrywka i od którego zależy nie tylko kariera Jacka Kelly’ego, ale i jego życie, jest umiejętność zarządzania czasem. Zabawę podzielono na dziesięciominutowe dni. Każdy to rutynowa praca policjanta – wyrabiamy więc normy mandatowe (trzeba przecież podreperować kieszeń burmistrza), wlepiając kary za złe parkowanie, zbite światła czy kiepski stan opon. Konieczne jest również żmudne patrolowanie dzielnicy i reagowanie na zgłoszenia. Gra stawia przed nami rozmaite zadania: od przeganiania graficiarzy i pościgów za złodziejaszkami, przez wezwania do zakłóceń porządku, na porzuconych w śmierdzących uliczkach trupach kończąc – twórcy postarali się, by nasz etat wypełnić typową policyjną robotą.

Kelly musi więc biegać po dzielnicy, wykonując polecenia przełożonych (lub szemranych zleceniodawców...). Każde zadanie ma limit czasowy – złodziej w końcu ucieknie, a podejrzany samochód odjedzie. Czas jest naszym podstawowym wrogiem i aby przetrwać, musimy podejmować decyzje, które zadania wykonać, a które odpuścić. Interwencje nierzadko odbywają się jednocześnie na dwóch końcach dzielnicy i choć Kelly porusza się dość szybko i sprawnie, długość jego sprintu reguluje pasek wytrzymałości (staminy). Na domiar złego często w trakcie zmierzania na miejsce zaczepia nas pieszy, prosząc o pomoc w innej sprawie. Dopiszcie do tego obowiązek wystawiania określonej liczby mandatów każdego dnia, a zrozumiecie, jak stresujące życie prowadzi Jack Kelly.

Recenzja gry Beat Cop – pieskie życie gliniarza - ilustracja #3
Pożar to rzadki fenomen. Na tyle rzadki, że mieszkańcy płonącego budynku w oknach wydają się go nie zauważać.

Większość zadań wykonujemy, rozmawiając i podejmując decyzje, które mają wpływ na opinię o bohaterze, a w niektórych wypadkach nawet na zakończenie gry. W trakcie konwersacji zegar zatrzymuje się, byśmy mogli skupić się na fabule – i jest to jeden z tych nielicznych momentów, w których możemy na chwilę odetchnąć. Jednak czas już nieubłaganie płynie, gdy wypisujemy mandaty, sprawdzamy światła samochodu czy przeszukujemy bagażnik. Każde z tych zadań to specyficzna minigierka. W przypadku mandatu za każdym razem musimy wypełnić stosowny blankiet, podając powód, numer odznaki i nazwisko.

Przeszukanie auta to raczej irytująca zabawa w przesuwanie klocków w stylu łamigłówki sokoban, a strzelanina to próba ogarnięcia niezwykle zaawansowanego parkinsona Kelly’ego i wciśnięcia klawisza myszki akurat w momencie, gdy celownik wyląduje na głowie kryminalisty. Weźcie pod uwagę, że nawet w trakcie sprawdzania podręcznego notatnika z zadaniami czas płynie. Tworzy to atmosferę nieustannej paniki, a kontrola nad ową paniką stanowi klucz do sukcesu. Zwłaszcza że niewykonana robota odbija się nie tylko na wypłacie, ale również na szacunku na dzielni.

Papiery, poproszę

Recenzja gry Beat Cop – pieskie życie gliniarza - ilustracja #4

Twórcy nie bez powodu powołują się na inspirację niezależną perełką z 2013 roku. Papers, Please było oryginalną grą, która stawiała nas w niecodziennej roli służby celnej fikcyjnego komunistycznego państwa. Musieliśmy więc sprawdzać dokumenty ludzi przechodzących przez granicę, wykrywać próby oszustwa i umiejętnie zarządzać czasem. Podobnie jak w przypadku recenzowanego tytułu za prostą mechaniką Papers, Please kryła się ciekawa historia z wieloma zakończeniami.

Wilkołak występuje w Puszczy - Recenzja gry Werewolf: The Apocalypse - Heart of the Forest
Wilkołak występuje w Puszczy - Recenzja gry Werewolf: The Apocalypse - Heart of the Forest

Recenzja gry

Powrót do świata żywych wilkołaków ze Świata Mroku okazuje się ambitniejszy niż mogliśmy przypuszczać – Werewolf: The Apocalypse - Heart of the Forest to bowiem ciekawa gra tekstowa, która spróbuje udowodnić, że czytelnictwo w Polsce nie jest w odwodzie.

Recenzja Tell Me Why – przerost treści nad formą
Recenzja Tell Me Why – przerost treści nad formą

Recenzja gry

Nowa Gra twórców Life is Strange zaskakuje delikatnością, z jaką przedstawia relacje między bohaterami oraz historią, która łapie za serce i co chwilę odkrywa przed graczem nowe niespodzianki.

Recenzja Beyond a Steel Sky - gry, na którą czekaliśmy 25 lat
Recenzja Beyond a Steel Sky - gry, na którą czekaliśmy 25 lat

Recenzja gry

Beyond a Steel Sky udowadnia, że na właściwy sequel warto poczekać nawet ćwierć wieku. Albo, że i dziś warto zapoznać się z 26-letnią grą z Amigi, by lepiej bawić się przy tej nowszej produkcji.